Maria Szulka wyjmuje naczynia z szafy i pokazuje, jak wyglądają fot. Remigiusz Konieczka
Szubin, Maria Szulka, mieszkanie, warunki
Czarne ściany, długa kolejka po mieszkanie
Maria Szulka jeszcze kilka lat temu nie miała dachu nad głową i wylądowała w ośrodku Judym. Potem znalazła mieszkanie, którego teraz ma dość - przez wilgoć, zimno i prawdopodobnie grzyb. Szuka pomocy u burmistrza, ale na mieszkanie komunalne się nie kwalifikuje. Jest na liście, ale zawsze ktoś ją wyprzedzi.
W 2012 roku Maria Szulka wylądowała w ośrodku Judym w Kołaczkowie. Pisaliśmy o jej losach na początku 2013 roku, kiedy opuściła ośrodek. Mówiła wtedy: - Trzy miesiące się błąkałam po Szubinie. Przezywali mnie od pijaczek i alkoholiczek. Straciłam mieszkanie i pracę, a miałam dobrą pracę. Spałam gdzie bądź, błąkałam się. Myślałam, że jak się napiję, to wszystko minie i będzie lepiej. Potem spotkałam osobę, która wyciągnęła do mnie rękę. Znalazłam się w szpitalu w Szubinie. Miałam zapalenie płuc, oskrzeli, chorą wątrobę, ważyłam 48 kg i na dodatek dostałam cukrzycę. Tam byłam dwa tygodnie. Po tym okresie byłam w Toruniu na leczeniu odwykowym. Po sześciu tygodniach miałam załatwione miejsce w „Judymie“.
Tam mieszkała kilka miesięcy. Odeszła stamtąd ze względu na - jak sama mówiła - trudne warunki, z jakimi przyszło się jej zmierzyć. Sprawa odejścia i warunków również była szeroko opisywana na łamach Pałuk. Konsekwencją tego było skierowanie Marii Szulki do ośrodka dla samotnych matek w Bydgoszczy, ponieważ - choć była ona osobą bez dziecka - tam znalazło się wolne miejsce. Jednak trudno jej było się zaaklimatyzować. Przyjeżdżała do Szubina. Był już 2013 rok. Po długich staraniach udało się jej wynająć mieszkanie. Mija czwarty rok, od kiedy mieszka przy placu Wolności w Szubinie i czwarty rok jej starania się o mieszkanie komunalne.
Kiedy wchodzimy do wynajmowanego przez kobietę mieszkania wita nas przyjaźnie, machając ogonkiem szczeniak Tofik. Jest skory do zabawy, a jego pogodne usposobienie kontrastuje z warunkami mieszkaniowymi, jakie pokazuje nam Maria Szulka. Zaczyna od pieca kaflowego, który jest tylko w pokoju. Kuchnia i ubikacja nie są ogrzewane. Piec, jak mówi lokatorka, co miesiąc dymi, więc woła znajomego, by go przeczyścił. - Za darmo tego nie zrobi - dodaje.
Maria Szulka pokazuje przedpokój i czarne ściany nad drzwiami wejściowymi. Potem idziemy do kuchni. Na ścianie również czarno, najprawdopodobniej od grzyba. Otwiera szafy, kładzie dłoń na półce, podnosi - dłoń mokra. Wyjmuje naczynia z szafy, a na nich czarno. W kuchni jest tak zimno, że leci para z ust. Farba odchodzi od ścian. Nasza rozmówczyni twierdzi, że już kilka razy było w mieszkaniu malowanie, ale zawsze wychodzi grzyb i wilgoć. Potem idziemy do toalety. Też z ciemnymi ścianami.
- Czasem jak zapalam światło, to jest spięcie, bo mokro. Przyznam się, że czasem, z powodu tego zimna, to nawet za potrzebą nie chce się iść - mówi lokatorka. - Cieszę się, że mam w ogóle mieszkanie, że nie muszę się tułać po ulicach, że nie jestem w jakim ośrodku, ale warunki są takie, jakie widać. Latem mam drzwi otwarte i tej wilgoci nie czuć. Najgorzej jest wiosną i jesienią. Radzę sobie jak mogę, ale trudno znieść czasem takie warunki. O właścicielu nie ma co wspominać, bo się boję, że mnie wyrzuci.
Mieszkanka jest w kręgu zainteresowania Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Otrzymuje zasiłek, który jest niekiedy jej jedynym źródłem dochodu. Otrzymuje też dodatek mieszkaniowy. Pomagają jej znajomi. Czasem materialnie, czasem finansowo. Nie ma pretensji do właściciela, ale do gminy o to, że - mimo zapewnień - od lat nie przyznaje jej mieszkania.
- To jest wegetacja, a nie życie - żali się. - Czasem, jak widzę te ściany, to aż nie chce się robić. W urzędzie obiecują, a są zadowoleni, jak się wyjdzie i drzwi zamknie.
Maria Szulka nie ukrywa swojej choroby. Mówi, że się stara, ale nieraz przychodzi zwątpienie, słabość, bo odbija się o mur. Jeszcze w poprzedniej kadencji chodziła do burmistrza lub jego zastępcy z prośbą o przyznanie mieszkania. Teraz chodzi do obecnych władz. Mówi, że ciągle od lat słyszy tę samą odpowiedź. To samo wytłumaczenie: są inni, bardziej potrzebujący; jak się coś znajdzie, to dostanie, ale na razie musi poczekać. Chciałaby pokój z kuchnią i łazienką w godnych warunkach, by było sucho i ciepło.
- Nie wiem, jak przyznają te mieszkania, bo ciągle są potrzebne dla matek z dziećmi. Ja to rozumiem, ale takie osoby jak ja też mają swoje potrzeby. Jak człowiek nie ma pieniędzy, to jest cały czas odpychany. Ale powiedziałam sobie, że się nie dam. Swoje przeszłam. Błąkałam się tyle lat po parkach. Wiem, to moja wina, ale się zmieniłam, pracuję nad sobą, radzę sobie, bo nie wstydzę się żadnej pracy. Jestem alkoholiczką, ale po tym nie można oceniać człowieka i mówić, że jest zły - słyszymy od mieszkanki Szubina.
Roman Danielewski, przewodniczący komisji gospodarki komunalnej, mieszkaniowej, ładu i porządku publicznego w Radzie Miejskiej Szubina powiedział, że komisja przebadała ponad sto trzydzieści wniosków mieszkaniowych. Z tej grupy wybierane są te, które wydają się najbardziej pilne do realizacji i komisja przedkłada je burmistrzowi. Radny dodał, że jest to rekomendacja, ale to nie jest tak, że burmistrz te wnioski musi zrealizować.
Burmistrz Szubina Artur Michalak przyznał, że Maria Szulka przychodzi do niego i pyta o mieszkanie. Niestety, zasób mieszkaniowy gminy jest bardzo ograniczony, a potrzeby duże. Mieszkanka Szubina jest na liście oczekujących, ale są też osoby, które zgodnie z kryteriami są bardziej potrzebujące: to samotne matki z dziećmi lub rodziny z dziećmi chorymi. Burmistrz przyznał, że wszystkie sytuacje są ciężkie, ale kryteria są takie, a nie inne i trzeba dokonać wyboru, mimo że jest trudny.
Zapytaliśmy Artura Michalaka, jak kształtuje się polityka mieszkaniowa gminy. Burmistrz wyjaśnił, że na ul. Browarnej powstaną dwa mieszkania poprzez adaptację pomieszczeń gospodarczych. Trwają rozmowy z bydgoską Spółdzielnią Mieszkaniową Dom na temat budowy budynku socjalnego. Gmina planuje na ul. Kcyńskiej budowę wielorodzinnego budynku komunalnego. Pieniądze na wykonanie projektu są zapisane w budżecie.
Film w zakładce Filmy.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1255 (9/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze