Atak nastąpił we wtorek nad ranem. Słońce jeszcze nie wzeszło, gdy wataha 5-6 wilków przeszła pod ogrodzeniem i zaatakowała trzymane w zagrodzie daniele. Drapieżniki uśmierciły pięć sztuk, pięć kolejnych uciekło bądź zostało porwanych. Został jeden.
Barbara Staszak pokazuje zagryzionego daniela. Z ponad trzydziestu danieli po dwóch atakach wilków, został tylko jeden. Mieszkanka Drogosławia już nie będzie prowadzić hodowli danieli. fot. Remigiusz Konieczka Barbara Staszak od dziesięciu lat prowadzi hodowlę danieli w Drogosławiu. Hoduje je dla mięsa oraz skór. Jak mówi, mięso daniela nie jest tłuste, charakteryzuje się delikatnością, a spożywają je koneserzy. Hodowla prowadzona była ekologicznie, bez pasz powodujących szybszy tucz. Powodzeniem cieszyły się też skóry danieli, szczególnie białe, które kupowali właściciele gospodarstw agroturystycznych i potem kładli na sanie podczas kuligów.
NOCNA WIZYTA WATAHY
Przez całą dekadę hodowla nie przysparzała właścicielce kłopotów. Aż do września tego roku. Wtedy wilki zaatakowały po raz pierwszy, zagryzając 23 sztuki danieli. Po tym ataku zostało 11 zwierząt.
Chcąc oszczędzić daniele Barbara Staszak przeniosła zwierzęta bliżej domu. Wyrzucała im marchew, by się pasły. Co godzinę wychodziła z domu, zapalała światło i sprawdzała teren. 27 grudnia około wpół do czwartej rano usłyszała szczekanie psa.
- Wyszłam przed dom. Mówię: „Sabunia. Co jest?“ Ale ona była cicho i siedziała w budzie. Pomyślałam, że coś jest nie tak. Latarką poświeciłam, obejrzałam cały teren i wszystko było w porządku. Daniele leżały pod domem. Wróciłam do domu i poszłam spać - opowiada.
Obudziła się o 6:30. Wyszła do kuchni i spojrzała przez okno. Zwróciła uwagę na byka, który leżał w dziwnej pozycji. Wyszła z domu i wtedy zobaczyła inne pozagryzane sztuki. Na miejscu policzyła pięć zagryzionych danieli, kolejne pięć uciekło albo zostało wyciągniętych przez wilki do lasu i tam zjedzone, ponieważ to były małe koźlaki. Atak przeżył jeden tylko malec, który schował się pod paśnikiem. Właścicielka posesji spostrzegła ślady po wilkach i zawiadomiła policję.
- Krótko po 9:00 dyżurny szubińskiego komisariatu został powiadomiony, że na terenie prywatnej hodowli danieli w miejscowości Drogosław ujawniono 5 padłych zwierząt. Skierowany na miejsce patrol potwierdził zgłoszenie. O zdarzeniu został powiadomiony Związek Łowiecki, Nadleśnictwo Szubin, leśniczy oraz lekarz weterynarii. Na podstawie opinii wydanej przez przedstawicieli straży leśnej obecnych na miejscu, ustalono, że daniele padły na skutek zagryzienia przez wilki, które dostały się na teren ogrodzonej hodowli przez podkop pod ogrodzeniem. W związku z brakiem jakichkolwiek podejrzeń, że zwierzęta padły na skutek działalności człowieka, w sprawie tej nie będzie prowadzone żadne postępowanie - informuje mł. asp. Justyna Andrzejewska, oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Nakle.
TROPY WILKÓW
Na prośbę policji identyfikacji tropów dokonali pracownicy Nadleśnictwa Szubin. Jak powiedział nadleśniczy Grzegorz Gust, w tej chwili na terenie nadleśnictwa bytują trzy grupy wilków. Jedna, która zagryzła daniele, znajduje się w lasach między Szubinem a Łabiszynem i liczy od czterech do sześciu osobników. Druga grupa przebywa w lasach między Pińskiem a Elizewem. Ta wataha jest największa, bo może liczyć około dziesięciu sztuk. Trzecia wataha znajduje się na terenach nadnoteckich, między Notecią a Kcynią (Leśnictwo Dębogóra) i liczy sześć osobników.
Trudno jest rozróżnić tropy wilka od tropów psa. Nadleśniczy wyjaśnia, że na jednoznaczne stwierdzenie wpływa zespół czynników: wielkość, układ tropów i wygląd (dwie skrzyżowane linie pod kątem prostym nie wchodzące na opuszki). Tropy z Drogosławia jednoznacznie wskazywały na to, że zostawiły je wilki. Grzegorza Gusta nie dziwi fakt, że zwierzęta zaatakowały po raz kolejny tę samą hodowlę. Nadleśniczy podkreśla, że wilki są drapieżnikami i mając do wyboru szukanie pożywienia w lesie wśród dzikiej zwierzyny albo zwierzęta zamknięte w zagrodzie, wybrały łatwiejszy łup. Największy udział w diecie wilków mają dziki, sarny i młode jelenie.
Trudno też ocenić zachowanie wilków w samej zagrodzie, bo polując nie zabijają dla sportu, ale by uzyskać pożywienie - zabijają tylko tyle, by zaspokoić głód. Być może w Drogosławiu wilki działały w amoku i widząc uciekające zwierzęta odruchowo je atakowały. - Podobnie jest z lisami. Lis wpadając do kurnika też nie zagryzie tylko jednej kury - twierdzi nadleśniczy. Grzegorz Gust dodał, że skoro wilki zaatakowały już raz hodowlę danieli, to można było się spodziewać drugiego ataku, a ogrodzenie, które tam jest, nie zabezpieczało zwierzyny przed drapieżnikami.
STRATY PO DWÓCH ATAKACH
Właścicielka szacuje straty na około 12.000 zł. Dodaje, że nie otrzymała jeszcze odszkodowania za zwierzęta zagryzione we wrześniu, bo procedura wciąż trwa.
Barbara Staszak powiedziała, że nie będzie już prowadzić hodowli danieli, bo w takich warunkach nie ma to już sensu. - Wilki nie odejdą, a będzie ich coraz więcej. Nie wiadomo, jak to dalej będzie, skoro już teraz tak blisko podchodzą pod dom - mówi.
Nadleśniczy Grzegorz Gust przestrzega przede wszystkim hodowców krów, którzy prowadzą wolny chów, aby uważali na zwierzęta, w szczególności na cielaki. Mogą one stanowić łatwy łup dla wilków.
- Lepiej, by nie wyprowadzali zwierząt na łąkę, bo może się stać nieszczęście - mówi nadleśniczy, który przestrzega również zwykłych mieszkańców, by nie zapuszczali się głęboko w lasy na spacery z psem. Wilk traktuje psy jako konkurencję w zdobyciu pożywienia i bezwzględnie tę konkurencję eliminuje. Przede wszystkim należy zachować ostrożność.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1298 (52/2016)
Inne teksty na ten temat:
Wilki zagryzły 23 daniele
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze