Rolnikowi z Dziewierzewa, który ma pole w Kowalewie, uprawę owsa zniszczyły dziki. Z 10 hektarów około 30% uległo dewastacji. Plantator nie może pogodzić się z tym, że zwierzyna jest własnością państwa, czyli wszystkich, a straty ponoszą tylko rolnicy.
Jerzy Trzebiatowski z ODR Minikowo, Kazimierz Jachymski, radny Rady Miejskiej w Szubinie Tadeusz Ciecielski, Michał Włodarczak i przedstawiciel Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej Tomasz Bagnerowski oglądają pole zniszczone przez dziki fot. Remigiusz Konieczka - Coś trzeba z tym zrobić - mówi Kazimierz Jachymski, rolnik z Dziewierzewa, który jedno ze swych pól ma na terenie Kowalewa. Na 10 hektarach w marcu tego roku zasiał owies na zamówienie kontrahenta zagranicznego. Gospodarstwo realizuje program rolnośrodowiskowy jako gospodarstwo ekologiczne.
Rolnik 1 maja zauważył szkody wyrządzone przez dziki. Od tego czasu zwierzęta przychodzą na pole i niszczą uprawy. Dziki szukają. Z ziemi wyjadają larwy i pędraki. Właściciel zastosował środki odstraszające (petardy), ale nie uchroniły upraw.
Kazimierz Jachymski martwi się, że z upraw nic nie będzie. Uważa, że w połowie maja jest za późno na ponowny zasiew. Po drugie, musi wywiązać się z kontraktu. A jak się wywiązać, skoro zbiory będą mniejsze. Zdaniem rolnika, szkody na polu w Kowalewie wynoszą około 30%.
Nasz rozmówca uważa, że należy tak skonstruować przepisy, aby rolnik jako jedyny nie ponosił strat. Bowiem zwierzyna jest własnością państwa, a koszty ponosi tylko rolnik. - Chodzi o to, żeby z tych upraw korzystali ludzie, a nie zwierzęta. Co zrobić, by nie sam rolnik ponosił koszty wyrządzone przez zwierzynę łowną? - pyta rolnik.
Zdaniem rolnika, zwierzyny jest za dużo. Dziki, sarny, jelenie wychodzą na pola rolników i tam żerują. Rolnik myśli o ogrodzeniu pola. Wstępnie obliczył, że pieniądze wydane na ogrodzenie zwrócą się, bo zwierzyna nie zniszczy upraw. Środki wydane na płot będą mniejsze niż starty w zbożu.
Podczas naszej obecności na polu przyjechał rzeczoznawca z Koła Łowieckiego Cyranka Zbigniew Katafiasz. Powiedział, że na terenie Koła Łowieckiego, po jesiennym liczeniu dzików, przebywa około 80-100 sztuk. Twierdzi, że to nie dzików jest za dużo, ale wilków. Jego zdaniem, to zwiększająca się z roku na rok populacja wilka na terenie Nadleśnictwa Szubin powoduje, iż zwierzyna łowna wychodzi z lasu na pola. Samo szacowanie strat odbywa się zgodnie z obowiązującymi teraz przepisami, a to jakie zmiany przygotuje ustawodawca, trudno powiedzieć.
Przypomnijmy, że to, kto i jak szacuje szkody, regulują zapisy Prawa Łowieckiego. Mówią one, że do wynagradzania szkód wyrządzonych w uprawach i płodach rolnych przez dziki, łosie, jelenie, daniele i sarny obowiązany jest dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego. Oględzin i szacowania szkód, a także ustalania wysokości odszkodowania dokonują przedstawiciele zarządcy lub dzierżawcy obwodu łowieckiego. Na żądanie strony - w oględzinach, szacowaniu szkód oraz ustalaniu wysokości odszkodowania uczestniczy przedstawiciel właściwej terytorialnie izby rolniczej.
Prezes Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej Ryszard Kierzek wyjaśnił, że zapisy te uległy zmianie. Miały wejść w życie od 1 stycznia 2017 roku, ale okazało się, że ich zastosowanie będzie zbyt kosztowne i wprowadzenie nowych zasad zostało zawieszone do 1 stycznia 2018 r., ale jednocześnie trwają prace nad całkowicie nowym Prawem Łowieckim. - Nie wiemy na tę chwilę, jakie rozwiązanie zaproponuje ustawodawca - powiedział Ryszard Kierzek.
W tekście Prawa Łowieckiego możemy dowiedzieć się, jak miała wyglądać procedura związana z szacowaniem strat wyrządzonych przez zwierzynę łowną. Za szkody wyrządzone w uprawach i płodach rolnych przez dziki, łosie, jelenie, daniele i sarny, w tym przez te zwierzęta w przypadku objęcia ich całoroczną ochroną, odpowiada Skarb Państwa. Wniosek o dokonanie oględzin i oszacowanie szkód, a także ustalenie wysokości odszkodowania właściciel albo posiadacz gruntów rolnych składa do właściwego ze względu na miejsce wystąpienia tych szkód wojewody.
Wniosek może być złożony do właściwego - ze względu na miejsce wystąpienia szkód - wójta, burmistrza albo prezydenta miasta, który przekazuje go właściwemu wojewodzie w ciągu trzech dni od dnia złożenia. Oględzin i szacowania szkód, dokonywać mieli przedstawiciele wojewody właściwego ze względu na miejsce wystąpienia tych szkód. Oględziny miały być dokonane niezwłocznie, ale nie później niż 7 dni od dnia otrzymania wniosku.
Zawieszone przepisy mówiły, że w oględzinach i szacowaniu szkód mają prawo brać udział, jako strony postępowania, właściciele lub posiadacze gruntów rolnych oraz dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego. Na pisemny wniosek właściciela lub posiadacza gruntów rolnych, dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego, w oględzinach i szacowaniu szkód mogli wziąć udział również przedstawiciele właściwej ze względu na miejsce wystąpienia szkód izby rolniczej. Oględziny i szacowanie szkód kończy spisanie protokołu. Nowelizacja przewidywała, że właściciel lub posiadacz gruntów rolnych, dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego mieliby prawo wnieść zastrzeżenia do treści protokołu w terminie 7 dni od dnia przedłożenia protokołu do podpisu. W protokole można byłoby też zamieścić informację o braku zastrzeżeń albo o wniesionych zastrzeżeniach lub o odmowie podpisania protokołu. Wysokość odszkodowania, w drodze decyzji administracyjnej, biorąc pod uwagę ustalenia zawarte w protokole, ustalać miał wojewoda.
- Koszty tych zmian w skali kraju były tak ogromne, że wprowadzenie w życie przepisów zostało przesunięte - wyjaśnia Ryszard Kierzek. - Tylko w skali naszego województwa, wojewoda musiałby powołać ponad dwudziestu rzeczoznawców, którzy pracowaliby w okresie wiosennym i letnim. Jesienią i zimą byliby bez zajęcia, a płacić trzeba im było przez cały rok. Na 5 mln zł wysokości odszkodowań w ubiegłym roku, szacunkowy koszt realizacji zapisów ustawy wyniósłby ponad 2 mln zł, a więc połowę całego budżetu.
Zmiany w życie nie wejdą. Na dzień dzisiejszy obowiązują cały czas te same przepisy, w których to przedstawiciele kół łowieckich szacują straty i płacą odszkodowania, spowodowane przez zwierzynę łowną występującą na ich terenie.
Kazimierz Jachymski jest zdania, że za szkody wyrządzone przez zwierzynę łowną odpowiadać powinien Skarb Państwa. Szacowania powinien dokonać właśnie przedstawiciel Skarbu Państwa, ale również przedstawiciele Izb Rolniczych, ODR, kół łowieckich i samorządu. Jako prezes Związku Rolników Ekologicznych BioPolska zamierza swoje pomysły przedstawić na spotkaniu w Ministerstwie Rolnictwa.
Po oszacowaniu strat przez przedstawicieli koła łowieckiego, rolnik uzgodnił z nimi, że przeora zniszczone pole. Nie w całości, ale w miejscach, na które weszły dziki. Licznik pokaże, ile zostało zużytego materiału siewnego i na jakim obszarze. Na podstawie wskazań licznika ma być oszacowana wstępna wysokość odszkodowania, a ostateczne odszkodowanie ma nastąpić po zbiorach.
Film w zakładce Filmy.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1317 (19/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze