Sławomir Chrośniak z Urzędu Miejskiego w Żninie dwoił się i troił, by wytłumaczyć, że przepisy nakazywały wydać bez przeszkód decyzje o warunkach zabudowy dla fermy norek. Po lewej sołtys Wenecji, Henryk Ciupiński, który sceptycznie odbierał te tłumaczenia.
fot. Karol Gapiński
Wenecja, mieszkańcy, hodowla, norki
Cios w serce Pałuk
Mieszkańcy Wenecji biją na alarm: hodowla norek amerykańskich będzie działała jak plaga -to nie tylko rozciągający się na przestrzeni wielu kilometrów smród padliny, którą norki się żywią, ale też zatrucia wody amoniakiem i ucieczki norek do lasu. Nadleśniczy Gołąbek i dyrektor Muzeum Archeologicznego w Biskupinie są zdania, że wydane pozwolenie na budowę fermy norek w Wenecji to cios w serce Pałuk. Żnińscy urzędnicy uważają jednak, że wszystko odbyło się w zgodzie z prawem i dlatego ani burmistrz, ani też starosta nie mogli inwestycji zablokować.
Dopiero po ponad roku do opinii publicznej w Wenecji dotarła informacja o tym, że 18 maja 2012 r. burmistrz Żnina Leszek Jakubowski wydał decyzję o warunkach zabudowy dla inwestycji polegającej na budowie 24 wiat hodowlanych w ramach zabudowy zagrodowej na działce nr 230/3 w tejże wsi. Działka ma blisko 3 hektary powierzchni i leży w rejonie Wenecji zwanym Mościszewem (przy drodze w kierunku Pniew).
Jak ustaliła później mieszkanka Wenecji Monika Kuss, wniosek o wydanie warunków został dla tej inwestycji złożony jeszcze na początku 2012 r. W marcu wnioskodawca musiał ten wniosek uzupełnić. Wówczas okazało się, że ferma hodowlana przeznaczona ma być dla 40 dużych jednostek hodowlanych - przeliczeniowych tchórzofretek. Monika Kuss podkreśla, że tchórzofretek nikt w tego rodzaju fermach nie hoduje. W ostatnich dniach stało się jasne, że w planowanej fermie mają być hodowane norki amerykańskie. Dlatego mieszkańcy Wenecji zażądali wyjaśnień od burmistrza i urzędników gminy. Mieszkańcy ci są świadomi zagrożeń, które niesie ze sobą sąsiedztwo ferm z norkami. W związku z tym chcieli wiedzieć, dlaczego wieś nie została poinformowana przez ratusz o planach założenia takiej hodowli. Nie ma to być mała hodowla, bo 40 jednostek przeliczeniowych we wniosku o wydanie decyzji o warunkach zabudowy oznacza, że trzymane byłoby w zagrodach 16.000 norek. To wprawdzie nieco mniej, niż inwestor miał w planach w Mięcierzynie - tam ów inwestor chciał zakładać fermy na 60 i 210 jednostek przeliczeniowych - ale wciąż bardzo dużo.
Pominięto ich w postępowaniu
W ciągu kilku dni mieszkańcy Wenecji przy wsparciu organizacyjnym ze strony sołtysa Henryka Ciupińskiego zaplanowali zebranie w sprawie planowanej fermy. Chcieli wyjaśnień od urzędników. Zebranie wyznaczono na przedwczorajszy wieczór. Mimo zaproszenia nie pojawił się na nim włodarz gminy Żnin. Przybyło jednak dwoje urzędników z wydziału mienia, rolnictwa i środowiska w żnińskim ratuszu: Urszula Nawrocka, która jest naczelnikiem tego wydziału i Sławomir Chrośniak.
W świetlicy wiejskiej pojawiło się około stu mieszkańców wsi, którzy żądali wyjaśnień, dlaczego burmistrz wydał decyzję o warunkach zabudowy, dlaczego wieś nie została poinformowana o toczącym się w tej sprawie postępowaniu, wreszcie dlaczego starosta żniński już wydał pozwolenie na budowę 24 wiat, a pozwolenie to zdążyło się uprawomocnić, co oznacza, ze teraz jest już pozamiatane i inwestycji nie można zablokować.
Urszula Nawrocka i Sławomir Chrośniak tłumaczyli, że według przepisów ustawowych, dla hodowli obliczonych na 40 jednostek przeliczeniowych stroną w postępowaniu administracyjnym nie jest sołectwo, a tylko właściciel działki, inwestor i sąsiadujący bezpośrednio z działką, na której planowana jest inwestycja. Dlatego sołtys nie otrzymywał w tej sprawie żadnych pism.
Mieszkańcy chcieli wiedzieć, kto jest inwestorem, ale Urszula Nawrocka nie chciała tego zdradzić. Argumentowała, że zakazują jej tego przepisy ustawy o ochronie danych osobowych.
Dla Moniki Kuss to jednak nie był argument. Była ona w ostatnich dniach bardzo zaniepokojona planami założenia hodowli norek, dlatego przeprowadziła własne ustalenia w urzędach.Udało jej się ustalić, że decyzję o warunkach zabudowy wydano na wniosek Jacka Sobolewskiego, ówczesnego właściciela działki w Wenecji. Również pozwolenie na budowę zostało wydane na Jacka Sobolewskiego. - Nie mnie to oceniać, jakie są intencje pana Jacka Sobolewskiego, ale skoro miał takie możliwości prawne, to je wykorzystał. Jest to działanie z wykorzystaniem luk w przepisach i nieuwzględniające zdania większości, ale miał taką możliwość i ją wykorzystał. Następnie pan Jacek Sobolewski odsprzedał działkę 230/3 spółce „Norpol 2” w Żdżorach w województwie zachodniopomorskim. Należy ona do właścicieli holenderskich, podobnie jak spółka z o.o., spółka komandytowa „Joni Mink” w Żdżorach. Te spółki zajmują się wielkoprzemysłową hodowlą norek amerykańskich. Zdołałam ustalić tę firmę dopiero dzisiaj i od razu wysłałam e-mail z zaproszeniem na spotkanie w celu przedstawienia ich planów i przedstawienia wyjaśnień mieszkańcom. Mam w swojej skrzynce poczty elektronicznej opcję informowania o tym, czy moja wiadomość została odebrana przez adresata. Kilkadziesiąt minut po wysłaniu listu okazało się, że został on w skrzynce adresata odebrany i zaraz wyrzucony do kosza. Stąd już wiedziałam, że niestety inwestorzy nie mają zamiaru z nami rozmawiać - powiedziała Monika Kuss.
Marek Malak, nadleśniczy z Gołąbek prezentował rejon oddziaływań norek, które będą uciekały z fermy
fot. Karol Gapiński
Cios nie tylko w Wenecję
Mieszkańcy Wenecji mieli ogromne pretensje do urzędników ze Żnina. Podkreślali, że nawet jeśli przepisy pozwalały wydawać decyzję o warunkach zabudowy i w ślad za nią pozwolenie budowlane, bo ferma ma liczyć 40 jednostek przeliczeniowych, czyli taką ilość, wobec której sołectwo nie miało możliwości blokowania inwestycji, to jednak urzędnicy powinni mieć też wzgląd na ważny interes społeczny w tej sprawie. Mieszkańcy mieli żal, że burmistrz w ogóle nie zażądał od wnioskodawcy zlecenia raportu o środowiskowych oddziaływaniach takiej inwestycji. Sławomir Chrośniak tłumaczył, że w związku z taką wielkością hodowli obowiązku zlecania raportu nie było. Prezes Stowarzyszenia Miłośników Wenecji Ryszard Jułga mówił natomiast: - Ja nie rozumiem, dlaczego pan Chrośniak może się uśmiechać tutaj od ucha do ucha, bo urząd zrobił wszystko zgodnie z przepisami. Jest jeszcze ważny interes społeczny i dobro całej gminy, które powinno być dla władzy wartością nadrzędną, a nie tylko ustawy. Zabrakło konsultacji z mieszkańcami.
Mieszkańcy Wenecji w rozmowach z nami podnosili też fakt, iż wioski, które są narażone na uciążliwe działanie fermy, to również Białożewin, Hejmanówka, Godawy. Ferma dotknie bezpośrednio wszystkie osady w odległości do 2 km a pośrednio też Podgórzyn i Żnin, gdzie regularnie będą przejeżdżać transporty z padliną, norki hodowlane bowiem żywią się padliną. Hodowla wiąże się ze smrodem w okolicy także z powodu tego, że po uboju i zdarciu skór pozostałe szczątki będę wyrzucane. Dodatkowo karmienie odbywa się w takich hodowlach mechanicznie, a zwierzęta cały czas buszują na siatkach w swoich klatkach, a to wszystko wiąże się z nieustającym hałasem, który będzie dokuczał mieszkańcom.
Uczestnicy zebrania twierdzili, że jednostka przeliczeniowa w hodowli, na którą wydaje się warunki, to nie wszystko co w tej sprawie istotne. Jedna jednostka przeliczeniowa to bowiem 500 kg, tyle, ile mniej więcej waży dorosła krowa. Jednak 40 krów to nie jest to samo, co 16.000 norek, choć ilość jednostek przeliczeniowych w takich hodowlach jest taka sama. Dla mieszkańców Wenecji było szokiem to, co mówili urzędnicy, iż oni muszą wnioski traktować tak samo w oparciu o deklarowaną ilość jednostek przeliczeniowych. O hodowli wielkoprzemysłowej można mówić, gdy liczy ona powyżej 40 jednostek przeliczeniowych. Ale dla mieszkańców Wenecji to, że coś mieści się w normach określonych na papierze, nie oznacza w praktyce, że nie będzie skutkowało tak, jak hodowla wielkoprzemysłowa.
Wenecja w ostatnich latach rozwija się przede wszystkim jako miejscowość rekreacyjna i miał tu miejsce bum budowlany, jeśli chodzi o zabudowę jednorodzinną. Ludzie szukali tutaj ucieczki przed zgiełkiem miasta. Chcieli żyć w otoczeniu przyrody. Niektórzy nabyli dopiero działki i planowali budowę domu lub są w jej trakcie. Hodowla norek spowoduje - na co wskazują obserwacje w związku z tego typu inwestycjami w Polsce - kilkukrotny spadek wartości nieruchomości w całej wsi. Dodatkowo w związku z prowadzeniem hodowli następuje nadprodukcja amoniaku. Zanieczyszczone powietrze osiada na glebie. Amoniak bardzo dobrze rozpuszcza się w wodzie i będzie przedostawał się do wód gruntowych. To wszystko stanowi także zagrożenie dla zdrowia nie tylko zwierząt w okolicy, ale i ludzi. Dlatego właściciele tych nieruchomości pytali urzędników, czy oni im zrekompensują takie straty. Sławomir Chrośniak odpowiadał, że można w drodze postępowania domagać się rekompensaty za to od inwestorów. Tym stwierdzeniem urzędnik ratusza wśród obecnych na sali wywołał tylko serię ironicznych komentarzy.
Dla doktora Sousaka Masaouda jeszcze jedna sprawa była niezrozumiała. Otóż wybudował się on w pobliżu planowanej fermy norek. Graniczy z działką 230/3 przez drogę, zatem nie jest formalnie sąsiadem i nie był stroną w postępowaniu, więc do niego żadne informacje z Urzędu Miejskiego w tej sprawie nie wpływały. Doktor dziwił się, jak droga, która nie jest żadną barierą dla smrodu, może go eliminować jako stronę w postępowaniu. - Czy to, że mieszkańcy nie graniczą bezpośrednio z fermą, ma oznaczać, że przestają odczuwać woń? - pytał retorycznie.
Przeciw naturze i przeciw kulturze
Mieszkańcy zwracali też uwagę na fakt, iż ferma norek kłóci się z obecnym charakterem zabudowy i już sam ten fakt powinien dać do myślenia urzędnikom przy wydawaniu decyzji. Z kolei nadleśniczy Nadleśnictwa Gołąbki Marek Malak podniósł istotę zagrożeń dla ekosystemu.Statystyki pokazują, że w fermach tego typu dochodzi do ucieczek około 15% populacji norek w skali roku. Jedna norka amerykańska - a te hodowlane są dużo większe od norek amerykańskich dzikich - może zabijać dziennie nawet do 100 osobników naturalnie żyjących w lesie. Norki niszczą całe kolonie ptactwa chronionego. Zabijają dla samego faktu uśmiercenia zwierzęcia, a niekoniecznie dla pokarmu. Ponadto zjadają jaja dzikiego ptactwa. Już dawno norka amerykańska, jako gatunek inwazyjny, wyparła z lasów w Polsce norkę europejską, swego mniejszego kuzyna, który przez setki lat był naturalnym mieszkańcem lasów także na Pałukach.
Marek Malak podkreślił, że planowana ferma norek i związana z tym perspektywa inwazji tych osobników w naturalne środowisko przyrodnicze jest szczególnym zagrożeniem dla obszarów Natura 2000, które przecież stanowią teren ochronny. Granice tych obszarów znajdują się w odległości około 2 km od planowanej fermy. Również ledwie 2,1 km to odległość działki 230/3 od siedliska bielika - jednego z zaledwie kilku na obszarze całego Nadleśnictwa Gołąbki.
Zarówno nadleśniczy, jak i reprezentanci kół łowieckich podkreślali, że norka zniweczy ich działania w zakresie odbudowy gatunków naturalnie występujących. Korzystając ze wsparcia europejskiego środowiska łowieckie i leśnicy wprowadzają do ekosystemu setki bażantów, kuropatw czy zajęcy. Efekty tych długofalowych działań mogą zostać teraz zniweczone już po pierwszych kilku miesiącach z norkami pod lasem. Badania wskazują, że te norki mają z dnia na dzień po swej ucieczce z fermy rosnący obszar oddziaływań, gdyż bardzo szybko się przemieszczają. Marek Malak zapewnił mieszkańców Wenecji, że jeśli będzie trzeba, to dostarczy fachowe opracowania na temat wpływów hodowli norek na otoczenie.
Na zebraniu nie było dyrektora Muzeum Archeologicznego w Biskupinie Wiesława Zajączkowskiego, ponieważ przebywa on w szpitalu. W rozmowie z nami dyrektor wyraził solidarność z mieszkańcami Wenecji, którzy nie chcą hodowli norek w swej wsi. - To nie pierwsza tego typu inicjatywa i nie pierwszy raz związana z osobą pana Jacka Sobolewskiego. Niestety, jest to działanie, które psuje środowisko w otoczeniu dóbr kultury i przyrody. Oczywiście smród i krajobraz związany z hodowlą norek zakłócałby także obraz Muzeum Archeologicznego. Wpływałby negatywnie na reakcje i odczucia turystów, co skutkowałoby w dłuższej perspektywie spadkiem ruchu turystycznego. Jako Muzeum Archeologiczne dajemy komitetowi protestacyjnemu w Wenecji poparcie - powiedział Wiesław Zajączkowski. Zapewnił, że muzeum i on sam udzieli wsparcia i podpisze się pod każdym pismem protestacyjnym w sprawie norek w Wenecji, jakie tylko zostanie sporządzone i do kogokolwiek by ono nie było zaadresowane.
Myśleli, że chodzi o dach
Zapytaliśmy również bezpośrednio sąsiadujących z działką 230/3 gospodarzy Mariusza i Bernarda Gałgańskich, czy byli oni informowani jako strona w postępowaniu, jaka inwestycja jest przygotowywana na sąsiedniej działce. - To było tak, że wcześniej ta działka 230/3 należała do Agencji Nieruchomości Rolnych. Kilka lat temu był na nią przetarg, w którym braliśmy udział, bo chcieliśmy poszerzyć nasz areał. Licytowaliśmy za te niecałe 3 hektary do kwoty 29.000 zł, ale pan Sobolewski nas przebijał i musieliśmy odpuścić, bo już nie było nas na to stać. Później pełnomocniczka pana Sobolewskiego była u nas z jakimś pismem, żebyśmy podpisali. Mówiła, że potrzebna jest nasza zgoda dla spełnienia procedur w urzędzie dla uzyskania zgody na zmianę dachu w projektowanym budynku. To podpisaliśmy. Później też jakaś poczta przychodziła do nas i do sąsiada, pana Chełminiaka, ale nie wiedzieliśmy, że tam chcą hodować norki. Dopiero niedawno okazało się, jakie są plany inwestora, który to odkupił. Nie wiedzieliśmy, że to trzeba oprotestować i minęły terminy - powiedział nam Bernard Gałgański.
Cofnięcie warunków zabudowy możliwe
Obecny na zebraniu Maciej Wysocki wyraził żal, że po raz kolejny zabrakło konsultacji urzędu z mieszkańcami i teraz sytuacja stała się naprawdę groźna, bo pozwolenie na budowę fermy norek jest już prawomocne. Ponieważ zewsząd na sali dawało się słyszeć pytania, jakie są teraz prawne możliwości zablokowania inwestycji i czy w ogóle jakieś są, Maciej Wysocki zasugerował: - Jedyna możliwość to ta, że nastąpi cofnięcie wcześniej wydanych warunków zabudowy z konsekwencjami dla organu wydającego, czyli burmistrza.
Taką możliwość potwierdził obecny na zebraniu Wiesław Rumel, szef wydziału ochrony środowiska w Starostwie Powiatowym w Żninie. Podkreślił on, że wnioskodawca musiał otrzymać pozwolenie na budowę, ponieważ przepisy tego nie zabraniały i decyzja o warunkach zabudowy tylko to potwierdzała. - Pan Wysocki dobry pomysł tutaj podsunął, ale należy pamiętać, że musi być też podstawa prawna. Jeżeli warunki zabudowy będą cofnięte, to starosta na tej podstawie może cofnąć pozwolenie na budowę - powiedział Wiesław Rumel. Cofnięcie warunków zabudowy wiąże się z konsekwencjami finansowymi dla organu, który wydał taką decyzję.
Dodajmy, że prawomocne pozwolenie budowlane (żadna ze stron w terminie 14 dni go nie oprotestowała, a sołectwo taką stroną nie było) jest wydane na Jacka Sobolewskiego. Nowy właściciel działki musi je formalnie przenieść na siebie przed podjęciem inwestycji. Pozwolenie jest ważne trzy lata od wydania.
Albo norki, albo oni
Swoje wsparcie dla mieszkańców Wenecji wyrazili radni: Adam Kowalewski, przewodniczący komisji ochrony środowiska i Paweł Janowski, przewodniczący komisji do spraw wsi. Przyznali, że nie mieli pojęcia o planowanej inwestycji, bo Urząd Miejski im takowej informacji nie przekazał. Oznajmili, że przedstawicieli komitetu protestacyjnego zaproszą na spotkania komisji.
Na zebranie do Wenecji przyjechali gościnnie Tomasz Rogacz i Bronisław Wieczorek, rajcy Rady Gminy Rogowo. Podzielili się oni swoimi doświadczeniami w walce z planowanymi inwestycjami w zakresie hodowli norek w Mięcierzynie. Opowiadali o tym, że walka jest trudna i mówiąc obrazowo - trzeba być gotowym na to, że trzeba będzie kłaść się pod koparki, by takiej inwestycji przeciwdziałać. Samorządowcy z gminy Rogowo zasugerowali też mieszkańcom Wenecji, aby od razu powołali spośród siebie komitet protestacyjny. Doświadczenia bowiem z Mięcierzyna pokazują, że na pierwszym zebraniu jest duża frekwencja mieszkańców i wszyscy deklarują chęć działania, a na następnym i kolejnych spotkaniach frekwencja spada i zapał społeczny także. Dlatego trzeba kuć żelazo, póki gorące.
I rzeczywiście taki komitet protestacyjny mieszkańcy Wenecji od razu na wtorkowym zebraniu zawiązali. W jego skład weszli: Monika Kuss, Maciej Wysocki, Ryszard Jułga, Romuald Pichłacz, Roland Pilarski, Marek Olejnik, Małgorzata Nawrocka, Henryk Ciupiński, Anna Sawala-Smoter, Agnieszka Szmańda, Łukasz Wachowiak, Zbigniew Kabat, Stanisław Gałgański, Justyna Stolarek, Stanisław Staniszewski i Sousak Masaoud.
W najbliższy poniedziałek komitet spotka się w celu wyłonienia swoich liderów i przedstawienia pomysłów na dalsze działanie. Tomasz Rogacz i Bronisław Wieczorek dodając otuchy komitetowi protestacyjnemu w Wenecji przekazali mu koszulkę z hasłem na piersi zachęcającym do walki przeciwko tego typu inwestycjom, jak ta planowana w Wenecji czy w Mięcierzynie: Albo norki, albo my. Ma to podkreślać zaangażowanie i determinację potrzebną w tej walce.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1112 (23/2013)
Komentarz
W zgodzie z przepisami, w niezgodzie z sensem rządzenia
Postępowanie zgodne z przepisami jest tylko minimalnym wymogiem powodzenia w działaniu. Ale to nie wszystko. Aby rządzić z sensem, przy podejmowaniu decyzji trzeba ten sens widzieć.
Dla urzędników Żnina, na czele z burmistrzem Leszkiem Jakubowskim - jak się znów okazało - nie liczy się efekt - sensowny efekt - tylko to, że zrobili, co mieli zrobić; punkt po punkcie według instrukcji. Aby nie mieć problemu. I dlatego teraz problem mają mieszkańcy Wenecji i połowy Pałuk.
Doskonale rozumiem, że urzędnik musi respektować przepisy prawa, w tym ustawę o ochronie danych osobowych. Ale nie mogą też zapominać o tym, co powinno być ich celem nadrzędnym. Przypominam wam zatem, drodzy urzędnicy i panie burmistrzu, że tym celem, który powinien wam przyświecać ponad wszystkimi innymi celami, jest interes społeczeństwa, które was wybrało, i które wam płaci za pracę.
Każdy zdrowo myślący urzędnik od razu dostrzegłby w procedurze podjętej przez inwestora w Wenecji coś podejrzanego. Wokół działki, dla której inwestor chciał warunki zabudowy dla 24 wiat hodowlanych, są same skromne gospodarstwa indywidualne i nowe domki jednorodzinne. Wenecja od przynajmniej 20 lat zmienia swe oblicze z wioski rolniczej na osiedle podmiejskie.
Fakt, że objawił się tutaj - w otoczeniu obszarów chronionych - ktoś zainteresowany budową wiat hodowlanych, od razu spowodowałoby zapalenie się w mojej głowie ostrzegawczej lampki. I taka lampka powinna się też była zapalić w głowie urzędników, którzy decyzje o wydaniu warunków zabudowy przedłożyli do podpisu burmistrzowi. Ciekawe, czy gdyby inwestycja dotyczyła miejscowości, w której ci urzędnicy sami mieszkają, to też by tak łatwo przeszli obok sprawy?
Burmistrz może i nie miał obowiązku informować wsi o tym, co jest dla niej krojone przez właściciela działki. Ale jeśli tak burmistrz pojmuje swoje obowiązki, że należy do nich tylko to, co jest zapisane w przepisach, to ja wszystkim mieszkańcom jego gminy współczuję. Według mnie burmistrz nie może zapominać, że reprezentuje mieszkańców swej gminy, a nie ustawodawców, czy prywatnych inwestorów lub jakąkolwiek pojedynczą osobę, albo wybraną grupę społeczną. Reprezentuje wszystkich mieszkańców, i powinien myśleć strategicznie o przyszłości swej małej ojczyzny.
Nie ma obowiązku informować wsi o tym, co się szykuje. Ale czy to oznacza, że nie ma prawa o tym informować? Powiedzieć w sprawozdaniu burmistrza na sesji, czy na konferencji prasowej, że są podejmowane takie czy inne starania - bez łamania ustawy o danych osobowych. Gwarantuję, że po takiej informacji mieszkańcy Wenecji i my dziennikarze również stanęlibyśmy na głowie, by dociec co się dzieje, i kto za tym stoi. W efekcie byłby też czas na reakcję w celu powstrzymania tej afery.
Rozumiem, że pan burmistrz powoli szykuje się do przejścia na emeryturę i być może już mu nie zależy. Jednak chcę powiedzieć, że nawet na emeryturze norki z Wenecji mogą się panu burmistrzowi odbijać czkawką. Śmierdząca padlina jako żer dla tych norek - kto wie - może będzie jeździła drogą wojewódzką do ronda w Żninie i dalej do Wenecji. Włodarz aż tak daleko od tej drogi nie mieszka. Ten smród jeszcze mu zakłóci niejeden popołudniowy relaks z rodziną na przydomowej werandzie.
Wierzę jednak, że nie ma takiej winy, której nie da się zmazać i odkupić. Jeśli burmistrz Żnina chce zaznać tego odkupienia, to według mnie powinien wesprzeć z całych sił komitet protestacyjny w Wenecji i zrobić wszystko, żeby nie doszło do zniszczenia przyrodniczo-kulturowej tożsamości Pałuk. Szkoda, że dzieła odkupienia włodarz nie rozpoczął już we wtorek. Według mnie powinien przyjąć zaproszenie na zebranie w Wenecji i wysłuchać tego, co mają do powiedzenia zbulwersowani mieszkańcy. Wiem, że to dla burmistrza nie byłoby tak przyjemne, jak np. wizyta w kole gospodyń wiejskich. Ale trzeba umieć zmierzyć się ze skutkami swych działań - a ściślej - braku działań.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1112 (23/2013)
Inne teksty na ten temat:
80 tysięcy norek
Pozwolenie na norki będzie cofnięte
Starosta zawraca norki
Film pt. Hodowcom norek mówią: Nie!
Błędy w piśmie wysłanym z UM w Żninie
Burmistrz cofnął decyzję dla norek
Norki w metalu cofnięte, norki w drewnie czekają
Norki w uśpieniu
Nowa lokalizacja fermy norek
Smród wyczuwalny w miodzie
Norpol II zbuduje fermy w Wenecji
Norek w metalu już nie będzie
Stopował norki, teraz chce je hodować
Natura 2000 wymaga, by zwrócić się o ocenę
Roland Pilarski teraz chce hodować norki
Norki w zawieszeniu
Inwestor zaskoczył mieszkańców
Decyzję o norkach zbada wojewoda
Chcą mieć pewność, że norki znów nie zagrożą
Norki nadal w zawieszeniu
Decyzja dla norek unieważniona
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze