Już od najmłodszych lat obcował ze sztuką i z wybitnymi lokalnymi artystami. Gdy powoli powiększała się kolekcja obrazów, którą zajmował się również jego ojciec, nie mógł przestać. To satysfakcjonujące uczucie nabywania nowego dzieła sprawiła, że w swojej kolekcji ma ich ok. 100. - Niekiedy trzeba nachodzić się za danym obrazem i długo negocjować z jego właścicielem - mówi Waldemar Ogórkiewicz z Janowca Wielkopolskiego, kolekcjoner obrazów, który ma słabość do prac Tadeusza Małachowskiego.
- Wielu ludzi lubi zbierać jakieś rzeczy. Niektórzy kolekcjonują np. znaczki pocztowe, pocztówki czy monety. Ściany w pana domu są przyozdobione pięknymi arcydziełami. W jaki sposób zaczął pan kolekcjonować obrazy?
- Od zawsze mam takie poczucie estetyki. Można powiedzieć, że z mlekiem matki to się uwydatniło. Moja mama przed wojną miała gabinet z biblioteką z literaturą polską oraz światową. Był również tam fortepian. W latach 70. ojciec był komendantem harcerskiego ośrodka w Funce, gdzie chętnie spędzałem czas. Kiedyś plenery rzeźbiarskie prowadził tam Eugeniusz Izdebski, rzeźbiarz i artysta żniński. Można powiedzieć, że byłem jednym z jego pierwszych uczniów. To również miało wpływ na moje zainteresowanie sztuką. W latach 70. mój ojciec poznał panią Kazimierę Roman, artystkę z Zakopanego, od której wszystko się zaczęło. Zdobyłem kilka rzeźb Eugeniusza Izdebskiego. Następnie w wielu czasopismach napotkałem nazwisko Tadeusza Małachowskiego. W latach 90. mój ojciec otrzymał obraz od tego wyjątkowego artysty. Postanowiłem więcej się o nim dowiedzieć. Ten artysta bardzo przypadł mi do gustu, więc postanowiłem nabyć obrazy Małachowskiego. To trwało dość długo, ale w końcu się udało. Zdobyłem dwa obrazy: "Błędne Koło" według Jacka Malczewskiego oraz studium "Zamoyski pod Byczyną" wg Jana Matejki. Oprócz tego posiadam jeszcze dwie prace na papierze Małachowskiego. To skrócona historia tego jak zacząłem kolekcjonować obrazy oraz rzeźby.
- Obrazy różnią się od siebie stylem, tematyką. Jest ich bardzo dużo, więc domyślałam się, że to nie są obrazy jednego artysty. Ile dokładnie obrazów i jakich twórców pan posiada?
- W tej kolekcji, która została stworzona przez mojego tatę, a ja ją kontynuuję, posiadamy obrazy Kazimiery Roman, nieżyjącego już artysty Marka Rony. Jest to słynny bydgoski artysta, który tworzył karykatury oraz szopki bożenarodzeniowe. Z jego prac udało mamy u siebie w domu m.in. "Ósmą stację drogi krzyżowej - Jezus pociesza płaczące niewiasty". Później doszedł Tadeusz Małachowski. Wcześniej wspomniany Eugeniusz Izdebski. Mamy również Intarsję Edmunda Kapłońskiego, żnińskiego artysty. Należy wspomnieć o Marku Kozińskim. Z Janowca Wielkopolskiego pochodzi młody i zdolny artysta Arkadiusz Ruchomski, który namalował dla mnie kilka obrazów. Kolekcja może liczyć nawet 100 obrazów.
![]() |
| "Ósma stacja drogi krzyżowej - Jezus pociesza płaczące niewiasty" - Marek Rona fot. Angelika Uścińska |
- Niektóre dzieła na pewno trudno jest zdobyć, tym bardziej gdy artysta cieszy się uznaniem. Sam malarz nie chce sprzedać swojego obrazu, gdyż zawsze wkłada dużo serca w pracę. W jaki sposób nabywa pan obrazy?
- Obrazy najczęściej kupuję. Zdarzyło się, że otrzymałem kilka dzieł. Część prac pani Kazimiery Roman została podarowana ojcu. W tamtych czasach miała kłopoty ze zdobywaniem farb. Mój ojciec pomagał jej, a także organizował kilka wystaw. Myślę, że najcenniejsze obrazy z tej kolekcji to są te namalowane przez Małachowskiego. Tym bardziej, że to są dzieła wyjątkowego malarza ze Żnina.
- Państwa kolekcja liczy wiele obrazów. Wszystkie mają w sobie coś niezwykłego. Jednak na pewno jest taki, który wzbudza w panu najwięcej pozytywnych uczuć. Który obraz jest pana ulubionym?
- Ogromnym sentymentem darzę twórczość Tadeusza Małachowskiego. Dlatego te dwa obrazy, które zdobyłem w ostatnim czasie, są moimi ulubionymi. A do tego niełatwo było je kupić, ponieważ jest znanym i cenionym artystą. Posiadanie jego obrazów jest ogromnym zaszczytem. Warto wspomnieć o rzeźbie, którą otrzymałem od Eugeniusza Izdebskiego w Pólku na plenerze rzeźbiarskim. Przedstawia akt kobiecy z diabłem w tle, a także jest specjalna dedykacja dla mnie.
![]() |
| Waldemar Ogórkiewicz uwielbia otaczać się wyjątkowymi dziełami fot. Angelika Uścińska |
- Niestety te piękne dzieła mogą zostać uszkodzone przez np. niesprzyjające warunki pogodowe. Na pewno są sposoby, które zapewnią bezpieczeństwo tym obrazom, aby przetrwały przez kolejne lata. W jaki sposób dba pan o obrazy?
- Gdy obraz wisi na ścianie, to jest narażony na kurz i inne zanieczyszczenia. Większość obrazów jest zawerniksowana - na obraz jest nakładana specjalna powłoka, która chroni dzieło przez kilkanaście lat. Istnieją różne rodzaje werniksu, który można dostosować do obrazu, ponieważ to wszystko zależy od techniki malarskiej. Są werniksy np. połyskowe, matowe czy półmatowe. Nasze obrazy są zawerniksowane półmatem. Tadeusz Małachowski i Kazimiera Roman nakładali dużo tej farby. Te dzieła nie mogą być już pokryte werniksem, który mocno się świeci. Obrazy namalowane przez Marka Kozińskiego są już zawerniksowane. Wszystkie dzieła, które wiszą na ścianach dwa czy trzy razy w roku są zdejmowane i są odkurzane. Ramy czyszczę specjalnymi preparatami czy mleczkiem do drewna.
- Sytuacje, w których próbuje pan nabyć obraz, na pewno są różnorodne. Gdy artysta tworzy obraz, czasem dzieją się zabawne czy niebywałe rzeczy. Czy zna pan jakieś ciekawostki na temat obrazów w pana kolekcji?
- Mam taką ciekawostkę nie o obrazie, ale o ramie do niego. Ramę zdobyłem za parę groszy w lumpeksie. Był w nim obraz, który jakoś niespecjalnie mi się podobał. Gdy skonsultowałem to z Markiem Kozińskim, to ustaliliśmy, że namaluje mi "Staruszkę" według Rembrandta. Zanim zaczął malować ten obraz, to przywiozłem do niego ową ramę. Klienci z Bydgoszczy chcieli kupić ją i to za cenę 2.500 zł. Czyli okazało się, że sama rama jest bardzo wartościowa. Jest bardzo potężna i żadne zdjęcie tego nie odda. Dodam również, że posiadam meble przedwojenne, jak np. niemiecki zegar Gustav Becker. Ten zegar sprzedawała pani, u której stał w garażu. Parę lat temu przywiozłem tej pani węgiel i zaproponowała, że zapłaci zegarem. Oprócz obrazów, rzeźb kolekcjonuje stare meble. Gdy zdarzy się coś godnego uwagi, co mi się spodoba, to próbuję dany przedmiot nabyć.
- Obrazy stały się piękną ozdobą w pana domu. Pomimo, że elegancko wyglądają, to jednak byłoby miło, gdyby inni mogli je zobaczyć. W jaki sposób dzieli się pan swoją kolekcją?
- To prawda, że obrazy czy rzeźby ozdabiają wnętrze mojego domu, ale bardzo chętnie wypożyczam je różnym instytucjom, które chcą stworzyć wystawę. Uważam, że jest to dobre dla obrazów, które na swój sposób żyją i są podziwiane przez ludzi. Tak było z rzeźbami Eugeniusza Izdebskiego. Wypożyczyłem 13 rzeźb z mojej kolekcji na wystawę, którą zorganizowało Muzeum Ziemi Pałuckiej w zeszłym roku. Wspomniałem pani Mai Gólcz, że posiadam także obrazy Małachowskiego, więc myślę, że może wkrótce jakaś wystawa zostanie zorganizowana. Znaczna część kolekcji była eksponowana podczas różnych uroczystości czy spotkań harcerskich w Janowcu Wielkopolskim.
![]() |
| Intarsja, Edmund Kapłoński i Eugeniusz Izdebski fot. z archiwum Waldemara Ogórkiewicza |
- Jeżeli uda się panu zdobyć upatrzony obraz, to w rzeczywistości spełnia pan marzenie. Powiększa pan swoją kolekcję. Jakie uczucia towarzyszą panu w trakcie nabywania nowych obrazów do kolekcji?
- Czytałem kiedyś wywiad ze znanym polskim kolekcjonerem, który kiedyś był słynnym sportowcem, Wojciechem Fibakiem. Powiedział, że jego marzeniem jest to, aby ludzie nie tylko kupowali któryś z kolei telewizor, ale w tym miejscu powiesili piękny obraz. Jakoś to przypadło mi do gustu. Człowiek obcuje ze sztuką, co sprawia mi ogromną przyjemność. Lubię fakt, że zdobycie takiego dzieła nie jest takie łatwe, jak zakupy w typowym sklepie. Fajne są rozmowy z artystą, który namalował obraz, ponieważ oni żyją w innym świecie. Miałem przyjemność spotkać ucznia Eugeniusza Izdebskiego - Jerzego Marosza. Tadeusz Małachowski nie wszystkie swoje obrazy sygnaturował, dlatego skonsultowałem to czy posiadane przeze mnie obrazy na pewno zostały namalowane przez tego wybitnego żnińskiego malarza. Jerzy Marosz to potwierdził. Wtedy też powiedział, że jeżeli coś mi się spodoba, to mogę od niego zakupić. Malarstwo Jerzego Marosza posiada w sobie akcent tego, co tworzył jego nauczyciel.
- Domyślam się, że w pana przypadku nie będzie łatwo zrezygnować z kolekcjonowania obrazów. Jakie posiada pan plany na przyszłość?
- Kolekcjonowanie takich pięknych obrazów wiąże się z ogromnym wydatkami, a także z trudnościami w zdobywaniu obrazów. Ludzie niechętnie sprzedają niektóre dzieła, chyba że muszą. Na pewno chcę jeszcze zakupić dwa obrazy Tadeusza Małachowskiego. Jestem zainteresowany działalnością artystyczną żnińskiego artysty Marka Kozińskiego, który ma ogromny talent. Dużo pozytywnych emocji dają obrazy Jerzego Marosza, a trzeba dodać, że niechętnie sprzedaje swoje prace, więc mam nadzieję, że do kolekcji dołączą również jego dzieła.
Angelika Uścińska, 26 I 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze