Reklama

Czują się bezsilni

Mieszkańcy jedyną szansę na zablokowanie budowy ferm norek w Lubczu i Mięcierzynie widzą w jedności i wspólnym proteście przy szerokim udziale mediów.

     W listopadzie ubiegłego roku mieszkańcy Lubcza przerażeni perspektywą budowy fermy norek w ich wsi, tuż przy małej gastronomii i kościele w centrum wsi, zwołali zebranie wiejskie z udziałem inwestora Kazimierza Żywanowskiego i przedstawicieli Urzędu Gminy, by wyrazić swój sprzeciw przeciwko planowanej inwestycji.
     Inwestycja powstać ma za płotem kościoła i plebanii oraz Klubu Rolnika U Arlety, który pełni rolę miejscowej świetlicy wiejskiej i małej gastronomii. Za tymi posesjami w samym centrum wsi mają stanąć pawilony do hodowli norek i cała towarzysząca temu infrastruktura. Teren ten należy do Kazimierza Żywanowskiego, stoją tam silosy zbożowe i garaże po dawnym gospodarstwie rolnym.
     - Kiedyś była komuna i nikt się nikogo nie pytał, czy chcemy silosy na zboże tuż przy samym kościele. Stawiano, gdzie chciano, ale teraz mamy demokrację i nie pozwolimy sobie, by tuż za oknami w samym środku wsi postawiono nam śmierdzącą fermę norek - sprzeciwiali się budowie mieszkańcy Lubcza. Tłumaczyli, że wieś ta z uwagi na położenie nad jeziorem, blisko drogi krajowej, z zabytkowym kościołem, zamierza rozwijać się agroturystycznie. Działki rolne przekształcane są na budowlane i na nich powstają domy.
     W budowie fermy norek, towarzyszącemu temu zapachowi, rozwojowi insektów, gryzoni czy też w ucieczce norek i niszczeniu przez nie ekosystemu, zwłaszcza ptactwa, mieszkańcy widzą zagładę swej wsi.
     Kazimierz Żywanowski i jego pełnomocnik Roman Kujawski zapewniali, że nie widzą w małej hodowli, jaką zamierzają stworzyć w Lubczu (na około 10.000 sztuk), żadnego zagrożenia dla środowiska i sąsiedztwa.
     Temat fermy norek w Lubczu ujrzał światło dzienne 13 września ubiegłego roku, kiedy Kazimierz Żywanowski zwrócił się do Urzędu Gminy w Rogowie o wydanie decyzji o warunkach zabudowy.
     Wójt Józef Sosnowski, mając na uwadze między innymi absolutny sprzeciw mieszkańców i wskazując na braki w dokumentacji, 14 lutego 2012 roku wydał decyzję odmowną, na co inwestor się odwołał do Samorządowego Kolegium Odwoławczego 2 marca. SKO już 20 marca uchyliło decyzję wójta Rogowa. W związku z uchyleniem decyzji wójta, wystąpił on do inwestora o uzupełnienie brakujących szczegółów - sporządzenie nowych map. Zostało to wykonane i ostatecznie wójt wydał pozytywną decyzję dla tej hodowli, gdyż nie było podstaw, aby odmówić wydania takiej decyzji.
     Decyzja jest już prawomocna. Teraz inwestor musi przygotować projekt budowlany i wystąpić do Starostwa Powiatowego w Żninie z wnioskiem o wydanie pozwolenia.
    Mieszkańcy Lubcza współczują mieszkańcom Mięcierzyna, gdzie planuje się fermę nie na 10.000 sztuk, a na 84.000 sztuk norek.
     Tym bardziej, że stoją na stanowisku, że rdzenni mieszkańcy nie mają żadnego wpływu na to, co dzieje się w ich bezpośrednim sąsiedztwie.
     - Jezioro, kościół, gastronomia, rezerwat przyrody, bezpośrednie sąsiedztwo domów nic nie znaczą. Ludzie kupują działki, budują się, powstała szansa na rozwój wsi i rozwijanie agroturystyki, jednak wszystko to przekreśla inwestor fundując fermę norek i cały problem z nią związany. Za chwilę będziemy w słoju smrodu z ferm. Mamy patrzeć na to, żeby nasze dzieci tłukły się po innych miejscowościach, nad jezioro nie wyjdą, do klubu nie wyjdą, bo śmierdzi - mówi mieszkaniec Lubcza, który miał nadzieję, że wyciszenie tematu i nieporuszanie go przez ostatni rok oznaczało brak pozwolenia na tę inwestycję. Mieszkańcy mówią, że łatwo wydawane są pozwolenia zza biurka, jednak nikt z decydentów mieszkać w sąsiedztwie fermy nie będzie.
     - Było nas w Lubczu dużo, atmosfera była gorąca, ale okazuje się, że mieszkańcy swoje, a urzędy swoje, z człowiekiem nikt się nie liczy - twierdzi mieszkaniec Lubcza.
Sołtys Lubcza Marian Kowalewski trafnie zauważa, że fermy norek stawiane są przez inwestorów na terenach, na których oni sami nie mieszkają.
     - Miło przyjechać skontrolować, skasować, ale czynnika społecznego nikt nie bierze pod uwagę. Nawet śpiewu ptaka nie usłyszymy, bo on w ten smród nie przyleci. Możemy nagłośnić przez media, utworzyć komitet protestacyjny i wspólnie działać - tu tylko szansa - uważa sołtys Marian Kowalewski.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1082 (45/2012)

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 09/01/2025 09:20
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości