Żnin, ausweiss, Józef Bukowski, Paul Scharke
Fałszowanie ausweissów w Żninie
Poniżej publikujemy kilka informacji nawiązujących do artykułu p. Stanisława Czabańskiego pt. "Brawurowa ucieczka z posterunku hitlerowskiej żandarmerii w Żninie i dalsze dzieje osób w nią zamieszanych" (Pałuki nr 11/93), podanych przez p. Edmunda Marosza (rocznik 1913) ze Żnina.
W marcu 1930 roku po ukończeniu średniej szkoły wydziałowej zostałem przyjęty do pracy w biurze Zarządu Miejskiego w Żninie przez ówczesnego burmistrza, Józefa Bukowskiego. W 1937 r. powierzono mi funkcję kierownika Biura Ewidencji i Kontroli Ruchu Ludności. W sierpniu Żnin liczył 5090 stałych mieszkańców i ok. 135 osób zameldowanych na pobyt tymczasowy.
Po wkroczeniu do miasta wojska niemieckiego, od 18-20 IX 39 r. miejscowi Niemcy (115 obywateli narodowości niemieckiej) zaczęli obsadzać urzędy i instytucje komunalne oraz organizować życie gospodarcze. Jeszcze przed wybuchem wojny mieli opracowany program swojego działania. W pierwszych dniach swoich rządów wydali ogłoszenia, aby wszyscy pracujący Polacy natychmiast zgłosili się do pracy w swoich zakładach pracy.
Po zgłoszeniu się w Zarządzie Miejskim, nowy urzędujący burmistrz - miejscowy Niemiec Paul Scharke (właściciel nieruchomości przy ul. Podmurnej 15 w Żninie) powierzył mi w dalszym ciągu prowadzenie biura ewidencji ludności, do którego należało również wydawanie ausweisów (dowodów osobistych) i passierscheinów (przepustek na wyjazd ze Żnina).
Burmistrz Scharke miał również do mnie zaufanie i ww. dokumenty podpisywał in blanco, gdy spieszył się i musiał wyjść na zebranie czy do miasta.
Mogłem w związku z tym trochę pomóc ludziom chcącym uciec przed aresztowaniem. Od października 1939 r. do stycznia 1940 r. wydałem 22 osobom lewe dokumenty na nazwisko i dane, jakie mi podali pomimo obwieszczeń, że w razie udzielenia schronienia i pomocy, względnie jeśli się wie o miejscu pobytu poszukiwanych osób, a tego faktu się nie zgłosi - grozi kara śmierci:
2 - księżom katolickim z Pomorza (wydano w biurze),
1 - kupcowi z Bydgoszczy (na prośbę mistrza piekarskiego Edmunda Zielińskiego),
3 - nauczycielom (na prośbę mistrza blacharskiego Czesława Pomino - wypisano w altance przy obecnym domu p. Kubiaka przy ul. Rychlewskiego),
2 - listonoszom do Wyrzyska (wydano w biurze).
Zameldowałem również, mimo zakazu, rodzinę rolnika Katafiasza z Redczyc u szwagra rolnika Bronisława Wiczyńskiego Żnin, ul. Traugutta.
W drugiej połowie 1940 r. Niemcy obsadzili ważne stanowiska Reichsdeutschami - również i biuro ewidencji ludności, w którym dotychczas pracowałem. Przed zdaniem dokumentacji biura ewidencji ludności dwa egzemplarze "lewych papierów" dałem zaufanemu koledze - śp. Antoniemu Przybylskiemu.
W artykule dotyczącym Edmunda Śliwińskiego nie jest prawdą, by ukrywał się po wioskach. Po dokonaniu czynu E. Śliwiński schował się w ustępie w podwórzu nieruchomości Sykstusa Flanza (plac Wolności 8) i następnie był pod jego opieką, bowiem Śliwiński, jak i żona Flanza (z domu Mężydło) pochodzili z Dochanowa i prawdopodobnie łączyły te rodziny nieznane mi zobowiązania. Edmund Śliwiński otrzymał ausweis i passierschein na nazwisko Kolasiński do Mińska Mazowieckiego, do którego szczęśliwie dojechał. Tam pod tym fałszywym nazwiskiem zamieszkał i po wyzwoleniu powrócił do Żnina.
Przedstawiona wyżej sytuacja dla Sykstusa Flanza, jak i innych powiązanych osób, była więcej niż niebezpieczna, bo w razie wpadki kosztowałaby życie lub wywózkę do obozu koncentracyjnego.
Informacje od ojca uzyskał 21 III 93 r. i do redakcji przesłał syn Edmunda Marosza -
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze