Reklama

Eksmisja z powodu długu 969 zł

Państwo Obałowie czują się skrzywdzeni
    Eksmisja z powodu długu 969 zł
    Trójstronne porozumienie zawarte w ubiegłym roku przez dłużników, wierzyciela, którym jest GS oraz Urząd Miasta i Gminy w Barcinie okazało się niewiele warte. Wbrew temu, co w porozumieniu starano się wypracować, po ponad roku doszło jednak do eksmisji 7-osobowej rodziny z mieszkania na starym mieście. Eksmitowani dziwią się, że do eksmisji doszło, choć główna należność z tytułu długu wynosiła niecałe 969 zł. Według wierzyciela jednak ta suma jest kilkakrotnie wyższa.

    Eksmisję rodziny państwa Obatów, mieszkających dotychczas w jednej z kamienic przy ul. 4 Stycznia w Barcinie, przeprowadzono w ostali piątek. Przed południem komornik i jego ekipa przewieźli dobytek eksmitowanych do ośrodka zdrowia. Gmina przydzieliła im tutaj, na 2 Piętrze, mieszkanie zastępcze.

    Na wniosek wierzyciela państwa Obałów, którym jest Gminna Spółdzielnia Samopomoc Chłopska w Barcinie, eksmisję wykonał Tadeusz Błazucki. Jest on komornikiem sądowym rewiru VII przy Sądzie Rejonowym w Bydgoszczy. Wprawdzie działał on na podstawie wyroku, który zapadł w Sądzie Rejonowym w Szubinie, ale wierzyciel zgodnie z prawem mógł sobie wybrać dowolnego komornika do wykonania wyroku.
    Komornik podkreślał stosunkowo dobrą atmosferę towarzyszącą tej eksmisji. Mianowicie to, że odbyła się ona bez kłótni i zgrzytania zębami, a gmina zapewniła lokal zastępczy, co nie zawsze jest regułą.
    Jednak eksmitowani nie podzielają tego zadowolenia. Uważają, że eksmisja przeprowadzona w takich okolicznościach, jakie istniały, nie powinna mieć miejsca. Sam sposób wyprowadzenia z mieszkania też był - ich zdaniem - niegodny.
    MIESZKANIE
    W mieszkaniu przy ul. 4 Stycznia Helena Kranz mieszkała przez 25 lat. Przez pewien czas kamienica, w której się ono mieści, była w rękach prywatnej właścicielki. Później budynek kupiła Gminna Spółdzielnia Samopomoc Chłopska w Barcinie. Od 18 lat w tymże mieszkaniu zamieszkiwała również rodzina, którą założył Grzegorz Obata, syn pani Heleny. W ostatnim czasie mieszkało tam 7 osób w mało atrakcyjnych warunkach.
    - Według pana Andrzeja Erdmanna (prezesa GS w Barcinie, przypis kg), tamto mieszkanie jest komfortowe. A tymczasem nie mieliśmy tam ubikacji, tylko wychodek na zewnątrz. Sami z niego korzystaliśmy, bo inni lokatorzy w kamienicy mieli swoje ubikacje. Wodę założyliśmy na własny koszt. Podobnie sami ponieśliśmy koszty wymiany instalacji gazowej, bo poprzednia była już stara. Remontów przez te 25 lat nie było żadnych. Tylko raz wprawili okna, ale tak, że ściany wokół się sypały i mąż musiał poprawić. Pokrycie dachu lepikiem wszyscy musieli robić na własną rękę. To, co musimy przyznać, to kominiarz faktycznie chodził i przeczyszczał kominy, więc GS musiała go chyba opłacać -opowiada Katarzyna Obała, żona pana Grzegorza. Mieszkanie przy ul. 4 Stycznia, które zajmowali państwo Obałowie, ma 54,96 nr. Czynsz wynosił 172 zł. Do tego dochodziły koszty wody, węgla, gazu i prądu. Obałowie korzystali z dodatków mieszkaniowych. Z tego tytułu część pieniędzy szła od razu na poczet czynszu, a część przeznaczoną na węgiel brali w gotówce.
    Zasoby mieszkaniowe GS to łącznie 7 lokali. Andrzej Erdmann podkreśla, że prócz opisywanego w niniejszym artykule przypadku, pozostali lokatorzy nie mają zaległości w czynszu.
    DŁUG I WYROK
    Umowę lokatorską z GS miała podpisaną Helena Kranz. Utrzymuje się ona z emerytury. Grzegorz Obała pracował w cementowni Kujawy. Jednak w 1997 r. padł ofiarą zwolnień w zakładzie.
    - Od tamtego czasu przez 3 sezony pracowałem w Gminnej Spółce Wodnej, ale tylko w okresach wiosenno-letnich. Bywało zatem tak, że utrzymywaliśmy się jedynie z emerytury mamy. Nasz dług wobec GS powstawał
    tamtych latach. Po prostu nie stać nas było i czynsz płaciliśmy nieregularnie - mówi Grzegorz Obała.
    W konsekwencji GS zdecydowała się oddać sprawę do Sądu Rejonowego w Szubinie. Wcześniej lokatorom wypowiedziano umowę. W efekcie w styczniu 2001 r. zapadł wyrok o eksmisji. Wskutek braku odwołań uprawomocnił się. Początkowo sprawą egzekucji wyroku zajmował się komornik przy sądzie w Szubinie.
    POROZUMIENIE
    Prezes GS Andrzej Erdmann - jak mówi - nie chciał dopuścić do eksmisji.
    - Eksmisja miała być przeprowadzona 21 sierpnia ubiegłego roku, jednak dobra wola stron, czyli ówczesnych władz miasta, moja i bezpośrednio zainteresowanych wierzycieli doprowadziła do zawarcia porozumienia - oznajmia Andrzej Erdmann. Dodajmy, iż to porozumienie zostało ze strony ratusza podpisane przez dwóch członków ówczesnego Zarządu Miasta i Gminy - burmistrz Stanisławę Ciesielską i wiceburmis-trza Michała Pęziaka.
    We fragmentach ubiegłorocznego porozumienia czytamy:
    (...) Pan Obała zobowiązuje się wpłacać po 200 zł miesięcznie z tytułu spłaty powstałych zaległości czynszowych. (...)
    Po otrzymaniu lokalu socjalnego najemca i osoby zajmujące lokal zobowiązują się opuścić go dobrowolnie. (...)
    Ów lokal socjalny miała zapewnić gmina. Ze strony dłużników porozumienie podpisali Helena Krantz i jej syn.
    Z czego Grzegorz Obała miał płacić po 200 zł miesięcznie na spłatę długu, skoro był bezrobotny?
    Otóż w zawartym porozumieniu gmina zobowiązała się zatrudnić go w terminie 5 dni od podpisania umowy. - Prezes zaznaczył, że od momentu zawarcia porozumienia choćby jeden miesięczny czynsz w rachunkach bieżących nie uregulowany przez nas na czas spowoduje natychmiastową eksmisję. Zgodnie z tym, te należności regularnie uiszczaliśmy - przypomina Grzegorz Obała.
    Zatem widmo egzekucji sądowego wyroku wciąż wisiało nad zainteresowanymi, ale mieli już nadzieję na pomyślne rozwiązanie sprawy.
    LISTOWNY APEL PREZESA
    Minęło kilka miesięcy, ale Andrzej Erdmann nie dopatrzył się realizacji postanowień zawartych w sierpniowym porozumieniu. Dlatego denerwuje go podkreślanie w chwili obecnej zasług gminy przy znalezieniu dla państwa Obałów lokalu zastępczego. Tym bardziej, że jest to w obowiązkach najniższego szczebla samorządowego.- Gmina już 22 sierpnia zatrudniła pana Obałę i pracował on z kosiarką. Ale tylko przez miesiąc, do 21 września. Rozumiem, że później były wybory samorządowe i zmieniła się władza, ale chyba porozumienie zawarte przez poprzedników, a nie zrealizowane, przechodzi na następców? Tymczasem pan Obała pracował miesiąc, co pozwoliło nam na pobranie z jego pensji tylko jednej raty w wysokości 200 zł. Mieszkania socjalnego, w którym dłużnicy mogliby zamieszkać, też gmina nie wskazywała - przedstawia prezes GS.
    14 stycznia br. wysłał on pierwsze pismo do burmistrz Ewy Gołąb, w którym zwracał uwagę, że porozumienie nie jest realizowane. Nie otrzymał jednak odpowiedzi.
    PREZES OSOBIŚCIE
    To, co działo się później, Andrzej Erdmann tak relacjonuje:
    - Odpowiedzi z Urzędu nie było, dlatego w maju czy w czerwcu poszedłem do pani burmistrz osobiście. Przyjęła mnie i zapoznałem ją z problemem. Oznajmiła mi, że gdyby wiedziała, że ja z takim tematem przychodzę, to by mnie w ogóle nie przyjęła. Dalej próbowała wywrzeć na mnie presję pytaniem: "I naprawdę pan się do tej eksmisji przyczyni? " Odpowiedziałem: "Nie, to pani się przyczyni, nie realizując zawartego wcześniej porozumienia." Ja byłem daleki od eksmisji. Widziałem np. choćby takie rozwiązanie, że Urząd spłaci zadłużenie naszych lokatorów i zgodzi się być żyrantem, w przypadku, gdyby nadal nie płacili. Wtedy my moglibyśmy to sobie od podatku odpisać i sprawa bvlaby czysta i zakończona.
    KOLEJKA RODZIN W TRUDNYCH SYTUACJACH
    O interes GS zadbała jednocześnie kancelaria prawnicza. Radca prawny Krzysztof Łączkowski przesłał do barcińskiego ratusza pismo, w którym przypominał o konieczności realizowania zawartego porozumienia.
    W odpowiedzi wysłanej do kancelarii Ewa Gołąb pisała m.in.:
    (...) Lista oczekujących na lokale mieszkalne liczy 31 pozycji, a każda z nich dotyczy rodzin o bardzo skomplikowanej sytuacji rodzinnej i materialnej. Z przykrością stwierdzam brak możliwości szybkiego i polubownego rozwiązania problemu z uwagi na obowiązujące przepisy, determinujące działania gminy w zakresie gospodarki mieszkaniami.
    Te słowa dla Andrzeja Erdmanna nie pozostawiały wątpliwości: - Gdybyśmy odstąpili od eksmisji państwa Obalów; to lokalu socjalnego dla nich gmina nigdy by nie znalazła - mówi.
    PRYSŁA OKAZJA
    Państwo Obałowie z własnej inicjatywy podjęli działania w celu znalezienia nowego mieszkania, kiedy eksmisja w tak realny sposób jeszcze im nie zagrażała.- W marcu tego roku pan Marek Palicki i Zofia Drozdowska z Urzędu byli w związku z tym u nas w mieszkaniu z propozycją, że możemy zamieszkać w Szerokim Kamieniu, pod warunkiem, że sami wyremontujemy mieszkanie będące tam do dyspozycji. Pytali, czy zgodzilibyśmy się zamieszkać na wsi. Nie mieliśmy nic przeciwko temu. Ale pod koniec kwietnia pani Drozdowska poinformowała mnie, że ta propozycja nie jest już aktualna, bo pani burmistrz się na to nie zgodziła - przypomina Katarzyna Obała.
    EKSMISJA
    W ostatnich dniach września u państwa Obałów pojawił się komornik, który powiedział, że do 10 października będzie eksmisja. Zagrożeni nią natychmiast zabrali się do intensywnych poszukiwań mieszkania zastępczego. Swe kroki skierowali do gminy.
    Dotychczas nie myśleli, że eksmisja rzeczywiście może im grozić. Czynsz bieżący od czasu zeszłorocznego porozumienia płacili, a i zadłużenie redukowali w miarę możliwości. Wydawało im się, że wszystko zmierza ku dobremu. Choć z drugiej strony Tadeusz Błazucki powiedział nam, że on sam w sprawie państwa Obałów spotkał się z nimi już w lipcu ubiegłego roku, a w ogóle ta sprawa wpłynęła do niego w czerwcu 2002 r.
    Na znalezienie mieszkania pozostawało bardzo mało czasu. Niewiele poprawiło w tym względzie oficjalne powiadomienie komornika o eksmisji, które państwo Obałowie otrzymali 14 października. Dzień eksmisji wyznaczono w nim na 24 października.
    Do ostatniej chwili Katarzyna Obała dowiadywała się w ratuszu, gdzie będą mogli zamieszkać. Załatwianie sprawy spadło na nią, gdyż w godzinach pracy Urzędu jej mąż był w pracy. Znalazł bowiem zatrudnienie przy budowie kanalizacji na ul. Żnińskiej i Podgórnej, którą wykonuje toruńska firma wyłoniona w przetargu ogłoszonym przez gminę.
    NIE PRZEKUPIŁEM KOMORNIKA
    Andrzej Erdmann raz jeszcze podkreśla, że do eksmisji nie musiało dojść. Gdyby -jego zdaniem - gmina przedstawiła wcześniej lokal socjalny, to przeprowadzka odbyłaby się w spokoju, a GS w tym by pomogła, więc nie byliby potrzebni do przenoszenia sprzętów i mebli ludzie z
    Bydgoszczy, których w ostatni piątek zaangażował Tadeusz Błazucki. A zwróćmy przy tym uwagę, że tzw. koszty celowe egzekucji, czyli m.in. robociznę przy wyprowadzeniu z mieszkania płaci dłużnik. - Pan Grzegorz Obala był u mnie po tym, kiedy komornik poinformował jego rodzinę o nadchodzącej eksmisji. W związku z tym, że sprawą mieszkania zastępczego miała się zająć gmina, poradziłem mu, żeby udał się do pani burmistrz. Niedługo potem burmistrz zadzwoniła do mnie i zarzuciła mi, że ja przekupiłem komornika, żeby za wszelką cenę robił eksmisję. Nie dawała się wytłumaczyć. Odłożyła słuchawkę. To było wypowiedziane w któryś z tych 3 dni, kiedy burmistrz obrażała również ekologów i inne osoby. Jej zarzut wobec mnie był wypowiedziany publicznie, gdyż ustaliłem, że tej rozmowie telefonicznej przysłuchiwał się pan Obala obecny w gabinecie pani burmistrz. Bardzo mnie to zabolało, bo przecież ta eksmisja podyktowana była wyrokiem sądu. Zresztą ja z dłużnikiem nowej umowy podpisywać nie mogę - przedstawia sprawę prezes GS.
    NISKIE POBUDKI PREZESA?
    To są zarzuty z niskich pobudek. A o tym, jak się wobec państwa Oba/ów zachował pan prezes, świadczy informacja, którą przekazała mi pani radca prawny, Henryka Kowalczewska. Otóż przy niej prezes obiecał swoim dłużnikom, że dopóki nie przestaną płacić, to do eksmisji nie dojdzie. A jednak prezes do niej doprowadził. Jedno muszę przyznać. W maju nie mieliśmy do dyspozycji mieszkań, gdyż pomieszczenia ośrodka na cele mieszkalne dokonało się dopiero w październiku.
    Prezes takim postawieniem sprawy przez panią burmistrz czuje się obrażony. Stwierdził, że kiedy przyjdzie mu rozmawiać z panią Ewą Gołąb, to on tej rozmowy w ogóle nie podejmie dopóki nie usłyszy z ust włodarza Barcina słowa przepraszam. - Państwo Obałowie mieszkanie socjalne otrzymali dopiero w dniu eksmisji. Załatwiali to tego dnia w gmninie, kiedy eksmisja trwała i dopiero wtedy lokal wywalczyli. A wystarczyło I dzień przed.
    PONAD 100% DLA KOMORNIKA?
    Grzegorz Obała potwierdził tę rozmowę. Sam oczywiście nie może zarzucić GS, że przekupiła komornika, bo nie ma na to dowodów. Z pewną jednak rzeczą Grzegorz Obała najbardziej nie może się pogodzić: -Bardzo jest dla mnie dziwny sposób wyliczenia długów przez komornika. Kilka tygodni przed eksmisją pan Błazucki do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Żninie, ale m. in. i do naszej wiadomości, przesłał kolejne wezwanie do dokonywania potrąceń z emerytury mojej mamy, Heleny Krantz.
    W ubiegłym roku komornik informował już raz o należnościach, które ciążyły na lokatorach mieszkania przy ul. 4 Stycznia. Przez rok spadły one tylko o 20 zł, co dziwi Grzegorza Obałę, gdyż spłatę długów realizowali oni przez cały rok, mimo iż od gminy dostał pracę tylko na miesiąc. Z ostatniego wyliczenia przekazanego do ZUS przez komornika wynika, że potrącenia z emerytury pani Krantz mają być czynione celem zaspokojenia należności głównej w wysokości 968,59 zł plus odsetki zaległe do 8 września 2003 r. w wysokości 160,08 zł. W przypadku zwłoki również dalsze odsetki wraz z opłatą od 9 września br. po 0,40 zł dziennie. Ponadto naliczono opłatę egzekucyjną 294,31 zł i wydatki gotówkowe 694,65 zł.
    Do każdej przekazywanej kwoty, prócz wydatków gotówkowych i opłaty egzekucyjnej, należy doliczyć opłatę za przelew 4,50 zł. Ostateczna wysokość kosztów w sprawie, jak czytamy w piśmie, ma być ustalona po zakończeniu postępowania. Na poczet długów zajęta została 1/4 emerytury pani Krantz. - Dostaliśmy pismo, że z emerytury będzie odciągane 250 zl z groszami - mówi Katarzyna Obała.
    Jej mąż jest zdziwiony tym, że cała należność po zsumowaniu wynosi około 2.000 zł, a przecież główna suma to niecały 1.000 zł. - Nie wiem, jak to jest. Wynika z tego, że eksmitowali nas za jedyne 969 zl, a dalsze 100% z tego idzie na komornika - żali się.
    DŁUG W WERSJI PREZESA
    Jeszcze bardziej zdziwiony jest Grzegorz Obała wyliczeniem długów, które przedstawia Andrzej Erdmann.
    Otóż z dokumentów pozostających u prezesa GS zadłużenie na koniec września wynosi aż 4.159,28 zł należności głównej i ponad 2.417 zł odsetek. - Na koniec sierpnia 2002 r. należność wynosiła 5.152,50 zł. Ale do końca ubiegłego roku pani Krantz gotówkowo wpłaciła nam łącznie 400 zł, a w bieżącym roku dalsze 250 zł. Ponadto komornik ściągnął z emerytury 212,52 zł, a 200 zł otrzymaliśmy z pensji pana Obały, kiedy gmina zatrudniła go na miesiąc. To wszystko mamy potwierdzone w dokumentach informuje prezes GS. - Nie wiem, skąd takie różnice w tych sumach prezesa z tym, co podał komornik. Przecież ten drugi powinien mieć wyliczenia oparte na tym, co przekazuje mu prezes Erdmann. Wylecieliśmy za długi z pieca wzięte - ocenia Grzegorz Obała.
    Z odpowiedzią na te wątpliwości pośpieszył Andrzej Erdmann:
    - Obudziłem się w nocy, myśląc cały czas, skąd ta suma 969 zł. Otóż kilka razy kierowaliśmy sprawę do sądu na różne okresy, żeby uchronić się przed przedawnieniem. Ta suma 969, to jest to, co już zasądzono, alej to, co my mamy naliczone i przedstawiliśmy może być jeszcze przedmiotem postępowania sądowego.
    TU NIE JEST AMERYKA
    Państwo Obałowie czują się skrzywdzeni sposobem wykonania eksmisji. - Pan komornik mówi, że tutaj wszystko zostało przeprowadza-ne spokojnie i bez kłótni, i że w Stanach Zjednoczonych meble i sprzę ty zostałyby wyniesione po prostu na ulicę. Ale tutaj nie jest Ameryka. Wszystko wnieśli nam na 2 piętro w ośrodu zdrowia i na korytarzu ciskali to na kupę. W ogóle, jak szybko im to poszło. Ale my przy tym część mebli mamy rozwalone. Siatka do kolumny głośnikowej zniknęła, lodówka niedawno kupiona jest po tej eksmisji bez jednej nóżki, klapka od programowa telewizora zniknęła, szyba od szafy poszła, płyta czołowa od wersalki jest złamana. - wylicza zdenerwowana Katarzyna Obała 3 dni po eksmisji. - Dobrze, że chociaż gmina wreszcie dała nam to mieszkanie i za to musimy podziękować. Jest małe, bo ma tylko niecałe 40 metrów kwadratowych, ale jakoś się mieścimy, choć jest nas 7 osób, a mama śpi w kuchni. Jak się dzisiaj dowiedziałam w Urzędzie, będziemy płacić tutaj ponad 300 zł miesięcznie. W tym jest policzona ciepla i zimna woda, prąd i ogrzewanie.
    Grzegorz Obała przyznaje, że za błędy, czyli w tym przypadku niepłacenie regularnie czynszu trzeba ponieść konsekwencje. Ale przecież nie płacili, bo nie mieli z czego. - Sam prezes GS przyznawał mi, że nie jesteśmy konfliktową rodziną, tylko trzeba płacić - opowiada.
    Jego małżonka również nie może pogodzić się z eksmisją i tym, że w ogóle do niej doszło. Dlatego wysłała odwołania w tej sprawie do Minister stwa Sprawiedliwości, Komitetu Ochrony Praw Dziecka, jako że wszystkie jej dzieci są w wieku szkolnym, do Rzecznika Praw Obywatelskich i do Sądu Rejonowego w Bydgoszczy. Czeka na odpowiedzi. KAROL GAPIŃSKl
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości