Reklama

Co się stało z lisem?

Co najmniej od kilku tygodni Rodzinne Ogródki Działkowe Wypoczynek w Janowcu Wlkp. zamieszkiwał młody lis. Według relacji osób, z którymi rozmawialiśmy nie wyrządzał szkód, ani też nie był nad wyraz uciążliwy. Nie tak dawno jednak przestał być widywany przez działkowców. Podejrzewają, że mógł zostać otruty.

O zainteresowanie się przez nas nieoczywistym tematem lisa zabiegał jeden z działkowców, który przybliżył nam jego historię. Zwierzę było regularnie spotykane na terenie małego ogrodu działkowego już od drugiej połowy września. - Był zdrowy, płochliwy i nikomu nie powinien wadzić. Wiedzieli o nim weterynarze i w Urzędzie Miejskim. Każdy podchodził do niego z empatią. Lisek miał być odłowiony na wiosnę i wywieziony do lasu. Oczywiście wszystko miało być nagrane przez odpowiednie służby. Niestety, jakiś pseudo działkowiec go otruł. Jest to znęcanie się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem. Jak można? Na działkach nikt nie trzymał kur ani królików - usłyszeliśmy od osoby, która słyszała pogróżki kierowane pod adresem lisa.
Domysły dotyczące otrucia rudzielca nie zostały jednak przez nikogo potwierdzone. Jego zwłoki miały być dostrzeżone na terenie przyległym do jednej z sąsiadujących z ogródkami firm. Są to jednak informacje nieoficjane. Udało nam się skontaktować z jej właścicielką, która zaprzeczyła, aby podobne zdarzenie miało miejsce, choć zwierzę było tam wcześniej widywane żywe.
Lis rozpłynął się w powietrzu. Powiatowy lekarz weterynarii w Żninie Andrzej Domagalski przekazał nam, że zgłoszenie dotyczące padłego w Janowcu Wlkp. zwierzęcia nie zostało odnotowane. Wytłumaczył, że gdyby zwłoki zostały faktycznie znalezione, zgodnie z prawem zgłoszenie jest procedurą konieczną. Można skierować je do zakładu leczniczego dla zwierząt, współpracującego z gminą lub samego Urzędu Miejskiego, które przekażą sprawę właściwemu organowi. Wówczas pracownicy Powiatowego Inspektoratu w Żninie przeprowadziliby kontrolę, pobraliby od lisa próbki, mające na celu wykluczenie wścieklizny. Zajęliby się również kwestią zabezpieczenia truchła do utylizacji.
W przypadku domniemanego otrucia potwierdzenie nie byłoby takie proste. - Takiego czegoś jeszcze nie badaliśmy. Są to kosztowne badania i nie wiem czy byłyby to zasadne, aby zlecać je Państwowemu Instytutowi Weterynaryjnemu w Puławach - mówił Andrzej Domagalski.
Warto wiedzieć, że zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt osobie, która dopuściłaby się otrucia lisa, a co zostałoby udowodnione, mogłaby grozić kara pozbawienia wolności do lat 3.
Prezes ROD Wypoczynek Marek Wenzland przekazał nam z kolei, że kiedy tylko dowiedział się o lisie zgłosił ten fakt do Urzędu Miejskiego. - Prosiłem, żeby coś zadziałali, żeby kogoś nie ugryzł, bo nie uciekał od ludzi. Działkowcy skarżyli się, że się go boją - mówił prezes. - Owszem podchodził, ale na pojawienie się człowieka dawał susa i obserwował z daleka. Młode liski bardzo szybko się oswajają, gdyż nie mają instynktu rozwiniętego tak, jak lis dorosły. Doskonale rozumiem, że ludzie mogli się obawiać, ale teraz jest okres jesienno-zimowy i naprawdę rzadko kto będzie pojawiał się na działkach - oceniła osoba, która obserwowała lisa.
Kierowniczka referatu infrastruktury i ochrony środowiska w janowieckim ratuszu Joanna Lubawa-Fura przyznała, że około miesiąc temu urzędnicy podjęli interwencję. Ich zadaniem było sprawdzenie czy lis nie wykazywał objawów wścieklizny. - Gdy tylko pracownicy pojawili się na ogródkach działkowych, zaklaskali w dłonie to on po prostu uciekł. Dowiedzieliśmy się też, że niejednokrotnie zdarzają się tam resztki jedzenia, ryb, które pojedyncze osoby łowią. Prosiłam, żeby tego nie robić, bo to też przyciąga dzikie zwierzęta - tłumaczyła Joanna Lubawa-Fura, dodając, że urząd był gotowy pomóc, podstawiając tzw. klatkę-łapkę, żeby odłowić lisa i wywieźć go do lasu. Problem nie był jednak powtórnie zgłoszony. - A teraz wiem, że ten lisek został otruty - kontynuowała kierowniczka. Dowiedziała się o tym od działkowczyń.
Powiatowy lekarz weterynarii Andrzej Domagalski w rozmowie z Pałukami zauważył, że podchodzenie lisów (oraz innych dzikich zwierząt) do siedlisk ludzkich jest bardzo powszechne. Zwierzęta wabi jedzenie (na terenie janowieckich ogródków działkowych dożywiane są także koty wolno żyjące, którym regularnie dostarczany jest pokarm). Nie powinno być jednak tak, że lis zadomawia się i żyje wśród działkowców. Może być bowiem nosicielem wielu chorób, nie tylko wścieklizny. Poprzez odchody, które pozostawia przenosi pasożyty, w tym bąblownicę. ROD nie może więc stać się jego drugim domem. - Trzeba zgłaszać ich obecność. Do nas, do gminy albo miejscowego lekarza weterynarii. Jeśli byłby to teren niezamieszkany to zgodnie z prawem może nastąpić odstrzał, a jeśli nie to należy lisa wyłapać, gdyby był uciążliwy. Do tego władny jest samorząd - podkreślił Andrzej Domagalski.
- Zdaję sobie sprawę, że społeczeństwo przyzna rację tym, którzy otruli tego zwierzaka. Wszak według nich to szkodnik i trudno się z tym nie zgodzić. Tylko były inne sposoby na pozbycie się lisa. Mentalność ludzi tak szybko się nie zmieni - usłyszeliśmy od naszego rozmówcy, który chciał pozostać anonimowy.
Justyna Kulpińska

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/12/2024 09:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości