Reklama

Czterdzieści tysięcy kilometrów na rowerach

Głośna Azja Południowo-Wschodnia, cicha Australia, piękna Ameryka Łacińska, dzika Alaska, upalna Ameryka Północna. Przez te wszystkie kontynenty Daria i Marcin Grzybowscy przejechali na rowerach. Łącznie ponad 40.000 kilometrów pełnych przygód, wrażeń i niesamowitych zdjęć.

Daria Grzybowska opowiada o przygodach na terenie Australii fot. Remigiusz Konieczka

     W piątkowy wieczór Daria i Marcin Grzybowscy zawitali do czytelni Rejonowej Biblioteki Publicznej w Szubinie. Nie na rowerach, ale samochodem, bo akurat maja przerwę w podróży. Ich welocypedy zostały w San Diego (USA). Wykorzystując przerwę wpadli do Szubina. Dlaczego tam. Bo z Szubinem, a dokładniej z obserwatorium astronomicznym w Niedźwiadach, mają sentymentalne związki. Poznali się bowiem w 2004 roku na Ogólnopolskim Zlocie Miłośników Astronomii, który tego roku zorganizowany został w Niedźwiadach koło Szubina. Po kilku latach zamieszkali razem w Bydgoszczy, ale nie mogli usiedzieć na miejscu. Co rusz gdzieś ich gnało: nad morze albo w góry, na kajakowe spływy czy rowerowe wojaże. Pasjonowali się podróżami aż w końcu sami w nią wyruszyli.
     Stało się to 22 września 2013 roku. Wzięli dwa rowery, bagaże, wsiedli na siodełka i pojechali. Ruszyli na północ do Gdańska, promem przez Bałtyk, potem do Sztokholmu, a następnie samolotem do Bangkoku. Co ich zaskoczyło na samym początku? Nieziemski upał. Na rowerach przemierzyli niemal całą Azję Południowo-Wschodnią (prócz Wietnamu). Byli w Tajlandii, Laosie, Kambodży, Birmie i Malezji. Kiedy zbliżali się do końca swojej podróży, stwierdzili, że blisko jest do Australii i samolotem dotarli do Darwin. Wsiedli na rowery i pognali na południe, przecinając kontynent na pół. Dojechali do południowego wybrzeża, do Adelaidy i skierowali się na wschód. Zwiedzili Melbourne, by przygodę z Australią zakończyć w Sydney. Ale to co najlepsze, było jeszcze przed nimi. Postanowili bowiem udać się do Ameryki Południowej.

Daria i Marcin Grzybowscy wyznali, że zamierzają zamieszkać w Peru fot. Remigiusz Konieczka

     - Kiedy podchodziliśmy do lądowania i z samolotu zobaczyliśmy co nas czeka, to wiedzieliśmy, że będzie nam się podobać - wyznała Daria Grzybowska.
     Wylądowali w Santiago de Chile. Podróż kontynuowali kierując się na południe. W Torres del Paine przekroczyli granicę z Argentyną i zmienili kierunek wyprawy na północny. Podróż przez argentyńską pampę była na tyle męcząca i nużąca (wiatr, wiatr, i jeszcze raz wiatr), że wtedy akurat skorzystali z autostopu. Na lawecie dojechali do boskiego Buenos. Stamtąd wyruszyli w dalszą drogę kierując się na północ. Zostawili rodzinny kraj Lionela Messiego i wjechali do Paragwaju. Tam, w środku polskiej zimy, zmagają się z morderczymi upałami. Jadą szukać chłodu, a gdzie może być chłodniej jak nie w górach. Przez Boliwię wjeżdżają do Peru. Swego ukochanego miejsca na ziemi. Zanim na dwóch kołach zaczynają zdobywać góry, wjeżdżają na wyschnięte słone jezioro Salar de Uyuni w Boliwii, gdzie uciekają przed piorunami. W Peru wjeżdżają na niesamowitą Kordylierę Białą (Cordillera Blanca). Po przygodzie w górach wsiadają na statek, którym płyną po Amazonce. W Manaus zsiadają z pokładu. Wsiadają na rowery i wybierają kierunek północny. Docierają do trapionej kryzysem Wenezueli, a ostatnim ich krajem w tej części podróży jest Kolumbia.

Reklama
Opowieść Marcina i Darii o podróży rowerami przez cztery kontynenty była pasjonująca fot. Remigiusz Konieczka

     Kończąc przygodę z Ameryką Południową, postanawiają skorzystać z zaproszenia ich przyjaciela i udać się do Ameryki Północnej. Stany Zjednoczone zaczynają poznawać od Florydy, gdzie szybciej można porozumieć się w języku hiszpańskim niż angielskim. Po drodze zaliczają Mekkę każdego niemal miłośnika astronomii, a mianowicie Centrum Kosmiczne im. Johna F. Kennedy`ego. Wschodnim wybrzeżem USA docierają do Nowego Jorku. Tam stwierdzają, że wielka miejska aglomeracja nie jest dla nich i wybierają spokój i podróż amerykańskimi highways. Ale żeby nie było za nudno, postanawiają kontynuować ją drogami stanu Alaska. Stamtąd kierują się w stronę granicy z Kanadą, ale po drodze kontemplują alaskańską przyrodę jak bohater filmu Wszystko za życie. Finał ich przygody jest jednak dużo szczęśliwszy, bo zostawiają za plecami Alaskę i zaliczają po kolei kolejne parki narodowe Kanady. Daria nie może wyjść z podziwu, obserwując zorzę polarną. Docierają do miasta olimpijskiego Calgary, a potem odnotowują powrót do Stanów Zjednoczonych. Jest już 2017 rok. Przemierzając środkowo-zachodnie stany, zwiedzają wielki kanion Kolorado, gotują jajka w gejzerach Parku Yellowstone, obserwują całkowite zaćmienie słońca, podziwiają neonowe Las Vegas, znowu walczą z morderczym upałem i kończą wyprawę w San Diego.
     Tam zostawili rowery i przyjechali do Polski. Zdradzili, że w lutym wracają i jadą do Peru. Tam zamierzają zamieszkać na stałe. Dlaczego tam? - Bo jest tam inny klimat, inaczej się żyje, jest luz, spokój, nie ma zmartwień - wyjaśniła Daria.
     Ich prelekcja w rejonowej Bibliotece Publicznej odbyła się w piątek 27 października. Opowieściom podróżników towarzyszyły niesamowite zdjęcia oraz filmy. Prelekcja trwała dwie godziny i wydaje się, że i tak za krótko.
     Więcej zdjęć w naszej internetowej galerii oraz film w zakładce Filmy.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1342 (44/2017)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości