13 maja 2026 r. w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Żninie w ramach Festiwalu Podróżniczego „Czytając odkrywasz świat” odbyło się spotkanie z Markiem Kozłowskim pt. „Hiszpania Tour”.
Marek Kozłowski jest mieszkańcem Żnina i od jedenastu lat prowadzi Klub Sportowy „Szosa Żnin” zajmujący się kolarstwem amatorskim. - Natomiast staramy się uczestniczyć w wyścigach. Uczestniczymy w wyścigach polskich i międzynarodowych. W sumie zajmujemy się kolarstwem szeroko pojętym, czyli wyścigami – usłyszano.
Zgrupowanie Klubu Sportowego „Szosa Żnin”, które odbyło się w Hiszpanii w styczniu 2026 r. nazwane zostało „Hiszpania Tour” i połączone zostało ze zwiedzaniem, ale nie takim typowo turystycznym. - Moja przygoda z Hiszpanią zaczęła się w zasadzie trzy lata temu, gdzie po prostu kolega namówił mnie, kupując wcześniej bilety, żeby pojechać na rowery do Hiszpanii. Nie ukrywam, że to było zawsze moim marzeniem, bo znam historię Hiszpanii taką kolarską i wiem, że jest to taka kolebka szkolenia zimowego, właściwie przygotowania takiego zimowego dużych drużyn kolarskich, które się przygotowują właśnie w Hiszpanii. Mekką tego kolarstwa zimowego jest miejscowość Calpe, ale mój kolega nie zabrał mnie do Calpe, tylko do Malagi – powiedział pan Marek i dodał, że w Maladze tak mu się spodobało ze względu na fantastyczne warunki do uprawiania kolarstwa (morze, góry, słoneczna pogoda), że postanowił tam powrócić. Był już w Hiszpanii czterokrotnie, a październiku planuje kolejny wyjazd, tym bardziej, że loty do Hiszpanii są już z Bydgoszczy, a bilety w bardzo dostępnych cenach.
Podczas spotkania w żnińskiej bibliotece Marek Kozłowski opowiedział o Hiszpanii z perspektywy kolarstwa, a więc czym się tam członkowie Klubu Sportowego „Szosa Żnin” zajmowali. Lot z Bydgoszczy do Calpe zajął żninianom około 3,5 godziny. Wylądowali na lotnisku Alicante, a stamtąd do miejscowości mieli jeszcze jakieś 80 kilometrów.
Jak powiedział pan Marek, kolarskie obozy szkoleniowe w Calpe zaczęły się w latach 1970-1975 i transport od tamtego czasu bardzo się rozwinął. Nie ma problemu z dotarciem na miejsce (autokarem, busem). – Nam udało się tam dotrzeć dzięki koleżance Marcie. Jej trener personalny, który zajmuje się jej szkoleniem do triathlonu, tam mieszka przez dwa miesiące. Jest tam dużo klubów triathlonowych i kolarskich wiec oni wyjeżdżają tam po prostu na obozy i mieszkają tam przez dwa miesiące. Dzięki uprzejmości tego trenera właśnie on przewiózł nas busem – usłyszano.
Charakterystyczne w Calpe jest to, że na środku plaży stoi gigantyczna skała nazywana też małym Giblartarem, która ma 332 metry wysokości i jest to zarazem najmniejszy park narodowy w Hiszpanii. - Skała nazywa się Ifach i można na nią wejść. I tutaj oczywiście kłania się znowu to słynne powiedzenie, że nie wchodzimy w klapkach na Mount Everest. Na Ifach też nie można wejść w klapkach – powiedział Marek Kozłowski i dodał, że kiedy dotarli do Calpe to późnym popołudniem oczywiście na tę skałę się udali. - No i okazało się, że w takich zwykłych bucikach to raczej tam nie powinno się pojawiać, ponieważ tam na końcu pojawiają się łańcuchy i zaczyna się niezła wspinaczka, żeby wejść. Do tego są jakieś takie tunele i to jest po prostu bardzo wyślizgane – usłyszano.
Własnych rowerów do Calpe żninianie nie zabrali, gdyż na miejscu można wypożyczyć taki rower, jaki się chce. – My się fajnie dogadaliśmy, bo się okazało z naszym powiedzmy kiepskim angielskim, że jednak ten człowiek, który prowadzi tę wypożyczalnię to doskonale mówi po polsku – usłyszano.
W kwietniu, kiedy w Calpe przebywał pan Marek, temperatura przekraczała 30 stopni Celsjusza. - No ale jak wyrwiesz się z takiego zimna, to chcesz tego użyć jak najwięcej, więc pierwszego dnia już postanowiliśmy, że pojedźmy na najwyższą górę w okolicy. Zobaczmy jak to jest. To będzie super aklimatyzacja i tak dalej. Więc to całe nasze przygotowanie zimowe to właśnie tak wyglądało, czyli jechaliśmy i jechaliśmy – usłyszano. A kiedy nie jechali, delektowali się owocami morza, z których wybrzeże Costa Blanca słynie. - To jest dla nas, kolarzy, dobre jedzenie, bo bardzo dużo zawiera białka, a nie ma jakichś niezdrowych tłuszczy, więc my się tym zajadaliśmy. Aczkolwiek jest też normalne, w cudzysłowie normalne, czyli zwykłe jedzenie typu kurczak i tak dalej – powiedział prelegent.
Ruch samochodowy w Hiszpanii dla kolarzy jest przyjazny, a rowerzysta jest traktowany równorzędnie, tak jak inny kierowca. - Jeżeli zachowujesz się normalnie na tej drodze, sygnalizujesz skręty i tak dalej, nagle nie zmieniasz pasa ruchu, to jesteś traktowany tak samo jak samochód, faktycznie auta nie wyprzedzają. Jeżeli jest jakaś górska serpentyna czy coś takiego, to dopóki nie dasz sygnału, że to auto ma Cię wyprzedzić, to po prostu to auto Cię nie wyprzedzi, te auta pojadą cały czas tak długo, aż wreszcie będzie mógł Cię na jakiejś prostej wyprzedzić - powiedział pan Marek. Mandaty z kolei są tam wysokie.- Z tego, co się dowiedziałem, jeżeli jest taki znak, że jest droga dla rowerzystów i jest pokazane, że powinno się jechać półtora metra od rowerzysty, a zostanie to zakłócone i policja akurat to wychwyci, czy gdzieś to zostanie nagrane, no to są takie mandaty do wysokości 200 euro. Można więc dostać mandat właściwie tylko dlatego, że za blisko podjechałem do rowerzysty, a to już jest znacząca kwota, nawet do mieszkańców bogatych dzielnic - usłyszano.
Członkowie Klubu Sportowego „Szosa Żnin” w Calpe pokonywali różne trasy, po 30-40 kilometrów, a czasem nawet 100 kilometrów dziennie. Dla nich taki wyjazd to przede wszystkim kolarstwo, ale także piękna przyroda, wspaniałe warunki pogodowe, a na trasach można spotkać różnych zawodowych kolarzy, którzy trenują. - Oni trenują na tych samych drogach, jeżdżą z nami, więc my się często spotykamy, my nawet nieraz nie wiemy nawet, z kim się spotykamy – stwierdził prelegent.
Miasteczka w Hiszpanii są bardzo urokliwe, dlatego żal byłoby ich nie zwiedzić. - Często tak robiliśmy, że niby ta główna trasa prowadzi i jedziemy tą główną drogą, już mamy blisko, ale może jeszcze przejedźmy przez to miasteczko, zobaczymy, co tam jest – usłyszano. Podjazdy, zjazdy to normalność w Hiszpanii, na górskich trasach bywało ciężko, ale jak powiedział pan Marek, było warto.
Calpe to także kurort wypoczynkowy, latem odwiedzają go miliony ludzi, ale zimą jest spokój. – W Calpe mieliśmy wynajęte takie 100-metrowe mieszkanie w pełni wyposażone, czyli pralka, zmywarka, wszystkie naczynia, pościele itd. I to wszystko kosztowało na jednego człowieka jakieś 53 zł za dobę. No to nie jest to wykonalne w Polsce, a na pewno nie w takiej miejscowości typu Sopot. A tak można to porównać – powiedział Marek Kozłowski i dodał, że najdroższe z tej wyprawy to były bilety lotnicze.
Wybrzeże Costa Blanca zachwyciło podróżników, podobnie jak urokliwe hiszpańskie miasteczka z pięknymi plażami. – W Maladze na przykład plaże są z takiego czarnego piasku, czy z czegoś takiego. One nie są już takie ładne. Ale tutaj właśnie to całe wybrzeże Costa Blanca jest białe – usłyszano.
Była to niezwykła opowieść o kolarskich zmaganiach Pałuczan w ramach Festiwalu Podróżniczego zorganizowanego w Tygodniu Bibliotek 2026. Patronat Honorowy nad festiwalem objęli: Starosta Żniński Zbigniew Jaszczuk i Burmistrz Żnina Łukasz Kwiatkowski. Organizacja przedsięwzięcia jest możliwa dzięki wsparciu Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. dr. Witolda Bełzy w Bydgoszczy oraz Andrzeja Turzyńskiego ze Żnina.
Barbara Filipiak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze