Świadek: - Mógłbym przekręcić nazwisko, ale pomylić osobę - nigdy
Funkcjonariusz UB: - Jestem Bogu ducha winien
Do Rejonowego Sądu w Szubinie powróciła rozpatrzona na początku ubiegłego roku sprawa Stanisława T., byłego funkcjonariusza Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Szubinie. 12 stycznia na pierwszym posiedzeniu sądu pojawił się nowy wątek w tej sprawie.
Stanisław T. oskarżony z art. 246 kk, na początku ubiegłego roku był sądzony z powództwa Instytutu Pamięci Narodowej w Bydgoszczy za to, że uczestniczył w przesłuchiwaniu i znęcaniu się fizycznym i psychicznym nad aresztowanym Stanisławem Jackiewiczem, wobec którego w szubińskim UB prowadzone było w latach 1952-1953 śledztwo za przynależność do Związku Młodzieży Antykomunistycznej. 28 lutego 2003 roku na rozprawie, którą prowadziła sędzina Ewa Sozańska, sąd uznał Stanisława T. winnym przedstawionego mu zarzutu i wymierzył karę pozbawienia wolności na jeden rok i sześć miesięcy w zawieszeniu na okres czterech lat. Ponadto wtedy zasądzona została kara grzywny w wysokości 3.000 zł (o sprawie szczegółowo pisaliśmy na łamach Pałuk w numerze 2 z 16 stycznia i 6 z 13 lutego oraz 10 z 13 marca ubiegłego roku.) Od otrzymanego wyroku Stanisław T. odwołał się do sądu wyższej instancji w Bydgoszczy, w wyniku czego sprawa wróciła na wokandę Sądu Rejogołifego w Szubinie i proces toczy się niejako od nowa.
12 stycznia br. na wstępie posiedzenia sąd rozpatrzył wniosek oskarżonego Stanisława T., zawierający prośbę, aby sprawa skierowana została do Rejonowego Sądu w Bydgoszczy, gdzie od 1982 roku mieszka pan T. Sąd odrzucił ten wniosek uzasadniając, że sprawa mogłaby zostać przekazana do Bydgoszczy, gdyby większość świadków była mieszkańcami Bydgoszczy.
BITY I SKAZANY
Stanisław Jackiewicz liczy obecnie 71 lat. Od 1962 roku mieszka w Szubinie. Jako dziecko ze swoimi rodzicami po II wojnie światowej został wysiedlony z Kresów Wschodnich. Wraz z rodziną zamieszkał wtedy w Kornelinie. W momencie aresztowania, które miało miejsce w kwietniu 1952 roku, miał ukończone 18 lat i był uczniem Technikum Elektrycznego w Bydgoszczy. - Organizacja, do której należałem działała na terenie powiatu szubińskiego i zajmowała się zwalczaniem komunizmu. Aresztowany przez Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego najpierw byłem przetrzymywany przez kilka tygodni w Bydgoszczy, gdzie byłem szykanowany i bity, a później zostałem przewieziony do aresztu w Szubinie, gdzie także znęcano się nade mną w okrutny sposób, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Śledztwo w mojej sprawie trwało rok, potem zostałem osądzony i skazany na 6 lat więzienia - mówił podczas rozprawy Stanisław Jackiewicz.
MOJE NAZWISKO ZOSTAŁO POMYLONE Stanisław T.
Któremu w sądzie towarzyszył obrońca, podtrzymał swoje wcześniejsze zeznania i nie przyznał się do postawionego mu w akcie oskarżenia zarzutu, że wraz z Tadeuszem Mordzakiem asystował Edwardowi Smoczyńskiemu w przesłuchiwaniu i znęcaniu się fizycznym nad Stanisławem Jackiewiczem w areszcie śledczym w Szubinie. Oświadczył, że nie zna Stanisława Jackiewicza. Powiedział, iż do pracy w szubińskim UB został skierowany prosto z wojska. W Urzędzie tym pracował jako młodszy referent od 1948 do 1954 roku. Z pracy tej zrezygnował z powodów rodzinnych. - Czy miał pan kontakt ze Stanisławem Jackiewiczem? - pytała prowadząca rozprawę sędzia Ewa Strzelecka. - Tego mężczyzny nie widziałem na oczy. Jako pracownik UB nie miałem nic wspólnego z młodzieżą. Pracowałem jako wywiadowca i zajmowałem się łapaniem bandytów i złodziei. Nie brałem udziału w przesłuchiwaniu Stanisława Jackiewicza. Po raz pierwszy zobaczyłem go podczas konfrontacji w Instytucie Pamięci w Bydgoszczy. Jestem Bogu ducha winien - mówił przed sądem oskarżony. - Czy kiedykolwiek podczas pracy w UB zdarzyło się, że brał pan udział w przesłuchaniach? - padło następne pytanie ze strony sądu. -Podczas mojej pracy w UB nie było takiego przypadku, abym uczestniczył w przesłuchaniach. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego Stanisław Jackiewicz mnie rozpoznał. Wszystkie przesłuchania prowadzili śledczy. Ja w wydziale śledczym nie pracowałem. Przez ten czas, kiedy pracowałem, to żaden ze śledczych nie wydawał mi poleceń. Moimi przełożonymi byli Hryńczystyn, Lange i Michalak. Oni już nie żyją. Nie wiem, czy z pozostałych pracowników ktoś jeszcze żyje - mówił, odpowiadając na pytania sądu. - Nie słyszałem też, aby Edward Smoczyński stosował niedozwolone metody podczas przesłuchań - dodał.
Stanisław T. odpowiadał także na pytania zadane mu przez Stanisława Jackiewicza, który występował podczas rozprawy nie tylko jako świadek, ale również jako oskarżyciel posiłkowy. - Za co pan otrzymał stopień oficerski? - pytał Stanisław Jackiewicz. - Mam stopień podporucznika. Z wojska wyszedłem w stopniu plutonowego. Później na ćwiczeniach w wojsku miałem stopień chorążego. Stopień oficerski otrzymałem, jak już dawno było po sprawie pana Jackiewicza - mówił. - Kim byli bandyci, których pan ścigał? - pytał jeszcze pan Jackiewicz. - To byli głównie złodzieje, którzy napadali i grabili. Ja się w ogóle nie zajmowałem sprawami politycznymi - zapewniał. - Uważam, że Stanisław Jackiewicz pomylił mnie z Janem Trawińskim, który pracował w wydziale śledczym w UB w.Szubinie w łatach 1951-1953. Na pewno moje nazwisko w tej sprawie zostało pomylone. To Jan Trawiński pracował w areszcie śledczym. Zamieszkiwał w Szubinie przy ul. NakieIskiej. Należałoby to sprawdzić - wnosił oskarżony. Nazwisko oskarżonego różni się jedną spółgłoską od nazwiska "Trawiński" - przyp. red.
PRZEKRĘCIĆ NAZWISKO - TAK, ALE POMYLIĆ OSOBĘ - NIGDY
Świadek Stanisław Jackiewicz podtrzymując przed sądem swoje wcześniejsze zeznania, ustosunkował się również do nowego aspektu tej sprawy, dotyczącego możliwości pomylenia nazwisk i osób. - Nic nie wiem o tym, że w szubińskim UB pracował Jan Trawiński. Mógłbym przekręcić nazwisko, ale pomylić osobę Stanisława T. - nigdy. Oskarżonego Stanisława T. widywałem w Szubinie w latach 60. Mieszkał w Szubinie. Widziałem go wiele razy. Po pięćdziesięciu latach rozpoznałem go na zdjęciu w Instytucie Pamięci Narodowej w Bydgoszczy. Rozpoznałem także jego osobę. To ta sama osoba, która uczestniczyła w przesłuchiwaniu mnie - mówił Stanisław Jackiewicz, przedstawiając zdarzenie .sprzed ponad 50. lat - Na przesłuchanie wezwał mnie Edward Smoczyński. W tym przesłuchaniu oprócz Edwarda Smoczyńskiego uczestniczyli Tadeusz Mordzak, który doprowadził mnie na przesłuchanie i obecny tu w sądzie Stanisław T. W czasie przesłuchania nie chciałem odpowiadać na wszystkie pytania. Wtedy Edward Smoczyński kazał mi zdjąć buty, położyć się twarzą do podłogi i nogi zgiąć w kolanach. Miał gumowy pasek klinowy. 1 tym pasem bił mnie po bosych stopach tak długo, aż się zmęczył. Słyszałem swój krzyk i czułem potworny ból w głowie. Stanisław T. i Tadeusz Mordzak podczas tego przesłuchania nie odzywali się, patrzyli, asystowali, w razie potrzeby mieli służyć Edwardowi Smoczyńskiemu pomocą. Jestem w 100 procentach pewien, że obecny tu w sądzie Stanisław T. to ta sama osoba, która uczestniczyła w tym przesłuchaniu - zeznawał Stanisław Jackiewicz. Odpowiadając na szczegółowe pytania sądu wyjaśnił, że to przesłuchanie miało miejsce w areszcie UB przy ul. Kościuszki pod koniec lipca albo na początku sierpnia w 1952 roku. Pokój był nieduży, gdzieś 4 m na 3 m. Edward Smoczyński przesłuchiwał go kilka razy. Prowadzącym śledztwo był śledczy ze Żnina. Stanisław T. uczestniczył w tym jednym przesłuchaniu. - Czy oskarżony groził panu? Czy funkcjonariusze porozumiewali się między sobą? -pytał dalej sąd. - Nie pamiętam, czy Edward Smoczyński podczas przesłuchania mówił coś do Stanisława T. Jak przez mgłę przypominam sobie, że przesłuchanie było protokołowane i na pewno na maszynie pisała kobieta. Był to ktoś z obsługi, jakaś sekretarka. Stanisław T. nie mówił nic. Tylko się przyglądał - odpowiedział świadek.
WIEM, KTO ZACZYNAŁ BICIE, ALE KTO KOŃCZYŁ, NIE WIEM
Pytania zadawał również świadkowi Stanisławowi Jackiewiczowi prokurator Mieczysław Góra, oskarżyciel z ramienia Instytutu Pamięci Narodowej.
- Czy w tym pokoju, do którego doprowadził pana na przesłuchanie Tadeusz Mordzak, był już Stanisław T. ?
- Wydaje mi się, że już był, ale nie pamiętam dokładnie - padła odpowiedź. - Gdzie stal oskarżony w momencie, kiedy pan był bity? - pytał dalej prokurator. - Leżałem na brzuchu, zwrócony twarzą w stronę okna. Przy nogach stał Stanisław T. i Tadeusz Mordzak. - Jak blisko siebie stali: Smoczyński, T. i Mordzak? -Stali bardzo blisko siebie. - Czy mógł pan postrzegać jakieś rozmowy, czy też jakieś zachowanie funkcjonariuszy podczas bicia pana? - zapytał jeszcze oskarżyciel. - Byłem w szoku z powodu bólu. Wiem, że bicie rozpoczynał Edward Smoczyński, ale czy on kończył, to nie wiem. Z sali przesłuchań pomagał mi wyjść Tadeusz Mordzak. Byłem wleczony do celi, nie mogłem chodzić. Skutki tych obrażeń odczuwam do dziś. Przy większym stresie odczuwam ból kręgosłupa i bezwład nóg - mówił Stanisław Jackiewicz, odpowiadając na pytania prokuratora.
OPINIA BIEGŁEGO
Podczas rozprawy lekarz med. Marian Geppert, biegły sądowy, podtrzymał swoją opinię wydaną na zlecenie IPN jia podstawie protokołu wcześniejszych zeznań Stanisława Jackiewicza. Biegły Marian Geppert
uznał, że w wyniku bicia po podeszwach stóp pokrzywdzony doznał obrażeń naczyń krwionośnych podskórnych, nie naruszających ciągłości skóry, ani też ciągłości tkanki podskórnej. Były to krwiaki, obrażenia bardzo bolesne, uniemożliwiające chodzenie przez kilka dni, kwalifikujące się jako naruszenie czynności ciała na okres 7 dni.
ZESPÓŁ DO BICIA
Stanisław Jackiewicz składając zeznania przed sądem, wymienił kilka nazwisk osób, które tak samo jak on były. bite podczas przesłuchań w areszcie szubińskim. - W tym samym czasie co ja w areszcie przebywał Franciszek Majchrzak, przedwojenny oficer, żołnierz Armii Krajowej działającej w sołeckich lasach. Był bity, wiem to na pewno, bo ja jako osiemnastoletni chłopiec donosiłem mu potem jedzenie ze stołówki do celi, w której razem przebywaliśmy. Słyszałem, jak był bity, słyszałem uderzenia i jęki. Pytałem pana Majchrzaka, kto go bil, powiedział, że Edward Smoczyński i Stanisław T. 2 tygodnie leżał w łóżku, zapomniał chodzić. W tym samym czasie co Majchrzak okropnie torturowany był Witold Marchlewski. On także długo nie chodził i leżał w łóżku. Oprócz nich także maltretowani byli Rajmund Błaszkiewicz i Wojciech Konwiński. Następną ofiarą był kolega z mojej organizacji Janowski, z którym również miałem kontakty w areszcie. Mówił, że Stanisław T. uczestniczył przy biciu go Znam jeszcze kilka innych nazwisk osób, nad którymi znęcano się podczas przesłuchań, ale nie wiem czy w tych przesłuchaniach uczestniczył Stanisław T. Prawdopodobnie żyje jeszcze szef szubińskiego UB, który działał w latach 40. o nazwisku Kamiński względnie Kańczugowski, bo tych nazwisk używał. Podobno jest lekarzem psychiatrą i mieszka w Poznaniu. Wiem o tym, bo za niego wyszła za maż mieszkanka Szubina - mówi w sądzie Stanisław Jackiewicz.
DZIAŁANIA
Prowadząca rozprawę sędzia Ewa Strzelecka poinformowała, że są spróbuje sprawdzić osobę protokołującą zeznania i przełożonych Stanisława T. Na co oskarżyciel Mieczysław Góra stwierdził przed sądem, że były już sprawdzone wszystkie osoby przewijające się w tej sprawie. - w przesłuchaniu brało udział 3 funkcjonariuszy , dwóch z nich, Edward Smoczyński i Tadeusz Mordziak już nie żyje . Jeśli chodzi o kobietę protokolantkę protokół przesłuchania, to nic z tego dla sprawy nie wyniknie, bo nie ma protokołów przesłuchań i nie zachowały się sprawy personalne nie wiadomo, czy ktoś na tym stanowisku pracował. Nie ma na ten temat informacji - powiedział Mieczysław Góra. - Sąd podejmie działania wyjaśniające w sprawie choroby Jana Trawińskiego - poinformowała sędzia Ewa Strzelecka , zamykając rozprawę. Następne posiedzenie sądu w tej sprawie odbędzie się 23 lutego o 10.00.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze