Jolanta i Zdzisław Jankiewiczowie oraz ich sąsiadka Elżbieta Wiśniewska są zdania, że gmina będzie lepszym gospodarzem budynku dworca niż PKP
fot. Karol Gapiński
Gmina Żnin, PKP, budynek, mieszkania
Gmina lepsza od PKP
Gmina Żnin prawdopodobnie przejmie od PKP budynek dworca kolejowego w grodzie Śniadeckich. Obecnie w części budynku znajdują się mieszkania, które popadają w coraz większą ruinę z uwagi na wciąż odkładany remont obiektu. Według burmistrza przejęcie dworca zwiększy możliwości gminy w zakresie gospodarowania lokalami mieszkaniowymi.
Polskie Koleje Państwowe na terenie całego kraju posiadają ponad 2 tysiące dworców kolejowych, z których wiele jest już nieczynnych. PKP chcą się pozbyć 850 budynków dworcowych. Na własność PKP chcą zachować tylko dworce strategiczne z punktu widzenia własnych interesów. Jest to zaledwie ponad 200 obiektów. Również nieczynny od blisko 10 lat dworzec w Żninie (ostatnie przewozy pasażerskie na trasie Inowrocław-Żnin miały miejsce w 2004 r.), który wciąż należy do PKP, spółka chciałaby odstąpić gminie Żnin.
GMINA ZAINTERESOWANA DWORCEM
Burmistrz Żnina Leszek Jakubowski potwierdził tę informację. Dodał jednak, że propozycja dopiero padła i gminę czekają jeszcze rozmowy w tej sprawie, zanim dojdzie do podpisania aktu notarialnego. W tej chwili nie wiadomo jeszcze, na jakich zasadach PKP przekaże budynek dworca gminie Żnin. Może to się stać nieodpłatnie, tak jak dzieje się w przypadku innych nieruchomości PKP przekazywanych samorządom. Dzieje się tak w ramach rozliczeń podatkowych między PKP a samorządami. Przypomnijmy, że gmina Żnin w zeszłym roku przejęła część nasypu starego torowiska kolejowego w kierunku Bydgoszczy, gdzie planuje wybudować ścieżkę rowerową. Burmistrz Żnina powiedział nam, iż oprócz dworca w Żninie gminę interesuje przejęcie na całej długości w jej granicach administracyjnych starego torowiska w kierunku Bydgoszczy, gdzie ostatnie pociągi kursowały mniej więcej 20 lat temu. Burmistrz dodał, że przejęciem wieży ciśnień obok dworca w Żninie gmina nie jest zainteresowana.
MIESZKANIA NA DWORCU
W nieczynnym dworcu kolejowym w Żninie znajduje się obecnie restauracja, 5 lokali mieszkalnych oraz sporo niezagospodarowanych pomieszczeń. Są to pokoje, gdzie niegdyś znajdowały się miejsca noclegowe dla konduktorów i innych osób z obsługi pociągów, dawno opuszczony kantorek kominiarzy i kilka pomieszczeń na poddaszu, które nigdy nie były zagospodarowane dla celów użytkowych.
Lokale mieszkaniowe w budynku dworca zajmują lokatorzy będący w przeszłości związani zawodowo z koleją. Obecnie są to najczęściej emeryci z dość niskim uposażeniem. Niektórzy mieszkają nawet z własnymi dziećmi i wnukami, a kolejne pokolenia pozostają na utrzymaniu rodziców i dziadków emerytów, bo młodzi nie mogą znaleźć pracy. Są też przypadki, gdy osoby z niskimi dochodami mają zbyt duże i kosztowne w utrzymaniu mieszkania, więc chciałyby od gminy otrzymać mniejsze lokale, które byłyby w stanie przy swoich dochodach opłacać. Jednak gmina nie może dokonywać takich zamian w przypadku, gdy budynek i mieszkania w nim należą nie do niej, a do spółki PKP Nieruchomości. Niektórzy z lokatorów z powodu niskich dochodów nie są w stanie regulować terminowo opłat czynszowych na rzecz PKP.
Dworzec kolejowy oraz niektóre nieruchomości związane z koleją szerokotorową w Żninie są w ewidencji Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. Hanna Mużol z bydgoskiej delegatury WUOZ poinformowała, że sam budynek dworca w Żninie, powstały w związku z budową kolei Inowrocław-Krzyż, jest datowany na koniec XIX w. Wieża ciśnień obok dworca powstała na przełomie XIX i XX w. Trzy budynki pracownicze kolei na ul. Dworcowej w Żninie oraz jeden na ul. Mickiewicza są nieco młodsze i datowane na początek XX w.
Z KOLEJARSKIEJ EMERYTURY
Jednym z najdłużej mieszkających w budynku dworca w Żninie lokatorów jest emerytowany kolejarz Zdzisław Jankiewicz. Przez 40 lat pracował na kolei. Wiele z tych lat przepracował jako kierownik nadzoru liniowego w PKP Żnin. Również jego małżonka Jolanta Jankiewicz jest byłą pracownicą kolei. Staż pracy pani Jolanty nie był na tyle długi, aby obecnie miała ona pełnię praw emerytalnych, dlatego małżonkowie utrzymują się z emerytury pana Zdzisława. Jest to 1.600 zł miesięcznie na rękę.
Kilkadziesiąt lat wcześniej małżonkowie mieszkali w jednym z kilku mieszkań, które kolej miała w swoim posiadaniu na ul. Kopernika w Żninie. Przed 35 laty państwo Jankiewiczowie przeprowadzili się jednak do przestronnego mieszkania w budynku dworca kolejowego w Żninie. Zamieszkali w lokalu o powierzchni ponad 70 m2. Dodatkowym atutem mieszkania było to, że czynsz był niższy niż na ul. Kopernika, a pan Zdzisław miał najbliżej, jak tylko można, do swego biura i pracy. Znajdowało się ono w tym samym budynku, niemal za ścianą. Z tych wszystkich powodów państwo Jankiewiczowie 35 lat temu z chęcią przeprowadzili się do mieszkania na dworcu. Jednak przy obecnych dochodach z emerytury mają oni kłopot z utrzymaniem tego mieszkania. Wprawdzie mieszka z nimi jeszcze córka i wnuk, ale oni prawie nie mają swoich dochodów i w praktyce są też na utrzymaniu ojca i dziadka - emeryta.
- PKP tylko nam co pewien czas czynsz podwyższają, a żeby coś zrobili w tym budynku, remont jakiś, wymianę stolarki drzwiowej i okiennej, to niestety nic. Od 35 lat, od kiedy tu mieszkamy, nie było żadnego remontu. Tylko z nas doją pieniądze - narzekał w rozmowie z nami emerytowany kolejarz.
KAP, KAP I JAK TU ŻYĆ
Zapytaliśmy go, czy nie ma przypadkiem zaległości czynszowych wobec właściciela budynku, bo jeśli tak, to może z tego powodu, że on lub inni lokatorzy nie płacą na czas, PKP nie ma środków na remont.
- Owszem, mam zadłużenie. Nie dlatego, że nie chcę płacić, ale dlatego, że nie mogę, bo pieniędzy nie starcza. Ja teraz płacę na rzecz PKP 800 złotych miesięcznie. W tym jest tylko czynsz i zaliczkowo przez cały rok za ogrzewanie, a za wodę czy prąd płacimy osobno. To niby jak tu żyć i wszystko opłacić? Zwłaszcza że z drugiej strony PKP od siebie nic nie dają. Weźmy sam dach tego budynku. Każdy większy wiatr, to lecą dachówki. Oni ubytków w poszyciu dachu nie łatają. Jest pełno wody, a teraz zimą, to śniegu na poddaszu. Wszystko to następnie spływa, często całym strumykiem w dół po klatce schodowej. A ścianami i przez sufit: kap, kap - wprost do naszego mieszkania - mówi Zdzisław Jankiewicz, na którego emeryturze od prawie 5 lat pieczę trzyma komornik i ściąga dług lokatora wobec PKP Nieruchomości. - Oni mi sprawę założyli i dali komornika wcale nie dlatego, że jestem ich najgorszym dłużnikiem, tylko dlatego, że głośno mówiłem, że właściciel budynku też ma swoje obowiązki, czyli dbanie o stan techniczny tego budynku. Właściciel nie powinien być tylko od ściągania czynszu - mówi pan Zdzisław.
Jego żona Jolanta dodaje, że w obecnych warunkach, gdy woda przecieka, nie ma sensu nawet odświeżanie mieszkania. Jakiś czas temu pani Jolanta wymarzyła sobie odmalowanie ścian w łazience, co też państwo Jankiewiczowie ostatecznie zrealizowali. Wkrótce po tym na suficie pojawiły się zacieki, grzyb i wilgoć. Jak stwierdza Jolanta Jankiewicz, takie inwestowanie w mieszkanie, to tylko wyrzucanie pieniędzy w błoto.
MROŻONA WODA W TOALECIE
Elżbieta Wiśniewska to inna lokatorka mieszkająca w budynku żnińskiego dworca. Do problemów sygnalizowanych przez małżeństwo Jankiewiczów dorzuca kolejny, który akurat dotyczy tylko jej mieszkania. Otóż mieszka ona na poddaszu i w przeciwieństwie do innych mieszkań w tym budynku, nie ma w swoim łazienki i toalety. - No i jest dla mnie problem, bo wprawdzie mieszkanie jest ogrzane, ale łazienkę i toaletę mam poza mieszkaniem w osobnym pomieszczeniu, które jest nieogrzewane. Trudno tam załatwić choćby potrzeby fizjologiczne nie narażając się na przeziębienie. Tym bardziej trudno przebywać tam jeszcze dłużej, gdy np. robię pranie. Tam jest o tej porze roku zimno prawie jak na dworze - opowiada Elżbieta Wiśniewska.
Pisała ona w tej sprawie do właściciela budynku wniosek o założenie ogrzewania w niezależnym sanitariacie, niczego jednak w PKP nie zdołała wywalczyć. Jest to dla niej dziwne, bo z drugiej strony jest wiele niezagospodarowanej powierzchni w tym budynku, która choć nie jest wykorzystywana przez lokatorów, to została wyposażona w ogrzewanie. Zresztą lokatorzy z tego powodu narzekają. Wskazują, że w ten sposób wydawane są ich pieniądze na ogrzewanie powierzchni, która wcale nie jest powierzchnią mieszkaniową. Dodatkowo w pomieszczeniach, które wcześniej wykorzystywali kominiarze, popękały rury od grzejników. - Panie, nikt z tym nic nie robi - narzeka Zdzisław Jankiewicz.
ŚPIĄ W SKARPETACH
Dobrego zdania o obecnym właścicielu dworca kolejowego w Żninie nie ma też inna lokatorka mieszkania w tym budynku, Janina Stróżyńska. W jej mieszkaniu od wilgoci odpadają kasetony na suficie. Kobieta podkreśla, że największe niebezpieczeństwo wiąże się z odpadaniem dachówek z budynku dworca. Przy silnym wietrze te dachówki spadają na ulicę i zagrażają wchodzącym, zarówno do części mieszkaniowej, jak i do restauracji oraz wszystkim innym przechodniom. Zdaniem Janiny Stróżyńskiej, może dojść do tragedii.
Dodatkowo wszyscy lokatorzy narzekają na sposób ogrzewania mieszkań. Otóż budynek ogrzewany jest przez wspólny dla wszystkich mieszkań kocioł na węgiel. Ów kocioł obsługuje firma wynajęta przez PKP Nieruchomości. Jak mówią lokatorzy, jest tylko jeden palacz, który ostatni wsad do pieca czyni około 18:00, może 19:00. - Panie kochany, my śpimy w swetrach i pod dwiema kołdrami. Jak w środku nocy zimno daje po nogach, bo kaloryfery już nie grzeją, to lepiej też spać w skarpetkach albo najlepiej założyć getry czy onuce - zauważają lokatorzy budynku dworca kolejowego. Jeśli ktoś nie zadba o włożenie grubej odzieży i nie opatuli się kołdrami, to około północy zostanie wybudzony przez chłód. O tej porze bowiem grzejniki w mieszkaniach już nie dają ciepła.
Zdzisław Jankiewicz podkreśla, że nigdy nie dostali propozycji wykupu od PKP swoich mieszkań. - Tłumaczyli, że to zabytek kolei i nie można go zbywać. Inna sprawa, że mi takie duże mieszkanie wcale nie jest potrzebne - mówi pan Zdzisław. On i pozostali lokatorzy uważają, że jeśli gmina wykupi dworzec, to im może będzie lepiej. - Może się gmina tym budynkiem zajmie, bo na kolej nie ma co liczyć - twierdzą lokatorzy budynku.
Z PUSTEGO I SALOMON NIE NALEJE
Jerzy Masłowski, zarządca regionu administrowania w Bydgoszczy w spółce PKP Nieruchomości, powiedział nam, że w zeszłym tygodniu ekipa remontowa z uwagi na fakt zarywania się fragmentów dachówek pod naporem śniegu była na dworcu w Żninie.
- Był do dyspozycji podnośnik, stąd mogliśmy te dachówki pościągać, Ubytki będą uzupełnione w dachu wczesną wiosną, bo teraz warunki atmosferyczne na to nie pozwalają. Ponieważ groziło niebezpieczeństwo, to uszkodzone dachówki musieliśmy ściągnąć z dachu. Dach jest na pewno w złym stanie i wymaga remontu, a środki pieniężne są, jakie są. Z pustego i Salomon nie naleje. Co do ogrzewania powierzchni, która nie jest zagospodarowana w budynku, to przecież lokatorzy powinni się z tego cieszyć. Za ścianami mieszkań też mają ciepło, a gdyby sąsiednia, pusta powierzchnia nie była ogrzana, to znów by narzekali z tego powodu, że im zimno. Co do braku grzania w porze nocnej, to nie miałem o tym sygnałów od mieszkańców. Powiem tylko, że w procesie produkcji energii powstaje szlaka i konieczne jest czyszczenie kotła. To się wiąże w pewnych porach z wychłodzeniem. Jest to spowodowane procesem technologicznym produkcji ciepła. Niemniej jednak poproszę firmę zajmującą się ogrzewaniem dworca w Żninie, aby na życzenie mieszkańców palacz ostatni wsad do pieca realizował w nieco późniejszej porze niż obecnie - powiedział Jerzy Masłowski. Dodał, że również PKP ma nadzieję na szybkie przeprowadzenie z władzami Żnina rozmów w sprawie przyszłości dworca.
W GMINIE NADZIEJA
Burmistrz Leszek Jakubowski stwierdził, że w interesie gminy jest szybkie przejęcie budynku także i z tego powodu, że gmina musi dopłacać do osób będących wierzycielami PKP, by uniknąć ich eksmisji. Obowiązek mieszkaniowy bowiem spadłby wówczas na gminę, a ta nie ma wystarczającej liczby lokali do przydziałów mieszkaniowych dla osób zagrożonych bezdomnością. Przejęcie dworca może też zwiększyć możliwości gminy w przydziale lokali mieszkaniowych adekwatnych do potrzeb i możliwości finansowych konkretnej rodziny.
Należy przy tym zaznaczyć, że PKP swoich budynków może się pozbywać nie tylko na rzecz samorządów. Prywatni nabywcy - gdyby tacy się znaleźli - w każdym przypadku mogą w transakcji z PKP wyprzedzić samorządy. Jednak na dworzec w Żninie, oprócz gminy, innych chętnych, jak dotąd - nie było.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1097 (8/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze