Reklama

Czesława Księska

17 marca 1993 roku minęła druga rocznica śmierci Czesławy Księskiej, nauczycielki szkoły w Górze, SP nr 1 i Zespołu Szkół Mechanicznych w Żninie.

    Włosy gładko zaczesane w koczek, uśmiechnięta, mądra, dobra i pełna wyrozumiałości dla naszych uczniowskich przywar. My natomiast przekrzykiwaliśmy się nawzajem zagłuszając słowa "naszej Pani". Głos Jej był łagodny, ciepły i odkąd pamiętam, zawsze zimą lekko chrypiący. Mówiła do nas jednostajnym głosem obawiając się o swoje gardło, które szwankowało (wówczas nikt tego nie nazywał chorobą zawodową).
    Pani Czesława Księska była wychowawczynią mojej starszej siostry, która rok przede mną - w r. 1944 rozpoczęła naukę w SP nr 1 w Żninie. Uczyła nas języka polskiego, historii i języka rosyjskiego.
    Jakie to były lekcje trudno już opisać i wiernie odtworzyć ich przebieg.
    Lekcja historii była to jedna piękna opowieść o naszych bohaterach narodowych. Zamiast suchych faktów opowiadała nam Pani Czesława niesamowite opowieści o Kmicicu, ks. Kordeckim i innych bohaterach "Potopu".
    Nigdy tak naprawdę do końca nie przeczytałem Potopu, a to za sprawą właśnie Pani Czesławy. Opowiadała tak barwnie, tak malowniczo, że kiedy po latach zabrałam się do czytania tej obowiązującej lektury szkolnej, to wydała mi się nużąca i nie tak barwna jak z opowiadań Pani Czesławy.
    Wielu uczniów, którzy po latach zostali dziennikarzami, pierwsze nauki pobierało właśnie od Pani Czesławy. Lekcje rosyjskiego miały charakter bardzo swobodnej, luźnej godziny lekcyjnej, na której byliśmy zauroczeni piękną poezją Puszkina, Niekrasowa, Lermontowa i innych wielkich rosyjskich twórców kultury. Taki łatwy był ten język - niewymuszony i nie egzekwowany na siłę.
    Podczas tłumaczenia tekstu, jeśli jakiegoś słowa nie można było odnaleźć w słowniczku, Pani Czesława z miłym uśmiechem mówiła: "powiem na następnej lekcji - spytam mojego Jasieczka". "Jasieczek" to był mąż Pani Czesławy - również pedagog. Wysoki, postawny, a nasza Pani wydawała się nam przy swoim mężu jeszcze mniejsza i tak prędziutko szła przy nim drobnym kroczkiem, w wygodnych sznurowanych bucikach na płaskim obcasie, nie mogąc nadążyć za dużymi krokami "swojego Jasieczka"...
    Wakacje spędzała nasza Pani w górach. Opowiadała nam na lekcjach piękne wakacyjne przygody i legendy o Janosiku.
    Ostatni raz odwiedziłam Panią Czesławę już po śmierci Jej męża w mieszkaniu na nowym osiedlu w Żninie. Nadal zachowała niespotykaną pogodę ducha, wiarę w dobro człowieka i nadzieję na lepsze czasy - zwłaszcza dla pedagogów.
    Z synów swoich Pani Czesława była dumna. Troska jej towarzyszyła i udzielała się nam, gdyż zamartwiała się, co porabia Jerzy - wówczas student Akademii Medycznej w Lublinie oraz Janusz - wówczas student Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Dziś jej nie ma z nami, ale żyje w pamięci wszystkich swoich uczniów.   

Janina Sobolewska
Pałuki nr 59 (11/1993)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości