Reklama

Czy mróz pokonał rośliny

Benedykt Ślęzak, prezes Przedsiębiorstwa Rolnego w Krotoszynie, trzyma doniczkę z rzepakiem, który został poddany próbie szybkiej wegetacji. Podobną próbę Benedykt Ślęzak przeprowadził też ze zbożami.

      fot. Karol Gapiński

Mróz, rośliny, rolnictwo
     Czy mróz pokonał rośliny
     Przez kilkanaście dni na Pałukach panowały silne mrozy. Poddane ich działaniu były rośliny ozime, które wzeszły jeszcze jesienią, a w trakcie zimy nie pokryła ich od razu pokrywa śnieżna, stanowiąca zazwyczaj naturalną ochronę przed mrozami. Teraz nie wiadomo, czy te rośliny odbudują się, czy nie. Można to jednak szybko sprawdzić.

     Po około dwutygodniowych bardzo niskich temperaturach powietrza duża część areału obsianego zbożami ozimymi i rzepakiem mogła zostać na tyle uszkodzona, że dalsza wegetacja tych roślin nie będzie możliwa. A śnieg, który mógł ochronić rośliny, spadł dopiero pod koniec mrozów. Teraz, gdy śnieg się stopił, ukazały się rośliny, które wybiły jeszcze jesienią i nie wiadomo, czy będą wegetować.
     - Wiedza o tym, co robić dalej na danym polu, jest dla rolnika bardzo ważna w takiej sytuacji. Nie wiadomo bowiem, czy rzepak albo jęczmień lub inne zboże nadal będzie wegetowało i odrodzi się, czy też już zostało utracone bezpowrotnie. Dlatego z naszych pól pobrałem wraz z glebą poszczególne rośliny, wsadziłem je do pojemników i umieściłem w pomieszczeniu, w którym jest temperatura pokojowa. To zrobiłem w ostatni piątek. Teraz te rośliny w warunkach przyspieszonej wegetacji albo się odbudują, albo nie. Będę wtedy wiedział, jaka jest też przyszłość całego zasiewu na polu. Oczywiście najważniejsze jest, jak rokuje zawiązek kwiatostanu w rzepaku czy też kłosa w zbożu - powiedział Benedykt Ślęzak, prezes Przedsiębiorstwa Rolnego w Krotoszynie.
     Dzięki próbie przyspieszonej wegetacji będzie można odpowiedzieć na pytanie, co dalej z zasiewem. I w zależności od tej odpowiedzi planować, czy to kupno nowego materiału siewnego na pole, na którym jesienny zasiew już się nie odbuduje, czy też kupno nawozów i harmonogram dalszych prac zakładający, że ozimina będzie wegetować. - Uważam, że próbę przyspieszonej wegetacji powinien zastosować dla sprawdzenia skutków mrozu każdy szanujący się rolnik dla dobra swego gospodarstwa - stwierdził Benedykt Ślęzak.
     Mirosław Spochacz, szef powiatowego zespołu doradców w Żninie Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Minikowie mówi: - To nawet dość często stosowana próba dla rzepaku, jęczmienia, pszenicy, pszenżyta i wszystkich ozimych. To metoda, którą stosowali nasi dziadkowie i nie musi być wskazywana jako standard przez fachowców - teoretyków w branży, a na pewno jest miarodajna. Jest warunek jednak, że musi być przeprowadzona w odpowiedni sposób. Należy przesadzić roślinę z całym systemem korzeniowym, bo inaczej wiadomo, że nie przyjmie się ona w żadnych warunkach. Ponadto nie można roślin dla tej próby umieścić w warunkach zbyt szybkiej wegetacji. Jeśli roślinę z warunków -1 albo -2°C nagle umieścimy w ogrzewanym pokoju, gdzie temperatura jest +25°C, to roślina tego szoku termicznego nie wytrzyma. Należy umieścić ją w temperaturze powiedzmy +5° do +10°C. Myślę, że już po 5-7 dniach można będzie stwierdzić, jak wcześniej na polu roślina poradziła sobie z mrozem. To, że jakieś większe liście w zawiązce rzepaku nie odrodzą się i wyschły po zmarznięciu, jeszcze o niczym nie przesądza, jeśli szyjka korzeniowa przetrwała, to rośliny na polu odrodzą się. Podobnie ze zbożami - jeśli w środku roślina jest zielona, to znaczy, że przezimowała - powiedział Mirosław Spochacz.
     Dodał również, że próba szybkiej wegetacji ułatwić może podjęcie decyzji co do przyszłości jesiennego zasiewu i w jej konsekwencji dalszych kroków. Jest to istotne zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że firmy nasienne sygnalizowały wcześniej, że obecnie oferta w zakresie materiału siewnego jarego jest dość ograniczona. Może się zdarzyć, że przy licznych wymarznięciach trzeba będzie zaorać wiele upraw, a wtedy materiał siewny jary będzie bardzo pożądany. Dlatego, jeśli go rolnik nabędzie teraz, to nie będzie musiał denerwować się później, czy zdoła ten materiał w ogóle zakupić. Mirosław Spochacz powiedział jednak, że jakkolwiek wpływają do doradców sygnały, że jakieś uprawy jęczmienia czy rzepaku trzeba zaorać, to jednak na razie nie można twierdzić, że mróz pokonał rośliny na Pałukach. Prawdopodobnie większość przetrwała, jednak należy pamiętać, że to jeszcze nie koniec niebezpieczeństw dla ozimin. I właśnie teraz rośliny na polach tym niebezpieczeństwom wynikającym z aury podlegają. Nocami temperatura powietrza spada do kilku stopni poniżej zera, a w dzień wzrasta do kilku stopni Celsjusza powyżej zera - taka huśtawka może być groźniejsza dla roślin niż długotrwały, niezmienny mróz, jaki panował przez większość lutego.
     Co do drzewek owocowych, to ich stanu po mrozach w warunkach szybkiej wegetacji oczywiście nie sprawdzimy. Dużych sadów nie ma wprawdzie na Pałukach zbyt wiele, ale póki co nie napływały żadne sygnały o zniszczeniach wskutek mrozów. Jakkolwiek niskie temperatury mogą drzewkom zagrozić też zimą, to jednak największe niebezpieczeństwo wynika z nocnych spadków temperatur w okresie kwitnienia drzewek wiosną.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1046 (9/2012)

     Po około dwutygodniowych bardzo niskich temperaturach powietrza duża część areału obsianego zbożami ozimymi i rzepakiem mogła zostać na tyle uszkodzona, że dalsza wegetacja tych roślin nie będzie możliwa. A śnieg, który mógł ochronić rośliny, spadł dopiero pod koniec mrozów. Teraz, gdy śnieg się stopił, ukazały się rośliny, które wybiły jeszcze jesienią i nie wiadomo, czy będą wegetować.
     - Wiedza o tym, co robić dalej na danym polu, jest dla rolnika bardzo ważna w takiej sytuacji. Nie wiadomo bowiem, czy rzepak albo jęczmień lub inne zboże nadal będzie wegetowało i odrodzi się, czy też już zostało utracone bezpowrotnie. Dlatego z naszych pól pobrałem wraz z glebą poszczególne rośliny, wsadziłem je do pojemników i umieściłem w pomieszczeniu, w którym jest temperatura pokojowa. To zrobiłem w ostatni piątek. Teraz te rośliny w warunkach przyspieszonej wegetacji albo się odbudują, albo nie. Będę wtedy wiedział, jaka jest też przyszłość całego zasiewu na polu. Oczywiście najważniejsze jest, jak rokuje zawiązek kwiatostanu w rzepaku czy też kłosa w zbożu - powiedział Benedykt Ślęzak, prezes Przedsiębiorstwa Rolnego w Krotoszynie.
     Dzięki próbie przyspieszonej wegetacji będzie można odpowiedzieć na pytanie, co dalej z zasiewem. I w zależności od tej odpowiedzi planować, czy to kupno nowego materiału siewnego na pole, na którym jesienny zasiew już się nie odbuduje, czy też kupno nawozów i harmonogram dalszych prac zakładający, że ozimina będzie wegetować. - Uważam, że próbę przyspieszonej wegetacji powinien zastosować dla sprawdzenia skutków mrozu każdy szanujący się rolnik dla dobra swego gospodarstwa - stwierdził Benedykt Ślęzak.
     Mirosław Spochacz, szef powiatowego zespołu doradców w Żninie Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Minikowie mówi: - To nawet dość często stosowana próba dla rzepaku, jęczmienia, pszenicy, pszenżyta i wszystkich ozimych. To metoda, którą stosowali nasi dziadkowie i nie musi być wskazywana jako standard przez fachowców - teoretyków w branży, a na pewno jest miarodajna. Jest warunek jednak, że musi być przeprowadzona w odpowiedni sposób. Należy przesadzić roślinę z całym systemem korzeniowym, bo inaczej wiadomo, że nie przyjmie się ona w żadnych warunkach. Ponadto nie można roślin dla tej próby umieścić w warunkach zbyt szybkiej wegetacji. Jeśli roślinę z warunków -1 albo -2°C nagle umieścimy w ogrzewanym pokoju, gdzie temperatura jest +25°C, to roślina tego szoku termicznego nie wytrzyma. Należy umieścić ją w temperaturze powiedzmy +5° do +10°C. Myślę, że już po 5-7 dniach można będzie stwierdzić, jak wcześniej na polu roślina poradziła sobie z mrozem. To, że jakieś większe liście w zawiązce rzepaku nie odrodzą się i wyschły po zmarznięciu, jeszcze o niczym nie przesądza, jeśli szyjka korzeniowa przetrwała, to rośliny na polu odrodzą się. Podobnie ze zbożami - jeśli w środku roślina jest zielona, to znaczy, że przezimowała - powiedział Mirosław Spochacz.
     Dodał również, że próba szybkiej wegetacji ułatwić może podjęcie decyzji co do przyszłości jesiennego zasiewu i w jej konsekwencji dalszych kroków. Jest to istotne zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że firmy nasienne sygnalizowały wcześniej, że obecnie oferta w zakresie materiału siewnego jarego jest dość ograniczona. Może się zdarzyć, że przy licznych wymarznięciach trzeba będzie zaorać wiele upraw, a wtedy materiał siewny jary będzie bardzo pożądany. Dlatego, jeśli go rolnik nabędzie teraz, to nie będzie musiał denerwować się później, czy zdoła ten materiał w ogóle zakupić. Mirosław Spochacz powiedział jednak, że jakkolwiek wpływają do doradców sygnały, że jakieś uprawy jęczmienia czy rzepaku trzeba zaorać, to jednak na razie nie można twierdzić, że mróz pokonał rośliny na Pałukach. Prawdopodobnie większość przetrwała, jednak należy pamiętać, że to jeszcze nie koniec niebezpieczeństw dla ozimin. I właśnie teraz rośliny na polach tym niebezpieczeństwom wynikającym z aury podlegają. Nocami temperatura powietrza spada do kilku stopni poniżej zera, a w dzień wzrasta do kilku stopni Celsjusza powyżej zera - taka huśtawka może być groźniejsza dla roślin niż długotrwały, niezmienny mróz, jaki panował przez większość lutego.
     Co do drzewek owocowych, to ich stanu po mrozach w warunkach szybkiej wegetacji oczywiście nie sprawdzimy. Dużych sadów nie ma wprawdzie na Pałukach zbyt wiele, ale póki co nie napływały żadne sygnały o zniszczeniach wskutek mrozów. Jakkolwiek niskie temperatury mogą drzewkom zagrozić też zimą, to jednak największe niebezpieczeństwo wynika z nocnych spadków temperatur w okresie kwitnienia drzewek wiosną.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1046 (9/2012)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości