Andrzej Solarczyk uważa, że jest wiele znacznie ważniejszych strategicznych działań w terenie niż przywrócenie połączeń kolejowych
fot. Sylwia Wysocka
Rewitalizacja, kolej, Bydgoszcz, Kcynia, Gołańcz
Dla jednych konieczność, dla innych absurd
Radni jednogłośnie opowiedzieli się za przywróceniem linii kolejowej jako głównym zadaniem w strategii rozwoju województwa. Sołtys Andrzej Solarczyk apelował natomiast o realną ocenę sytuacji i nieuleganie euforii.
Anna Borkowska wraz z pozostałymi radnymi podpisała się pod petycją do marszałka przywiezioną przez Łukasza Religę
fot. Sylwia Wysocka
W obradach sesji Rady Miejskiej w Kcyni uczestniczył bydgoszczanin Łukasz Religa, orędownik przywrócenia połączeń kolejowych na trasie Bydgoszcz - Kcynia - Gołańcz. - Nam również zależy na tym, by połączyć kolejowo Bydgoszcz i Poznań z uwzględnieniem Kcyni na tej trasie. Po naszej stronie te zadania są zaniedbane w stosunku do sąsiada z Wielkopolski, który ma już połączenia do Gołańczy, a w naszym województwie ta sprawa niestety leży - mówił burmistrz Piotr Hemmerling. Burmistrz przedstawiając Łukasza Religę dziękował mu za działania i skuteczną, organiczną pracę na rzecz przywrócenia połączeń kolejowych. W dowód uznania przekazał mu jubileuszowy album 750-lecia Kcyni.
Łukasz Religa poinformował, że w województwie trwają prace nad przygotowaniem strategii rozwoju województwa do roku 2020. Zapewnił, że z opinii Ministerstwa Transportu wynika, że rewitalizacja linii 356 leży w gestii władz samorządowych, tak jak to było w Wielkopolsce, i z tego powodu należy zabiegać, żeby ta inwestycja znalazła się jako kluczowa w strategii rozwoju województwa. - Myślę, że głosem zauważalnym będzie petycja podpisana przez samorządowców z trzech zainteresowanych gmin, czyli Bydgoszczy, Szubina i Kcyni, ponad podziałami politycznymi. Akcję rozpocząłem w Bydgoszczy, mam ponad 40 podpisów samorządowców, parlamentarzystów, przedstawicieli niemal wszystkich opcji politycznych, co świadczy, że jest jedność w tej sprawie - mówił Łukasz Religa.
Adam Kroll, sołtys Grocholina, stwierdził, że będąc radnym sejmiku wojewódzkiego zabiegał o rewitalizację tej linii kolejowej. Pytał Łukasza Religę, czy samorządowi województwa ze Skarbu Państwa przekazane zostały tory kolejowe. Łukasz Religa zapewnił, że właścicielem torów jest spółka PKP, czyli Skarb Państwa. - PKP zainteresowane jest rewitalizacją linii pod warunkiem, że zostaną przekazane pieniądze. Marszałek wycenił inwestycję na ponad 107 milionów zł - poinformował Łukasz Religa.
Przewodnicząca Rady Miejskiej Gabriela Repczyńska zaproponowała, by wystosować apel do marszałka o uwzględnienie rewitalizacji linii kolejowej w strategii rozwoju województwa. W apelu tym radni popierają działania w sprawie rewitalizacji linii kolejowej 281 (Nakło - Kcynia) i 356 (Bydgoszcz - Szubin - Kcynia - Gołańcz). W uzasadnieniu dowodziła, że poprawi to komunikację i tym samym zachęci młodych i wykształconych ludzi do pozostania w regionie.
Odczytała petycję, z jaką przyjechał Łukasz Religa, kierowaną do samorządu województwa z wnioskiem o wpisanie rewitalizacji kujawsko-pomorskiego odcinka linii kolejowej nr 356 na listę kluczowych zadań w ramach strategii rozwoju województwa do roku 2020.
Łukasz Religa wierzy, że przywrócenie połączeń przez Kcynię jest realne
fot. Sylwia Wysocka
Jak wygląda z opracowań, co 5 zatrudniony mieszkaniec gminy Szubin każdego dnia dojeżdża do pracy do Bydgoszczy. Także na terenie gminy Kcynia zamieszkuje wiele osób, które chcąc zarobić na chleb muszą dojechać do Bydgoszczy. Uważamy, że podjęcie działań inwestycyjnych w tym kierunku będzie elementem realizacji najważniejszych strategii rozwoju województwa, czyli skutecznej walki z bezrobociem i zachęci młodych ludzi do pozostania w Bydgoszczy. Liczymy, że potrzeby mieszkańców zachodniej części województwa zostaną zauważone przez samorząd województwa - odczytała petycję Gabriela Repczyńska.
Andrzej Solarczyk, sołtys Sipior, przyznał, że chyba jako jedyny sołtys nie podpisał petycji o przywrócenie połączeń kolejowych. - Zdziwiony byłem widząc wśród znaczącej grupy osób na tej sali wielką euforię w sprawie rewitalizacji połączeń kolejowych. Ja widzę nonsens tego działania, bo jeżeli mówimy o tej potrzebie, to proszę mi powiedzieć, ile osób spośród nas pojedzie i wróci tym pociągiem z Bydgoszczy. Dziwię się, że ktoś dąży do czegoś, co nie ma w przyszłości sensu. 107 milionów złotych na ten cel. Kiedy linie padały, kiedy zaniechano przewozów, uczniowie dalej jeździli do szkół, mieszkańcy do pracy, nikt się nie zamartwił, czym oni pojadą. Wytworzyła się już struktura przewoźników i teraz na nowo chęć wprowadzenia kolei zachwieje tym, co się już ugruntowało, okażą się niepotrzebni i pójdą na bruk, bo kolej będzie teraz to realizować - negował Andrzej Solarczyk. Zapewniał, że wystarczy poznać specyfikę dzisiejszych godzin pracy w prywatnych firmach, bo jeździ się na wyznaczoną godzinę, a nie wie się, kiedy się z niej wróci, a pociąg nie będzie czekać. Dlatego, jak tłumaczył, dziś jeździ się do pracy samochodem, pracownicy łączą się w grupy i dojeżdżają samochodami, bo pracownik musi być dyspozycyjny. - Nie wiem, skąd ta euforia. Lepiej te pieniądze wsadzić w dalszą rewitalizację Kcynki, kanał Dębogórski aż się prosi, a tu 107 milionów chce się przeznaczyć na zaspokajanie aspiracji. Wnioskuję, by wtopić te pieniądze w inne, potrzebne inwestycje - mówił Andrzej Solarczyk.
Przeciwnego zdania była Gabriela Repczyńska, która od 20 lat dojeżdża do pracy w Bydgoszczy. Przez 10 lat dojeżdżała pociągiem i takich jak ona jest wielu. - Droga mimo poprawy jej stanu jest bardzo niebezpieczna z uwagi na tiry jadące na granicę. Młodzież studiująca w Poznaniu musi być dowożona przez rodziców do Gołańczy czy Wągrowca, a nawet do Piły - mówiła przewodnicząca Rady Miejskiej.
Radna Anna Borkowska zapewniła, że ostatnio jechała pociągiem z Nakła do Bydgoszczy i ku swojemu zdziwieniu spotkała wielu mieszkańców kcyńskiej gminy. - Dużo ludzi dojeżdża rano do pracy czy szkoły. Są takie oczekiwania społeczne, by przywrócić połączenia. Są informacje, że w unijnym budżecie będą znaczne środki na takie właśnie połączenia, kolej w Polsce leży i to każdy wie - stwierdziła radna Anna Borkowska.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1087 (50/2012)
Komentarz
Wsiąść do pociągu...
Dyskusja nad przebudową linii kolejowej przez Kcynię z Bydgoszczy do Gołańczy wywołała na kcyńskiej sesji duże zadowolenie. To województwo miałoby zainwestować w nią 107 milionów. Perspektywę zabiegania o realizację tego zadania przedstawił bydgoszczanin, inicjator tego działania. Burmistrz, radni, prawie wszyscy sołtysi - wszyscy za. Jedynie sołtys Sipior zburzył euforię. Uznał inwestycję za absurd ekonomiczny, wskazał bardziej potrzebne inwestycje wokół Kcyni.
Wystąpienie Andrzeja Solarczyka wywołało dyskusję. Skłoniło do refleksji, bo zaledwie kilka głosów-deklaracji padło od uczestników na podróżowanie pociągiem czy raczej szynobusem. Takim elementem, który burzył sielankę, była m.in przewidywalna kwota 107 milionów. Przytoczonych zostało kilka innych elementów. Jeden z nich to fakt, że poza urzędnikami większość dojeżdżających do pracy do Bydgoszczy pracuje zgodnie z zapotrzebowaniem szefa i doskonale wie, że kiedy raz i drugi odmówi nadgodzin, to jego miejsce zastąpi inna osoba. Szefa nie będzie interesowało, że ucieknie mu pociąg, tym bardziej, że wcześniej organizował sobie dojazd tak, że był dyspozycyjny. Likwidacja połączeń kolejowych na dziesięć lat spowodowała, że wytworzyć musiała się sieć innego typu połączeń. Jedni zainwestowali we własne samochody, dojeżdżają do pracy w kilku i składają się na paliwo, inni korzystają z PKS i prywatnych przewoźników. Zgadzam się tu z sołtysem, bo co teraz z nimi? Na bruk, bo odnowiła się kolej.
Popieram też uwagi drugiej strony, że bezpieczniej szynobusem, zwłaszcza zimą. Jest też takie zapotrzebowanie społeczne, mieszkańcy chcą połączeń by ułatwić sobie wyjazd zarówno do Bydgoszczy, jak i Poznania, a i z tych dworców już dalej po kraju. Kcynia zyska wówczas mobilność w zakresie pracy, nauki ale i zwykłych wyjazdów szarego mieszkańca na zakupy, do urzędów, w odwiedziny do rodziny. Osobiście uważam, że skoro ma to być inicjatywa województwa, a nawet pozyskania środków zewnętrznych, to warta jest realizacji. Jednak gdyby do interesu miały dokładać samorządy gmin, to temat poddać należy głębokim analizom. Przecież jakby nie patrzeć, to zaradni mieszkańcy Kcyni radzili sobie przez lata, kiedy wstrzymano pociągi, a tory zarosły i gminnych pieniędzy w PKP nie inwestowano. Kiedy zajdzie konieczność współfinansowania połączeń, to inwestycja stanie się zagładą dla budżetów gmin, a środki wydane na modernizację linii pójdą w błoto. Jeśli jednak wciąż pozostaje wizja rewitalizacji i utrzymania połączeń po stronie województwa i przewoźnika, to Kcynia zyska. Przecież i tak tych 107 milionów by nie dostała na inne działania na swoim terenie, a tak zyska wiele - znajdzie się na rozkładzie jazdy, podniesie standard gminy i mobilność mieszkańców.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1087 (50/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze