Kiedy w drzwiach domu stanęli pracownicy Zakładu Pogrzebowego, którzy przyjechali po zwłoki zmarłego, drzwi otworzył im sam rzekomy nieboszczyk. Po podanych personaliach zbledli zarówno ci przed, jak i za progiem. Policja sprawdza, kto wezwał karawan do żyjącego.
Sytuacja ta miała miejsce 2 marca w Bielawach (gm. Janowiec). Przed 13:00 po obiedzie rodzina przy herbacie i cieście zasiadła do stołu. Za oknem na podwórzu zauważyli dwóch mężczyzn. W przekonaniu, że jest to kurier z przesyłką, głowa rodziny - mąż, ojciec i dziadek w jednej osobie otworzył drzwi. Z uwagi na to, że okna kuchni wychodzą na podwórze, nikt wówczas nie widział jeszcze, że zamiast samochodu dostawczego firmy kurierskiej przed domem stoi karawan pogrzebowy.
- Otworzyłem drzwi i słyszę, że panowie są z firmy pogrzebowej, podali imię i nazwisko mężczyzny, po zwłoki którego przyjechali. Było to moje imię i nazwisko - opowiada mieszkaniec Bielaw.
Zamurowało mnie, nie docierało do mnie, że to po mnie przyjechali, nie zdawałem sobie sobie sprawy, tak jakbym był poza tym, dopiero po chwili dotarło, że ktoś mnie uśmiercił za życia - opowiada mężczyzna. - Z ręki wypadła mi szklanka, nie spodziewałam się takiego bezmyślnego zagrania, to z pewnością nie można zakwalifikować za głupi żart - relacjonuje jego żona.
W ręku pracownicy Zakładu Pogrzebowego mieli kartkę z jego imieniem i nazwiskiem oraz numerem telefonu, jaki podany został do kontaktu przez osobę zgłaszającą usługę. Tę kartkę pozyskał rzekomy nieboszczyk. Dzwonił pod podany numer. - Odebrała kobieta, chciałem się z nią umówić na rozmowę zaznaczając, że mam pilną sprawę, jednak się rozłączyła. Próbowała moja córka i zdołała się dowiedzieć, że kobieta ta jest z Janowca, że zna podane przez córkę nazwiska osób, które jak przypuszczamy mogą stać za tym zdarzeniem - opowiada zbulwersowany mieszkaniec Bielaw. Numer tego telefonu przekazał żnińskiej prokuraturze w zgłoszeniu tej sytuacji oraz janowieckiej policji. Opowiada, że zaraz po tym zdarzeniu zadzwonił do Komendy Powiatowej Policji w Żninie i usłyszał, że takie zdarzenie to drobiazg. Komisarz Piotr Kliczkowski z Komendy Powiatowej Policji w Żninie zapewnił, że prowadzone są przez policję czynności sprawdzające na skutek złożonego zawiadomienia. Mieszkaniec Bielaw udał się na Posterunek Policji w Janowcu i do SP ZOZ, gdzie z uwagi na podwyższone ciśnienie zalecono mu zażycie leków.
Mężczyzna opowiada, że sam unika wszelkich zwad, jednak już wielokrotnie za to, że dochodzi prawnych uregulowań był straszony. Otrzymywał ustne i pisemne groźby, dowody których obecnie są w posiadaniu jego prawnika.
Zdarzenie potwierdziliśmy w Zakładzie Pogrzebowym w Żninie. Właściciel zakładu przyznał, że telefon ze zgłoszeniem wyjazdu po zwłoki odebrała żona. - Byłem na wyjeździe, żona zadzwoniła do mnie, czy ma wysyłać samochód i pracowników, bo już samo zgłoszenie budziło pewne wątpliwości. Zgłaszający miał trudności z podaniem kontaktowego numeru telefonu z jakiego zamawiał usługę - mówi właściciel zakładu. Ostatecznie zdecydowano o wysłaniu karawanu, taka jest procedura w przypadku zgłoszenia. Różnie zachowują się zgłaszający, zwłaszcza kiedy zgon dotyczy bliskiej osoby, czy nastąpił nagle. Tak więc karawan został do Bielaw wysłany. Poszkodowaną finansowo stroną w tej sytuacji jest zakład pogrzebowy- koszt przejazdu, wynagrodzenie pracowników. Właściciel zakładu nie wniósł jednak sprawy na policję. - Głupota ludzka nie zna granic, wielkość strat poniesionych przez moją firmę, pewnie i tak zostałby zakwalifikowany jako zbyt mała szkodliwość czynu - mówi właściciel zakładu. Przyznaje, że znacznie większe są tu straty moralne osoby, którą podano jako zmarłą. Zapewnił, że przez 20 lat pracy spotkał się z taką sytuacją po raz trzeci.
- Nie chodzi mi o żadne odszkodowanie, chodzi o to, by konsekwencję poniosła osoba, czy też osoby, które wezwały karawan do żyjącej osoby - mówi mieszkaniec Bielaw, po którego zwłoki przyjechali pracownicy zakładu pogrzebowego. Opowiada, że dopiero po kilku dniach, kiedy opadły emocje, czuje jaki wpływ na jego zdrowie wywarła sytuacja, kiedy usłyszał, że po jego zwłoki przyjechali pracownicy zakładu pogrzebowego.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1048 (11/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze