Minął rok, odkąd Marianna Stawicka dostała zapaści, po której nie stanęła już na nogach i nie odzyskała w pełni świadomości, a osiem lat od feralnej kolonoskopii, po której jest trwale okaleczona. W tej chwili pełnię opieki sprawuje nad nią mąż Zenon, który ją poi, karmi, myje, pielęgnuje i przebiera, a oprócz tego toczy walkę przed sądem domagając się, aby odpowiedzialny za nieudolne badanie lekarz poniósł konsekwencje swoich działań.
Minął rok odkąd Marianna Stawicka miała zapaść, po której nie stanęła już na własnych nogach. Nie ma także świadomości, co się z nią dzieje, ani kto przy niej jest. Niemal bez przerwy jest przy niej jej mąż Zenon Stawicki, który karmi ją, poi, myje i pielęgnuje. Za kilka miesięcy małżonkowie obchodzić będą pięćdziesiątą rocznicę ślubu. fot. Magdalena Kruszka
Niedawno Marianna i Zenon Stawiccy z Wolic obchodzili 49-lecie zawarcia związku małżeńskiego. 25 grudnia tego roku minie pięćdziesiąt lat przeżytych wspólnie w związku małżeńskim.
- Jak doczekamy - zastrzega Zenon Stawicki. Wychowali trzech synów. Teraz jedna z synowych pomaga Zenonowi w opiece nad teściową.
- Niejedna córka tak by się nie zajęła, jak ta moja synowa - podkreśla mężczyzna.
O sprawie pisaliśmy już na naszych łamach wielokrotnie, pierwszy raz w październiku 2008 roku. Marianna Stawicka w sierpniu tego roku w inowrocławskim szpitalu poddała się profilaktycznemu badaniu jelita grubego - kolonoskopii. Zabieg ten zakończył się uszkodzeniem jelita grubego. Pomimo że Marianna Stawicka sygnalizowała potworny ból już w gabinecie Andrzeja N., została przez niego wypuszczona do domu. Następnego dnia przeszła zapaść i mimo że mąż szybko zawiózł ją z powrotem do szpitala, nastąpiło niedotlenienie mózgu i kobieta zapadła na długie tygodnie w śpiączkę. Po dziewięciu miesiącach pobytu w szpitalu wróciła do swojego domu, ale w pełni sprawności już nie odzyskała i wymagała bezustannej opieki. Na początku poruszała się o kulach lub na balkoniku. Mogła też poruszać się, jeśli była podtrzymywana. Część posiłków jadła sama, a część trzeba jej było podawać. Od roku jej stan uległ znacznemu pogorszeniu. Zaczęło się 14 stycznia 2014 roku. Tego dnia Marianna Stawicka dostała kolejnej zapaści.
- Była na wózku, potem wstała - wspomina jej mąż Zenon. - Słaba się czuła. Daliśmy jej śniadanie. Potem poszedłem do niej ze startym jabłkiem, a ona już nie reagowała. Ciśnienie zaczęło jej spadać. Przyjechała karetka z barcińskiego ośrodka. Ratownicy próbowali ją wybudzić.
Jak wspomina Zenon Stawicki, jego żona trafiła tego dnia do szpitala w Żninie. Tam przywrócono pracę serca i tam spędziła tydzień. Potem przewieziono ją do szpitala w Mogilnie, gdzie przebywała prawie trzy miesiące, bo aż do 15 kwietnia. W tym czasie małżonek niemal codziennie odwiedzał ją w szpitalu w Mogilnie, jeżdżąc do niej autobusem.
- Okazało się, że żona doznała wielokierunkowego porażenia mózgowego - mówi Zenon Stawicki. - Nie reagowała na ból ani na nic. Bardzo jej się pogorszyło. Nie potrafiła już sama jeść. Przestała też mnie rozpoznawać. Jak jednego dnia nie przyjechałem do niej do szpitala, to następnego powiedziała do mnie: „Długo tu pana nie było”. Wtedy wytłumaczyłem jej, że nie przyjechałem do niej, bo byłem na rozprawie przeciwko temu, który jej zabrał rodzinę, zdrowie i naraził na utratę życia. Od pielęgniarki wówczas usłyszałem, że jestem mściwym człowiekiem, bo lekarzy po sądach ciągam. Odpowiedziałem, żeby się nie wtrącała do mojej rozmowy z żoną.
Zenon Stawicki ma pełne ręce roboty nie tylko przy chorej żonie. Dużo czasu zajmuje mu udział w rozprawie karnej przeciwko lekarzowi, który w 2008 roku wykonał zabieg i rozprawie cywilnej o odszkodowanie. Ta druga nie rozstrzygnie się, jeśli nie zakończy się sprawa karna. Kiedy z Zenonem Stawickim rozmawialiśmy wczesną wiosną 2013 roku, mimo pogarszającego się stanu zdrowia małżonki, nie tracił on nadziei na szybką sprawiedliwość. Nie miał też wprawdzie złudzeń, że stan pani Marianny może się znacząco poprawić, ale też nie spodziewał się, że już po kilku kolejnych miesiącach ów stan jeszcze się pogorszy. Wtedy żył nadzieją, że Sąd Rejonowy w Inowrocławiu zdoła w krótkim czasie rozstrzygnąć sprawę, a on sam usłyszy od lekarza, który wykonał badanie Marianny Stawickiej, oficjalne przeprosiny. Tych bowiem do tamtej pory się nie doczekał.
Minęły dwa lata i słowa przepraszam Zenon Stawicki nadal nie usłyszał. Wyznaczonych było już 13 terminów na wokandzie w tej sprawie. Na pierwszej rozprawie 23 maja 2013 roku nie pojawił się oskarżony z uwagi na chorobę. Sąd wyznaczył następne posiedzenie 20 sierpnia 2013 roku. Wtedy wysłuchani zostali pierwsi świadkowie i odczytano ustalenia zakładu medycyny sądowej w badanej sprawie. 4 października i 7 listopada na kolejnych posiedzeniach wysłuchani byli następni świadkowie, a 6 grudnia 2013 roku posiedzenie sądu odroczono, bo oskarżony lekarz był tego dnia bez swojego adwokata. 24 stycznia 2014 roku (a zbiegło się to w czasie z kolejnym pogorszeniem się stanu zdrowia Marianny Stawickiej) sąd wysłuchał dwóch kolejnych świadków. Z kolei 27 marca ubiegłego roku zeznania przed sądem złożyła pielęgniarka, która podczas feralnego badania kolonoskopii przyjmowała do zabiegu Mariannę Stawicką. Drugim z wysłuchanych tamtego dnia świadków był sanitariusz. Następne posiedzenie 16 maja sąd odroczył, bo nie pojawili się dwaj wezwani na tamten dzień świadkowie. Kolejnych udało się sądowi wysłuchać 13 czerwca i 18 lipca 2014 roku. W następnym terminie, czyli 7 października sprawa kolejny raz spadła z wokandy. Na posiedzeniu 27 listopada nowe wnioski dowodowe złożył adwokat oskarżonego. Wreszcie 27 stycznia tego roku odbyło się ostatnie, jak do tej pory posiedzenie w sprawie.
- Na ostatnim posiedzeniu pytano mnie o to, kto oferował nam pomoc i pod jakim numerem sali ta pani siedziała - mówi Zenon Stawicki. - Ja pamiętam, że ta pani oferowała, że nas odwiezie do domu, bo myślała, że jesteśmy z Inowrocławia, a widziała, że żona źle się czuje. Ale ja nie wiem, jak ona się nazywała. Ja to mam ustalać? To powinna ustalić prokuratura. Jak ja mam znaleźć tę kobietę po ośmiu latach?
Kolejne posiedzenia sąd wyznaczył na 24 lutego o 10:30 w sali nr 10 i 26 marca o 10:30 oraz 28 kwietnia o 9:30, również w tej samej sali.
Zenon Stawicki jest prawnym opiekunem swojej żony. Co pewien czas zjawia się w jego domu kurator, żeby sprawdzić, jak wygląda to sprawowanie opieki i choć to ciężka fizyczna praca, to Zenon Stawicki wywiązuje się z niej jak należy. Podkreśla, że żona wymaga specjalnej diety, kupuje jej więc kaszki dla dzieci, napoje. Cieszy się, że ma apetyt i zjada wszystko, co włoży jej do ust, choć sama nie zawoła, że jest głodna i chciałaby coś zjeść. Początkowo miał problem z pojeniem, bo został poinstruowany, że trzeba chorej podawać dużo płynów, a nie radził sobie z tym, bo pani Marianna po prostu się krztusiła, mimo że picie podawał jej za pomocą strzykawek.
- Wtedy biegła sądowa podpowiedziała mi, żebym zagęszczał picie kubusiem. Tak zrobiłem i skończyły się problemy. Poję ją za pomocą strzykawki. Ona trochę pociąga, a ja z czuciem jej pomagam - mówi mężczyzna.
Oprócz karmienia pan Zenon ma także wiele obowiązków związanych z pielęgnacją ciała żony. Podkreśla, że wiele wysiłku kosztuje go zmienianie pieluch. Jednej osobie ciężko jest sobie z tym poradzić. Pokazuje nadwyrężone nadgarstki. Trzeba też dbać o to, żeby na skórze nie zrobiły się odleżyny i mąż bardzo tego pilnuje, bo mimo że od ponad roku pani Marianna w ogóle nie wstaje i mimo że ze szpitala wróciła z odleżynami, to teraz na jej ciele nie ma żadnych ran, a pani Marianna wygląda zdrowo i wydaje się być w dobrej kondycji jak na osobę leżącą. Nie wygląda też na to, żeby odczuwała ból, ale widać, że jest niespokojna. Woła mamę i tatę. Na męża mówi Jerzy, mimo że ten ma na imię Zenon. Wie jednak, że to jej mąż stoi przy łóżku. Samo łóżko także zostało zakupione po jej zeszłorocznej zapaści. Teraz można unieść jej nogi, głowę. Łóżko ma też wyciągane boki, żeby można było wyciągnąć z niego kobietę na czas przebierania pościeli.
- Wcześniej spała na tapczanie i było dobrze, ale teraz musi mieć specjalne łóżko - mówi Zenon Stawicki. - Ja śpię na tapczanie obok niej i czasem jak ona krzyczy, to ja już się wyspać nie mogę. Dziś od 2:00 do 4:00 nie spałem. Jak ciężko jest całej rodzinie, kiedy jedna osoba jest chora, to dopiero się przy żonie przekonałem. Jest karmienie, pranie dzień w dzień. Synowa pomoże, pościele wypierze. A żona nieraz złapała się zębami za pościel, że dziwiłem się, skąd ona tyle siły ma. Na krześle ją sadzamy podczas przebierania tej pościeli, ale trzeba ją podtrzymywać, bo sama się nie utrzyma. Rękami porusza, a nogami nie. Prawa noga coś się zacięła, że się ugina i nie daje rady.
Małżonkowie w grudniu ubiegłego roku mieli 49-lecie ślubu. Pan Zenon pokazuje kwiaty stojące na parapecie z wbitą liczbą lat wspólnie z żoną przeżytych. Na półkach stoją zdjęcia dzieci, ale też zdjęcia małżonków z lat młodości, między innymi zdjęcie z dnia ślubu. 25 grudnia tego roku minie 50 lat, odkąd zawarli związek małżeński.
- Na to, że ja się nią tak zajmuję, to ona zasłużyła sobie całym swoim życiem - mówi wzruszony Zenon Stawicki. - Nie było niedzieli, żeby ona do kościoła nie poszła. Klękała z dziećmi przy łóżku, modliła się. Do tego obrabiała hektary. Dzień spędzała w polu i w oborze, a jak wszyscy poszli spać, to siadała do maszyny i szyła ubrania dla dzieci. Gdyby ona nie miała ręki albo nogi, to byłbym szczęśliwy, a tak - widzi pani, skubie tego baranka, pogadać nie idzie. Wcześniej jeszcze pamiętała dawne czasy, jak wyjechała z rodziną z Kieleckiego w Szczecińskie, a teraz nie wie już nic.
Łącznie z zaplanowanymi już terminami rozpraw jest ich 16 od początku procesu. Kiedy zapadnie wyrok, tego Zenon Stawicki nawet nie próbuje przewidywać. - Wiem jedno. Na pewno tego nie odpuszczę. Stała się wielka krzywda mojej żonie, w sposób pośredni mnie i mojej rodzinie. To, co zrobiono, zaważyło na całym naszym dalszym życiu. Dlatego nie spocznę, dopóki sprawiedliwości nie stanie się zadość - zakończył Zenon Stawicki.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1201 (7/2014)
Inne teksty związane z tą sprawą:
Feralna kolonoskopia
Mąż nie odpuści
Walczy o zdrowie żony i zadośćuczynienie
Kolonoskopia przed sądem
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze