W Barcinie przy ul. Artylerzystów
Jedni strzelali, drudzy uciekali
24 sierpnia w godzinach wieczornych na ul. Artylerzystów w Barcinie słychać było strzały. To policjanci z Gniezna oddali strzały ostrzegawcze, a ich działania związane były z kradzieżami samochodów.
Strzelanina na ulicach Barcina wzbudziła sensację wśród mieszkańców miasta. Jedni chętnie opowiadają o tym, co widzieli i co wiedzą, inni boją się choćby anonimowo udzielić jakiejkolwiek informacji. Policja też niewiele mówi, tłumacząc, że w tej sprawie prowadzone są działania operacyjne.
- Działania, które prowadzili policjanci związane były z kradzieżą „volkswagena passata” na terenie gminy Trzemeszno - poinformowała 26 sierpnia asp. Anna Osińska, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Gnieźnie. - Policjanci z Gniezna trafili do Barcina, tam prowadzone były działania obserwacyjne. Oddano strzały ostrzegawcze. Nikt nie ucierpiał.
Rzeczniczka 30 sierpnia dodała jedynie, że w związku z prowadzonymi działaniami zatrzymana została jedna osoba.
Pozostałe informacje są nieoficjalne. Pojawiło się kilka wersji ubiegłotygodniowych wydarzeń.
Wspólna wersja jest taka, że oskarżonych o kradzież jest dwóch mieszkańców Wolic. Skradli oni samochód w Trzemesznie i zaparkowali go przy ul. Artylerzystów 24, pomiędzy blokami na Artylerzystów a blokiem socjalnym. Jedna z wersji wydarzeń głosi, że wcześniej potrącili policjanta. Kiedy auto trafiło do Barcina, miało założone żnińskie tablice rejestracyjne.
Dzięki zamontowanemu w samochodzie urządzeniu GPS policjanci namierzyli go i zaczaili się na złodziei. Kiedy ci próbowali do auta wsiąść, dziewięciu policjantów z Gniezna przystąpiło do akcji, padły strzały ostrzegawcze. Wtedy złodzieje uciekli. Policjanci z Barcina ustalili jednak, kim są i rozpoczęły się poszukiwania. 26 września pojawiła się informacja, że zostali schwytani.
Asp. Anna Osińska z KPP w Gnieźnie potwierdza, że został zatrzymany jeden ze sprawców. Nie ma natomiast oficjalnej informacji o tym, czy ktoś jeszcze jest poszukiwany. Nie uzyskaliśmy także potwierdzenia ani zaprzeczenia, że sprawca jest mieszkańcem gminy Barcin.
O strzelaninie gotowi są opowiedzieć niektórzy mieszkańcy.
- Co prawda ja nie widziałam tego wszystkiego, ale widział to mój syn - opowiada jedna z mieszkanek ul. Artylerzystów. - Wracał akurat. Wszedł do mieszkania i opowiadał, że przy klatce natknął się na postawnego mężczyznę ubranego na czarno, który przeładowywał broń. Ten człowiek spojrzał na mojego syna, zmierzył go wzrokiem i tyle. Syn się rozejrzał, zobaczył wokół mnóstwo ludzi i domyślił się, że to policjant. Ale i tak się aż cały wstrząsnął i wrócił do domu.
Mieszkanka bloku przy ulicy Artylerzystów dodaje, że czymś, co synowi rzuciło się w oczy było to, że w blokach przy Artylerzystów nie było nikogo widać w oknach, nikt nie patrzył, nie wychylał się, a ludzie z bloku socjalnego powychodzili na balkon, stanęli w oknach, jakby wiedzieli, że coś się będzie działo i jakby czekali na sensację.
Inny mieszkaniec bloku przy Artylerzystów relacjonuje, że usłyszał głuche strzały, które brzmiały, jakby wystrzały petard czy fajerwerków, ale wrzuconych do metalowej rurki. Padło ich cztery albo pięć.
- Wyjrzałem z ojcem na balkon i zobaczyliśmy postawnego mężczyznę, który biegł i coś krzyczał, nie rozumiałem go - mówi jeden z mieszkańców okolic. - Potem usłyszałem pisk opon i zobaczyłem, jak odjeżdża samochód, ale przejechał nie normalnie ulicą, ale przez plac z lewej strony bloku socjalnego. W akcji brali udział policjanci bez umundurowania. Widziałem dobrze zbudowanego, krótko ściętego mężczyznę w niebieskiej bluzie, który biegł w stronę bloku przy Artylerzystów 2. Według mnie, mógł to być policjant.
Świadek opisuje też, że w kolejnych dniach przy komisariacie policji w Barcinie było wielu policjantów, ale musiała to być grupa antyterrorystyczna, ponieważ mieli na sobie charakterystyczne ubrania. W okolicy komisariatu zaparkowane były także auta na gnieźnieńskich tablicach rejestracyjnych.
Nie wszyscy jednak chętnie opowiadają o wydarzeniach z 24 sierpnia. Ścigani znani są bardzo dobrze w barcińskim środowisku.
- Ja nic nie powiem, wie pani co to za ludzie, przyjdą, strzelą w łeb, lepiej nie mówić - powiedziała jedna z osób mieszkających w okolicy.
Magdalena Kruszka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1020 (35/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze