W piątkowe popołudnie 24 września na żnińskim placu Wolności spotkały się cztery pokolenia absolwentów szkoły. Byli i Ci, którzy maturę uzyskali jeszcze przed wojną, jak i Ci, którzy stali się dorosłymi w tym roku. Jakże różne okresy, w których pobierali naukę w żnińskiej "budzie" lub jak kto woli "gamai"! Dla większości przybyłych czas zaznaczył na twarzy swoje piętno. Z tym większą dozą ciekawości poszukiwali swoich sprzed lat. A i spotkania z przybyłymi na uroczystość uczącymi wtedy profesorami (dziś emerytami) musiały wstrząsnąć do głębi serca wieloma spośród nas.

Maria Pawlak (z domu Zdrojewska) uczyła geografii i astronomii w latach 1962-85) fot. Wincenty Suchański
Trzy budynki szkoły
W latach 1960-1964 byłem uczniem żnińskiego liceum - wtedy jedynej szkoły średniej na terenie miasta. Wydaje się, że było to tak niedawno, jakby wczoraj. Przydzielono mnie do liczącej 45 uczniów klasy VIII b. Klasy ósme miały swoją siedzibę w nieistniejącym dziś drewnianym, koloru zielonego, baraku stojącym wtedy na miejscu obecnego skrzydła budynku szkoły w kierunku jeziora. Barak sąsiadował z nieistniejącym też dziś budynkiem, w którym mieszkał pierwszy po dyrektorze - woźny Rościszewski. Budynek główny Liceum z czerwonej cegły (dzisiaj internat) był siedzibą dyrekcji szkoły i pomieszczeniem dla starszych klas. Jedynie dom nauczycielski i zbudowana w okresie międzywojennym sala gimnastyczna nie zmieniła swojego przeznaczenia (były wtedy łukowatego kształtu większe okna). Kiedy w 1961 r. zapadła ostateczna decyzja rozbudowy żnińskiego liceum wspomniany barak przeniesiono w planty za dzisiejszym parkingiem przy ulicy Sienkiewicza a budynek p. Rościszewskiego rozebrano, aby mogły w tym miejscu stanąć obiekty dzisiejszego liceum. My, uczniowie wtedy skorzystaliśmy, gdyż droga przejścia profesorów do baraku znacznie się wydłużyła, a odpowiednie wystawione czujki na skraju plant (dzisiaj płatne WC) sygnalizowały ich nadejście.
Po ukończeniu IX klasy miałem liczącą się jeszcze małą maturę. Będąc w X klasie awansowaliśmy do czerwonego budynku na II piętro. Na początku nowego roku szkolnego 1963/64 oddano z należną pompą do użytku dzisiejszy budynek liceum, w którym miałem możliwość się uczyć będąc w ostatniej, XI klasie.
Profesorowie
Liceum dyrektorował od kilkunastu lat Hieronim Gramlewicz. Było kilku profesorów (nauczycieli) generacji przedwojennej (przede wszystkim p. Stanisław Synak, p. Łucja Abramowicz, p. Wiktoria Szczurowska, p. Marian Gawełda), jak i tych, którzy w arkana sztuki pedagogicznej weszli po wojnie (p. Józef Kowalski, p. Tadeusz Talarczyk, małżeństwo Zofia i Janusz Księscy, p. Bogusław Bukowski, p. Rajmund Muszarski, p. Anna Marciniak, p. Józef Siódmiak, małżeństwo Maria i Leonard Pawlakowie, p. Jan Piróg). Profesorowie byli z jednej strony bardzo wymagający, z drugiej życzliwi dla uczniów i wychowanków. Dawało się jednak odczuć duży dystans. Na pierwszym miejscu stawiano naukę, prestiż profesora był znaczący. Niektórzy z profesorów spędzali wieczory w kawiarni "Basztowa". Niepospolitą osobą był profesor Synak. Jego długie wieczorne spacery po mieście i w kierunku na Rydlewo budziły respekt wśród uczniów. Spotkanie o późnej porze, oko w oko kończyło się z reguły dnia następnego odpytywaniem.

Zofia Księska (z domu Derech) uczyła języka polskiego w latach 1962-1968), Janusz Księski - w latach 1953-1964)
fot. Dominik Księski
Uczniowie
Zdawali sobie sprawę z wysokich wymagań naukowych jakie stawiała szkoła średnia. Uczniów obowiązywało jednolite umundurowanie szkolne - młodzieńców granatowe ubranie, dziewczęta granatowy fartuszek szkolny z białym kołnierzykiem. Motywowano to m. in. zasadami demokracji, zrównano w szkole uczniów pod względem stopnia zamożności rodziców. Obowiązywała na odzieniu szkolnym i zewnętrznym tarcza szkolna skrupulatnie kontrolowana każdego dnia przed wejściem do szkoły. Na wstęp do kina "Pałuczanin" obowiązywała legitymacja szkolna, odpowiednia kategoria wiekowa i tylko pierwszy seans. Drugi seans był tylko dla dorosłych. Od czasu do czasu wszystkie miejsca publiczne kontrolowane były przez tzw. trójki klasowe rodziców wraz z wyznaczonym profesorem. Obowiązywał zakaz przesiadywania młodzieży w kawiarni. A tak w ogóle to można było przebywać uczniowie poza domem zimą do 2000, latem do 2100. Zabaw szkolnych było niewiele - góra 2-3 w ciągu roku i to pod troskliwą opieką profesorów i rodziców. Modne były w niektórych grupkach towarzyskich prywatki.
W lepszej nieco sytuacji była młodzież szkolna ucząca się poza Żninem (np. w Bydgoszczy, Inowrocławiu), która - głównie w sobotę - spotykała się w klubie ZMS "Polinezja" przy ul. Śniadeckich. Niezatarte wrażenia pozostawiła tradycyjna studniówka (w celu jej przedłużenia dyrektor podrzucany był przez młodzież pod sufit sali gimnastycznej), a przede wszystkim do białego rana bal maturalny połączony z rozdaniem świadectw dojrzałości.
Organizacjami wiodącymi w szkole był przede wszystkim ZMS i ZHP. Ci co należeli do harcerstwa mieli możliwość wyjazdu na modną wówczas akcję letnią BANJO do Funki koło Chojnic. Od czasu do czasu organizowane były wycieczki szkolne do teatru w Bydgoszczy a w okresie letnim dla chętnych obozy PW w Toruniu (po klasie X) i obozy wędrowne. Brałem udział w udanym obozie wędrownym z profesorami Bukowskim i Pawlakiem po Górach Świętokrzyskich (sierpień 1963). O wyjazdach za granicę nie było wówczas mowy.
Byli też i tacy wśród uczniów Liceum, którzy ulegli nałogom palenia i picia. Groziła im w razie wpadki bardzo surowa kara - potępienie na apelu szkolnym, przeniesienie do innej szkoły, a co najgorsze zawieszenie w prawach ucznia lub wydalenie ze szkoły. Utkwił mi w pamięci jeden taki apel, gdzie kilku dobrych uczniów za występek taka kara spotkała.
Uczniowie w okresie jesiennym brali udział w akcji wykopkowej, w PGR-ach lub Spółdzielniach Produkcyjnych. Klasa posadziła w 1963 r. drzewka nad Małym Jeziorem (I nord). Obowiązkiem uczniów było uczestniczyć we wszystkich uroczystościach związanych ze świętami i rocznicami państwowymi, a przede wszystkim brać udział w pochodzie 1-majowym.
Rok szkolny, matura
Obowiązywał wtedy 6-dniowy tydzień pracy i nauki szkolnej. Rok szkolny składał się z czterech okresów - profesorowie jak i uczniowie musieli się ładnie uwijać aby mieć wystarczającą ilość ocen. Pamiętam w klasie X na I okres miałem z łaciny zapisane stopniami wszystkie rubryki, a były tam różne oceny: 5 niedostatecznych, 4 dostateczne, 4 dobre i 2 bardzo dobre. Tak że wybrnąłem. Ważna dla uczniów była dopuszczeniowa do matury Rada Pedagogiczna. Trzymała ona w napięciu maturzystów a o jej wynikach mówiło całe miasteczko.
Egzamin maturalny składał się tak jak zawsze z części pisemnej i ustnej. W część i pisemnej zdawało się j. polski i matematykę, a w ustnej też j. polski, matematykę (zwolnienia zdarzały się bardzo rzadko) a także obowiązkowo historię, wiadomości o Polsce i świecie oraz przedmiot dodatkowy (ja wybrałem geografię).
Należy dodać, że wszystkie egzaminy ustne zdawało się w jednym dniu przechodząc od stolika do stolika, gdzie były komisje egzaminacyjne z poszczególnych przedmiotów. W 1965 r. i później zaszły w egzaminie dojrzałości zmiany. Poprawek nie było, a ten kto oblał maturę praktycznie musiał jeszcze raz powtarzać XI klasę. Z klasy wśród starających się na studia znaczny procent zrealizował swoje plany i marzenia. Duża część podjęła pracę - głównie w biurach, gdzie w tamtym czasie cenzus matury liczył się.
Tamten czas w Polsce i na świecie
To sukcesy polskiej lekkoatletyki, boksu, szermierki, to czas kiedy prezydentem USA był J. Kennedy (zamordowany w 1963 r.), a sekretarzem generalnym KP ZSRR Nikita Chruszczow; to okres rozpadu kolonializmu w Afryce; to czas wycofania religii ze szkół; to lot Gagarina w kosmos (1961) i rywalizacja z kosmonautami amerykańskimi; to postawienie muru berlińskiego (1961); to słynny niebezpieczny kryzys kubański (1962); to czas rozpoczęcia II Soboru Watykańskiego (1962). To śmierć papieża Jana XXIII i początki pontyfikatu Pawła VI (1963); to środek panowania Wł. Gomułki - I sekretarza KC PZPR; to szczyt sławy Beatlesów i E. Presleya, a u nas Niebiesko - i Czerwono-Czarnych; to początek telewizji polskiej a telewizor i samochód był wielkim luksusem; to czas budowy tysiąca szkół na Tysiąclecie; to u nas w regionie obchody 700-lecia Kcyni (1962) i Żnina (1963) w ramach Roku Pałuckiego.
JÓZEF MAROSZ
Pałuki nr 85 (37/1993)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze