Reklama

Dawne pałuckie sposoby na... panieńskie nudy i choroby, czyli wróżby matrymonialne

Pałuki, Andrzej, zwyczaj, andrzejki, adwent, wróżba, wosk, Oskar Kolberg
    Dawne pałuckie sposoby na... panieńskie nudy i choroby, czyli wróżby matrymonialne
    Adwentem rozpoczyna się rok liturgiczny w kościele. Coroczne oczekiwanie na przyjście na narodzenie Zbawiciela łączy cały chrześcijański świat. Ale w ludziach tkwią od zawsze potrzeby dowiedzenia się czegoś o swoim losie. Dlatego wróżą, zdarza się, że traktują nieświadomie świętych patronów na podobieństwo pogańskich bożków, odwiedzają stare miejsca kultu, wierzą w magię.

    Panny i kawalerowie uzależniali swoje szczęście od katarzynkowych i andrzejkowych wróżb, bowiem, jeśli by się poszczęściło - w karnawale bawiliby się już wspólnie, a i może być - stanęli na ślubnym kobiercu. Może i nasze czytelniczki zechcą spróbować...życzymy szczęścia.  
    "Święta Katarzyna Adwent zawiązuje, a Św. Andrzej zatwierdza", to pałucka wersja znanego przysłowia: Święta Katarzyna zawiązuje, a Święty Andrzej zakazuje.  
    Okres Adwentu wykorzystywany był do praktyk wróżbiarskich tyczących przyszłych ludzkich losów. Wróżby te częściowo dotrwały oczywiście jako zabawy. Ich kontynuatorzy i uczestnicy nie zawsze zdają sobie sprawę iż praktyki te sięgają dawnych, a nawet przedchrześcijańskich czasów.  
    W wigilię Św. Andrzeja wróżyły sobie przede wszystkim dziewczyny, chłopcom przeznaczona była wigilia Św. Katarzyny. Na podstawie posiadanych materiałów źródłowych można stwierdzić, iż zdecydowana większość wróżb ma charakter matrymonialny. W tym okresie odbywano spotkania wśród szanowanych rodzin wielopokoleniowych prowadzących otwarty dom. Mawiano o nich: "bo tam ojciec, matka, babusia bardzo mili ludzie i w wróżbach pomogą, doradzą."   
    Najbardziej rozpowszechnionym sposobem odgadywania przyszłości było lanie wosku, rzadziej ołowiu. Gospodarze posiadali pasieki, a więc miodu i wosku nie brakowało.  
    Rozgrzany nad ogniem w blaszanej nabierce wosk lano na wodę. Wróżbę stawiano w zależności od kształtu zastygłego wosku. Dla przykładu: krzak róży wróżył dziewczynie rychłe swaty i zamążpójście, kuleczki - ich ilość wróżyła ilość potomstwa, żmije, padalce i inne gady - złego męża i ciężki żywot.   
    Znamy z Pałuk inne sposoby odgadywania przyszłości. Tak na przykład w Kcyni, Damasławku i okolicach w przeddzień wieczornych spotkań z żytniego ciasta lepiono postacie przypominające kształtem człowieka i wypiekano tzw: Jędrychy (Andrzoje).  
    W kilku postaciach wytłaczano dołek, w który wkładano surowe posolone żółtko i zalepiano je ciastem. W zasadzie przygotowywano tyle Jędrychów ile spodziewano się dziewcząt. W wigilię Św. Andrzeja wypieczone Jędrychy układano na stole odwrócone plecami do góry. Każda z dziewcząt po wymówieniu słów "Andrzeju, Andrzeju, ty Boży Dzieju daj mi kawalera bogatego, robotnego i ładnego, byle nie starego" zabierały wybranego Jędrycha ze stołu. Dziewczynie, która trafiła na Jędrycha z żółtkiem w brzuchu winszowano i wróżono bogatego kawalera. Ta, której trafił się chudy Jędrych mogła oczekiwać klepania biedy do końca pożycia małżeńskiego. Gdy zdarzało się, iż dla ostatniej panny nie starczało wypieku zwiastowało to staropanieństwo.  
    Często spotyka się informacje z Gorzyc i Podobowic, że dziewczyny pisały na kartkach imiona chłopców i kładły je pod poduszkę wraz z pustymi kartkami. Rano z pierwszej kartki odczytywały imię przyszłego małżonka. Ta tradycja żywa jest w domach i internatach szkolnych do dzisiaj.  
    W wielu wsiach panny łupały orzechy i wyżłobione miseczki skorup rzucały na wodę, uprzednio trzykrotnie zamąconą palcami prawej ręki. Jeżeli skorupa długo kręciła się na powierzchni - wróżyła bujny i wesoły żywot. Jeśli krótko, należało się spodziewać nieciekawego żywota.   
    Wśród informacji na ten temat Oskar Kolberg zapisał zwyczaj już bardzo słabo tkwiący w pamięci najstarszych mieszkańców Pałuk. W wigilię Św. Andrzeja panny zawiązywały oczy gąsiorowi, który w zależności od tego do jakiej dziewczyny podszedł wróżył jej właśnie rychłe zamążpójście.  
    Wracająca z zabaw młodzież żywo komentowała zaistniałe zdarzenia wysłuchując jednocześnie z której strony zaszczeka pies, gdyż z tej strony można oczekiwać nadejścia kawalera.  
    PS. W tekście wykorzystano informacje zebrane przez Klarę Prillową oraz wzmiankę znajdującą się w "Dzieła Wszystkie Oskara Kolberga" t.11 Wielkie Księstwo Poznańskie. cz.III.  

Maksymilian Prill   Pałuki, nr 43 (23/1992)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości