Biskupin, Gąsawa, długie domy, muzeum, wójt, rezerwat
Długa droga do długich domów
W Gąsawie ma powstać rezerwat długich domów - kolejna archeologiczna atrakcja. Ale ziemia, na której ma stanąć rezerwat, jest w prywatnych rękach. Dyrektor Zajączkowski chce, by zaplecze z pamiątkami i frytkami, które ma powstać przy rezerwacie, działało na zasadzie dzierżawy stoisk od muzeum i tym samym zapewniło mu stały dopływ gotówki, bo z samych turystów rezerwat się nie utrzyma, ale ta ziemia należy do gminy i tu znowu kłopot, bo wójt wystawił ją na sprzedaż i kto inny będzie mógł czerpać z tego zyski.
Rok temu informowaliśmy naszych czytelników o planach związanych z budową rezerwatu archeologicznego. Na jednej z działek przylegających do Jeziora Gąsawskiego biskupińscy archeolodzy natrafili na ślady osadnictwa sprzed 5,5 - 6 tysięcy lat, a więc dużo starsze od tych, które znaleziono na półwyspie w Biskupinie. Teren dawnego osadnictwa bardzo łatwo zlokalizować. Wyjeżdżając z Gąsawy w kierunku Żnina, tuż za ostatnimi zabudowaniami po prawej stronie jest wzniesienie terenu. To właśnie tam kilka tysięcy lat temu ówcześni ludzie stworzyli osadę i zwartą społeczność.
Pracownicy Muzeum w Biskupinie nanieśli na mapę Rezerwatu Archeologicznego w Gąsawie plany dotyczące wydania decyzji o warunkach zabudowy. Okazało się, że wizja gminnego urbanisty nie pokrywa się z rezultatem badań archeologicznych. Mieszkańcy ci stawiali charakterystyczne domy, długie na około 30- 40 metrów, ale dosyć wąskie, bo na 4 -7 metrów. Stąd też potocznie mówimy o rekonstrukcji osady długich domów. W ubiegłym roku informowaliśmy również, że rekonstrukcja długich domów byłaby pierwszą rekonstrukcją tego typu w Europie. Wpisywałaby się w program Od gada, pradziada do Paryża, Wenecji i Rzymu, a inwestycje z tego programu być może będą refundowane ze środków Unii Europejskiej. Wstępny projekt rezerwatu archeologicznego w Gąsawie zakłada odbudowę kilku domów. Jeden byłby surową rekonstrukcją, a w kolejnych mogłyby mieścić się nawet płatne miejsca noclegowe, sale multimedialne, punkty gastronomiczne itd. Projekt zakłada również rekonstrukcję poletek uprawnych i zagród dla zwierząt oraz rekonstrukcję odkrytych na tym terenie obiektów z okresu wpływów rzymskich.
Inwestorem miałoby zostać muzeum, ale dyrektor Wiesław Zajączkowski nie wyklucza, iż organem założycielskim dla przyszłego rezerwatu mogłoby zostać np. Starostwo Powiatowe w Żninie, Urząd Marszałkowski w Toruniu łącznie z gminą Gąsawa. Mogłoby odbywać się to w taki sposób, jak w przypadku Żnińskiej Kolei Powiatowej.
- Żeby zacząć projekt, trzeba położyć milion złotych na realizację i 200-300 tysięcy złotych, żeby wypromować obiekt, gdyż w przeciwnym razie nikt nie przyjedzie - twierdzi Wiesław Zajączkowski.
NIE MA KOMU KUPIĆ DZIAŁKI
Teren, na którym planuje się stworzenie rekonstrukcji długich domów - czyli działka nr 1/2 - jest w rękach prywatnych.
- Dopóki Urząd Marszałkowski obiecywał, to nie martwiliśmy się o koszty związane z wykupem tego gruntu. Kiedy okazało się, że spadnie to na barki muzeum, to stało się jasne, że cena za działkę pod długie domy będzie musiała być przedmiotem negocjacji. Nikt teraz nie kupuje bez tego. Normalnie tego rodzaju transakcje robione są w oparciu o wycenę gruntu biegłego sądowego. Wcześniej potrzeby wyceny nie widzieliśmy, bo wspierał nas Urząd Marszałkowski, ale będziemy musieli tak zrobić, a nie rozmawiać w oparciu o ceny z sufitu - mówi Wiesław Zajączkowski.
Jak dowiedzieliśmy się od dyrektora Zajączkowskiego, w czerwcu ubiegłego roku muzeum chciało wykupić od właściciela tę działkę za 200.000 zł, jakie gwarantował Sejmik Województwa Kujawsko-Pomorskiego i dodatkowo dawało 70.000 zł po festynie. W sumie oferowano właścicielowi kwotę 270.000 zł.
- Liczyliśmy, że za hektar pod zabudowę zapłacimy około dwustu tysięcy złotych, a za pozostały grunt po dwadzieścia pięć tysięcy za hektar - stwierdza dyrektor muzeum. Właściciel - zdaniem dyrektora - nie zgodził się na proponowaną cenę.
Michał Cichowicz jest właścicielem jednej trzeciej działki numer 1/2 w Gąsawie. Pozostałe dwie trzecie dzierżawi od swojego rodzeństwa. Współwłaściciel terenu podkreślił, że dyrektor muzeum w Biskupinie nigdy nie był u niego i nie rozmawiał z nim na temat wykupu działki numer 1/2. Dodał również, iż nigdy nie proponowano mu żadnych pieniędzy. Zaprzeczył również temu, jakoby żądał 450.000 zł.
- W ubiegłym roku był u ojca wicedyrektor Szulc, miał się umówić na spotkanie, ale nie przyszedł. Jedyną osobą, która wykazała zainteresowanie i inicjatywę w tej sprawie był wójt Zdzisław Kuczma. Rozmawialiśmy na temat wykupu, ale powiedział, że nie jest władny w podejmowaniu decyzji. Nikt się nie zgłosił. Jeżeli muzeum zależy na wykupie terenu i budowie tych długich domów, to powinni przyjść i rozmawiać. Ja biegać za Zajączkowskim nie będę i pytać, czy pan to chce. To ich problem.
Ja jestem otwarty na współpracę, ale musi dojść do rozmów - twierdzi Michał Cichowicz.
Wicedyrektor Kazimierz Szulc potwierdził, iż do spotkania doszło: - Byłem na polecenie dyrektora. To nie tak, że rozmowy nic nie przyniosły. Rozmawialiśmy na temat ceny. Padła kwota 450.000 zł, która nie była jeszcze ostateczna. Przekazałem to szefowi. W związku z tym, że z Urzędu Marszałkowskiego dostaliśmy informację, że 400 tysięcy nie będzie, że może będzie 200 tysięcy albo wcale, to do dalszych rozmów nie doszło.
Współwłaściciel dodał, że jeżeli miałby sprzedać ten teren, to na pewno nie wchodzi w rachubę 270 tysięcy, ani 450 tysięcy złotych, interesuje go wyższa kwota.
- Czy oni nie wiedzą ile kosztuje ziemia? W luźnych rozmowach z ojcem padła podobno kwota 10 zł za metr kwadratowy, ale ceny dochodzą do 100 złotych, a oni chcieliby kupić za 5 zł - mówi gąsawianin.
Dyrektor Zajączkowski inaczej ocenia wartość działki: - Teren ten nie jest już tak atrakcyjny, bo leży na skłonie w kierunku brzydko pachnącego rowu i przepompowni ścieków.
JEDNORODZINNY ZAMIAST DŁUGIEGO
Jak mówił Michał Cichowicz, ponieważ nikt z muzeum nie zgłaszał się do niego z propozycją wykupu ziemi, stwierdził, że nie ma tematu i może zbudować dom jednorodzinny. Chciał - jak mówi - wybudować dom w końcowej części działki, aby umożliwić realizację przyszłej inwestycji związanej z budową długich domów. We wrześniu ubiegłego roku wystąpił do wójta o wydanie decyzji o warunkach zabudowy.
By wydać decyzję o warunkach zabudowy, wójt musiał się zwrócić o opinię do m.in. konserwatora przyrody i konserwatora zabytków. Teren działki numer 1/2 w Gąsawie wchodzi w skład tzw. obszaru chronionego krajobrazu, w ramach którego w 100-metrowym pasie od brzegów rzek i jezior zakazana jest np. budowa domu, a Michał Cichowicz planował postawić swój dom w odległości 55 metrów od brzegu Jeziora Gąsawskiego. Dlatego też w grudniu 2007 roku wojewódzki konserwator przyrody odmówił zgody na budowę domku jednorodzinnego.
- W grudniu otrzymałem odpowiedź odmowną. Wtedy też postanowiłem przesunąć inwestycję tak, aby zachować nakazaną granicę 100 metrów od linii brzegowej - powiedział Michał Cichowicz.
Ale właściciel trafił na kolejną przeszkodę w budowie domu: ponieważ teren działki numer 1/2 był badany przez archeologów i odkryto na nim ślady osadnictwa sprzed kilku tysięcy lat, każdy kto chciałby postawić dom na tej działce, musi na własny koszt sfinansować badania archeologiczne.
- Inwestor nie przeprowadzi prac bez wyprzedzających badań archeologicznych. Każdy wykop budowlany musi być na tym terenie przeprowadzony tak, jak wykop archeologiczny, a wykopaliska muszą być przeprowadzone metodą naukową bez ciężkiego sprzętu, za pozwoleniem i pod nadzorem konserwatora oraz na koszt właściciela - informuje Iwona Brzozowska, kierownik bydgoskiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków.
- Dowiedziałem się, że musiałbym wykonać badania archeologiczna na własny koszt. Zadzwoniłem do konserwatora do Bydgoszczy, ale nie powiedziano mi, ile może to kosztować. Dowiedziałem się później, że może to być 50 lub nawet 100 tysięcy złotych i zaproponowałem, że wybuduję się tam, gdzie badania już były. Ostatecznie zrezygnowałem z tego, bo nie miałem gwarancji, że jak wyłożę te sto tysięcy, to będę mógł się budować - mówi nam Michał Cichowicz.
- Z czterech hektarów tylko jeden nadaje się pod ewentualną zabudowę i w wypadku takiego podziału należałoby zrobić szerokopłaszczyznowe badania, których koszt wyniesie około 130-150 tysięcy złotych i spada na barki inwestora. Teren w tym rejonie przebadany jest archeologicznie w siedmiu, ośmiu procentach - ocenia dyrektor Wiesław Zajączkowski.
FIKCJA NA MAPIE
Oburzenie w muzeum wywołała mapka, na której wyznaczona została linia zabudowy dla planowanej przez Michała Cichowicza budowy domku. Na mapce wyrysowane zostały długie domy - te sprzed 6 tys. lat - jako istniejące, jednak nie w miejscu w którym zostały odkryte.
Dla dyrektora muzeum dziwnym wydaje się fakt umieszczenia na mapie zabudowy sprzed kilku tysięcy lat, której w rzeczywistości nie ma i dodatkowo potwierdzenie tej fikcji przez wójta, który dokument podpisał.
- Istotą sprawy jest to, w jaki sposób wójt kreuje siebie jako mecenasa kultury i dąży do budowy długich domów, a jak postępuje w rzeczywistości. Nie to jest celem, tylko korzystne sprzedanie ziemi. Podpisał kwit, który mógł wprowadzić poszczególne urzędy w błąd. Wójt udowodnił, że ważniejszy jest interes pracowników gminy niż ogólnopojęty interes ochrony dziedzictwa kulturowego - twierdzi dyrektor. - Wójt nie jest zainteresowany ani utworzeniem parku, ani długich domów. Zainteresowany jest tym, żeby ktoś kupił ziemię. Wniosek o wydaniu decyzji o zabudowę miał na nas wywrzeć presję i postawić nas pod murem, abyśmy zapłacili tyle, ile żąda właściciel.
Wójt Zdzisław Kuczma: - Jest to nieprawda zmyślona przez pracowników muzeum. Uważam, iż jest to oczernianie mojej osoby. To, że to muzeum nie jest zainteresowane budową rezerwatu mogę udowodnić na podstawie biznesplanu, który przygotowali. Ja nie podpisywałem planów tylko urbanista. Nie wiem, jaki cel miał w tym, żeby wrysować długie domy - powiedział Zdzisław Kuczma i dodał, że chodzi o ostatnie budynki po prawej stronie ul. Żnińskiej przy wyjeździe z Gąsawy.
- Po to zatrudniamy urbanistę, żeby takie sprawy prowadził. Ja nawet nie wiem, dlaczego on to narysował - twierdzi dalej wójt, który zaprzeczył, jakoby długie domy zostały narysowane na jego polecenie.
Po co więc na mapie dołączonej do projektu o wydanie decyzji o warunkach zabudowy zostały wrysowana fikcyjne domy?
- Dla orientacji odległości między ewentualną zabudową długich domów a tym domkiem jednorodzinnym - tłumaczy Władysław Ludkiewicz, pracownik Urzędu Gminy. - Miało to na celu pokazanie konserwatorowi, że inwestycja prowadzona będzie poza terenem, który był badany.
Jeden z architektów, który na co dzień zajmuje się przygotowywaniem projektów miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego stwierdził wprost, że wrysowanie nieistniejącej zabudowy na planie to granda. Także zastępca kierownika Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Bydgoszczy Elżbieta Dygaszewicz powiedziała, że nie rozumie, dlaczego na planie umieszczone zostały długie domy.
MUSI BYĆ PLAN
Jak powiedziała Iwona Brzozowska, dyrektor bydgoskiej delegatury WUOZ, teren wokół Gąsawy i Biskupina wymaga prawnej ochrony. Może ją zapewnić miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego.
- Każdy gospodarz powinien dążyć do tego, aby mieć na swoim terenie jasne zasady działania inwestycyjnego. Mimo naszych pism i wytycznych, tak naprawdę mało możemy zrobić, bo planu nie ma, a gmina powinna go mieć, chociażby ze względu na duże nasycenie zabytków - dodała Iwona Brzozowska.
- Często jedynym wyjściem i jedynym ratunkiem dla przestrzeni pozostaje uchwalenie planu miejscowego, który by w precyzyjny sposób określił zasady zagospodarowania. Sporządzenie planu w szerszej perspektywie pozwala na znacznie bardziej dynamiczny rozwój miejscowości, skracając proces inwestycyjny do minimum i określając precyzyjnie, co gdzie wolno budować - wyjaśnia jeden z poznańskich architektów.
- Gmina nie ma obowiązku uchwalania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Niemniej jednak powinien on być. Jesteśmy w trakcie powoływania parku kulturowego, a z przepisów jasno wynika, że po trzech miesiącach od powstania parku gmina musi przystąpić do uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego - powiedział Zdzisław Kuczma.
PARK KULTUROWY
Wspomniany przez wójta park kulturowy ma objąć swoim zasięgiem kilka miejscowości w gminie Żnin (Skarbienice i Wenecję) i gminie Gąsawa (część Godaw, część Gogółkowa, Biskupin i fragment Gąsawy z działką numer 1/2 włącznie). Pomysłodawcami utworzenia owego parku kulturowego wokół Biskupina byli Paulina Florianowicz i Tomasz Nowakiewicz z Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków w Warszawie. Na terenie parku obowiązywałoby kilka zakazów, m.in. zakaz lokalizacji wysypisk i składowania niebezpiecznych odpadów, czy zakaz budowania zakładów przemysłowych, ale zakazy te nie powinny być uciążliwe dla mieszkańców.
- O utworzeniu parku kulturowego decyduje Rada Gminy. Teraz ma być przygotowany plan ochrony tego terenu na podstawie uwag i wniosków mieszkańców. Plan także będzie poddany konsultacjom społecznym. Do końca pozostała jeszcze długa droga. Trzeba dokładnie przygotować regulamin parku, gdyż nie może on działać na szkodę dla miejscowego społeczeństwa - mówi wójt. Po utworzeniu parku kulturowego władze gminy Gąsawa będą miały przystąpić do opracowania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, gdyż taki obowiązek narzuca ustawa o ochronie zabytków. Gmina ma na to trzy miesiące.
Sytuacja prawna działki numer
1/2 w Gąsawie po włączeniu jej do parku kulturowego nie zmieni się. Jedynie plan zagospodarowania przestrzennego powinien potwierdzić dotychczasowy, czyli rolniczy, sposób użytkowania gruntów
Dyrektor muzeum powiedział, że przez dziewięć miesięcy w gąsawskim Urzędzie nie kiwnięto palcem w celu kontynuowania prac nad utworzeniem parku kulturowego, podczas gdy w Żninie już są rozstrzygnięte przetargi na wykonanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego m.in. dla Skarbienic i Wenecji.
- Jeśli nie dojdzie do współpracy Urzędów w Żninie i Gąsawie, to idea parku nie dojdzie do skutku, bo Żnin będzie miał inne warunki wpisane w plan, a Gąsawa inne - twierdzi Wiesław Zajączkowski.
NA MINUSIE
Biznesplan dla rezerwatu długich domów zakłada, że jego działalność będzie przynosiła straty. Zdaniem Zdzisława Kuczmy, bierze się to z niedoszacowania liczby turystów.
- Zakłada się, że długie domy będzie odwiedzać 50.000 osób rocznie, podczas gdy do Biskupina trafiło w ubiegłym roku 300.000 turystów. Przy 60 tysiącach bilans się zamyka - powiedział wójt Gąsawy.
Co do szacowanych strat rezerwatu także są sprzeczne informacje. Chodzi o kwotę od 30 do ponad 100 tys. zł.
- Jeśli pan wójt twierdzi, że w pierwszym roku rezerwat długie domy może obejrzeć więcej niż 50.000 turystów, to bardzo się myli. Chociażby dlatego, że będzie zbyt małe zaplecze parkingowe. Zawsze istnieje możliwość, aby gmina była organem założycielskim takiego rezerwatu i zajęła się tym samym robieniem świetnych interesów na tłumach turystów, a muzeum mogłoby wspierać to zadanie merytorycznie - mówi Wiesław Zajączkowski, który nie wyobraża sobie sytuacji takiej, że muzeum wzięłoby na swoje barki wykupienie działki numer 1/2, zorganizowania tam rezerwatu bez odpowiedniego zaplecza związanego z obsługą, bo to właśnie stamtąd można byłoby uzyskać dochody.
Teren, który miałby w przyszłości stanowić zaplecze komercyjne dla rezerwatu długich domów sąsiaduje z działką numer 1/2, to teren przy drodze nad brzeg Jeziora Gąsawskiego. Rozciąga się on od ul. Żnińskiej do samej linii brzegowej. Ma 4 hektary powierzchni i stanowi własność gminy Gąsawa oraz powiatu żnińskiego. Ku zdziwieniu dyrekcji muzeum został on wystawiony przez gminę na sprzedaż na stronie internetowej jako oferta dla działalności inwestycyjnej. Z oferty inwestycyjnej gminy dowiadujemy się, że ma być przeznaczony jako miejsce rekreacji, wypoczynku i obsługi ruchu turystycznego m.in. dla planowanego rezerwatu archeologicznego neolitycznych długich domów. Wójt proponuje inwestycję na zasadzie partnerstwa publiczno-prywatnego.
Zdzisław Kuczma wyjaśnił, że oferta inwestycyjna pojawiła się w Internecie, ponieważ gmina szukała inwestora na modernizację plaży.
- Przyjechał jeden inwestor i powiedziałem, że teren ten będzie zagospodarowywany wraz z inwestycją długich domów. Chcę, żeby całość miał Biskupin razem z długimi domami. Inwestor był dwa, trzy tygodnie temu i musiałem odmówić. Ja nie chcę budować konkurencyjnego muzeum. Chcę, żeby to powstało, gdyż będzie to coś wyjątkowego. A to co mówi pan Zajączkowski jest przez niego samego wymyślone i nie ma potwierdzenia w rzeczywistości. Rozmawiałem z właścicielem i mówiłem mu, żeby nie budował, bo ja nie wyobrażam sobie żeby inny podmiot mógł budować długie tomy niż muzeum - powiedział Zdzisław Kuczma. - Niedawno miałem spotkanie z wicestarostą Beatą Gaik i z pracownikiem do spraw promocji w starostwie Waldemarem Dolatą i w rozmowie z nimi podkreślałem to, że długie domy powinny powstać przy Muzeum Archeologicznym.
- Teren wyznaczony pod taką działalność gmina wystawiła w Internecie jako ofertę inwestycyjną. Nie może być tak, że kto inny ponosi ryzyko związane z utworzeniem rezerwatu, a kto inny będzie czerpał zyski - powiedział dyrektor biskupińskiego muzeum. - Skoro w ocenie wójta interes jest tak dobry, to organem założycielskim winien być Urząd Gminy w Gąsawie. Rzecz w tym, że zarówno działkę z długimi domami, jak i teren z zapleczem komercyjnym powinien mieć podmiot zarządzający rezerwatem archeologicznym. Zachodzi obawa, że w pierwszym okresie interes wcale nie będzie dochodowy. Tylko około pół miliona złotych musi być przeznaczone na wypłaty dla pracowników. Wpływ ze sprzedaży pamiątek, czy wydawnictw musi wspierać budżet rezerwatu. Tutaj wygląda na to, że wójt postanowił działać w innym kierunku i bez uzgodnień z nami i bez uzgodnień ze Starostwem Powiatowym, które jest właścicielem części terenu, wystawił grunt jako gminną ofertę. Wygląda to tak, że my wybudujemy rezerwat, a prywatny inwestor obok postawi kramy i będzie sprzedawał pamiątki. A ta działalność musi wspierać rezerwat. Musi to wyglądać tak, jak w parku dinozaurów. Wszystko pracuje na jeden cel. Do patologii doszło natomiast w Biskupinie i my takiego modelu w Gąsawie nie chcemy. Jeśli wszystko wokół będzie pracować na rzecz długich domów, to ma to szansę na powodzenie, wtedy też przyniesie to korzyść dla całej gminy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze