Reklama

Druty zdradziły opony

Gałęzie - palić, opony - utylizować
    Druty zdradziły opony
    W lesie w Sadłogoszczy (gm. Barcin), na terenie Leśnictwa Szczepanowo, spalone zostały opony samochodowe. Powinny być  utylizowane w profesjonalnych zakładach utylizacji, ale nie były. Zakład Usług Leśnych, który spalił opony, przyznał się do błędu.

    Dżdżysta sobota 1 grudnia, Sadłogoszcz, 500 metrów od oczyszczalni ścieków i jakieś 600 metrów od kompleksu leśnego w Krotoszynie. Z duktu leśnego, który za 3 lata ma się stać drogą asfaltową, skręca się na teren przedwojennego cmentarza ewangelickiego, przynależnego do ówczesnej parafii w Barcinie na rogu ul. Cmentarnej (teraz Żnińskiej) i ul. św. Wojciecha. Nagrobków już nie ma, są tylko murowane kolumny bramy wjazdowej. Blisko cmentarza kilkadziesiąt śladów po ogniskach i sterta tzw. papierówki, którą pozyskano ze zrębu wykonanego we wrześniu i październiku. W popiołach z kilku ognisk, pod warstwą pyłu widać zwoje metalowych, cienkich drutów. Wniosek jest jasny: ktoś tutaj, na terenie należącym do Nadleśnictwa Gołąbki, palił opony samochodowe. Takie czyny podlegają ściganiu przez policję.

Ogniska technologiczne służb leśnych były rozpalane przy użyciu opon od kół, po których zostały zwoje drutów
           fot. Karol Gapiński

    - Leśniczy musiał o tym wiedzieć. Natomiast jeśli nadleśniczy uzna, że złamano prawo i trzeba złożyć wniosek do organów ścigania, to podejmiemy dochodzenie - przedstawia komisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie.
    Szef Dyrekcji Regionalnej Lasów Państwowych w Toruniu Janusz Kaczmarek zlecił wizytę swego inspektora w nadleśnictwie. 6 grudnia inspektor zbadał miejsca spalania opon w Sadłogoszczy. Były to miejsca po ogniskach technologicznych. Ogniska technologiczne to ogniska, w których spala się drobne gałęzie, pozostałe po wycinkach.
    Mateusz Stopiński, pełniący obowiązki rzecznika prasowego dyrektora Janusza Kaczmarka, powiedział nam: - Użycie ognia technologicznego - dla usunięcia pozostałości pozrębowych -  poprzedzone było wnioskiem służb terenowych do nadleśnictwa. Uzasadnione było to zagrożeniem ze strony owadów występujących w osłabionych drzewostanach, w tym wypadku na gruntach porolnych w oddziale 2 Aj. Pod koniec września zgodnie z zaleceniem RDPL w Toruniu, w nadleśnictwie Gołąbki - podobnie jak i w innych Nadleśnictwach - przeprowadzono rozpoznanie dotyczące występowania rozwałka korowca, pluskwiaka wyjątkowo agresywnego w bieżącym roku. W tym oddziale służba leśna potwierdziła fakt występowania tego owada, stąd wniosek leśniczego (Wojciecha Kujawy - przypis kg) o zezwolenie na palenie gałęzi został pozytywnie rozpatrzony.
    Wypalenie gałęzi w lesie w Sadłogoszczy zostało zlecone przez Nadleśnictwo Gołąbki Zakładowi Usług Leśnych Ryszarda Grzechowiaka z Gościeszynka (gm. Rogowo). Ryszard Grzechowiak podkreśla, że rozniecenie ognia technologicznego dla spalenia gałęzi pozostałych po wyrębie sortymentów drzewnych (między innymi papierówki) z terenu Sadłogoszy było poprzedzone dyrektywą nadleśniczego. Nie było jednak zgody na wypalanie opon, a winą za to Ryszard Grzechowiak obciążył 4 swoich ludzi spośród ośmioosobowej kadry, która realizowała zrąb w Sadłogoszczy.
    - Moją konsekwencją, którą nałożyłem na tych pracowników, jest brak premii, którą zwyczajowo płacę za dobrze wykonaną pracę - mówi szef ZUL, który zrealizował wyrąb w Sadłogoszczy.
    Marek Malak, nadleśniczy z Gołąbek poinformował, że wspomniana kontrola z Torunia ujawniła też podobny przypadek palenia opon na dwóch innych obszarach w obrębie kilkuset metrów. - Zakład Usług Leśnych powiedział, że zrobili to niecelowo i było to incydentalne. Natychmiast zareagowaliśmy - mówi Marek Malak. Nadleśniczy ukarał Wojciecha Kujawę, leśniczego Szczepanowa, który miał w obowiązku pilnować pracowników leśnych, upomnieniem pisemnym.
    - Wykazano, że w ogniskach, bez wiedzy osoby zastępującej leśniczego, spalonych zostało prawdopodobnie 5 sztuk opon. Pochodziły one z dzikiego wysypiska przy powierzchni zrębowej. Co do pozostałych sztuk opon, znalezionych na dawnym cmentarzu, ZUL zobowiązał się je zutylizować - informuje dalej Mateusz Stopiński.
    Ryszard Grzechowiak nie tylko przyznał, że jego pracownicy popełnili błąd rozpalając ogień przy użyciu opon z pobliskiego cmentarza ewangelickiego, ale też zadeklarował zutylizowanie pozostałych opon w sposób zgodny z prawem. Zebrał - jak nas poinformował - 12 opon samochodowych, które teraz trzyma na prywatnej posesji w Gościeszynku, ale zutylizuje to, gdy tylko pojawi się możliwość, najpewniej przy cementowni Lafarge.
    - Decyzją dyrektora generalnego Lasów Państwowych dopuszcza się użycie ognia technologicznego w takich przypadkach, jak zagrożenie rozwałkiem korowca. Jednak w celu zapobieżenia użyciu szkodliwych materiałów dyrektor Janusz Kaczmarek wydał komunikat w tej sprawie do wszystkich nadleśnictw - poinformował Mateusz Stopiński.
    Z kolei nadleśniczy Marek Malak poprosił wszystkich leśniczych ze swego terenu na rozmowę o tych sprawach w Gołąbkach.
    Jak mówi Mateusz Stopiński, pomimo tego zdarzenia nadleśnictwo nie powinno mieć problemów z reaudytem certyfikatu FSC przez firmę z Gdyni. Taki certyfikat decyduje o prestiżu danej dyrekcji regionalnej w Europie. - W przypadku natrafienia audytora FSC na zjawisko palenia opon, z pewnością zaleciłby działania korygujące, ale byłaby to reakcja na zdarzenie incydentalne, a nie zjawisko powszechne. My takie działania korygujące po waszej interwencji podjęliśmy - powiedział p.o. rzecznik prasowy dyrektora regionalnego lasów państwowych.

Karol Gapiński
Pałuki nr 826 (50/2007)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości