Złotniki, Gąsawa, i nwestycje, biogazownia,
Dziennie osiem tirów substancji śmierdzących
- Jest demokracja a ludzie są nieważni, - Prywatna inwestycja chce unieszczęśliwić 700 mieszkańców, - Zagazują nas, - Nie mamy dokąd uciekać, a tu są nasze mieszkania, - Teraz to nikomu się już nie wierzy - to kilka wypowiedzi usłyszanych w świetlicy w Złotnikach na rozprawie administracyjnej w sprawie zamiaru budowy biogazowni.
Uczestnicy rozprawy administracyjnej w Złotnikach spośród których nikt nie opowiedział się za budową biogazowni W piątkowe popołudnie (4 listopada) odbyła się już druga rozprawa administracyjna w świetlicy wiejskiej w Złotnikach w sprawie zamiaru budowy biogazowni rolniczej o mocy 1,6 MW w Złotnikach. Rozprawę z udziałem społeczeństwa poprowadziła Janina Wachowska inspektor ochrony środowiska Urzędu Gminy w Rogowie. Z pięciu stron rozprawy stawił się prezes Spółdzielni Lokatorsko-Własnościowej Złotniki Piotr Bosacki, Władysław Ludkiewicz inspektor ds. budownictwa UG w Gąsawie, oraz prezes i wiceprezes Stowarzyszenia Ekologicznego w Barcinie Janina Drążek i Andrzej Drążek. Nie stawił się natomiast inwestor Zenon Morawski ani też jego pełnomocnik jak i przedstawiciel Zarządu Dróg Powiatowych w Żninie. Obie te strony zostały prawidłowo poinformowane o rozprawie co w Złotnikach udowadniała Janina Wachowska za pośrednictwem pocztowego dokumentu doręczenia. Spośród powiadomionych państwowych jednostek organizacyjnych na rozprawie stawił się Bogdan Jelinek, reprezentujący Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Żninie, nie zjawił się natomiast przedstawiciel Regionalnego Dyrektora ochrony Środowiska w Bydgoszczy.
Kierująca rozprawą wyczerpująco przedstawiła przedmiot rozprawy, dokumentację, dowody, korespondencję, pomiędzy inwestorem a wójtem gminy, wezwania do uzupełnienia wniosku o wydanie decyzji środowiskowej dla owego przedsięwzięcia i odpowiedzi w tej sprawie inwestora.
Przypomnijmy, że o wydanie decyzji środowiskowej dla przedsięwzięcia, polegającego na budowie biogazowni rolniczej w Złotnikach, Zenon Morawski wystąpił 22 kwietnia 2010 roku.
W kwietniu tego roku wójt Józef Sosnowski wydał już decyzję w tej sprawie, w której odmówił ustalenia środowiskowych uwarunkowań zgody na realizację przedsięwzięcia Budowa biogazowni rolniczej o mocy 1,6 MW w miejscowości Złotniki. Inwestor decyzję wójta zaskarżył do SKO, które uchyliło decyzję wójta i w związku z tym jest ona raz jeszcze poddana rozpatrzeniu. Na jej rozpatrzenie SKO narzuciło wójtowi czas 60 dni na wydanie decyzji, które upływa 19 listopada. Z inicjatywy włodarza przeprowadzone zostały oględziny w terenie. Dokonano pomiaru odległości od proponowanej inwestycji do istniejącej zabudowy mieszkalnej, która wynosi 272 m, od najbliższego budynku mieszkalnego biogazownię dzielić ma 265 m, od stacji wodnych 182 m a od studni głębinowych 165. 240 metrów od zamierzanej inwestycji usytuowany jest plac zabaw a świetlica 294 m dalej, 144 m do zespołu pałacowo-parkowego, gdzie już negatywną opinię w sprawie budowy wyraził konserwator zabytków. Podczas oględzin wyliczono również odległość od ogródków działkowych, która sięga 131m i dróg dojazdowych 71m. - Są to rzeczywiste odległości, bo w raporcie spotykamy się z rozbieżnymi wielkościami od 260 nawet do 400m - zapewniła Janina Wachowska. W raporcie wójtowi brakowało informacji między innymi co do rozprowadzania się gazowych zanieczyszczeń na podstawie stacji meteorologicznej w Gnieźnie gdzie mamy o połowę bliżej niż do Bydgoszczy, podania nazwy pofermentu, jeśli nie osiągnie on certyfikatu nawozu, planu wywozu pofermentu na pola, odprowadzenia wód opadowych. Na większość z tych pytań, jak zapewniono na rozprawie odpowiedzi nie padły, gdyż inwestor nie widział takiej celowości uzupełnień uznając prezentowane w raporcie wymogi względem prawa.
Prowadząca postępowanie przeszła do udzielania głosu poszczególnym, obecnym stronom rozprawy administracyjnej. Piotr Bosacki zapewnił, że spółdzielnia mieszkaniowa zdaje sobie sprawę z konieczności budowy biogazowni w Polsce jako źródła energii odnawialnej i nie jest przeciwna tej inwestycji, tylko wskazanej lokalizacji w jakiej ma powstać w odległości niewiele ponad 250 m od zabudowy. Zapewnił, że spowoduje to spadek cen mieszkań, bo w lokalizacjach, gdzie występuje odór to rynek wtórny nie istnieje. Jego zdaniem trzy linijki w raporcie o odorach to spłycenie tematu przez Zenona Morawskiego w inwestycji, która została uznana za mogącą znacząco oddziaływając na środowisko. Mówi się o zanieczyszczeniach powstałych w wyniku spalania biogazu. - Rzecz polega na tym, że substratami ma być gnojowica, obornik oraz kiszonka z kukurydzy, czyli składniki o dużym obciążeniu odorowym. Sam poferment w rzeczywistości, według ustawy o odpadach, jest odpadem.
Janina Drążek ze Stowarzyszenia Ekologicznego w Barcinie rozpatrując budowę biogazowni zadała kilkanaście pytań na każde z nich mieszkańcy odpowiedzieli nie dla inwestycji biogazowni w Złotnikach Poferment jest cieczą odorową. Taka inwestycja według spółdzielni, spowoduje, że nasza wioska w przyszłości przestanie istnieć - tłumaczył Piotr Bosacki. Przedstawił on kilka wyliczeń, które spowodowały jeszcze większy niepokój wśród mieszkańców na sali. Wyliczył, że dziennie przywiezie się do Złotnik 200 ton, czyli 8 tirów substancji śmierdzących, w tym samym dniu z tej instalacji wypłynie 185 ton pofermentu, który również wytwarza odór. - Poferment trafić ma na pola a w praktyce wywożony jest od żniw do końca października i w tym okresie trzech miesięcy trzeba wywieźć na pola 76 tysięcy ton pofermentu na najbliższe pola, to bez różnicy na wiatr i tak będzie odór - mówi prezes spółdzielni, zapewniając, że Hiszpania nałożyła obowiązek odparowania wody z pofermentu. Zapewnił, że do wójta wpłynie kolejne pismo podtrzymujące sprzeciw tej inwestycji we wskazanej lokalizacji i w tej miejscowości.
Mówił też o tym, że w Złotnikach obornika jest niewiele więc 200 ton trzeba przywieźć, gnojowicy nie ma w ogóle, to 60 ton dziennie trzeba jej dostarczyć. - Nie wierzę, że wszystko będzie każdego dnia dostarczane, są zbiorniki w których będzie magazynowana gnojowica na jakieś 20 dni - bo takie stwarzają możliwości, obornik też będzie magazynowany bo przy wymianie ściółki zostanie on z pewnością zgromadzony tu na miejscu i Złotniki staną się jednym składowiskiem wsadu odorowego- tłumaczył Piotr Bosacki.
Przedstawiciel gminy Gąsawa zapewnił, że ustosunkują się na piśmie, gdyż zbyt późno został on poinformowany o temacie. Janina Wachowska zapewniła, że 24 października wpłynęło wezwanie na rozprawę do urzędu w Gąsawie.
Janina Drążek ubolewała, że nie może o obawach zarówno stowarzyszenia ekologicznego jak i mieszkańców, porozmawiać z inwestorem, chociaż są kolejny raz w Złotnikach. Przedstawiła kilka pytań jak chociażby, czy ta prywatna inwestycja wniesie coś dodatniego w życie mieszkańców, czy jest zdolna poprawić wizerunek pięknej gminy i wpisać w jej krajobraz, czy istnieje pewność, że obecność biogazowni nie wpłynie negatywnie na zdrowie mieszkańców. Pytała też czy bezpieczne jest ujęcie wody w tak bliskiej odległości a w każdej inwestycji trzeba przewidzieć awarie, czy zespół pałacowo- parkowy może bezpiecznie istnieć w tym sąsiedztwie, czy wzrośnie wartość działek i gruntów, poprawi stan dróg lokalnych, czy zapachy przyciągną turystów. Na wszystkie pytania mieszkańcy odpowiadali: nie. Janina Drążek dodała, że nie ma też informacji o awaryjności, a każda inwestycja niesie awarie i wskazania kto będzie nadzorował prawidłowe funkcjonowanie już w trakcie eksploatacji, ani też nie ma określenia, kto zapłaci ewentualne odszkodowanie mieszkańcom. - Nasze zdanie nadal brzmi, że usytuowanie biogazowni w tym miejscu - pomijając trend budowy biogazowni [w Polsce - przyp. red] - jest niewłaściwe. Budowa biogazowni już ma wpływ na życie mieszkańców, stres, obawy utraty wartości mieszkań, zagrożenie jakie niesie inwestycja. Interes jednostki nie może stać wyżej niż spokojne, bezpieczne życie całej wsi - zapewniła w imieniu stowarzyszenia ekologicznego, życząc by ta biogazownia w tym miejscu nie powstała. Wypowiedz Janiny Drążek spotkała się z oklaskami mieszkańców.
- Nasze zdanie jest takie jak mieszkańców, że te odory będą uciążliwe, ale pod uwagę trzeba wziąć to, że w Polsce nie ma norm odorowych - mówił Bogdan Jelinek z Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego. Zapewnił, że 140 m od ujęcia wody jest strefą bezpieczną. - W tego typu inwestycjach domagamy się takich zabezpieczeń, które do awarii nie doprowadzają - zapewnił.
Janina Wachowska pytała Piotra Bosackiego, czy zgodnie z zapisami inwestora o sprzedaży ciepła spółdzielnia zainteresowana jest jego kupnem. Prezes zapewnił, że nigdy inwestor w tej kwestii z zarządem nie rozmawiał. Zapewnił, że zgodnie z wyliczeniami fachowców biogazownia w okresie grzewczym nie będzie w stanie wytworzyć energii na poziomie zapotrzebowania mieszkańców. O odrzuceniu propozycji nie mówił, bo nie zna warunków, nie ma propozycji i spółdzielnia nie mogła tego rozważyć.
Władysława Ludkiewicza pytała, jak gmina Gąsawa odnosi się do tak bliskiej lokalizacji. Urzędnik wyraził opinię, że dwa kilometry dzielące ten obiekt przemysłowy od gminy nie będą powodowały takiej uciążliwości, jaka bezpośrednio dotknie mieszkańców Złotnik. Zapewnił jednak, że w przypadku chęci budowy biogazowni na terenie jego gminy przy takiej lokalizacji, jak Złotniki - inwestycja też rodziłaby sprzeciw mieszkańców. Proponuje odsunięcie lokalizacji od zabudowy.
Daniel Trzeciak pytał dlaczego gmina Gąsawa nie wyraziła stanowiska w sprawie biogazowni, skoro znaczna liczba dzieci ze Złotnik uczęszcza do szkoły w Gąsawie, a biogazownia może wpłynąć na ich zdrowie. Piotr Bosacki pytał czy w raporcie wskazany jest drugi wariant lokalizacji, usłyszał, że takiego nie ma. Józef Szymczak pytał, czy w biogazowni możliwa jest utylizacja odpadów zwierzęcych - usłyszał od prowadzącej, że raport nie przewiduje utylizacji tego typu odpadów. Andrzej Drążek pytał czy gmina ma zamiar zagwarantować społeczny monitoring by osoby upoważnione mogły dokonywać kontroli pracy biogazowni, stosownych substratów, analiz. Na to pytanie odpowiedział Józef Sosnowski, że w przypadku pozytywnej dla inwestycji opinii jest możliwe nałożenie prawa społecznego monitoringu. Tomasz Rogacz pytał, czy spółdzielnia robiła wycenę mieszkań. O wzrost kosztów budowy inwestycji w dalszej odległości od zabudowy mieszkaniowej pytał Józef Szymczak. Otrzymał od prowadzącej odpowiedź, że oddalenie inwestycji wiąże się z koniecznością doprowadzenia mediów. Aleksander Andrzejewski pytał sanepid, kto będzie kontrolował taką inwestycję, otrzymał odpowiedź, że Inspektorat Ochrony Środowiska z Bydgoszczy. O badanie laboratoryjne pofermentu pytała Regina Hałup. Janina Wachowska poinformowała ją, że w przypadku, kiedy nie będzie spełniał norm nawozowych winien trafić na oczyszczalnię, ale inwestor nie wskazał jej lokalizacji.
O możliwość zaskarżenia decyzji wójta w sprawie budowy biogazowni pytał Tomasz Rogacz. Otrzymał odpowiedź, że decyzje może zaskarżyć każda ze stron. Natomiast strona niezadowolona z decyzji SKO może ją zaskarżyć do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Bydgoszczy, w mocy którego jest uchylenie decyzji SKO i stwierdzenie, że decyzje merytoryczną winno wydać SKO, w przypadku uchylenia decyzji wójta a nie przekazywać do ponownego rozpatrzenia wójtowi, jeśli całe postępowanie przeprowadzone zostało prawidłowo, a zebrany materiał dowodowy nie budzi wątpliwości i nie ma potrzeby przeprowadzenia dalszego postępowania wyjaśniającego.
Na koniec rozprawy odczytane zostało sprawozdanie z jej przebiegu pod którym podpisały się strony. Wójt po rozprawie administracyjnej i na podstawie zgromadzonej dokumentacji kolejny raz zadecyduje w sprawie wydania decyzji środowiskowej na budowę biogazowni. Uczestnicy spotkania jednomyślnie byli przeciwni budowie biogazowni w lokalizacji bezpośredniego sąsiedztwa ze zwartą zabudową osiedlową. W imieniu Rady Gminy Ryszard Kawka zapewnił, że rada była i jest przeciwna takiej lokalizacji biogazowni w Złotnikach.
Film z rozprawy na www.paluki.tygodnik.pl
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1030 (45/2011)
Intarsje tworzy w domowym zaciszu
Z zainteresowaniem obserwuję dyskusję na temat projektu budowy biogazowni w Złotnikach. Mieszkańcy i przedstawiciele władz chcą zrobić wszystko, żeby zablokować tę inwestycję i widać, że determinacja sprzeciwienia się jej jest ogromna - zarówno po stronie władz, jak i mieszkańców.
Przed podobnym problemem swego czasu stanęli już radni gminy Barcin, gdzie też zaczęły się przymiarki do budowy biogazowni. Były to czasy, kiedy biogazownia w Liszkowie (gmina Rojewo pod Inowrocławiem) już została wybudowana, ale jeszcze nie została uruchomiona. Trwały wtedy szczegółowe rozmowy, kontakt z inwestorami był wzorowy, zarówno radnych i władz jak i mediów. Przedstawiciele firmy cierpliwie odpowiadali na najwnikliwsze pytania, objaśniali technologię, argumentowali celowość swojego przedsięwzięcia. Brzmiało to wówczas pięknie, czujność została uśpiona.
Gdy - pełni wiary w prawdziwość zapewnień - barcinianie wydali pozytywną opinię, dotyczącą inwestycji... ruszyła biogazownia w Liszkowie.
Nagle okazało się, że warunki panujące w okolicy inwestycji są dalekie od komfortowych, mieszkańcy Liszkowa rozpoczęli protesty, nagłaśniali sprawę, chwytali się każdej możliwości, żeby śmierdzącego problemu się pozbyć. Nagle też okazało się, że osoby, które odpowiadały za przedsięwzięcie i składały zobowiązania w trakcie przygotowywania budowy biogazowni, chwilę później nic wspólnego z nią już nie miały. Kilkakrotnie zmieniały się osoby odpowiedzialne za całą sprawę, w końcu nie wiadomo było, do kogo dzwonić.
Obecna sytuacja w Złotnikach przypomina tę z Liszkowa po uruchomieniu produkcji, kiedy okazało się, jak to w praktyce wygląda. Inwestor się nie pojawia na jednym z kluczowych spotkań, nie odpowiada na pytania i całą sprawę zdaje się mieć w nosie. Uspokajać go może pozytywna dla niego, ale dla mnie zaskakująca, decyzja SKO, uchylająca sprzeciw wójta Rogowa wobec inwestycji. Źle to wróży ewentualnej przyszłej współpracy.
Mieszkańcy Liszkowa dziś niewiele już mogą zrobić, muszą żyć z uciążliwościami. Radnym z Barcina udało się niemal w ostatnim momencie zablokować niewygodną inwestycję. Natomiast mieszkańców Złotnik i okolic oraz władze gminy czeka jeszcze trudna walka o jakość życia. Według mnie sprawa nie jest przesądzona, nie można jedynie dać się uśpić. Silna determinacja i skupienie sił wszystkich instytucji i osób mających w tej sprawie coś do powiedzenia może spowodować, że pomysł na uciążliwą inwestycję w tej wsi jednak nie oblecze się w ciało.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1030 (45/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze