Żnin, zakres, sprzątanie, ulica
Czeka na drugie potknięcie
Radny Czesław Dalewski wytknął burmistrzowi Leszkowi Jakubowskiemu, że miał zdecydować, kto ma się zająć całym zakresem sprzątania ulic Żnina i opróżnianiem koszy: Jan czy Michał Zieliński.
Przed tygodniem informowaliśmy, że Jan Zieliński, brygadzista w Zakładzie Robót Publicznych nie będzie już kierował sprzątaniem ulic, parków i osiedli w Żninie, pozostanie mu tylko koordynacja robót ekipy remontowej, która remontuje drogi i chodniki. Burmistrz Leszek Jakubowski wyjaśnił ponadto, że nie było potrzeby rozstrzygania sprawy, czy na zdjęciach wykonanych przez radnego Jana Kruszelnickiego pracownicy Zakładu Robót Publicznych opróżniali kosze, czyli wykonywali pracę, jaką powinna zajmować się firma Michała Zielińskiego. Burmistrz wyjaśnił, iż poprosił na rozmowę pracowników robót publicznych, którzy wyjaśnili, że sprzątali ulice, a nie zajmowali się opróżnianiem koszy.
Temat ten był omawiany również podczas piątkowego połączonego posiedzenia komisji: prawa i porządku publicznego, ochrony środowiska oraz polityki społecznej i zdrowia.
Radny Czesław Dalewski zwrócił uwagę, że są dwie firmy, które wchodzą sobie w drogę, czyli roboty publiczne zajmujące się sprzątaniem ulic oraz Michał Zieliński opróżniający uliczne kosze. I dodał: - Ustaliliśmy, że burmistrz doprowadzi do tego, że jedna firma zajmie się jednym i drugim sprzątaniem. I nikt sobie w drogę nie będzie wchodził. Radny sugerował również, że jeśli się pracownika o coś zapyta, to zawsze będzie mówił tak, jak mu nakaże pracodawca.
Burmistrz Leszek Jakubowski tłumaczył, że musiałby mieć podstawę prawną do tego, by rozwiązać zawartą na rok umowę z Michałem Zielińskim na opróżnianie ulicznych koszy. Dodał, iż w tej sytuacji może czekać jedynie na drugie potknięcie.
Radny Jan Kruszelnicki podtrzymuje to, co mówił: widział, że pracownicy Jana Zielińskiego zbierali śmieci z koszy. Widział to osobiście. I dodał: - Inaczej oni będą rozmawiać z panem, inaczej ze mną, a inaczej - zastraszeni przez Zielińskiego.
Radny Bolesław Cieniawa wziął w obronę Jana Kruszelnickiego, który - jako przewodniczący komisji ochrony środowiska - zachował się właściwie. Podkreślił, że gdyby on był przewodniczącym komisji ochrony środowiska, zachowałby się dokładnie tak samo. Zaznaczył też, że na miejscu burmistrza zwolniłby miejskich prawników, ponieważ przygotowali umowę, której nie można rozwiązać. Zdaniem radnego, umowa powinna być tak sporządzona, że w każdej chwili można ją rozwiązać. - Po co pan taką umowę podpisał? Umowa nie może być tak korzystnie dla wykonawcy sporządzona - atakował Bolesław Cieniawa.
Burmistrz wyjaśniał, że może rozwiązać umowę, kiedy dojdzie do rażącego naruszenia prawa. Dodał, iż trzeba mieć powód, żeby umowę wypowiedzieć. - To nie jest tak proste, jak wam się wydaje: ciach i po sprawie - bronił się burmistrz.
Jan Kruszelnicki dziwił się, dlaczego ewidentnym dowodem nie są zdjęcia wykonane w momencie, kiedy pracownicy zatrudnienie w ramach robót publicznych opróżniają kosze.
- Dlaczego pan mówi, że nie ma podstaw? Są zdjęcia, z których ewidentnie to wynika - przekonywał Jan Kruszelnicki. Odpowiedzi nie było.
Dyskusja nie zakończyła się konkretami.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1047 (10/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze