Roman Wendland z Chomętowa powiedział, że koło łowieckie z siedzibą w Toruniu tak naprawdę na co dzień nie interesuje się tym, co dzieje się w Chomętowie
fot. Remigiusz Konieczka
Koła łowieckie, rolnicy, dziki, Roman Wendland, straty
Dziki wchodzą w szkodę
Pałuccy rolnicy znów liczą straty, jakie ponieśli w związku z działalnością dzikiej zwierzyny. Narzekają na postawę osób, które szacują straty za podejście do tematu, za brak zrozumienia, za wyliczenia strat, za brak dyspozycyjności. Pomoc rolnikom w kontaktach z rzeczoznawcami oferuje Izba Rolnicza.
Roman Wendland ma gospodarstwo w Chomętowie, ale użytkuje grunty położone, zarówno na terenie gminy Szubin, jak i Łabiszyn. Z dzikami, które niszczą uprawy, zmaga się od lat. Kiedy przychodziło do szacowania strat, nawet nie otrzymywał kopii protokołu. W tym roku, kiedy dziki zniszczyły mu łąkę, po raz pierwszy od rzeczoznawcy dostał swój egzemplarz protokołu. Cóż z tego, skoro po oszacowaniu okazało się, że na 18-arowej łące dziki w sumie zniszczyły 5 arów, co po przeliczeniu na konkretną sumę dało rolnikowi 90,72 zł rekompensaty za straty wyrządzone przez dziki. Za tę sumę rolnik pewnie mógłby dojechać do łąki, nie mówiąc o tym, by doprowadzić ją do stanu sprzed wejścia dzików.
Mateusz Bator z Gulczewa w tym roku będzie na własny koszt grodził uprawy kukurydzy w Załachowie, by ustrzec je przed dzikami
fot. Remigiusz Konieczka
W NIEDZIELĘ NIE PRZYJEDZIE
- To nie była jedyna szkoda wyrządzona przez dziki na moich łąkach. Pozostałe były na tyle małe, że ich wartość nie przekraczała kwintala żyta i odszkodowanie nie przysługuje. Odszkodowanie nie przysługuje, ale szkoda jest - mówi rolnik z Chomętowa. - Trzeba te łąki jakoś wyrównać, zabronować, ale to już nie chodzi o odszkodowanie. Łąki i tak nie doprowadzi się do stanu sprzed zniszczeniem. Chodzi o to, że koło łowieckie „Głuszec” z Torunia nie interesuje się zwierzyną. To ich zwierzyna niszczy nasze uprawy. Zwierzęta najedzą się naszym kosztem, a prawo do odstrzelenia mają myśliwi.
Rolnik mówi jeszcze o innych bolączkach. O tym, że koła łowieckie szacując straty są sędziami we własnej sprawie, że szacujący jest na takim polu panem i zachowuje się niekiedy jak udzielny książę. Drugi problem to taki, że czasem nie wiadomo, komu i gdzie zgłosić szkodę. - Taka osoba w niedzielę nie przyjedzie, bo to niedziela, a dziki wchodzą, kiedy chcą - tłumaczy Roman Wendland. - Kiedyś mi oferowali drut i kołki, żebym sobie ogrodził łąki pastuchem. Kiedy materiał jest najtańszy. A to trzeba założyć, doglądać i podłączyć do prądu. To mają już rolnicy sami robić?
GRODZI SAM
Straty poniósł również Mateusz Bator, rolnik z Gulczewa (gmina Barcin). Zaczęło się już w ubiegłym roku. Na polu w Załachowie (gmina Łabiszyn) miał 10 ha kukurydzy. Kiedy młócił ją w listopadzie okazało się, że wewnątrz pola są połacie zniszczonej i zgniłej już kukurydzy. Szkodę wyrządziły dziki.
- Ojciec z wujem pojechali zgłosić to leśniczemu, to nawet nie przyjechał, bo powinniśmy młócić kukurydzę do końca października, a my to robiliśmy w listopadzie. To było w ubiegłym roku. W tym chciałem to prawnie załatwić. Sporządziłem pismo, w którym napisałem, na jakich działkach i kiedy będzie zasiana kukurydza. Leśniczy popatrzył na pismo i oddał z powrotem - żali się młody rolnik.
Mateusz Bator chciał, by koło łowieckie pomogło mu w postawieniu ogrodzenia, czyli tzw. pastucha. Nie otrzymał takiej pomocy i przystępuje sam do ogrodzenia pola. Powiedział, że pomimo nakładów i tak mu się to opłaci. W ubiegłym roku straty wyrządzone przez dziki oszacował na ok. 6.000 zł, natomiast nakłady, jakie poniesie, to około 2.000-2.500 zł, a pastuch będzie służył rolnikowi kilka lat. Przeliczył koszty i okazało się, że warto zainwestować w ogrodzenie.
KOŁA ŁOWIECKIE SĄ POTRZEBNE
Rolnik z Wąsosza Roman Kitkowski też miał w tym roku zniszczone uprawy. Dziki weszły w jęczmień ozimy i rolnik musiał przesiać na jęczmień jary. Swoje doświadczenia z szacującymi i kołami łowieckimi miał różne. Raz, jak powiedział, został zrobiony na szaro. W jednym roku odnotował straty w środku pola, skontaktował się z łowczym, który kazał mu pole wymłócić. Rolnik wymłócił, łowczy zachorował, a jak wrócił, to plony zostały wymłócone i stwierdził, że w takim wypadku szacować nie będzie. Rolnik nie dawał za wygraną i skontaktował się z prezesem Koła Łowieckiego Głuszec w Toruniu. - Prezes ze mną porozmawiał i co prawda nie przyjechał na jesień z przyczyn osobistych, ale przyjechał na wiosnę. Zobaczył, przyznał mi rację. Dostałem pieniądze i później, od tej wizyty żadnych problemów z szacowaniem szkód nie miałem - powiedział rolnik z Wąsosza.
Zdaniem Romana Kitkowskiego koła łowieckie są potrzebne, bo ten nadmiar dzikiej zwierzyny trzeba regulować. Dodał też, że nie da się w stu procentach zaspokoić roszczeń rolników, więc zadowolony jest, jak straty zostaną oszacowane na 75%.
- Dzików jest za dużo, a koło łowieckie musi istnieć, bo pójdziemy z torbami. Jak na razie problemu z nimi nie mam, a dla dobra sprawy jestem w stanie się dogadać. Mam zaufanie do nich, a ci co mnie znają wiedzą, że w razie czego, to pójdę wyżej - powiedział rolnik z Wąsosza.
ZGŁASZAĆ NA PIŚMIE
Prezes Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej Ryszard Kierzek powiedział nam, że podstawą do prawidłowej wyceny, oszacowania strat czy ubiegania się o odszkodowanie jest prawidłowe zgłoszenie szkody. Przede wszystkim rolnik musi zawiadomić koło łowieckie o stratach pisemnie za potwierdzeniem odbioru. Jak będzie miał dowód doręczenia pisma, to wtedy jest podstawa do ewentualnych przyszłych roszczeń w wypadku, gdyby trzeba było swoich praw dochodzić nawet na drodze sądowej.
Nie może być takich sytuacji, że szacujący wycenia szkody sam, bez rolnika, i że nie zostawia mu kopii protokołu. Ryszard Kierzek powiedział, iż rolnik w zgłoszeniu może wyznaczyć datę pojawienia się przedstawiciela koła łowieckiego. Szacujący musi zostawić kopię protokołu. Rolnik może zażądać obecności przedstawiciela Izby Rolniczej podczas szacowania strat. Izba Rolnicza pomaga też w negocjacjach, w których uczestniczą: rolnik, koło łowieckie, przedstawiciel Izby i przedstawiciel wójta lub burmistrza. Poza tym Izba Rolnicza za rozsądne pieniądze (tutaj koszty pokrywa rolnik) może zlecić niezależną, drugą wycenę i sporządzenie operatu strat, jeśli dochodzi do dużych szkód w uprawach. Nie ma też sytuacji, że strona odmawia podpisania protokołu. Jak się z nim nie zgadza, to sporządzane jest stosowne oświadczenie.
- Robimy szkolenia dla rolników, ale i tak bardzo często szkody są nieprawidłowo zgłaszane - mówi Ryszard Kierzek. - Wynika to stąd, że często rzeczoznawcy znani są rolnikom, którzy zadzwonią i myślą, że wszystko będzie w porządku. Są różni szacujący i zdarza się, że nie jest potem w porządku. Ale wobec braku zgłoszenia na piśmie, nie ma możliwości dochodzenia swoich praw. Dlatego tak ważne jest zgłaszanie szkód na piśmie. Są koła, które płacą duże pieniądze z tytułu odszkodowań, bo rolnicy umiejętnie zgłosili szkodę i przy pomocy Izby Rolniczej prawidłowo przeprowadzają całą procedurę.
NAJLEPIEJ SIĘ DOGADAĆ
Również łowczy okręgowy Sylwester Domek powiedział, że do szacowania strat można zaprosić przedstawiciela Izby Rolniczej. Niestety, co do wyboru osoby szacującej na rzecz kół łowieckich, rolnik wyboru nie ma. Są to osoby przypisane do koła, które dzierżawi teren. Kwestia zgłoszenia w niedzielę, czy w inny dzień tygodnia i dostępności osoby szacującej, zdaniem łowczego, nie ma znaczenia, ponieważ rolnik powinien zgłosić szkodę kołu łowieckiemu na piśmie. Wtedy oszacowanie strat musi nastąpić 7 dni po zgłoszeniu. Rozstrzygnięcie problemu wypłaty odszkodowań przez koła łowieckie i szacowania szkód również przez koła łowieckie, Sylwester Domek sprowadził na karb ustawodawców. Wyjaśnił nam, że sposób szacowania strat i wypłaty może zmienić Sejm lub minister środowiska wydając rozporządzenie. Dodał jednak, że gdyby mieli szacować straty rzeczoznawcy z zewnątrz, to odbyłoby się to kosztem kół łowieckich.
- Kto by za oszacowanie zapłacił? Rolnik czy koło łowieckie? Te osoby, które to teraz wykonują, robią to niejako za darmo. Z pewnością te odszkodowania też byłyby wyższe - powiedział.
Sylwester Domek, zapytany o możliwość pomocy udzielanej rolnikom przez koła łowieckie w zakresie ogrodzenia upraw, powiedział, iż jest ona możliwa. Koła łowieckie mogą pomagać, ale to, w jakim zakresie, zależy od porozumienia między kołem a rolnikiem. Najczęściej jest tak, że koło zapewnia materiał, a rolnik montuje, kosi pod drutami, pilnuje, by się nie opuściły i podłącza je do prądu. - Strony powinny spotkać się i umówić. Dzierżawcy terenu i rolnicy są skazani na siebie i muszą współpracować, muszą się dogadywać. Myślę, że jest to możliwe - powiedział łowczy.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1157 (16/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze