Reklama

Firmy nie ma - nieruchomość jest

Półtusze, czeki bez pokrycia - Kazetpol upadł. Licytacja przeprowadzona jedno pokolenie temu - nieudana. Nieruchomość jednak nadal istnieje i jest wynajmowana, choć nie ma komu dostarczyć nawet wezwania podatkowego. Ale trafiła kosa na kamień.

     Od kilku lat Tomasz Kwaśniewski systematycznie uzupełniał swoje stado koni. Równocześnie szukał w okolicach Barcina stałego miejsca, w którym mógłby stworzyć stajnię z boksami i padok, a z braku miejsca klacze i wałachy, które posiada, trzymał w rozproszeniu - w pomieszczeniach w rodzinnym gospodarstwie Tomasza Kwaśniewskiego w Barcinie Wsi, w stajniach kilku znajomych w okolicy.
     STAJNIA W GĘSIARNI
     Na początku 2011 r. uwagę hodowcy zwrócił budynek po dawnej gęsiarni w Józefince. Ponad dwadzieścia lat temu nieruchomość należała do majątku Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej Świt. Spółdzielnia ta w trakcie przełomu ustrojowego w Polsce przestała istnieć, a nieruchomość, którą kilkanaście miesięcy temu zainteresował się Tomasz Kwaśniewski, przeszła w posiadanie firmy transportowej Kazetpol, której właścicielem był Kazimierz P.
     Nieruchomość oprócz budynków gospodarczych tworzył także kilkurodzinny budynek mieszkalny. Od zamieszkałych tam lokatorów hodowca koni dowiedział się, że właścicielem nieruchomości pozostaje Kazimierz P., formalnie zameldowany w Józefince, mieszkający w Bydgoszczy i regularnie przyjeżdżający, by odbierać czynsz od lokatorów. Tomasz Kwaśniewski zdobył numer telefonu do niegdysiejszego dyrektora firmy Kazetpol. Po kilku próbach udało mu się wreszcie z nim skontaktować.
     BILET ZA 100 ZŁOTYCH
     Tomasz Kwaśniewski po kilkunastu miesiącach od tamtego dnia przyznaje, że już pierwszy kontakt z Kazimierzem P. powinni dać mu do myślenia. Zachowanie właściciela nieruchomości - jak się przedstawiał i przedstawia do dzisiaj Kazimierz P. - było według oceny Tomasza Kwaśniewskiego zastanawiające. - Powinienem był to wziąć za ostrzeżenie - mówi Tomasz Kwaśniewski. Otóż ten pasjonat koni przez telefon wyłuszczył w kilku słowach Kazimierzowi P., że jest zainteresowany wynajęciem czy też wydzierżawieniem pomieszczeń dla koni w Józefince i chciałby zobaczyć budynek potencjalnej stajni od wewnątrz. Kazimierz P. powiedział, że może przyjechać z Bydgoszczy, aby otworzyć budynek i pokazać nieruchomość, ale Tomasz Kwaśniewski ma mu zapłacić za bilet. - Oczywiście zapaliła mi się w tym momencie ostrzegawcza lampka w głowie, ale bardzo potrzebowałem tej nieruchomości - opowiada Tomasz Kwaśniewski. Dlatego powiedział Kazimierzowi P., że zapłaci za bilet z Bydgoszczy i powrotny. Przedstawiający się jako właściciel nieruchomości przyjechał o umówionej porze do Józefinki i pokazał Tomaszowi Kwaśniewskiemu posesję. Posesja spodobała się zainteresowanemu. Wyraził dodatkowo zainteresowanie wynajęciem za 500 zł miesięcznie mieszkania - jeden z lokali we wspomnianym budynku był wolny. Były w nim podłączone instalacje, choć lokal nadawał się do remontu.

Reklama

Sylwia Kołodziejczyk na zdjęciu minę ma wesołą, ale nie miała takiej, gdy została uwięziona w stajni, której wrota zamknięto na klucz fot. Karol Gapiński

     Tomasz Kwaśniewski w tamtym czasie nawiązał przez Internet kontakt z Sylwią Kołodziejczyk, wrocławianką, która zawodowo zajmuje się trenerką i ujeżdżaniem koni. Zgodziła się ona zająć klaczami i wałachami Tomasza Kwaśniewskiego, pod warunkiem, że będzie miała gdzie zamieszkać. Hodowca koni, który na co dzień obecnie mieszka w Piechcinie, bardzo się więc ucieszył z możliwości nie tylko pozyskania praw do stajni i pomieszczenia gospodarczego, ale także wynajęcia mieszkania. Kiedy Kazimierz P. na koniec spotkania stwierdził, że w ramach kosztów przyjazdu z Bydgoszczy żąda wypłacenia mu od razu kwoty 100 zł, Tomasz Kwaśniewski bardzo się zdziwił, bo za 100 zł to można pociągiem przemierzyć prawie całą Polskę, zaś z Bydgoszczy do Józefinki autobusem za 100 zł można by przejechać kilkanaście razy. Ostatecznie Kazimierz P. zgodził się jednak na rekompensatę w wysokości 50 zł. Stracił przecież nie tylko pieniądze na bilet, ale też czas. Inna sprawa, że zyskiwał możliwość stałych, dodatkowych dochodów, bo Tomasz Kwaśniewski zgodził się za wynajęcie samego mieszkania w Józefince płacić 500 zł miesięcznie.
     UMOWA UŻYCZENIA I USTNE ZOBOWIĄZANIA
     18 marca 2011 r. Kazimierz P. działając w imieniu przedsiębiorstwa Kazetpol i Tomasz Kwaśniewski zawarli umowę użyczenia. Uzgodniono w niej, że Tomaszowi Kwaśniewskiemu w zamian za uprzątnięcie i adaptację budynku na stajnię oraz terenu gospodarstwa udzielona zostanie bezterminowa zgoda na użytkowanie tej nieruchomości. Umowę podpisano w Urzędzie Miejskim w Barcinie z udziałem burmistrza gminy jako świadka.
     W umowie nie było nic wspomniane na temat wynajęcia mieszkania za 500 zł miesięcznie, kontrahenci ustalili to ustnie. Najpierw hodowca koni zapłacił - jak twierdzi - 1.500 zł z góry za 3 miesiące, następnie 500 zł i wreszcie za kolejne 3 miesiące 1.500 zł. Łącznie do rąk Kazimierza P. przekazał gotówkę w kwocie 3.500 zł, a za pomieszczenia gospodarcze czynszu nie płacił, gdyż na podstawie umowy z 18 marca ub.r. zostały one Tomaszowi Kwaśniewskiemu użyczone.
     Z początkiem wiosny 2011 r. hodowca zaczął porządkować budynek niegdysiejszej gęsiarni o powierzchni 840 m 2. W tamtym czasie najgorzej wyglądał dach. Część podbitki dachowej spadła, więc Tomasz Kwaśniewski wynajął kilku pracowników i całość podbitki została przez nich zdjęta. Wywiezione zostało jakieś 60-70 ton zdjętego materiału. Powstawiane zostały również szyby w oknach, bo wcześniej otwory okienne były zabite płytami pilśniowymi. Ponadto Tomasz Kwaśniewski załatał dach wstawiając w puste miejsca kilkanaście płyt eternitowych. Jak opowiada, na podwórzu posesji kilkanaście miesięcy temu było sporo gruzu. Gruz ten na zlecenie Tomasza Kwaśniewskiego, porządkującego teren posesji według umowy jej użyczenia, został wywieziony. Łącznie wywieziono 14 przyczep gruzu. Ponieważ po wywiezieniu starego gruzu na podwórzu powstał wykop, hodowca koni nawiózł w to miejsce ziemi. Wreszcie zaadaptował też pomieszczenia i zrobił tymczasowe boksy. Konie mogły tu teraz zamieszkać, więc je sprowadził. W czerwcu zapłacił za wynajmowane mieszkanie wspomnianą drugą transzę za trzy miesiące i do 10 września miał opłaconą możliwość korzystania z tego lokum. Przynajmniej tak sądził.
     W każdym razie wiosna i początek lata 2011 r. upływały na posesji w Józefince spokojnie. Tomasz Kwaśniewski bywał tam często, prawie codziennie. Konie odbywały treningi dosiadane przez trenerkę z Wrocławia. Kazimierz P. też bywał w Józefince u Tomasza Kwaśniewskiego. Kilka razy lokator zaprosił nawet właściciela na kawę.
     TRENERKA ZAMKNIĘTA W STAJNI
     Pewnego wieczoru na przełomie lipca i sierpnia Kazimierz P. przyjechał do Józefinki i zadzwonił do Tomasza Kwaśniewskiego z żądaniem natychmiastowego spotkania. Hodowca przyjechał na miejsce. Ku swojemu zdziwieniu usłyszał od właściciela, że ma do następnego dnia do 2000 przywieźć mu do Bydgoszczy 5.600 zł, bo Kazimierz P. - jak powiedział - ma potencjalnych kontrahentów i potrzebuje tych pieniędzy natychmiast. Bliżej nie określił szczegółów interesu, który zamierzał jakoby zrobić. W każdym razie Tomasz Kwaśniewski stwierdził, że pół roku już mieszka w Józefince, mieszkanie ma z góry opłacone, więc skąd nagle taka duża i akurat taka, a nie inna kwota żądań? Z czego to wynika? Kazimierz P. nie wyjaśnił. Wkrótce na telefon Tomasza Kwaśniewskiego zaczęły przychodzić od Kazimierza P. SMS-y z zapowiedziami, że hodowca i jego konie z Józefinki zostaną wyrzuceni.
     19 sierpnia Kazimierz P. pozamykał pomieszczenia gospodarcze użyczone Tomaszowi Kwaśniewskiemu, w tym stajnię razem z końmi. Tylko jedna klacz była w terenie na treningu z Sylwią Kołodziejczyk. - Ponieważ zbliżała się burza, chciałam wprowadzić konia do stajni. Zwierzę bało się. Pan Kazimierz otworzył wrota i wpuścił mnie z koniem. Kiedy przekroczyłam drzwi stajni, zamknął je z powrotem na klucz. Byłam uwięziona z końmi - opowiada Sylwia Kołodziejczyk. Na szczęście miała przy sobie telefon komórkowy, więc zadzwoniła ze stajni w Józefince do Tomasza Kwaśniewskiego.
     Właściciel koni zaraz ruszył w drogę do Józefinki. W międzyczasie poprosił dyżurnego Komendy Powiatowej Policji w Żninie o asystę jakiegoś funkcjonariusza przy wyjaśnianiu sprawy i uwalnianiu uwięzionej w stajni trenerki. Na miejsce przybył dzielnicowy Krzysztof Ziętek, ale Sylwia Kołodziejczyk była już uwolniona i policjant wkrótce odjechał. Tego wieczoru Kazimierz P. odciął prąd i wodę w stajni. Ażeby napoić konie Tomasz Kwaśniewski nosił wodę wiadrami od innego mieszkańca tej posesji. Potem podłączył wąż i tak dostarczał zwierzętom niezbędną w upalne dni wodę.
     19 sierpnia Kazimierz P. nakazał Tomaszowi Kwaśniewskiemu opuszczenie nieruchomości do 31 sierpnia i wypłacenie właścicielowi kwoty 10.000 zł tytułem zadośćuczynienia. Tymczasem Tomasz Kwaśniewski w umowie użyczenia z 18 marca 2011 r. nie odnalazł żadnego zapisu o zadośćuczynieniu, a poza tym umowa ta gwarantowała półroczny okres wypowiedzenia.
     ŹREBNA KLACZ W HOTELU DLA KONI
     - 22 sierpnia pan P. raz jeszcze zażądał ode mnie natychmiastowego opuszczenia budynku stajni i budynku gospodarczego. Zamknął mi wejście na podwórko, stajnię, a także garaż, w którym była bryczka, siodło, uprzęże i inny sprzęt jeździecki oraz rzeczy, które ja przechowywałem na prośbę znajomego, więc tak naprawdę nie moje - mówi Tomasz Kwaśniewski.
     Kazimierz P. złożył zawiadomienie na policji, w którym poinformował, że na posesji w Józefince zniszczone zostało przez Tomasza Kwaśniewskiego mienie. Straty oszacował na 10.000 zł. Tego dnia hodowca koni opuścił mieszkanie w Józefince. Wkrótce znalazł też posesję w pobliskiej Kani, gdzie przedtem znajdowała się ferma strusi. Znalazło się też tutaj małe mieszkanko dla Sylwii Kołodziejczyk. Tylko wcześniej źrebna klacz musiała zostać ulokowana w hotelu dla koni, gdzie przebywa do dzisiaj z urodzonym już źrebakiem. Matka ze źrebięciem nie mogła od początku zamieszkać w Kani, gdyż nie było tam odpowiedniego boksu. Dawne pomieszczenie dla strusi trzeba było najpierw zaadaptować na potrzeby koni. O ile dość szybko udało się je dostosować dla starszych klaczy, o tyle przygotowanie miejsca dla klaczy ze źrebakiem wymagało dłuższego czasu.
     Już 12 września Kazimierz P. przysłał Tomaszowi Kwaśniewskiemu pismo, w którym żądał za swoje straty - jak pisał - 22.000 zadośćuczynienia. Nie wiadomo, na jakiej podstawie naliczał akurat taką, a nie inną wysokość. Żadnego sądowego nakazu zapłaty, co podkreśla Tomasz Kwaśniewski, nie było. Tymczasem teraz Kazimierz P. żąda już 43.000 zł, gdyż pisma ze swoimi stanowiskami obydwaj panowie wymieniają do dzisiaj (Tomasz Kwaśniewski wysyła je na adres kontraktowy Kazimierza P. do Bydgoszczy).
     FIRMA, KTÓRA UPADŁA POKOLENIE TEMU
     Kiedy tylko żądania pieniędzy niewynikające z umowy użyczenia ze strony Kazimierza P. się pojawiły, Tomasz Kwaśniewski postanowił sprawdzić przeszłość właściciela posesji w Józefince. I wtedy okazało się, że tak naprawdę Kazimierz P. w ogóle nie jest właścicielem tej posesji. Hodowca koni od 18 marca ub.r. użytkował mienie firmy Kazetpol, która... nie istnieje.
     W Sądzie Gospodarczym w Bydgoszczy Tomasz Kwaśniewski odnalazł dokumenty, z których wynika, że przedsiębiorstwo Kazetpol, w imieniu którego Kazimierz P. zawarł z hodowcą koni umowę użyczenia przestało istnieć 20 lat temu. Z dokumentów wynika, że przedsiębiorstwo to od spółdzielni Świt w Józefince nabyło w 1990 r. nieruchomość o powierzchni 2,5 ha za kwotę równą dzisiejszym 56.000 zł (w przeliczeniu po denominacji, która miała miejsce w połowie lat dziewięćdziesiątych). Z akt sądowych wynika, że firma od początku miała duże problemy. Była to firma trudniąca się handlem półtuszami. W 1992 r., jak ustalił Tomasz Kwaśniewski, na nieruchomości w Józefince została ustanowiona hipoteka kaucyjna w wysokości 500.000 dzisiejszych złotych. Sąd Gospodarczy na wniosek ówczesnego Banku Gdańskiego wszczął postępowanie upadłościowe przedsiębiorstwa Kazetpol. Powodem były zaległości względem Banku Gdańskiego spowodowane wystawianiem czeków bez pokrycia.
     W 1998 r. zakończone zostało postępowanie upadłościowe firmy Kazetpol, a nieruchomość w Józefince po zlicytowaniu miała pokryć część zobowiązań firmy Kazetpol. Również w 1998 r. ustanowiona została na tej nieruchomości hipoteka przymusowa na rzecz ZUS w związku z niezapłaconymi składkami ubezpieczeniowymi w wysokości 136.000 zł. Jednak firma Kazetpol miała zdecydowanie więcej wierzycieli, niż tylko bank i ZUS - między innymi posiadaczy czeków bez pokrycia. Wierzycielem jest też gmina Barcin, bo przez lata nie otrzymuje za nieruchomość w Józefince należnego podatku. Sołtys Józefinki Katarzyna Przybylska w rozmowie z nami przyznała, że i w tym roku podjęła próbę dostarczenia decyzji o wymiarze podatków Kazimierzowi P., ale bezskutecznie. Nikogo pod jego adresem zameldowania w Józefince nie zastała, więc zwróciła decyzję podatkową do ratusza w Barcinie.
     Firma upadła, ale Kazimierz P. nadal dysponuje nieruchomością. Konkretnie dysponuje tylko, jeśli chodzi o zawieranie umów najmu czy też użyczenia i notuje z tego tytułu wpływy. Natomiast wydatków, np. jeśli chodzi o zobowiązania podatkowe - nie ponosi. W Józefince pojawia się jedynie po czynsz od lokatorów.
     Wobec faktu zakończenia przed 14 laty postępowania upadłościowego firmy Kazetpol, obecnie nieruchomość w Józefince należy do nieistniejącego przedsiębiorstwa pod tą nazwą i Kazimierz P. - według Tomasza Kwaśniewskiego - w ogóle nie miał prawa występować w imieniu tej firmy podczas zawierania umowy użyczenia. W sumie, jak wyliczył na podstawie akt sądowych hodowca koni, firma Kazetpol ma zobowiązania na kwotę około 3.000.000 zł. Widać więc, że nieruchomość w Józefince mogłaby pokryć tylko maleńki ułamek zobowiązań. Po zakończeniu postępowania upadłościowego była podjęta próba zlicytowania nieruchomości przez pierwszego w kolejce wierzyciela, który miał zresztą pierwszy ustanowione prawa do hipoteki. Licytacja była bezskuteczna. Nikt nie był zainteresowany nabyciem nieruchomości na poczet długu upadłego Kazetpolu.
     ŚWIĘTE PRAWO WŁASNOŚCI
     Udało nam się skontaktować z Kazimierzem P. i zapewnił on nas, że posiada prawo własności do nieruchomości w Józefince i to, że ciąży na niej hipoteka, żadnego faktu nie zmienia. - Hipoteki to jedno, a prawo własności to drugie - mówi Kazimierz P.
     Kazimierz P. w swoich pismach z żądaniem od Tomasza Kwaśniewskiego zadośćuczynienia podkreśla, że poniósł straty w wyniku działalności użytkującego nieruchomość. Straty te miały polegać na wywiezieniu gruzu z podwórza. - Pan Kwaśniewski wywiózł mi około 100 ton gruzu, a biorąc pod uwagę, że 1 tona kosztuje jakieś 50-60 zł, to moje straty z tego wynikające są dość istotne - uważa Kazimierz P. (według Tomasza Kwaśniewskiego to nie straty, a wręcz przeciwnie - zyski wynikające z uporządkowania terenu).
     Były dyrektor byłej firmy, będącej niegdyś właścicielem nieruchomości twierdzi, że poprzez przetrzymywanie sprzętów jeździeckich Tomasza Kwaśniewskiego w garażu w Józefince ponosi cały czas straty i je również dolicza do łącznej kwoty zadośćuczynienia, którego żąda.
     ANI ŚWIĘTE, ANI WŁASNOŚCI
     Tomasz Kwaśniewski spełnienia tych żądań odmówił. Po potwierdzeniu w Sądzie Gospodarczym w Bydgoszczy, że nieruchomość w Józefince należy do nieistniejącej od 20 lat firmy, która ma prawie 3.000.000 zł długów, hodowca koni na adres korespondencyjny Kazimierza P. wysłał własne pismo. Stwierdził, że skoro właścicielem nieruchomości jest nieistniejąca firma, to Kazimierz P. nie ma żadnego tytułu prawnego do dysponowania tą nieruchomością. - Na podstawie artykułu 496 kodeksu cywilnego w związku z niewywiązaniem się z umowy z 18 marca 2011 r., od 2 kwietnia 2012 r. skorzystałem z prawa zatrzymania nieruchomości w Józefince jako zabezpieczenia na poczet roszczeń wynikających z niedotrzymania umowy. Moje straty wynikające z niedotrzymania warunków umowy użyczenia wynikają z konieczności wynajęcia innej posesji dla koni i opłacania comiesięcznego czynszu jej właścicielowi oraz opłacaniu pobytu klaczy i źrebaka w hotelu dla koni. Musiałem tę klacz tam umieścić, bo Kazimierz P. ponad pół roku temu zaczął grozić, że ją wypuści - powiedział nam Tomasz Kwaśniewski w Wielki Piątek.
     - Artykułem 496 kodeksu cywilnego pan Tomasz Kwaśniewski może sobie szermować z innymi swoimi adwersarzami - odpowiada Kazimierz P.
     WIELKI PIĄTEK W JÓZEFINCE
     W miniony piątek Tomasz Kwaśniewski pojechał samochodem z przyczepką do Józefinki. Zabrał też ze sobą jako świadków Sylwię Kołodziejczyk oraz żonę. Podważając gwóźdź dokonali otwarcia wrót do garażu, w którym zamknięte były bryczka i sprzęty jeździeckie należące do hodowcy oraz rzeczy, które jego znajomy dał mu na przechowanie. Jeden z byłych sąsiadów, lokator Kazimierza P. widząc, co się dzieje, zapowiedział, że zaraz zadzwoni na policję, po czym zniknął. Jednak to Tomasz Kwaśniewski na policję zadzwonił sam, konkretnie do dyżurnego KPP w Żninie. Poinformował dyżurnego, że dzwoni, by tylko zasygnalizować, że skorzystał z artykułu 496 kodeksu cywilnego i zabiera swoje rzeczy z garażu. W ten sposób chciał uprzedzić ewentualne działania policji pod kątem zapobieżenia włamaniu, gdyby takowe zgłosił odgrażający się były sąsiad z Józefinki. Policja jednak nie przyjechała. Bryczka, siodło, uprzęże i inne akcesoria jeździeckie zostały wyprowadzone z garażu, a jego drzwi na powrót zabezpieczone gwoździem. Dodatkowo Tomasz Kwaśniewski zadzwonił po panią sołtys, aby ta zlustrowała na wszelki wypadek to, co zostało wyciągnięte z garażu. Katarzyna Przybylska spełniła prośbę Tomasza Kwaśniewskiego i zanotowała w pamięci listę rzeczy, które zabrał on z garażu. Hodowca załadował cały majdan na przyczepkę, podczepił też bryczkę i zawiózł wszystko na teren obecnie wynajmowanej posesji w Kani.
     - Prawo własności nieruchomości to jedna rzecz. Ja twierdzę, że je posiadam, on - że takowego nie mam. Jednak tak czy siak, nie miał według mnie podstaw do włamywania się na posesję, która nie jest jego. Nawet jeśli zabrał stamtąd tylko swoje rzeczy, to dokonał włamania i ja już telefonicznie zastępcę komendanta komisariatu policji w Barcinie o tym powiadomiłem. Teraz jestem w Polsce w związku ze świętami wielkanocnymi, ale w najbliższą środę (miało to być wczoraj, 11 kwietnia - przypis kg) będę osobiście w Barcinie i wówczas zgłoszę to przestępstwo już oficjalnie i potwierdzę podpisem. Nadal twierdzę, że pan Tomasz Kwaśniewski naraził mnie na szkody. Do dzisiaj nie zdał mi budynku, który użytkował jako stajnię, a notorycznie uchyla się od płatności już od sierpnia. Co do jego pisma, że od 2 kwietnia zajmuje nieruchomość na poczet swoich jakoby strat, na podstawie artykułu 496 kodeksu cywilnego, to jeszcze tego pisma nie otrzymałem. Gdy je otrzymam, to się ustosunkuję - powiedział nam Kazimierz P. Dodajmy, że wciąż domaga się on przed Sądem Rejonowym w Szubinie zapłaty od Tomasz Kwaśniewskiego tytułem zadośćuczynienia. Tomasz Kwaśniewski twierdzi, że żadnych zobowiązań nie ma.
     MOŻLIWA KOLEJNA LICYTACJA
     Niewykluczone, że Bank Millennium jako następca BIG Banku Gdańskiego może podjąć kolejną próbę zlicytowania tej nieruchomości - to on był bowiem pierwszym w kolejce beneficjentem po nałożeniu hipoteki na nieruchomość należącą do dzisiaj nieistniejącej firmy Kazetpol. Taka operacja pozwoliłaby na określenie nowego właściciela, który miałby pełnię praw do nieruchomości.

Reklama

Karol Gapiński
Pałuki nr 1052 (15/2012)

 

 

Inne teksty na ten temat:

Na Józefinkę, na związek, na ślub, na pożyczkę

Trzy i pół roku za oszustwa na Józefinkę

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/07/2025 13:53
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości