Reklama

Jak usunąć ranną sarnę

Małe Rudy, sarna, sołtys, zgłoszenie
     Jak usunąć ranną sarnę
     Mariusz Buczkowski przez cały dzień starał, się, by ktoś usunął ranną sarnę z drogi. Zaczęło się rano, a skończyło wieczorem. Zamiast skrócić zwierzęciu cierpienia, przerzucanie się odpowiedzialnością i opieszałość odpowiednich służb wydłużyły agonię ciężarnej sarny.

     W poniedziałek 27 maja po ósmej rano sołtys Małych Rud w gminie Szubin Mariusz Buczkowski otrzymał anonimowe zgłoszenie o leżącej w rowie przy ul. Łabiszyńskiej (vis a vis punktu skupu złomu) potrąconej, rannej sarnie. Udał się na miejsce i zobaczył, że rzeczywiście leży potrącona sarna z bezwładnymi kończynami tylnymi i w stanie odmiennym.
     - Wróciłem do domu i chwyciłem za telefon - relacjonuje Mariusz Buczkowski. - Pierwszy wykonałem do nadleśnictwa Szubin. Tam dotarłem aż do księgowej, która połączyła mnie z jakimś panem, który powiedział, że mam zadzwonić do straży leśnej lub łowczego. Do straży leśnej się nie dodzwoniłem. Nikt nie odbierał komórki. Zadzwoniłem do znajomego myśliwego z Koła Łowieckiego „Kos” i poprosiłem o załatwienie sprawy. Powiedział, że załatwi, ale dla mnie zbyt długo to trwało i zadzwoniłem do gminy.
     Skontaktował się z Bartkiem Szwedą z wydziału dróg i poprosił o pomoc. Ten przyjął grzecznie zlecenie i powiedział, że zaczyna działać. W międzyczasie zadzwonił po raz drugi do znajomego myśliwego. Przyznał, że rozmowa była ostrzejsza.
     - I po tym telefonie zjawił się łowczy tego koła - mówi sołtys. - Ja wtedy byłem w Zamościu i zadzwoniła do mnie żona. Powiedziała, że jest u nas ktoś w sprawie sarny. Poprosiłem, żeby przekazała mu, aby poczekał, a ja zaraz dojadę. Jak przyjechałem po 5 minutach, to go już nie było. Miał powiedzieć żonie, że sarny nie znalazł, a nawet gdyby, to i tak nie miałby jej czym zastrzelić i odjechał. Wkurzyłem się i tak jak stałem pojechałem do tej sarny. Była. Znów zadzwoniłem do znajomego myśliwego i dałem mu 15 minut na załatwienie sprawy. Zadzwoniłem po raz kolejny do Urzędu Miejskiego. Opieprzyłem urzędnika, który powiedział, że sprawę przekazał Alicji Hoffman z wydziału ochrony środowiska. Stojąc nad tą sarną i czekając te wyznaczone 15 minut otrzymałem telefon od weterynarza z Szubina i słyszę pytanie: „Panie sołtysie, gdzie pan jest, bo jedziemy uśpić potrąconego psa w Małych Rudach”. Byłem w tym momencie w szoku i zapytałem, skąd i od kogo mają takie informacje i gdzie są. Powiedzieli, że zbliżają się do Rynarzewa. Wtedy im dokładnie określiłem, gdzie mają podjechać. Przypominam, że oni cały czas myśleli, że jadą do psa. Podjechali. Pytają gdzie jest ten pies. To im pokazałem i zaprowadziłem w to miejsce, gdzie leżała sarna. Jak ją zobaczyli, to stwierdzili, że skoro to nie pies, to nie jest ich sprawa. Zadzwonili do szefa, który kazał im wracać.
     Stało się tak, bo gmina ma podpisaną umowę na psy i koty, a nie na dzikie zwierzęta.
     - Jak wróciłem do domu, to ciśnienie skoczyło mi do 250, a nogi i ręce mi się trzęsły. Ta sarna była już w stanie agonalnym - mówi Mariusz Buczkowski. - Nie wiem nawet jak długo się męczyła, bo mogła leżeć tam nawet całą noc. Chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do pani wojewody. Skierowano mnie do dyrektora wydziału rolnictwa. On skierował mnie do dyrektora wydziału łowieckiego. Pani, z którą rozmawiałem zapytała najpierw dlaczego nie załatwiłem sprawy na miejscu. Wyjaśniłem jej całą sytuację, a ona podała mi dwa numery telefonów do strażników łowieckich. Dodała, że są oni 200 km od Bydgoszczy i jak nie uda mi się z nimi skontaktować przed 15:00, to mam zadzwonić jeszcze raz. Ale przed 14:00 udało mi się dodzwonić pod jeden z podanych numerów. Odebrał szef straży łowieckiej. On również zapytał, dlaczego nie mogę załatwić sprawy na miejscu i dodał, że spróbuje mi pomóc. Przed 15:00 oddzwonił i powiedział mi, że rozmawiał z łowczym i prezesem koła „Kos”, którzy poinformowali go, że była policja, weterynarz, a sarna uciekła. Więc pytał się, czy ta sarna jeszcze jest. Musiałem tam po raz kolejny pojechać i zobaczyć. Ona cały czas tam leżała i zdychała powoli.
     Strażnicy byli w Niemczynie i poinformowali sołtysa, że na miejscu będą za 1,5 godziny. Przed 16:00 zadzwonili jeszcze raz. Powiedzieli, że są po Łabiszynem, a sołtys im przez telefon powiedział dokładnie gdzie jest. Spotkali się w umówionym miejscu i pojechali w miejsce, gdzie była sarna.
     - Był młodszy i starszy - kontynuuje sołtys. - Z tego co zauważyłem starszy nie mógł wykonać wyroku na sarnę i poprosił kolegę, który jednym strzałem w głowę skrócił sarnie cierpienia. Wrażenie było straszne, bo po zastrzeleniu przez chwilę ruszał się płód, ale po chwili przestał. Strażnicy stwierdzili zgon. Zapytałem, co dalej i dowiedziałem się, że uzgodnili z naszym urzędem, że sarna ma trafić do mnie i następnego dnia ma trafić to utylizacji. Oni powiedzieli, że nic więcej już zrobić nie mogą. Znów zabolało mnie to, że zostało coś uzgodnione, a ja o tym nic nie wiedziałem. Położyliśmy sarnę na specjalne nosze i przywieźliśmy na moje podwórko. Dałem im worek i schowaliśmy w garażu, tak abym mógł wypuścić psa z kojca. Potem przystąpili do spisania protokołu. Podpisałem, oni podziękowali, życzyli wszystkiego dobrego i odjechali. Było około 18:30. Następnego dnia o 8:30 na moje podwórko wpadł na sygnale samochód. Wyszło dwóch panów, odniosłem wrażenie, że mocno przestraszonych, i zapytali, czy sołtys to ja. Powiedzieli, że przyjechali po sarnę. Wylegitymowałem ich. Wzięli sarnę i odjechali.
     Mariusz Buczkowski powiedział, że to nie był jego pierwszy przypadek, kiedy ktoś zgłosił do niego temat potrąconej sarny. Powiedział, że cała ta historia nie powinna była się zdarzyć, gdyby każdy robił to, co ma zrobić. Nie byłoby też tego, gdyby sołtys miał uprawnienia, by samemu załatwić ten temat. Ale gdyby tak było, to - jak to ujął Mariusz Buczkowski - cała ta armia urzędników byłaby niepotrzebna.
     Henryk Mielcarek, łowczy Koła Łowieckiego nr 121 Ryś w Żninie, powiedział, że w przypadku gdy kierowca potrąci sarnę, powinien wezwać policję, która dysponuje spisem osób odpowiedzialnych. - Jeśli otrzymam zgłoszenie, to jadę sam lub zlecam to myśliwemu, który mieszka najbliżej. Od zgłoszenia do przybycia na miejsce to kwestia pół godziny, maksymalnie godziny - tłumaczy Henryk Mielcarek.
     Łowczy dodał, że jeśli ktoś potrąci zwierzynę łowną, a nie jest z tego terenu, to również najlepszym rozwiązaniem jest zadzwonić pod numer 112. Kierowca nie ponosi z tego tytułu konsekwencji, a policja wzywa odpowiednie osoby, by potrącone zwierzę nie męczyło się. Również mieszkańcy widząc zwierzę powinni zadzwonić na policję. Kiedy ta powiadomi dzierżawcę obwodu, to ten jest odpowiedzialny, by usunąć martwe zwierzę z drogi i przekazać je potem do utylizacji.
     Jacek Polus z koła łowieckiego nr 223 Kos powiedział zupełnie coś innego - że w kołach łowieckich nie ma osób odpowiedzialnych za usuwanie zwierzyny z drogi, a odpowiedzialni są za to zarządcy drogi. Potwierdził, że inaczej się postępuje wtedy, jeśli zwierzę jest ranne, a inaczej, kiedy jest martwe. Prawo dopuszcza tzw. strzał łaski, by ukrócić zwierzęciu cierpienie, ale myśliwemu samemu nie wolno podejmować oceny, czy może strzelić czy nie. Musi podjąć decyzję w obecności świadka, np. leśniczego, policjanta, weterynarza. Skrócić cierpienie potrąconej zwierzyny może też weterynarz, ale nie zawsze dysponują odpowiednim sprzętem.
     - To, że do mnie dzwonią ludzie z różnych miejscowości, to z jednej strony może być kłopotliwe, ale z drugiej jestem dumny z tego, że kontaktują się ze mną, a nie z osobami odpowiedzialnymi, że dla niektórych jestem autorytetem, że mogą coś dla nich zrobić - powiedział Mariusz Buczkowski.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1112 (23/2013)

Reklama

 

 

 

Komentarz

     Jak pomóc rannej sarnie

     Dużo się w Polsce mówi o ochronie zwierząt. W teorii robi się wszystko, by zminimalizować ich cierpienia. Hodowcy i rolnicy muszą spełnić szereg wymagań, aby zastosować dobrą kulturę rolną i zapewnić dobrostan zwierząt.Wszystko jest wpisane w normy i prawne przepisy. Określone są rozmiary kojców dla świń, a nawet szerokość szczebelków w posadzce. Określona jest ilość światła w budynkach inwentarskich. Nie może być tam zbyt głośno. Świnie mają mieć zabawki, by tam wyładować nadmiar energii. A w Małych Rudach spotykamy się z sytuacją, w której ranna, ciężarna sarna cierpi w przydrożnym rowie niemal całą dobę.
     Zastanawiałem się gdzie był błąd, w którym miejscu i kto mógł sprawić, by sarna tak długo nie cierpiała.
     Wydaje mi się, że kierowca w ogóle nie powinien był dzwonić do sołtysa, ale na policję. Z drugiej jednak strony zadzwonił do kogoś komu ufał i wiedział, że sprawę załatwi pozytywnie. Sołtys odbił się od ściany urzędniczych procedur i przepisów i postanowił tę ścianę rozbić, a potem ją przeskoczył i zadzwonił do wojewody.
     Przedstawiciel Koła Łowieckiego Kos przyznał, że oni nic nie poradzą na to, że przepisy są niejednoznaczne i że w praktyce sprowadza się to do spychologii, a zwierzę cierpi. Trafniej nie mógł tego ująć. Rodzi się jednak pytanie: co można zrobić, by do takich sytuacji więcej nie dochodziło?
     Utyskujemy na urzędników, którzy mają na swojej głowie coraz więcej obowiązków, a niejednoznaczne przepisy, np. w nowej ustawie śmieciowej, zadania nie ułatwiają. Tak dzieje się niemal w każdej dziedzinie. Ale cóż innego zrobić jak nie zadzwonić do urzędu czy starostwa powiatowego. Skoro nie koło łowieckie, to kto ma pomóc rannemu zwierzęciu? Ilu jest zarządców dróg? Czterech: od dróg krajowych, wojewódzkich, powiatowych, gminnych. Gdzie dzwonić, by to zgłosić? Do Bydgoszczy, Nakła, Żnina, Szubina? A co jeśli jest to środek nocy? Nawet sołtys wtedy śpi.
     Nie życzę nikomu, aby znalazł się w sytuacji, w której musiałby pomagać rannej sarnie. Co wtedy robić? Tutaj przyznam rację łowczemu ze Żnina: chyba najlepiej będzie zadzwonić na policję. Może autorytet munduru sprawi, aby sprawy administracyjne biegły szybciej, niż sarna przez pole.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1112 (23/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości