Już kilka dni przed imprezą wiadomo było, że akurat w sobotę załamie się pogoda, że będzie padać, będzie chłodno i że na granie pod gołym niebem nie ma szans. Stąd decyzja organizatorów, by XI Majówkę Jazzową w Pałacu Lubostroń przenieść do oranżerii. I rzeczywiście pogoda nie rozpieszczała, ale pracownicy Pałacu Lubostroń byli na to przygotowani. W oranżerii zostały rozstawione stoliki i krzesła. Pogotowano scenę, nagłośnienie i zorganizowano bufet. Trzeba było poczekać jedynie na publiczność.
Armstrong Siddeley 18 HP Mk. II fot. Remigiusz Konieczka
A ta powoli wypełniała oranżerię. Z racji pogody nie odbyła się tradycyjna parada. Ale tradycyjnie Majówkę Jazzową zainaugurował zespół Dixie Company z prowadzącym imprezę Jakubem Marszałkiem. Otwarcia majówki dokonała pełniąca obowiązki dyrektorka Pałacu Lubostroń Aleksandra Nowakowska. Dixie Company z Poznania wprowadził publiczność w jazzowy nastrój.
Potem przyszedł czas na Małą Akademię Jazzu, czyli konkursy dla dzieci i młodzieży, które przeprowadził Jakub Marszałek. najmłodsi mieli okazje wygrać nagrody rzeczowe lub słodycze ufundowane przez firmy Storck i Hama. Po krótkiej przerwie na scenie pojawił się At Hoc Band z Człuchowa. Po nich wystąpił Warszawski Zespół Jazzu Tradycyjnego Dixie Fellows. Wszystkie zespoły prezentowały tradycyjny jazz nowoorleański. Nie było więc nudy. Muzyka zachęcała do wspólnej zabawy. Publiczności przybywało, a do godziny 18.00 zaśpiewała również Agnieszka Różańska.
Publiczność bawiła się wyśmienicie fot. Remigiusz Konieczka
Równolegle można było oglądać dwie wystawy. Pierwsza, to wystawa zdjęć Łukasza Nowaka, który fotografuje m.in. muzyków jazzowych. Współpracuje z Wielkopolskim Stowarzyszeniem Jazzu Tradycyjnego Dixie Club, Fundacją jazzu Tradycyjnego z Gliwic i Polskim stowarzyszeniem Jazzu Tradycyjnego z Częstochowy. Utrwala muzyków od ponad dekady, a jego zdjęcia można na stronach internetowych fundacji, festiwali i zespołów jazzu tradycyjnego.
Druga wystawa bardziej rzucała się w oczy. Przed oranżerią zostały ustawiona zabytkowe samochody. Uwagę przyciągał przede wszystkim samochód nieistniejącej już marki Armstrong Siddeley 18 HP Mk. II. Przyjechał nim Henryk Rewers z Poznania, który zbiera samochody różnych marek, głownie Citroeny, i daje im drugie życie.
Henryk Rewers w wyremontowanym przez siebie Armstrongu Siddeley fot. Remigiusz Konieczka
- Ten samochód trafił do mnie przez przypadek, dlatego, że osoba, która sprowadza z Francji Citroeny, wspomniała o tym, iż jego znajomy posiada w garażu już od kilku lat to auto w stanie trochę nadszarpniętym, a nie chce już wkładać w niego pieniędzy. Pojechałem, zobaczyłem, dogadałem się i przejąłem. To było dwa lata temu i od tego czasu samochód stopniowo poddawany był rekonstrukcji - wyjaśnia nam Henryk Rewers.
Co ciekawe auto było w bardzo dobrym stanie technicznym. zawieszenie i silnik nie wymagały naprawy. Samochodem z 1927 roku można było jechać. To co wymagało renowacji, to lakier, tapicerka, wnętrze i konserwacja od spodu. Auto za 4 lata obchodzić będzie swoje setne urodziny. Od samego początku był to pojazd luksusowy i w takim duchu został odbudowany. Luksusowy jak na tamte czasy. Bezpośrednim konkurentem Armstronga Siddeleya był Rolls Royce. Szoferka jest oddzielona od przedziału pasażerskiego, siedzenia są miękkie, w środku samochód wykończony jest drewnem. Podobnie jak konstrukcja nadwozia. Wycieraczka połączona jest ze skrzynią biegów co w praktyce oznacza, że pracuje tylko wtedy, gdy samochód jedzie. Na postoju kierowca obsługiwał wycieraczkę ręcznie.
Jakub Marszałek z Dixie Company fot. Remigiusz Konieczka
Samochód nie ma kierunkowskazów. Ma za do sześciocylindrowy silnik o pojemności 2,5 litra i mocy zaledwie 18 koni mechanicznych. Dlatego tym autem należy poruszać się dostojnie, bez szaleństw. Zresztą na szaleństwa nie pozwala technika. Nasz rozmówca podkreśla, że tym samochodem trzeba się nauczyć jeździć. W aucie z 1927 roku skrzynia biegów nie jest zsynchronizowana z silnikiem i na słuch trzeba wyczuć kiedy obroty silnika pozwalają na zmianę biegu. Ma ponadto duży kąt skrętu i zawracania. Kierownica nie ma wspomagania. Skręcanie w miejscu jest praktycznie niemożliwe. Do tego są słabe hamulce. Stąd najlepiej rozwijać prędkość do 40-60 km/h.
- Ciekawostką tego modelu jest to, na co posiadam potwierdzenie Pałacu Buckingham wydane w 2000 roku, że dokładnie to auto brało udział w orszaku ślubnym księcia Yorku, czyli księcia Andrzeja. Można sobie wyobrazić kto w tym aucie był i kto nim jechał. Ten egzemplarz uczestniczył też w rajdach klubu właścicieli tej marki - dodał Henryk Rewers.
[video width="854" height="480" mp4="https://palukitv.pl/wp-content/uploads/2023/05/jazzfilm_f.mp4"][/video]
Oprócz angielskiej limuzyny goście Pałacu Lubostroń mogli obejrzeć Citroeny 2CV. Majówka Jazzowa Anno Domini 2023 odbyła się pod patronatem medialnym Pałuk. Kolejna - za rok.
Warszawski Zespół Jazzu Tradycyjnego Dixie Fellows fot. Remigiusz Konieczka































Remigiusz Konieczka