Reklama

Dom pod jemiołą

Kuchnia i piec kaflowy z żeliwną płytą i fajerkami
    Dom pod jemiołą
    We współczesnej cywilizacji coraz częściej pojawia się opinia, że nie ma już prawdziwych domów, są tylko budynki, a w nich ludzie chowający się przed światem, który żąda od nich coraz więcej, nie dając nic w zamian. Jakże niestosowna wydaje się ta opinia w obliczu najbardziej rodzinnych świąt Bożego Narodzenia. 


Państwo Krystyna i Piotr Siudowie z córkami Moniką i Magdaleną oraz czworonożny przyjaciel rodziny pies Borys
fot. Piotr Bembenek     Dla szubinianina Piotra Siudy, leśnika, święta Bożego Narodzenia to przede wszystkim refleksja nad życiem i minionym czasem. To również radosne chwile spokoju i rodzinnej atmosfery przy wigilijnym stole z córkami, Magdaleną i Moniką oraz żoną Krystyną w wymarzonym własnym domu, to także czas jemioły i spotkań rodzinnych przy choince i kolędach.
    Piotr Siuda ma za sobą 18 lat pracy w leśnictwie. Ukończył policealną szkołę leśną w Porażynie i studia z ochrony środowiska na ATR w Bydgoszczy. Przez 11 lat, do roku 1998 pracował na stanowisku podleśniczego w Nadleśnictwie Żołędowo w rejonie Myślęcinka. Tam też założył rodzinę, dla której nigdy nie zapomnianym siedliskiem stała się leśniczówka pięknie położona w środku lasu.
    LEŚNICZÓWKA - WIELKA SWOBODA
    - "W niej pierwsze lata swojego życia spędziły moje córki. Dom w leśniczówce to dla leśnika spełnienie marzeń. Dookoła leśna głusza, my i cudowny las. Natomiast dla mojej żony Krystyny, która wywodzi się z Unisławia - miejscowości o tradycjach małego miasteczka - to było ogromne poświęcenie. Żona kilka razy płakała, kiedy się tam wprowadziliśmy" - opowiada pan Piotr.
    - "Tak było. Na początku nie mogłam się przyzwyczaić. Brakowało mi kontaktów z ludźmi. Zanim narodziły się nasze dzieci, to nieraz uciekałam stamtąd do ludzi. Później zasmakowała mi wielka swoboda i radość z odwiedzających nas gości. Kiedy się z leśniczówki wyprowadzaliśmy, jeszcze bardziej płakałam"" - wspomina z uśmiechem pani Krystyna. 
    - "To prawda, z ogromnym żalem opuszczaliśmy dom, jaki sobie stworzyliśmy w leśniczówce. Lata spędzone w nim to dla naszej rodziny sielanka. Żyliśmy w otoczeniu urokliwych pejzaży. Madzia i Monika obserwowały las i zwierzęta. Czerpaliśmy pełnymi garściami z uroków przyrody. Córka Monika przez rok dowożona była z leśniczówki do szkoły. Zaszczepiliśmy naszym dzieciom głębokie zainteresowanie przyrodą" - mówi pan Piotr.
    - "Ja pracowałam na miejscu w Żołędowie w oddziale warszawskiego Instytutu Geologicznego. Dokonywałam pomiarów wód gruntowych. Swój czas dzieliłam między dzieci, dom i pracę na łonie natury. Odkąd nasze córki nieco podrosły, nigdy z leśniczówki nie wyjeżdżaliśmy na Wigilię. Zawsze rodzina przyjeżdżała do nas, by celebrować z nami święta Bożego Narodzenia przy żywej choince i żłóbku. Ulubionym miejscem w naszym domu była kuchnia. Znajdował się w niej duży piec kaflowy z żeliwną płytą i fajerkami. Stwarzał on klimat domowego ogniska. Odgłosy palącego się drewna, trzask iskier, ciepło i zapachy kuchenne rozchodziły się po całym domu. Goście nie chcieli siadywać w pokoju, tylko właśnie w kuchni, na drewnianych ławach przy dużym drewnianym stole. Tam odbywały się najciekawsze rozmowy i najwspanialsze biesiady" - opowiada pani Krystyna.
    STRACONE LATA W BLOKU
    Kiedy jednak nadarzyła się okazja podjęcia pracy w szubińskim nadleśnictwie, Piotr Siuda skorzystał z niej. Został komendantem straży leśnej.
    - "Teraz jestem leśnikiem i policjantem w jednej osobie. Chciałem być bliżej rodziców, którzy mieszkają w Szubinie" - wyjaśnia. Jego ojciec Henryk Siuda to znana postać w środowisku szubińskim. Przez wiele lat był dyrektorem Zakładu Poprawczego. Obecnie przebywa na emeryturze.
    - "Podjęliśmy wspólnie trudną decyzję o przeprowadzce i nie żałujemy" - mówi pan Piotr, patrząc z uśmiechem na żonę. Pani Krystyna nie zaprzecza. - "Po leśniczówce płakałam bardzo. Teraz, kiedy od ponad roku mieszkamy już we własnym domu, nie żałuję tej decyzji. Ale wtedy, po wyprowadzce z leśniczówki i zamieszkaniu w bloku Osady Leśnej w Turze przeżywałyśmy z dziewczynkami katusze. Ty w pracy miałeś wielkie przestrzenie lasu, a my tęskniłyśmy za podwórzem leśniczówki i odgłosami leśnej przyrody, swobodą i spokojem. Mieszkanie w bloku stanowiło zaledwie namiastkę domu, jaki zostawiliśmy w leśniczówce w Żołędowie" - przypomniała mężowi pani Krystyna.
    - "5 lat w bloku to lata stracone" - dorzuca jedna z córek przysłuchujących się rozmowie. - "To zderzenie pięknej leśniczówki w Żołędowie z blokiem w Turze skłoniło nas do zakupienia działki pod budowę własnego domu. Kilka rodzin, w większości znaliśmy się, kupiliśmy pole od rolników w Wolwarku i na tym polu wybudowaliśmy własne siedliska" - opowiada pan Piotr. - "Nasz dom budowaliśmy powoli, bez żadnych kredytów. Przed nami jeszcze jest wiele prac wykończeniowych" - dodaje pani Krystyna.
    Dom państwa Siudów znajduje się za Osiedlem Leśnym przy pięknej drodze leśnej prowadzącej w kierunku Pińska. Ta droga otoczona polem i pejzażem leśnym to ulubione miejsce spacerów wielu mieszkańców osiedla blokowego.
    UROKI WŁASNEGO DOMU
    Siedlisko państwa Siudów zwraca na siebie uwagę. Ciekawość spacerowiczów wzbudza paradujące po zagrodzie stadko afrykańskich strusi. To pierwsza taka hodowla w gminie szubińskiej. Budzi ciekawość nie tylko spacerowiczów, ale i rolników, którzy rozważają możliwość założenia ferm strusich w swoich gospodarstwach agroturystycznych. Zarówno pan Piotr, jak i jego córki, mogą opowiadać o tych ptakach całymi godzinami, pan Piotr przede wszystkim o zaletach strusiego mięsa, a dziewczynki o zachowaniu i zwyczajach ptaków.
    - "Ze strusiami jest bardzo wesoło. Stałyśmy się popularne w szkole. Tej jesieni odwiedziło nas kilka grup wycieczkowych, 150 uczniów z szubińskiego Zespołu Szkół wraz z nauczycielką biologii panią Teresą Urbańską, która również uczyła naszego tatę" - opowiada młodsza z córek, Magdalena. - "Nasi sąsiedzi hodują konie, psy, a tata zdecydował się pod wpływem swojego kolegi leśnika na strusie. Do ptaków przyzwyczaiłam się łatwo, trudniej było się przyzwyczaić do zwiedzających je" - dopowiada starsza, Monika. - "Strusie to mądre ptaki. Nadałyśmy im imiona. Dwa samce Donald i Mac Cwasz reagują na swoje imiona i przychodzą, kiedy się je woła" - mówi Magda, która chce być w przyszłości biologiem. Starsza Monika, już gimnazjalistka, marzy o informatyce i anglistyce. - "Strusie to atrakcja, która wymaga wciąż jeszcze inwestycji. Na zyski trzeba poczekać -" mówi pan Piotr. Na co dzień dogląda on ptaki z bliska i marzy, aby jak najszybciej wykończyć poddasze domu i ogrodzić swoją posesję.
    - "Nasz dom chcemy wypełnić duchem leśniczówki z Żołędowa, przenieść jak najwięcej z jej istoty tutaj. Zamiast stropów betonowych zastosowaliśmy bele drewniane. Cały dom ogrzewamy kominkiem" - mówi z dumą pan Piotr. Rzeczywiście, bele drewniane w suficie i palące się za szybą kominka szczapy drewna, sypiące iskrami dodają przytulności i niezwykłego uroku pokaźnemu salonikowi stanowiącemu centralny punkt domostwa. Zdobią go rzeźby leśnych zwierząt i postaci ludzi poustawiane na parapetach okien. Zwracają one na siebie uwagę prostotą wykonania i kierują myśli w leśne ostępy. Zdziwienie może budzić jedynie brak jakichkolwiek trofeów myśliwskich na ścianach mieszkania.
    - "Moja żona bardzo stara się, żeby nie było w naszym domu żadnych poroży" - śmieje się pan Piotr. Pani Krystyna zostawia to bez komentarza, ale przypomina o swoim marzeniu. - "Chciałabym mieć w pomieszczeniu kuchennym taki piec kaflowy na drewno, jaki mieliśmy w leśniczówce. Pragnę przywołać tutaj tamten klimat domowego ogniska - mówi. - Obiecałem to zrobić, to na pewno słowa dotrzymam" - pada zapewnienie z ust jej męża.
    DOM POD JEMIOŁĄ
    Piotr Siuda o sobie mówi, że jest typem samotnika. Jako chłopiec chciał być marynarzem albo leśnikiem. Do Szkoły Morskiej w Gdyni nie dostał się, wybrał więc zgodnie ze swoimi marzeniami zawód leśnika. Jak mówi, wyuczył się na miłośnika lasów, ale niestety musi być też w niektórych sytuacjach policjantem, zwłaszcza dla kłusowników i złodziei drewna. Jednak głównym zadaniem w jego pracy jest hodowla zwierzyny leśnej i poznawanie przyrody. - "Odskocznią od tej pracy jest moje hobby - łowiectwo, oczywiście wcale nie chodzi mi o strzelanie do zwierząt. Jedynym celem polowań, jakie przeprowadzamy w naszych lasach, jest wykluczanie ze stad zwierząt sztuk słabych i chorych. Ja jestem z usposobienia samotnikiem i uwielbiam bezkrwawe łowy. Lubię godzinami siedzieć w ciszy leśnej na ambonie, obserwować zachowania zwierząt i rozmyślać. Niejedno z tych fascynujących zachowań należałoby przenieść do środowiska ludzkiego, choćby opiekę nad potomstwem i całym stadem. Zwierzętom obca jest nienawiść. Walczą z sobą tylko w czasie godów. W lesie oddycha się głębiej, myśli jaśniej i widzi dalej" - podkreśla pan Piotr.
    Najbardziej bezkrwawe łowy urządzane są  w Nadleśnictwie we Wigilię. - "Strzelamy wtedy do jemioły. Potem gałązki tej niezwykłej, zimozielonej, półpasożytniczej rośliny rozdajemy pracownikom, by przyniosła ich rodzinom szczęście i dzielimy się wspólnie opłatkiem" - mówi pan Piotr.
    Magiczne znaczenie jemioły trwa od wieków. Jest wszechobecna, wiecznie zielona, a kiedy wysycha, robi się złota. Od najdawniejszych czasów słowiańskich ludzie wierzą, że jej gałązki chronią przed chorobami, przynoszą szczęście i posiadają moc łączenia ludzkich par. Stąd zwyczaj całowania się młodych pod wiązanką jemioły w wigilijny wieczór. Jednak przy ścinaniu jemioły trzeba uważać, aby roślina nie spadła na gołą ziemię, bo mogłaby oddać swoją moc ziemi. - "We Wigilię również nasz dom oddajemy we władanie jemioły. Wieszamy jej gałązki w pomieszczeniach naszego domostwa. Pod jemiołą dzielimy się przy wigilijnym stole opłatkiem i składamy sobie świąteczne życzenia" - mówi pan Piotr. - "Opłatkiem dzielimy się także z naszymi ulubieńcami, psem Borysem i kotem Tołdi. Występujemy przed rodziną z jasełkami i śpiewamy kolędy przy choince" - dodają dziewczynki.
    - "Na naszej Wigilii tradycyjnie będzie barszcz z uszkami, zupa śledziowa, karp i kapusta z grzybami własnoręcznie zebranymi w lesie oraz ciasto z makiem. W święta specjalnie dla gości będzie przygotowana przeze mnie dziczyzna" - ujawnia pani domu. - "Moja żona robi najwspanialsze na świecie zrazy z dziczyzny" - chwali pan domu. Pani Krystyna poproszona chętnie wyjawia swój przepis. - "Nie pekluję mięsa na zrazy. Przygotowuję je ze świeżej dziczyzny. Płaty mięsa rozbijam, smaruję je musztardą i chrzanem. Stosuję dużo przypraw do dziczyzny, tymianku, bazylii, majeranku, pieprzu, no i soli. Na posmarowane i posypane przyprawami plastry mięsa kładę kawałki surowego boczku lub wędzonego, ogórek, kawałek chleba i kiełbaski. Zawijam plastry w rolady i długo je smażę, często podlewając, żeby były miękkie" - mówi.
    Specjalnością pani Krystyny są również wyśmienite, jak zapewniają córki, klopsiki z dziczyzny przemielonej z surowym wieprzowym boczkiem. Pani Krystyna nie tylko zajmuje się i cieszy swoim domem i rodziną, ale od kilku miesięcy przeżywa ogromną radość z powodu pracy, którą po dłuższym okresie poszukiwań udało się jej zdobyć w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym w Szubinie.
    Państwo Siudowie wierzą w moc jemioły zapewniającej szczęście i zdrowie, ale też cenią sobie bardzo lecznicze właściwości lasów sosnowych. W domowej apteczce mają zawsze własnej produkcji syrop z sosny. - "Nie jest on bardzo smaczny, ale za to naturalny i niezwykle skuteczny. Jego podstawowym składnikiem są młode pędy sosny. Przepis jest bardzo prosty" - mówi pan Piotr. - "Pół słoja litrowego młodych pędów sosny - odrostów majowych zalewam pół litrem spirytusu i odstawiam na dwa tygodnie. Potem trzeba to dokładnie przecedzić. Należy zażywać 20 kropli rozpuszczonych w 1 łyżce wody. Jest to nasze domowe, wypróbowane lekarstwo na wszystko, na przeziębienia, kaszel, anginę" - wylicza pani Krystyna. - Bardzo pomaga - zapewnia cała rodzina Siudów.
Aurelia Kaszewska, Pałuki nr 671 (52/2004)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości