Mieszkańcy zostawieni sami sobie: chcieli drogi - mają remont
Dziecko na plecy i na przystanek
Mieszkańcy ul. Nowotki w Żninie grzęzną w błocie. Wykonawca, który ma wyremontować drogę, czeka, aż poprawi się pogoda. W Urzędzie słyszymy, że teraz nic nie można zrobić - remont się zaczął i trzeba czekać do końca kwietnia, wtedy droga ma być skończona. A ludzie nie mogą się wydostać z domu.
Mikołaj, Filip i Maja pokazują nam, jaką codziennie muszą przejść drogę, by dotrzeć do szkoły Pod koniec listopada ub.r. rozpoczęto prace przy budowie nowej nawierzchni ul. Nowotki w Żninie. Niewielką część ulicy utwardzono. W grudniu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, prace przerwano. Późniejsze opady śniegu i bardzo silny mróz uniemożliwiły wznowienie robót.
- Na same święta rozkopali nam drogę i zostawili wielką dziurę - wspomina Małgorzata Zbytniewska, mieszkanka ulicy.
Kiedy na drodze leżał jeszcze śnieg, mieszkańcy ulicy zwracali uwagę Ryszardowi Parjasce, pracownikowi Urzędu Miejskiego w Żninie odpowiedzialnemu za stan dróg, że po roztopach sytuacja stanie się dramatyczna. Ryszard Parjaska uspokajał ich, że nie będzie źle. Kiedy przyszły roztopy, okazało się, że rację mieli mieszkańcy. Droga stała się nieprzejezdna, a mieszkańcy nie wychodzą z domu bez kaloszy.
- Droga jest nieprzejezdna. Interesuje mnie, kto jest za to odpowiedzialny. Urząd czy wykonawca drogi? Takie potworne błoto mamy tu od dwóch miesięcy. Gdyby trzeba było wzywać tu straż czy pogotowie, to nie ma szans, żeby dojechały. Ja mam tutaj firmę i klienci nie mogą dojechać. Miałam nawet klienta, który z ul. Klemensa Janickiego jechał do mnie 3 godziny. Zakopał się w tym błocie i trzeba go było wyciągać. Ja sama się zakopałam, przez co dzieci się spóźniły do szkoły - relacjonuje Małgorzata Zbytniewska.
Mieszkańcy ulicy żalą się, że kiedy śnieg zasypał plac budowy, to był on niezabezpieczony. Nie było żadnych znaków. Śnieg zasypał wykopy. Niektórzy nie wiedzieli, że jest dziura. W ich opinii niezabezpieczone były również studzienki.
Jeden z mieszkańców ul. Nowotki opowiada nam, że w ubiegłym tygodniu z powodu stanu drogi poważnie uszkodził samochód. Natychmiast powiadomił o tym zdarzeniu policję. Funkcjonariusze sporządzili notatkę ze zdarzenia. Jakie straty poniósł nasz rozmówca - tego nie wiemy, ponieważ nie odebrał jeszcze auta od mechanika. Wie natomiast, że będzie domagał się odszkodowania za poniesione szkody od gminy. - Policja miała wielkie problemy, by dojechać tu do mnie samochodem służbowym - wyjaśnia mieszkaniec ul. Nowotki.
Inni mieszkańcy, z którymi rozmawialiśmy, zwracają uwagę, że bardzo boją się o dzieci. Błoto na niektórych odcinkach sięga im po kolana. Są kobiety, które biorą pociechy na plecy i przenoszą na przystanek. Część mieszkańców z uwagi na rozkopy i błoto w ogóle nie ma możliwości korzystania z samochodów.
- Na zakupy pieszo musimy chodzić. I to do centrum miasta. Z domu trzeba wyjść w kaloszach i na końcu ulicy zostawić u sąsiadów, żeby założyć buty lub wyjść w butach owiniętych folią. Do miasta nikt nie odważy się pójść w brudnych kaloszach - opowiada nam jedna z pań.
Małgorzata Zbytniewska pokazuje nam samochód. Cały w błocie. - Jeszcze dziś rano był czysty, bo byłam nim w myjni, ale później, jak się zakopałam, to tak wygląda - tłumaczy.
Kolejny mieszkaniec proszący o anonimowość uważa, że wykonawca inwestycji powinien zapewnić dojazd do posesji. Zwraca jeszcze uwagę na inne aspekty:- Jak się budowę rozpoczyna, to takich prac nie robi się przed zimą. Tam, gdzie część wykonano, przewracają się już krawężniki. Powinny być zalane betonem, a nie są. Gdzie jest kierownik budowy czy inspektor nadzoru? To nie są te czasy, że na hura się wszystko robiło - uważa nasz rozmówca.
Niektórzy mieszkańcy opowiadają, że kiedy odwiedzają ich najbliżsi, to muszą ich wcześniej ostrzec przed panującymi warunkami. Później - jak już mają przyjechać - czekają na nich w umówionym miejscu z kaloszami. Nasi rozmówcy dziwią się, że warunki atmosferyczne już się poprawiły, a prace nadal stoją w miejscu.
Ryszard Parjaska powiedział nam, że ul. Nowotki została przekazana we władanie wykonawcy robót i to do niego należy kierować pytania. - Co my możemy tutaj interweniować? Wykonawca wszedł na plac budowy i czekamy na oddanie nam zmodernizowanej ulicy. Ma to zadanie zakończyć do końca kwietnia - dodał Ryszard Parjaska.
Inwestycję realizuje firma Waldemara Kowalskiego. Właściciel przedsiębiorstwa przyznaje, że z powodu błota nie jest w stanie nic zrobić. Wcześniej prowadzenie robót uniemożliwiał śnieg. Firma wywoziła śnieg z ulicy na własny koszt. Tym razem błoto uniemożliwia wejście na plac budowy. Pracownicy firmy Waldemara Kowalskiego będą chcieli pomóc mieszkańcom. Na ul. Nowotki będzie bowiem przywożony kamień wapienny, żeby załagodzić trudną sytuację mieszkańców.
- Będziemy ratować ludzi, jak możemy. Ze względu na to błoto nie możemy wjechać. Zrobilibyśmy jeszcze większe błoto - wyjaśnia Waldemar Kowalski. Gdy poprawią się warunki, prace będą kontynuowane.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 942 (9/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze