Jan Kubicki stwierdził, że grodzenie pól drutem kolczastym źle się kojarzy i domagał się większego zaangażowania koła łowieckiego „Czapla” w ochronę upraw
fot. Sylwia Wysocka
Gmina Rogowo, dziki, sarny, uprawy
Dziki i sarny niszczą uprawy
Zwiększają się limity odstrzałów i jednocześnie rośnie liczba zwierzyny, a wszystkiemu winna kukurydza.
Dziki niszczą uprawy rolników na terenie gminy Rogowo. Bezradni wobec szkodników zwrócili się do wójta Rogowa Józefa Sosnowskiego o zorganizowanie spotkania z przedstawicielami kół łowieckich funkcjonujących na tym terenie: Wojskowego Koła Łowieckiego Czapla w Bydgoszczy, Koła Łowieckiego Diana w Rogowie, władz gminy, powiatu, przedstawicieli Nadleśnictwa Gołąbki, Izby Rolniczej. Zebranie poprowadził Paweł Jankowski z Urzędu Gminy w Rogowie.
Rolnicy podkreślali, że dłużej na tak duże straty spowodowane przez dziką zwierzynę nie mogą sobie pozwolić, gdyż zagrażają one ich działalności rolniczej.
- Zwierzyna robi nam spustoszenia na polach w Cegielni, Ryszewie, Ochodzy i wszędzie wokół. Dochodzi do tego, że pola grodzone są drutami kolczastymi. Konstytucja gwarantuje nam prawo do własności, więc prawo łowieckie kłóci się tu z konstytucją. Mnie osobiście drut kolczasty kojarzy się źle, robimy obozy w uprawach - mówił Jan Kubicki, inicjator spotkania. Pytał o wielkość rocznych odstrzałów i plan ich wykonania. Mówił o konieczności zmiany prawa łowieckiego. Podał przykład rolników, którzy pobudowali duże obory, a dochodzi do tego, że nie ma karmy dla zwierząt, bo w ich uprawach stołują się dziki, sarny. - Może i dostaniemy odszkodowanie z koła łowieckiego, nawet i w 100%, ale co nam po tym, jak nie mamy karmy dla zwierząt. Zapewnił, że liczą na pomoc Izby Rolniczej.
Ireneusz Klinger stwierdził, że sarny i daniele obecnie bytują w rzepakach i powodują tam ogromne straty, w dodatku jest ich coraz więcej, co sugeruje, że odstrzał jest zbyt mały.
Krzysztof Pawełczak powiedział, że w zmianę prawa łowieckiego nie wierzy, gdyż sam prezydent poluje, więc nie stanie po stronie rolnika.
Rolnicy sugerowali, że po batalii z kołem łowieckim w 2004 r. o odszkodowania i zainteresowanie się szkodami, sytuacja się zmieniła, ale w ostatnim okresie szkody znów są olbrzymie. Problemem jest to, jak zebrać siano z porytej łąki, tak by nie było ono zanieczyszczone ziemią czy torfem, albo jak wymłócić czy nawet opryskać jęczmień, skoro są tam dziury na pół metra.
Rolnicy oceniali, że straty na polach, powodowane przez żubry, sarny, dzikie, bobry, ptactwo, w całym kraju wynoszą miliardy. - Gdyby odszkodowanie było wypłacane ze Skarbu Państwa, to doszłoby do zmiany prawa łowieckiego - sugerowali.
Rolnicy pytali też, do kogo mają dzwonić o pomoc widząc dziki w uprawach, bo koło Czapla nie reaguje na sygnały. Krzysztof Pawełczak mówił, że łowczego jeszcze nigdy w tym terenie nie widział.
Ku zdziwieniu właścicieli upraw prezes koła Czapla Mirosław Ogrodowski stwierdził, że kiedy rolnik widzi na polu dziki, to zamiast dzwonić do myśliwych powinien iść je przegonić. - W ubiegłym roku zatrudniliśmy dodatkowo dwóch ludzi do pilnowania, pełnimy dyżury, mamy 25 ambon, jednak dzik wraca, zwłaszcza tam, gdzie ma tak optymalne warunki - mówił prezes. Tłumaczył, że myśliwi z tego koła mają też swoje zawodowe obowiązki. Mirosław Ogrodowski mówił też o trudnościach związanych ze zmianą zasiewów - kiedyś były buraki, w nocy przy księżycu z ambony było widać dzika z daleka, teraz jest wysoka kukurydza i nie sposób w niej dzika dojrzeć. Zapewnił o współpracy koła z Nadleśnictwem Gołąbki, gdzie praktycznie od ręki otrzymują pozytywną odpowiedź na dodatkowe odstrzały, zwłaszcza kiedy w gwałtownym tempie ilość dzików i saren rośnie.
Rolnicy zarzucali myśliwym, że prowadzą oni politykę odstrzałów pod dewizowców pozostawiając duże sztuki dla myśliwych z zagranicy, sami natomiast strzelają do mniejszej zwierzyny. Tym zarzutom zaprzeczyli zarówno myśliwi, jak i nadleśniczy Marek Malak. Nadleśniczy podał wielkości odstrzałów: w 2006-2007 w skali nadleśnictwa plan przewidywał odstrzelenie 120 jeleni, wykonano 95, po 6 latach w 2013-2014 plan przewidywał 280 jeleni, z czego nie uwzględniając upadków odstrzelono 276 sztuk. W stosunków do dzików 2006/07 plan przewidywał odstrzał 820, odstrzelono 600 sztuk, a w roku 2013/14 plan - 1.300, wykonanie 1.000 sztuk.
Nadleśniczy mówił o przyczynach wzrostu liczby dzików, wskazując na zwiększanie areału kukurydzy w regionie. Informował, że dzik w polu po kukurydzy na głębokości 30-40 cm potrafi wyczuć i wygrzebać przyoraną kolbę. Wskazywał na znaczne przebiałczenie w diecie dzików, gdzie już w pierwszym roku życia dochodzi do rozrodu, a co za tym idzie znacznego zwiększenia liczby dzików i szybkiego przyrostu.
Ryszard Kierzek, pr ezes Izby Rolniczej, zgodził się z szybkim przyrostem i wczesnym rozrodem, podkreślał jednak, że jest zbyt mało myśliwych w terenie, a konieczne jest zwiększenie odstrzału. - Droga sądowa z kołami o odszkodowania jest ostatecznością, ale jak do niej dojdzie, macie zapewnioną pomoc Izby - zapewnił rolników.
Radca prawny Izby Rolniczej Bartosz Frymarkiewicz udzielił kilku cennych wskazówek rolnikom. W kwestii dochodzenia odszkodowania zaznaczył, że rolnik ma prawo wystąpić do urzędu gminy czy Izby Rolniczej o delegata do szacowania strat w uprawach. Przestrzegał również rolników przed często popełnianym błędem, jakim jest niepodpisanie protokołu strat w sytuacji, kiedy rolnik nie zgadza się z opinią przedstawiciela koła łowieckiego. - To jest błędem, protokół należy podpisać, jednak jest na nim miejsce na wskazanie uwag co do jego treści i tam należy to uczynić, warto też wystąpić do Izby o skierowanie osoby na czas szacowania szkody, są to osoby znające się na tym, bezstronne, które zoptymalizują zapędy zarówno jednej, jak i drugiej strony - mówił radca.
Henryk Kujawski, łowczy Czapli, zapewnił o wzroście odstrzałów w stosunku do roku ubiegłego o 20% i jeśli to nie będzie wystarczające, to dodatkowo zwrócą się do nadleśnictwa o zwiększenie planu odstrzału.
Henryk Nawrot, łowczy koła Diana sąsiadującego z Czaplą, powiedział, że koło prowadzi całonocne dyżury, stosuje środki odstraszające, a mimo to są szkody, zwłaszcza podczas migracji dzików. - Jeśli zajdzie potrzeba a plan odstrzałów będzie wykonany, to zwrócimy się z pismem o jego zwiększenie - zapewnił.
Józefa Błajet, przewodnicząca Rady Powiatu i przedstawicielka Izby Rolniczej, zapewniła, że konieczna jest obserwacja środowiska, gdyż ekosystem został zaburzony. Konieczne są odstrzały redukcyjne czy też zastępcze. - Uprawa roli dla rolników jest chlebem, a polowanie dla myśliwego przyjemnością, a za przyjemności trzeba płacić. Drodzy rolnicy dzwońcie, czy ja, czy Antoni Szyszka przyjedziemy na szacowanie strat. Myśliwi i rolnicy skazani są na współpracę - mówiła Józefa Błajet.
Jan Kubicki wskazał, że zapis o współpracy jest mało precyzyjny, bo w efekcie jest tak, że koło przekaże drut a rolnik ma grodzić, co jest pracochłonne. Mówił o środkach odstraszających jako alternatywie dla pastucha. Prezes Czapli wyjaśniał, że koło nie tylko kupuje pastucha, ale zatrudnia ludzi na dyżury, kupuje środek do oprysku upraw, który powoduje, że dzik przechodzi przez pole wschodzącej kukurydzy, ale nie burtuje w nim. Koło uprawia 12,43 ha upraw na karmę, wydało w minionym roku ponad 100.000 zł na odszkodowania, na środki odstraszające, na pastuchy 36.000 zł. Dodatkowo myśliwi Czapli strzelają do dzików w marcu, co jest prawnie możliwe, jednak inne koła stosują w tym miesiącu jeszcze ciszę. Sieją też tzw. linie zaporowe, by zatrzymać zwierzynę.
- Jako prezes w imieniu zarządu zapraszam rolników do wstąpienia do koła, koszt wpisowego u nas jest bardzo niski w stosunku do innych kół i wynosi tylko 1.000 zł, staż u nas trwa tylko rok, oczywiście trzeba pozytywnie zdać egzamin - mówił Mirosław Ogrodowski.
Rolnicy - w sytuacji gdy otrzymali ponowne zapewnienie od władz Czapli, że nie dostaną numeru do myśliwego, u którego mogą zgłaszać obecność dzików na polu, bo nie jest to numer służbowy, a koło nie jest instytucją - wyrazili oburzenie faktem, że zaprasza się ich do wstąpienia do koła łowieckiego i oni mają mieć czas, mimo że praca rolnika nie ogranicza się tylko do 8 godzin dziennie. Pytali również, czy rolnik może zaprosić myśliwego z innego koła widząc zwierzynę niszczącą uprawy; otrzymali odpowiedź, że takie zaproszenie może wystosować tylko myśliwy Czapli, zapraszając na polowanie kolegę, jednak musi on posiadać wszelkie uprawnienia, a owo zaproszenie musi być wcześniej pisemnie zgłoszone do zarządu koła i zarząd Czapli musi wyrazić na to zgodę.
Rolnicy podkreślali, że nie mają zażaleń ani uwag do sąsiedniego koła Diana, tylko do Czapli, gdzie jedynie liczyć mogą na pomoc ze strony myśliwego Zbigniewa Cichonia, podając go za wzór współpracy z rolnikami. - Jednak jeden myśliwy problemu nie rozwiąże - sugerowali.
Jan Kubicki zapytał przewodniczącego komisji rolnictwa Rady Gminy w Rogowie Kazimierza Rychlewskiego o opinię w tej sprawie. Radny stwierdził, że zwiększyć należy odstrzał.
Rolnicy otrzymali zapewnienie, że jeśli planowany odstrzał będzie niewystarczający, to limit zostanie zwiększony. Józefa Błajet zwróciła się do Pawła Jankowskiego, prowadzącego zebranie urzędnika ratusza, by tego typu spotkania organizować w lutym każdego roku stawiając na komunikację, wymianę spostrzeżeń i współpracę.
Film w zakładce Filmy.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1164 (23/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze