Wybraliśmy się na spotkanie z kierownictwem i mieszkańcami Domu Pomocy Społecznej w Podobowicach. W założeniach miało dotyczyć najnowszej inwestycji, która obecnie jest już tam prawie na ukończeniu. Za rok minie pół wieku istnienia DPS w tej miejscowości na zachodnich rubieżach gminy Żnin. Okazało się jednak, że historia tej placówki jest dłuższa i związana jest z miejscowością położoną około 40 km, na wschód od Podobowic, a mianowicie Piechcinem.
Do końca stycznia w Domu Pomocy Społecznej w Podobowicach ma zostać zrealizowana przebudowa pomieszczeń gospodarczych wraz ze zmianą sposobu użytkowania na zaplecze socjalne. Posłuży ono pracownikom działu terapeutyczno-opiekuńczego oraz kuchni. Wcześniej był tam częściowo magazyn, a częściowo pomieszczenia stały puste. Pracownicy wykorzystują obecnie do celów socjalnych male pomieszczenie na pietrze. Za kilka tygodni jednak warunki będą mieli zdecydowanie lepsze. Trzeba zaś pamiętać, że w DPS w Podobowicach jest zatrudnionych 48 etatowych pracowników, a do tego w niektórych okresach zatrudnione są też osoby skierowane przez Powiatowy Urząd Pracy w Żninie. Jak dodaje Monika Małecka, dyrektorka DPS w Podobowicach, na jednej, najliczniejszej zmianie (rannej) jest to około 20 pracowników. Cały personel pracuje łącznie z 80 mieszkańcami tej placówki. A są nimi zarówno kobiety, jak i mężczyźni z różnymi niepełnosprawnościami fizycznymi.
Inwestycja na ukończeniu
Inwestycja, którą rozpoczęto we wrześniu zeszłego roku była więc konieczna. Wykonawcą jest Hausplex Grupa Budowlana Marcin Rożek z Barcina. Realizowane zadanie kosztuje około 200.000 zł, z czego 3/4 pochodzi z budżetu powiatu żnińskiego, zaś 50.000 zł to środki własne DPS w Podobowicach. Przebudowa i dostosowanie do nowych potrzeb obejmie prawie 102 metry kwadratowe powierzchni pomieszczeń w piwnicy. Będzie też wykonane wejście bezpośrednio do tego zaplecza schodami wiodącymi z podwórka. Tuż obok głównego wejścia do placówki. W zakresie tego zadania mieści się również wyposażenie przebudowanych pomieszczeń, o co zadba ten sam wykonawca, czyli firma z Barcina.
Monika Małecka jest oczywiście zadowolona z tej inwestycji. Powstają 2 szatnie damskie i jedna męska, łazienka damska i łazienka męska, a także stołówka dla pracowników. Niestety, w 2023 r. nie przewiduje się dalszych inwestycji w DPS w Podobowicach, choć trzeba przyznać, że i teraz jest on funkcjonalny i przyjazny dla mieszkańców - przytulny, mimo faktu, iż przebywa w nim w jednym momencie zawsze około 100 osób, wliczając w tę liczbę pracowników na jednej zmianie. Jeśli chodzi o dalsze plany, to razem z innymi DPS w powiecie żnińskim ma być przygotowany wspólny projekt w inwestycje fotowoltaiczną. Placówka w Podobowicach może też zostanie poddana termomodernizacji. Ale to jeszcze nie w tym roku, który właśnie się rozpoczął.
Historia pani Jadwigi
Natomiast w 2024 roku Dom Pomocy Społecznej w Podobowicach dla osób z niepełnosprawnościami fizycznymi będzie obchodził jubileusz 50-lecia istnienia. Choć historia tej placówki jest dłuższa i zaczyna się nie na zachodnich rubieżach obecnego powiatu żnińskiego, lecz około 40 km na wschód od Podobowic, a mianowicie w Piechcinie Dolnym. To tam mieścił się poprzednio dom pomocy. Mieszkały w nim osoby niewidome i niedowidzące. Placówka w Piechcinie istniała do 1974 r. Dobrze pamięta tamto miejsce Jadwiga Brosowska. Pod koniec marca skończy 80 lat. Jest osobą niewidomą od urodzenia. Pochodzi z Dzików, które w czasach jej dzieciństwa były miejscowością położoną w bezpośrednim sąsiedztwie Świecia, a współcześnie znajdują się już w granicach tego nadwiślańskiego miasta.
W 1948 r. zmarła mama pani Jadwigi. Jej córka miała wówczas ledwie 5 lat. Co ciekawe, przodkowie Jadwigi Brosowskiej nazywali się Brzozowscy. Zmiana nazwiska wynikła z nieprawidłowej transkrypcji przez niemieckich urzędników przy wydawaniu aktu urodzenia. Mama pani Jadwigi zmarła na gruźlicę. Choroby tej nabawiła się zimą 1945 r., gdy nadciągnęły na Kociewie wojska radzieckie. Kobieta w cienkiej bluzce została wyciągnięta na dwór. Córka nie poznała prawdy, ale być może jej mamę czerwonoarmiści wówczas skrzywdzili..Natomiast swego taty pani Jadwiga nigdy nie poznała. Wie z opowieści rodzinnych, że ojciec został wciągnięty przez Niemców do służby w Wehrmachcie i zginął gdzieś na wojnie.
Pięcioletnią, niewidomą dziewczynką zaopiekowały się wówczas ciotki i babcia. W wieku 10 lat Jadwiga trafiła do szkoły z internatem dla dzieci niewidomych na ul. Krasińskiego w Bydgoszczy. Udzielała się tam m.in. artystycznie w sekstecie oraz chórze. Pewnego razu młodzież z bydgoskiej szkoły pojechała na występy w domu pomocy dla osób niewidomych zlokalizowanym w eklektycznym pałacu z ostatniej ćwierci XIX w. w Piechcinie.
PGR i DPS w pałacu Korytowskich
Prawdopodobnie przedostatni, przedwojenny właściciel tego majątku i pałacu Józef Korytowski 21 października 1939 r. został rozstrzelany przez Niemców na terenie Krobi. Był jedną z 15 osób tamtego dnia rozstrzelanych w ramach akcji eksterminacyjnej, którą Niemcy nazwali operacją Tannenberg. Były to liczne, masowe egzekucje Polaków w Wielkopolsce, którzy znaleźli się na specjalnej liście sporządzonej przez hitlerowców. Chodziło im o eksterminację tych Polaków, którzy ze względu na swoją dotychczasową działalność i pozycję społeczną mogliby stać się warstwą przywódczą dla polskich aspiracji niepodległościowych w przyłączonej bezpośrednio do III Rzeszy po kampanii wrześniowej 1939 r., Wielkopolsce. Józef Korytowski miał 46 lat, gdy został zamordowany przez Niemców.
Po wojnie pałac w Piechcinie, a także cały majątek przejął Skarb Państwa. Był tam prawie 2,5-hektarowy park, także gorzelnia. Powstało Państwowe Gospodarstwo Rolne, które kilka dziesięcioleci później też przeszło do historii.
Jadwiga Brosowska zapamiętała pierwszą wizytę w Piechcinie z występami wokalnymi. Kilka lat później, trafiła do domu dla osób niewidomych na stałe. Był rok 1964, ona skończyła 21 lat, osiągając wiek, w którym skończona była już jej edukacja w szkole z internatem dla niewidomych. Została więc skierowana właśnie do Piechcina. Mieszkała tam 10 lat. Czas spędzony w DPS w Piechcinie wspomina dobrze. Przebywało tam wówczas około 60 osób. Wszyscy mieszkańcy byli niewidomi lub niedowidzący.
Pałac pełniący funkcję domu pomocy posiadał taras, można było korzystać również z dużego parku. Blisko było do sklepu, a cała okolica była spokojna. Przez osiedle nie przebiegała szosa do Inowrocławia, można było bezpiecznie spacerować. Przy DPS zorganizowana była oranżeria. Prowadził ją zatrudniony w placówce Stanisław Weitz. Charakterystycznym wspomnieniem, które Jadwiga Brosowska przywiozła z Piechcina był odczuwalny tam zapach melasy, który pojawiał się, gdy działająca gorzelnia zaczynała produkcję.
Stanisław Weitz i kilku innych mężczyzn uprawiało też wydzielone pole, które pozostawało do dyspozycji DPS w Piechcinie, mimo że w tym samym miejscu działało już wtedy Państwowe Gospodarstwo Rolne. Dom Pomocy Społecznej miał też pod opieką piękny sad. To wszystko pamięta Aleksander Kabaciński, były sołtys Piechcina, który był najbliżej zamieszkałym dawnego PGR-u prywatnym rolnikiem. Można więc powiedzieć, że był sąsiadem mieszkańców ówczesnego DPS.
W czasie pobytu Jadwigi Brosowskiej w Piechcinie dyrektorem DPS był Alojzy Piekarek, a następnie pracujący do tamtej pory jako nauczyciel w piechcińskiej szkole Jan Krupiński.
Przeprowadzka do Podobowic
W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych zapadła decyzja o przeniesieniu DPS dla niewidomych i niedowidzących do dawnego dworu w Podobowicach. Mieszkańcom placówki dotychczas zlokalizowanej w Piechcinie zapowiedziano, że będą mieli w Podobowicach więcej miejsca i będzie im wygodniej. Rzeczywiście warunki w nowym miejscu były lepsze. Przygotowanych było więcej pokoi. Mieszkańcy nie musieli spać w jednej, dużej sali, jak w koszarach, a mieli kilkuosobowe izby do dyspozycji.
Do Podobowic przeniesiono wszystkich mieszkańców DPS w Piechcinie. Trafił tam również Jan Krupiński z żoną, który zamieszkał w odrębnym mieszkaniu dyrektorskim. Po państwie Krupińskich mieszkali tam zresztą również państwo Dalewscy, gdy stanowisko dyrektora DPS w Podobowicach objął Czesław Dalewski. Obecnie to mieszkanie jest już wolne i służy jako lokum gościnne dla rodzin, które czasami z dalekich stron przyjeżdżają do Podobowic, by odwiedzić swoich krewnych mieszkających w DPS.
49 lat temu trafili tam również inni pracownicy dotychczas zatrudnieni w placówce w Piechcinie, jak Danuta Woźniak, która była magazynierką. Do Podobowic trafili też państwo Weitzowie. Stanisław Weitz i w nowym miejscu założył oranżerię. Obecnie ona już nie istnieje. Natomiast w DPS w Podobowicach do dzisiaj pracuje syn dawnego ogrodnika Marek Weitz, który jest kierowcą. Spośród mieszkańców, którzy w 1974 r. przyjechali z Piechcina do Podobowic, nadal mieszkają w tym DPS oprócz Jadwigi Brosowskiej, Ryszard Adamczyk i Bronisław Gabryś.
DPS w Podobowicach wraz z upływem lat zmienił się z placówki dedykowanej wyłącznie osobom niewidomym i niedowidzącym w taką, w której mogą mieszkać również osoby z innymi niepełnosprawnościami fizycznymi. Przez niemal pół wieku trwania tej instytucji w Podobowicach obiekt i teren go otaczający stopniowo nabierał i nadal nabiera blasku. Inaczej wygląda sytuacja w dawnym DPS w Piechcinie. PGR już dawno nie istnieje, w pałacu są mieszkania. Park krajobrazowy, według wspomnień starszych wiekiem piechcinian, w latach osiemdziesiątych ub.w. nieco podupadł. Gorzelnia, z której buchał aromat melasy, który lubiła Jadwiga Brosowska, już dawno nie funkcjonuje. Jednak sam budynek po dawnej wytwórni wódki wygląda bardzo dobrze. Pozostały w nim nawet maszyny.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1612 (1/2023)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze