W późniejszym terminie gratulacje i odznaczenia odbiorą Barbara i Wacław Zielińscy. Jedna z par świętowała diamentowe gody.
W łabiszyńskim ośrodku kultury pojawili się we wtorek na zaproszenie burmistrza Jacka Idziego Kaczmarka bardzo dostojni jubilaci. Każda z przybyłych par, ma co najmniej 50-letni staż małżeński, czyli obchodzi złote gody. Z tej okazji prezydent RP uhonorował jubilatów „Medalami za Długoletnie Pożycie Małżeńskie”. Na uroczystość nie przybyli Barbara i Wacław Zielińscy, więc medale zostaną im wręczone w późniejszym terminie. W spotkaniu uczestniczyli również Henryka i Józef Matelscy. Ci jednak medale odebrali 10 lat temu, a w tym roku świętują diamentowe gody. Jak się okazało w gminie Łabiszyn była para, która obchodziła 70-lecie małżeńskiego pożycia. Byli to nieżyjący już Stefania i Leon Osińscy.
- Przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego złożyliście uroczyste oświadczenie o zawarciu małżeństwa. Wasza obecność na dzisiejszej uroczystości jest najlepszym dowodem, że tych przyrzeczeń dotrzymaliście – powiedział witający zebranych Artur Czaja.
Burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek, zanim wręczył jubilatom medale i kwiaty, przeprosił ich za pewne opóźnienie. – Moment wręczenia medali jest uzależniony od tego kiedy je otrzymamy z kancelarii prezydenta RP. Monitorujemy sytuację, aby tego nie odwlekać [w gminie Łabiszyn w tym roku wręczonych będzie 39 jubileuszowych medali – przyp. red.]. Niemniej jest mi niezmiernie miło wszystkich powitać w tak pięknym i uroczystym dniu. Jesteśmy w około świątecznym klimacie, więc spotkanie jest dodatkowym akcentem – mówił włodarz.
Po wręczeniu przez burmistrza Kaczmarka medali i kwiatów porozmawialiśmy z jubilatami pytając między innymi o recepturę na długoletnie pożycie. Okazało się, że wszyscy wspomnieli o kompromisie, który powinien załagodzić wszelkie małżeńskie burze, a nawet strzelające w obydwie strony gromy.
Agnieszka Gapińska pochodzi z Krokowa. Jerzy Gapiński to bydgoszczanin, który spotkał swoją wybrankę na półwyspie Hel podczas służby wojskowej. Ona pracowała w porcie. Zaczęło się od kłótni, a skończyło ślubem. Mają córkę, dwóch synów, dwie wnuczki i dwóch wnuków. Z niecierpliwością czekają na prawnuki. Ich receptą na długie, wspólne życie są nomen omen kłótnie, które w efekcie prowadzą do zgody.
Urszula Zaorska przed ślubem mieszkała w Pszczółczynie, a Zenon Zaorski po sąsiedzku we Władysławowie. – Poznaliśmy się na prywatce u koleżanki i po trzech latach stażu małżeńskiego się pobraliśmy. Jest dobrze i mamy nadzieję, że tak pozostanie – mówi pani Urszula. Były małżeńskie burze, ale od tego zdaniem obydwojga uciec nie można. Miłość jednak pokonała wszystko. Państwo Zaorscy mają trzy córki oraz syna. Cieszą się bardzo, ponieważ dzieci obdarzyły ich 6 wnuczkami i 3 wnukami. Ku jeszcze większej uciesze mają prawnuczkę Zosię.
Jolanta Kamińska pochodzi z Torunia, ale przed ślubem mieszkała w miejscowości Łabiszyn Wieś. Marek Kamiński to rodowity łabiszynianin. Poznali się na ślubie siostry pani Jolanty oraz brata męża. – Potem pracowaliśmy razem w gminnej spółdzielni. Jeździliśmy na wszystkie możliwe wycieczki. Bliżej poznaliśmy się podczas wycieczki do Niemiec. Od chwili poznania do wesela minęły 4 lata. Naszą receptą na sukces małżeński jest umiejętność porozumienia, czyli po prostu kompromis. Bez niego nie może być dobrze – tłumaczy szczęśliwa małżonka. Córka dała jubilatom dwóch wnuków. Są również trzy wnuczki.
Małgorzata Rybicka pochodzi z barcińskiego Mamlicza, a jej małżonek Edmund to rodowity łabiszynianin. Pojechał na andrzejkową zabawę taneczną do Barcina i spotkał miłość swojego życia. Po dwuletnim narzeczeńskim stażu stawili się w urzędzie stanu cywilnego. – Zawirowań małżeńskich nie mieliśmy, ponieważ cały czas pracowaliśmy. Ja jestem technologiem, a mąż pracującym w Niemczech między innymi jako operator żurawia budowlańcem. To pomaga, gdyż jeżeli są obowiązki, to trzeba sobie radzić, żeby wszystko było jak należy - mówi pani Małgorzata. Wygląda na to, że w tym małżeństwie receptą na szczęście była między innymi rozłąka. Teraz szczęśliwi małżonkowie mogą nareszcie zjeść wspólnie śniadanie, obiad i kolację. Nadrabiają stracony czas chociaż jak się przyznają nadal pracują. Małżeństwo ma jedną wnuczkę i czterech wnuków. Prawnuków jeszcze nie ma chociaż z utęsknieniem państwo Kamińscy na nich czekają.
Zdzisława i Michał Kołomańscy jubileusz obchodzą wspólnie, ale na uroczystość do domu kultury przybyła tylko pani Zdzisława. Obydwoje pochodzą z Łabiszyna z tym, że jubilatka mieszkała na obrzeżach miasta. Ich drogi często się spotykały, więc po półtora roku się pobrali. Ona pracowała w bydgoskich zakładach taboru okrętowego, a mąż w tamtejszym Zachemie. Pani Zdzisława zapewnia, że poważnych małżeńskich zawirowań nie przechodzili. Jednak zrozumienie i wybaczanie, oprócz przestrzegania pewnych zasad, to podstawa trwałości związku. Dwóch synów i córka obdarzyli państwo Kołomańskich czterema wnukami i wnuczką. Prawnuków nie ma, ale być może 24-letni najstarszy wnuk spełni oczekiwania dziadków.
Cezary Kucharski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze