Janowiec, Damasławek, Kcynia, Stalin, okupacja, wolność, wyzwolenie
Janowiec w styczniu 1945 r.
Jedni
powiedzą dziś, że 22 stycznia 1945 r. Janowiec Wielkopolski popadł w
jarzmo niewoli stalinowskiej, inni - że styczniowy wjazd krasnoarmiejców
i towarzyszących im polskich żołnierzy był faktycznym dniem odzyskania
tak upragnionej wolności po latach okupacji hitlerowskiej.
Pomińmy
okres trudnych lat, jakie upłynęły od pamiętnego 1945 r. do zmian
politycznych w 1989 r. Niech ci, którym ów mroźny 22 stycznia utkwił w
pamięci jako dzień, w którym skończyła się okupacyjna udręka, osądzą
sami czy był to dzień oswobodzenia, czy też nastąpiła tylko zmiana
okupanta. A młodsze pokolenie, nie pamiętające ani okupacji, ani
pierwszych dni po wyzwoleniu, niech pozna - historyczne już fakty.
Czytajcie.
Zachowały się dokumenty
mówiące o wydarzeniach w styczniu 1945 r. w Janowcu. Pamiętają też te
dni żyjący jeszcze mieszkańcy, chociaż ich relacje co do niektórych
szczegółów są rozbieżne. Wszyscy zgodnie potwierdzają, że znacznie
wcześniej nastąpiła całkowita ewakuacja urzędów i rodzin niemieckich.
Niemcy udawali się szosą w kierunku Damasławka i dalej na Wągrowiec.
Przed opuszczeniem miasta zdążyli jeszcze spalić szkołę przy dzisiejszej
ul. 3 Maja, piękną salę widowiskową (Kaffaus) i magazyn zbożowy przy
ul. Dworcowej.
W przeddzień wjazdu do miasta radzieckich
oficerów zebrało się grono mieszkańców i powołało pierwszy organ władzy -
Komitet Ludowy. Wydał on patriotyczną odezwę do ludności. 22 stycznia
rano od strony Damasławka na trójkołowym motocyklu nadjechało trzech
uzbrojonych czerwonoarmistów. Napotkany przez nich Józef Bednarek
powiedział, że w mieście nie ma Niemców i zaprowadził ich na rynek.
Niebawem w mieście zjawiło się znacznie więcej radzieckich żołnierzy
przyjeżdżających z kierunku Żnina. Wszyscy byli entuzjastycznie witani
przez ludność.
W budynku Banku Ludowego rezydowało dwóch
komisarzy wojennych - jeden na teren wiejski, a drugi na miasto.
Zatwierdził on skład Komitetu Ludowego i powierzył mu zapewnienie
bezpieczeństwa, aprowizację ludności oraz ochronę mienia poniemieckiego.
Jak wspomina Władysław Krysiński, ów major (nazwiska nie pamięta) był
bardzo przez mieszkańców lubiany, bowiem niemal z każdym chętnie
"pogawarił" i wychylił "stakańczyk" samogonu. Do swej dyspozycji miał
dwupłatowca "kukuryźnika" i często zabierał w przestworza jedną uroczą
mieszkankę Janowca. Rezydował w Janowcu kilka miesięcy i pozostawił
raczej dobre wspomnienia.
Już następnego dnia po wkroczeniu
wojsk radzieckich kilka mieszkanek zorganizowało punkt sanitarny w
dzisiejszym domu katolickim, gdzie przebywali też ranni żołnierzy.
Pierwszymi pielęgniarkami były: Zofia Kluck, Izabela Skowrońska, Izabela
Szparagowska, Helena Krawczyńska i Stefania Raczkowska.
25
stycznia władze powiatowe mianowały Ludwika Mnichowskiego kierownikiem
Zarządu Miejskiego. W kilka dni później została zorganizowana grupa
milicjantów, a pierwszym komendantem mianowano Stefana Adamskiego. Wielu
mieszczan samorzutnie chroniło majątek przed dewastacją i rozkradaniem
(Maksymilian Pelaszak płatkarnię ziemniaków, Marian Kukliński
elektrownię miejską, załoga nie opuszczała młyna).
Luty i
marzec 1945 r. wypełnione były gorączkową pracą przy regulowaniu chaosu
mieszkaniowego spowodowanego powrotem mieszkańców wysiedlonych do
Generalnej Guberni. W marcu powstał miejski komitet PPR, a pierwszym
sekretarzem został Adam Zembaty. W tym też miesiącu na strzelnicy w
lasku miejskim odbyło się zebranie mieszkańców, na którym wybrano
pierwszą Miejską Radę Narodową. W skład jej prezydium weszli: Marian
Narożniak - przewodniczący, Wincenty Jankowski - zastępca, Franciszek
Janas - członek, Albin Łukomski - członek, Edmund Lier i Seweryn
Szociński. Na pierwszym posiedzeniu 26 marca burmistrzem miasta wybrano
Henryka Szrajbrowskiego, a jego zastępcą Józefa Friedla.
Potem
nastąpiło niemal pół wieku PRL. Czym to półwiecze zapisało się dla
Janowca, wiemy. Nie wiemy natomiast, jakie będzie drugie półwiecze. Oby
nie takie, jak jego początek, gdyż 700-letniemu grodowi będzie grozić,
jeśli nie dożywotnia stagnacja, to z całą pewnością wyludnienie, a w
konsekwencji może stać się on ponownie osadą Janowym Młynem, a nie
Janowcem Wielkopolskim zwaną.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze