Reklama

Fioletową lampą po dermatologu

Barcin, dermatolog, SPZOZ, lekarz
      Fioletową lampą po dermatologu
      Jedna z pacjentek SPZOZ w Barcinie uważa, że lekarz dermatolog - wenerolog nie powinien przyjmować pacjentów w poradni, która normalnie służy dzieciom. Zdaniem tej pacjentki, dzieci przyjmowane w tym gabinecie następnego dnia po mających problemy dermatologiczne, a nawet weneryczne, są narażone na zarażenie chorobami skóry lub układu płciowego. Dyrektor zakładu uspokaja: takich zagrożeń nie ma.

      Poradnia dziecięca w barcińskiej przychodni mieści się w skrzydle budynku na parterze. Wiedzie do niej wąski korytarz, wzdłuż którego rozmieszczone są inne gabinety lekarskie. Tak się składa, że w czwartkowe popołudnia dwugodzinny dyżur w poradni dziecięcej pełni lekarz specjalista dermatolog - wenerolog. Następnego dnia od rana znów w gabinecie przyjmuje lekarz pediatra.
      W zeszłym tygodniu zgłosiła się do nas jedna z mieszkanek Barcina, która poinformowała, że regularnie uczęszcza z małą dziewczynką do pediatry z uwagi na przewlekłą chorobę dziecka. - Po dyżurach tego lekarza dermatologa nigdy nie zaobserwowałam, żeby pielęgniarki czy ktoś z obsługi, może jakaś sprzątaczka dezynfekowały pomieszczenie poradni dziecięcej. A przecież tam przyjmował dermatolog - wenerolog i zapewne leczy jakieś choróbska weneryczne i inne, i na pewno tam jest pełno drobnoustrojów. Ani razu nie widziałam po tym dermatologu, żeby pielęgniarka dezynfekowała gabinet przy użyciu tej lampy ultrafioletowej do odkażania, którą powinni mieć. Gdy sygnalizowałam to pani pracującej w Samodzielnym Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej, na którą akurat się tam natknęłam, to ta zapewniała, że mają taką lampę w posiadaniu i odkażają. Ale tak naprawdę to pani ta mnie zbyła i zamiast wysłuchać moich argumentów, zaraz wdała się w niepotrzebną kłótnię. A mnie chodziło jedynie o wyjaśnienie sprawy. Chciałam wiedzieć, po co w ogóle w czwartkowe popołudnie dermatolog - wenerolog przyjmuje w gabinecie dziecięcym, gdy na tym samym piętrze, w tym samym korytarzu są inne, wolne w tym czasie gabinety. Moim zdaniem powinien taki lekarz specjalizujący się w chorobach zakaźnych przenoszonych przez skórę przyjmować gdzie indziej, a nie tam, gdzie później przyjmowane są małe dzieci. Później jakieś niemowlę może nawet nabawić się choroby wenerycznej. To byłby skandal i to jest dla mnie nieuzasadnione, że w taki sposób wykorzystywany jest gabinet dziecięcy - mieszkanka Barcina w rozmowie z nami nie kryła emocji.       Dziwiła się nawet, że lekarz pediatra się na to godzi. Jej zdaniem Anna Gaczkowska-Wollandt powinna oponować przeciwko takiemu rozwiązaniu jako lekarz pediatra i jednocześnie radna miejska Barcina.
      Przez kilka lat rajcą był również obecny dyrektor SPZOZ w Barcinie Dariusz Drzewiecki. Z zawodu też jest zresztą lekarzem pediatrą. - Lekarz dermatolog ma specjalizację wenerologa, ale to nie znaczy jeszcze, że akurat u nas przyjmuje chorych wenerycznie. Tutaj przyjmuje przede wszystkim jako dermatolog. To, że czyni to w poradni dziecięcej, jest jak najbardziej uzasadnione i nie tej pani jest decydować, gdzie będzie lekarz przyjmował. To, o czym ta pani mówi, że w korytarzu są inne, wolne w tym czasie gabinety, które należałoby jej zdaniem wykorzystać na potrzeby pacjentów u dermatologa, nie jest wbrew pozorom dobrym rozwiązaniem. Na korytarzu do gabinetów potworzyłyby się kolejki i przejście zostałoby zablokowane - oznajmił dyrektor Dariusz Drzewiecki.
      Szef SPZOZ w Barcinie zapewnił jednocześnie, że nie tylko ten gabinet i nie tylko po dyżurze dermatologa, ale wszystkie poradnie w przychodni są dezynfekowane w zgodzie z przepisami. To, że ktoś nie widzi, żeby do jakiegoś gabinetu po skończonych wizytach była przyciągnięta ultrafioletowa lampa przenośna, wcale nie znaczy, że ten gabinet pod działaniem takiego światła nie jest odkażany. Otóż w większości gabinetów są zainstalowane na stałe tego typu lampy, a przenośna jest tylko jedna. Pacjenci w przychodni nie wiedzą i nie mają możliwości dostrzec, kiedy i gdzie jest przeprowadzana dezynfekcja. Lampy bowiem w danym gabinecie są włączane i wszyscy stamtąd muszą wyjść. Gabinet jest zamykany na kilka godzin. Świecące lampy do odkażania szkodzą nie tylko drobnoustrojom, ale są też niebezpieczne dla ludzi, którzy się znajdą w polu ich działania. Takie odkażanie trwa kilka godzin. Stosowanie tych lamp w określonych procedurach potwierdziła Alicja Wiczewska, przełożona pielęgniarek w SPZOZ i przewodnicząca komisji zdrowia i opieki społecznej Rady Miejskiej Barcina.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1047 (10/2012)

Reklama

     

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości