Elektrownie wiatrowe - za i przeciw
W Polsce trwa proces budowania elektrowni wiatrowych jako - rzekomo - ekologicznego źródła energii elektrycznej. Lobby wiatrowe w oparciu o dotacje buduje elektrownie, gdzie się da, korzystając z pomocy usłużnych władz gmin. Ma być to podobno cudowny sposób zarabiania pieniędzy przez gminy. W naszej gminie też tak to wygląda. Kilka siłowni wiatrowych już stoi, a władze myślą o następnych.
Właśnie postanowiono zmienić plan zagospodarowania przestrzennego dla Dochanowa, Brzyskorzystwi, Brzyskorzystewka, Sulinowa, Sobiejuch, Sarbinowa, Słabomierza, Słębowa, Jaroszewa i Żnina Wsi, pozwalający na instalację siłowni wiatrowych.
30 marca o 9:00 odbędzie się sesja Rady Miejskiej Żnina, podczas której ma między innymi nastąpić zatwierdzenie planu zagospodarowania przestrzennego dla Murczyna, Murczynka, Białożewina, Dobrylewa, pozwalającego na budowę siłowni wiatrowych. Do 21 lutego projekty planów były wyłożone do wglądu zainteresowanych. Do tego też dnia można było zgłaszać uwagi.
Stwierdziwszy, że zgodnie z planami strefa rozmieszczenia siłowni wiatrowych znajduje się zbyt blisko zabudowań, 18 lutego 2011 r. złożyłem stosowne uwagi na piśmie w sekretariacie burmistrza Żnina. Jednak Władza w swej łaskawości, w terminie przewidzianym w KPA, nie raczyła na moje pismo odpowiedzieć. Postanowiłem więc dokładniej przyjrzeć się problemowi turbin wiatrowych.
Konsultowałem się w tym celu z naukowcami z Politechniki Wrocławskiej, Politechniki Poznańskiej i Politechniki Gdańskiej. Przejrzałem dostępne publikacje naukowców amerykańskich, holenderskich i angielskich, dotyczące szkodliwego wpływu turbin wiatrowych na zdrowie człowieka i innych organizmów żywych. Poniżej przedstawiam swoje ustalenia oraz stawiam pytania, na które odpowiedzi oczekiwać będę na sesji.
ASPEKTY EKONOMICZNE ELEKTROWNI WIATROWYCH
Burmistrz Żnina dosyć mgliście opowiadał w kampanii wyborczej o milionach, które można zarobić, wyrażając zgodę na instalację siłowni wiatrowych. Do dzisiaj nie podał jednak do publicznej wiadomości, jakie to mają być kwoty i jak liczone. Postanowiłem to sprawdzić i dotarłem do dokumentów, udostępnionych mi przez profesora Adama Janiaka z Politechniki Wrocławskiej, który od kilku lat z wieloma naukowcami, reprezentującymi różne dziedziny wiedzy, analizuje problemy energetyki wiatrowej. Z ich pracy można wywnioskować, iż ci, którzy liczą na duże dochody, mogą się srogo zawieść. Więc pytam Pana Burmistrza Żnina, jakich konkretnie dochodów się spodziewa? Proszę o przedstawienie dokładnej kalkulacji, wszak finanse gminy są jawne (także plany).
Następną sprawą są potencjalne procesy o odszkodowania za utraconą wartość nieruchomości, położonych przy siłowniach, na których budowę zgodziła się gmina oraz odszkodowania za zakłócenie spokoju, utratę zdrowia w miejscu zamieszkania, które gminie mogą wytoczyć mieszkańcy, narażeni na skutki przebywania w pobliżu instalacji przemysłowych, jakimi są siłownie wiatrowe. Czy te koszty również uwzględniła gmina w swoich kalkulacjach?
tabela 1 Czy gmina uwzględniła możliwość upadłości firm wiatrakowych, gdy ustaną dotacje do tej formy pozyskiwania energii? Bo przecież owe dotacje nie będą wieczne, a w tej chwili system na dotacjach stoi. Władze włoskie mają np. problem z farmami wiatrowymi na Sycylii, których budowę opanowała miejscowa mafia, właśnie ze względu na wysokie dotacje. Kto wtedy poniesie koszty demontażu tej kupy złomu z pola rolnika?
Jeżeli zaś chodzi o dochody rolników dzierżawiących grunty (umowy na 25 lat) to wiem, że są już w naszej gminie rolnicy, którzy ostatecznie nie dostali takich pieniędzy, jakich się spodziewali. Mam więc pytanie następne. Czy gmina w wystarczającym stopniu chroni interesy rolników, aby nie byli narażeni na podpisywanie niekorzystnych umów?
Siłownie wiatrowe są budowane w oparciu o system ulg i dotacji. Energia wytwarzana przez wiatraki jest najdroższą spośród wszystkich innych sposobów jej produkcji (szczegóły w tabeli).
Koszty budowy wiatraków ponosi też podatnik (czyli my wszyscy), albowiem zgodnie z przepisami zakłady energetyczne są zobowiązane, na własny koszt, podłączać instalacje budowane przez firmy wiatrowe. Skutkiem tego jest wliczanie tych kosztów przez zakład energetyczny do ogólnego rachunku za energię. Zakłady energetyki muszą też utrzymywać rezerwowe źródła energii jako zabezpieczenie na czas, gdy nie wieje wiatr. Te koszty również obciążają wszystkich odbiorców energii. Więc im więcej wiatraków, tym droższa energia dla wszystkich odbiorców. Zauważyły to Niemcy i obecnie ograniczają rozwój energetyki wiatrowej.
Nasi energetycy wiedzą już, ile niezapomnianych wrażeń dostarcza im dyspozycja nieprzewidywalnej w czasie ilości energii wytwarzanej przez wiatraki. To też generuje określone koszty, wliczane wszystkim odbiorcom.
Osobnym tematem są zakłócenia pracy sieci energetycznej, generowane zwłaszcza przez starego typu wiatraki, wycofane z tego powodu z Niemiec i montowane jako dobrze funkcjonujące w Polsce. Dodatkowo, w okolicach instalacji wiatrowych, mogą wystąpić problemy z łącznością radiową i telewizyjną. O problemach z odbiorem telewizji pisały Pałuki i Ziemia Mogileńska w nr 32/2008 (artykuł Wiatraki psują obraz TV można przeczytać na naszej stronie internetowej www.paluki.tygodnik.pl)
WPŁYW NA ŚRODOWISKO
Elektrownie wiatrowe są źródłem jednostajnych uciążliwych dźwięków słyszalnych przez człowieka oraz - znacznie bardziej szkodliwych - infradźwięków, czyli dźwięków o częstotliwości 1-20 Hz. Szczegółowo napiszę o nich w następnym rozdziale.
Pojedyncze wiatraki, a szczególnie ich zespoły, czyli farmy wiatrakowe, zabijają i odstraszają ptaki, w tym również drapieżne. Efektem tego jest niekontrolowany, gwałtowny wzrost populacji gryzoni, niszczących zbiory na polach uprawnych. Zjawisko to zaobserwowano na niemieckich farmach wiatrowych.
Szkody poczynione przez gryzonie mogą skutecznie uczynić nieopłacalnym dzierżawienie działek pod wiatraki - kwoty otrzymywane przez rolników są przecież stosunkowo niewielkie.
W tej chwili na terenach między Murczynem a Murczynkiem widuję parę orłów bielików, kruki, jastrzębie i myszołowy. Co będzie, gdy wystraszone przez wiatraki odlecą w inne okolice? Odpowiedź jest prosta - dorodne zboża będą zjadały myszy, a jak przyjdzie zima zajmą się magazynami zboża i pasz w gospodarstwach.
WPŁYW NA ORGANIZM CZŁOWIEKA
Ten problem jest skrzętnie omijany przy planowaniu elektrowni wiatrowych. W Polsce jest to sprawa ciągle mało znana i wielu lekarzy jeszcze nie natrafiło w światowej fachowej literaturze na zjawisko, określane jako syndrom turbin wiatrowych.
W krajach takich jak USA, Holandia, Dania, Wielka Brytania, Szwecja od wielu już lat prowadzone są badania dotyczące szkodliwego wpływu na organizm człowieka siłowni wiatrowych, a w szczególności farm wiatrowych, czyli zespołów wielu wiatraków położonych blisko siebie.
Elektrownia wiatrowa jest olbrzymią budowlą (patrz rysunek). Jej ruchome części, czyli wirnik zazwyczaj składający się z trzech łopat, system łożysk i przekładni oraz generator prądotwórczy, wytwarzają w czasie pracy jednostajne monotonne dźwięki o dużym natężeniu. Lobby wiatrakowe mierzy poziom hałasu w dogodnej skali dB(A). Według fachowców prawdziwy obraz natężenia dźwięku emitowanego przez siłownię wiatrową daje pomiar wykonany w skali (G) lub (C), czy najlepiej w skali (LIN). Tutaj daje znać o sobie niedoskonałe prawodawstwo polskie, nienadążające za zmianami w gospodarce. Skala liniowa (LIN) podaje rzeczywistą (nieskorygowaną) moc akustyczną w dB(LIN) dla poszczególnych częstotliwości. Powszechnie stosowana skala A ignoruje bowiem infradźwięki, zatem mogą być one wg tej skali dowolnie duże i nie ma nad nimi kontroli. Są jednak skutki ich działania.
Infradźwięki są to dźwięki o częstotliwości 1-20 Hz. W nowoczesnych technikach wojskowych i policyjnych są używane do unieszkodliwiania ludzi. Specjalne generatory infradźwięków o dużej głośności są w stanie unieszkodliwić całe oddziały wojska, czy też manifestację demonstrantów bez użycia broni palnej i innych środków przemocy. Szczególnie dobrze generatory działają w kotlinach górskich, jak też w wąwozie ulicy. Mogą np. urwać człowiekowi serce. I nie będzie więcej stwarzał władzy problemów.
Drgania emitowane przez elektrownie wiatrowe nie są tak mocno odczuwalne na co dzień (bo są cichsze), ale skutki ich działania są już znane. W pracach Amandy Harry, Niny Pierpont czy Christophera Hanninga i wielu innych, znajdziemy wyniki konkretnych badań na ten temat. Najbardziej dostępną jest praca pani Niny Pierpont, bowiem na jej stronie znajdziemy streszczenie badań również w języku polskim. Wystarczy w wyszukiwarkę wpisać: wind turbine syndrome, syndrom turbin wiatrowych lub nina pierpont.
Trzeba tutaj zaznaczyć, że niezależni badacze są często oczerniani przez fachowców wynajętych przez lobby wiatrakowe. Za ciężkie pieniądze próbują oni ośmieszać pracę niezależnych badaczy, pracujących przeważnie społecznie. Zespół profesora Adama Janiaka również pracuje społecznie.
SYNDROM TURBIN WIATROWYCH
Takim terminem został określony zespół objawów, jakie mają ludzie mieszkający dłuższy czas w niewielkiej odległości od turbin wiatrowych. Według badań pani Niny Pierpont, do tych symptomów pojawiających się podczas działania turbin wiatrowych należą:
- problemy ze snem: słyszalny hałas lub fizycznie odczuwalne uczucie pulsowania czy skoki ciśnienia utrudniają zaśnięcie oraz powodują częste wybudzenia;
- bóle głowy o nasilonej dokuczliwości lub częstotliwości;
- zawroty głowy, drżenie, nudności;
- wyczerpanie, niepokój, złość, skłonność do irytacji, depresja;
- problemy z koncentracją uwagi i uczeniem się;
- szum uszny (dzwonienie).
Objawy te ustępują, gdy turbiny zostaną wyłączone. Długotrwałe działanie infradźwięków wywołuje jednostkę chorobową nazwaną chorobą drganiowo-dźwiękową VAD, objawiającą się zwłóknieniem (czyli odkładaniem się nadmiernych zgrubień w formie kolagenu) w układzie sercowo-naczyniowym i płucnym oraz atakami i zmianami poznawczymi w mózgu (jednostka chorobowa była znana dotychczas wśród pracowników lotnictwa i różnych gałęzi przemysłu). Szkodliwe też są odbłyski światła od obracającego się wirnika.
PODSUMOWANIE
Zasygnalizowałem tutaj tylko niektóre problemy. W dostępnej literaturze jest ich wiele więcej. W związku z powyższymi wynikami badań naukowcy z różnych krajów proponują, aby zachować minimum 1.500 m odległości pojedynczego wiatraka od mieszkań ludzi. Dla wielowiatrakowej farmy odległość ta winna wynosić minimum 3.000 m. Rozsądni Czesi wprowadzili w swoim kraju przepis, pozwalający na instalację turbin wiatrowych w odległości minimum 3.000 m od zamieszkałych zabudowań. Nasze władze proponują, abyśmy mieszkali w odległości 400 m od farmy wiatrakowej. Uważam, że to za mało.
Paweł Hałaburdzin na ostatniej sesji stwierdził, że to wystarczy, ponieważ „gdzieś te wiatraki muszą stać”. A może eksperymentalnie zamieszka na 25 lat w takiej odległości, zgodnie z zaproponowanym przez siebie planem? A potem będzie się wypowiadał?
Dopóki wiatraki nie zostały wybudowane, mieszkańcy powinni bronić spokoju w swoich miejscach zamieszkania. Wszystkim chętnym bezpłatnie udostępnię posiadane materiały (mój adres: [email protected]). Chętnie też wysłucham tych, którzy zostali uszczęśliwieni sąsiedztwem wiatraków i zauważyli u siebie niepokojące objawy od czasu ich uruchomienia.
Radnym zaś przypominam, że zmieniając plan zagospodarowania przestrzennego podejmują decyzję mającą konsekwencje na wiele lat. Energetyka wiatrowa to nowa dziedzina i trudno wymagać, aby radni byli w tym zakresie kompetentni. Nie wiedzieć jest rzeczą ludzką, ale znacznie gorzej jest, gdy nie chce się zdobyć wiedzy, która jest już dostępna. Apeluję o szczególną rozwagę.
Rycina i tabela pochodzą z dwóch pierwszych pozycji bibliografi (patrz ramka)
Marian Kawka
Pałuki nr 997 (12/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze