Reklama

Energetyką w bociany

Małgorzata Kriesel i jej córka Aleksandra bardzo przeżyły fakt, iż z gniazda na słupie bociany zostały przegonione przez elektryków i nie zdążyły doczekać wyklucia się piskląt

       fot. Karol Gapiński

Wilczkowo, energetyka, bociany, Małgorzata Kriesel
     Energetyką w bociany
    Zbliżał się termin wyklucia bocianiąt. Dorosłe już bowiem 31. dzień siedziały na jajkach, a zwykle narodziny młodych bocianów następują po 30-35 dniach. Tym razem jednak do cudu narodzin nie doszło, bo w 31. dniu na słup z bocianim gniazdem weszli pracownicy firmy usługowej z branży elektrycznej. Przestraszony bocian siedzący na jajkach uciekł z gniazda i już nie wrócił. Na słupie zostało tylko opuszczone gniazdo z jajami.

     Już trzeci rok z rzędu Małgorzata Kriesel, jej mąż i czworo dorosłych dzieci cieszyli się z faktu, iż wiosną na ich posesję przyleciały bociany i na słupie energetycznym wybudowały gniazdo. Państwo Kriesel mieszkają w Wilczkowie. Już wcześniej zgłaszali do Rejonu Energetycznego w Mogilnie, któremu podlega też gmina Żnin, chęć podniesienia tego słupa energetycznego, gdyż linia przebiega dość nisko i może to stwarzać zagrożenie dla domu podczas burz z wyładowaniami. Póki co jednak słup nie został podwyższony. Tymczasem w sąsiedztwie buduje się inny dom. W związku z tym trwają prace związane z dostarczeniem tam energii elektrycznej. Jej przesył ma się odbywać właśnie z tego słupa, który stoi na posesji państwa Kriesel.
     - Już w zeszłym roku, gdy wskutek burzy była awaria, to energetyka musiała ściągnąć gniazdo ze słupa i dokonać naprawy usterki. Tylko w zeszłym roku, przynajmniej ta para bocianów, która u nas była, nie doczekała się potomstwa. Tylko dwa lata temu, gdy pierwszy raz do nas bociany przyleciały, to wykluły im się pisklęta. W tym roku też przyleciała para dorosłych. Na początku maja. Zaraz też te bociany zabrały się do budowania gniazda na tym słupie. Ponieważ już wtedy pojawiali się u nas panowie z energetyki, to sygnalizowaliśmy im, żeby wstrzymali się z pracami do września, jak bociany wyklują się z jajek, podrosną i odlecą do ciepłych krajów. Pan z energetyki zgodził się z nami, że trzeba tym bocianom zapewnić spokój. Zrozumiałam, że nie będą wchodzili na ten słup do czasu aż nie wyklują się i nie podrosną młode bociany - opowiada Małgorzata Kriesel.
     Jej 19-letnia córka Aleksandra ukończyła żnińskie Liceum Ogólnokształcące w klasie z rozszerzoną biologią. Przez lata edukacji nauczyła się wiele o ekologii. Dziewczyna jest - podobnie, jak jej mama - miłośniczką bocianów. Ich życie codzienne obserwowała od momentu, gdy ptaki zagnieździły się w Wilczkowie. Ta para była bodajże jedyną bocianią w tym roku we wsi.
     Państwo Kriesel zaobserwowali, że 18 maja bociany rozpoczęły w gnieździe na słupie wysiadywanie złożonych jaj. Pani Małgorzata z niecierpliwością zaczęła oczekiwać na narodziny bocianich piskląt. W Internecie znalazła informację, że bociany wysiadują swe jajka przez 30 do 35 dni i wówczas następuje wyklucie piskląt. Oczekiwanie na narodziny młodych bocianów wiązało się też dla pani Małgorzaty z niepokojem w związku z tym, że na posesji jeszcze kilka razy pojawiali się pracownicy energetyki oraz firmy bezpośrednio wykonującej podłączenie. - Na szczęście jednak w tym czasie oni wykonywali jakieś prace na dole. Nie wchodzili na słup, na którym jest gniazdo. Tak było do 18 czerwca. Był to 31. dzień wysiadywania jaj przez bociany. One robiły to na zmiany. Jeden bocian kilka godzin był na jajkach, a drugi żerował w terenie. Następnie się zmieniały. Chodzi o to, że na jajkach zawsze któryś z dorosłych musiał być, aby nie doszło do wyziębienia piskląt pod skorupką. W każdej chwili miało już nastąpić ich wyklucie. Jednak właśnie 18 czerwca firma wykonująca usługi energetyczne przyjechała tutaj i ustawili aluminiową drabinę na słupie, by wejść. Od uderzenia drabiny o słup powstał głośny dźwięk i siedzący w gnieździe bocian przestraszył się i natychmiast odleciał. Ja od razu zwróciłam się do tych panów z pytaniem, dlaczego to zrobili, przecież bociany tam jajka wysiadywały. Usłyszałam, że jeśli tak, to oni mogą zejść. Stwierdzili, że bocian przecież i tak już zdążył uciec. Dlatego dokończyli swą robotę - opowiada Małgorzata Kriesel.
     Aleksandra Kriesel dodaje, że jakiś czas później drugi z bocianów wrócił nad podwórko, by przejąć swą zmianę na gnieździe. - Kiedy jednak ten bocian zobaczył, że nie ma na miejscu jego partnera, od którego miał przejąć obowiązki wysiadywania jajek, to też odleciał - mówi Aleksandra.
     Wszyscy domownicy bardzo się tym przejęli. Pani Małgorzata nie przespała dwóch nocy myśląc o tych bocianach. - Bociany to przecież jeden z naszych symboli. Tymczasem tutaj zabrakło dla nich szacunku. Szkoda w ogóle dzieci uczyć ekologii, jeśli dorośli takie rzeczy robią. Teraz w tym gnieździe zostały jajka, z których pisklęta już się nie wyklują - kończy Małgorzata Kriesel.
     Stefan Waszak, dyrektor Regionu Energetycznego w Enea w Mogilnie był w szoku, że tak się stało. - My nie wykonujemy podłączenia nowego budynku do sieci. Formalnie inwestorem jest właściciel takiej nowej posesji, który zleca to podłączenie jakiejś firmie usługowej. Jestem w szoku, bo pracuję ponad 40 lat w branży i my dbamy o bociany.      Takie zgłoszenie, jak od pana, odebrałem pierwszy raz. My mamy specjalny program pod kątem bocianów. Jesienią czy na początku wiosny przed okresem lęgowym budujemy im na słupach platformy, co też nam pozwala uniknąć zanieczyszczenia przez ptasie odchody linii. W tym przypadku 18 czerwca nas tam nawet nie było w Wilczkowie. Wcześniej był tam tylko nasz człowiek, by uzgodnić z wykonawcą warunki podłączenia, ale kiedy podjęto te prace to już nie od nas zależało. Źle się stało. Nie znam się na hodowli bocianów, ale może trzeba było poczekać chociaż kilka tygodni, by się te młode wykluły. Wtedy by może nie uciekły z gniazda. A tak, to uciekły w newralgicznym momencie, gdy zbliżało się przyjście młodych na świat - powiedział Stefan Waszak.
     Ustaliliśmy, że inwestorem, który buduje dom na sąsiedniej działce i zlecił podłączenie go do sieci, jest Łukasz Kriesel, syn pani Małgorzaty. Zlecił on wykonanie podłączenia firmie usługowej Michała Leszczyńskiego w Bożejewiczkach. - My zaczęliśmy pracę na słupie, bo zleceniodawca oczekiwał, żebyśmy to szybko zrobili. Nawet nie wiem, czy pracownik widział w gnieździe tego bociana wchodząc na drabinę. Ponoć ów bocian tam był. My wykonywaliśmy tylko zlecenie - tłumaczy Michał Leszczyński.
Z synem pani Małgorzaty Kriesel nie udało nam się skontaktować. - My trzy razy w zeszłym roku wnioskowaliśmy do energetyki o podłączenie i to się przedłużało. Syn chciał, żeby to podłączenie wykonane zostało szybko, bo zależało mu na tym, żeby zamieszkać w nowym domu. Nie chciał jednak, by wykonawcy przegonili bociany w okresie lęgowym. Przecież mogli wykonać te prace w kwietniu nawet jeszcze. Nim ptaki usiadły na jajach - tłumaczy Małgorzata Kriesel.
     Stało się inaczej i 18 czerwca bociany opuściły gniazdo. Natomiast podłączenia prądu do nowej posesji nadal nie mam, bo 18 czerwca wykonana została dopiero część całej usługi. Ptaki już nie powróciły do gniazda.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1115 (26/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości