Nie wszystkie mieszkania mają toalety. Zlokalizowane są one w budynku gospodarczym, przed którym znajduje się szambo z odprowadzeniem do rowu.
fot. Sylwia Wysocka
Budynki, Kcynia, PKP, kanalizacja, mieszkańcy
Kanalizacja przed domem, ścieki do rowu
Mieszkańcy czują się bezradni, nie chcą spuszczać ścieków na pola, zatruwać środowiska, udrażniać i wypompowywać kanalizacji deszczowej używanej przez nich jako sanitarna, ale takie rozwiązanie wciąż funkcjonuje, a PKP jest odporne na wezwania lokatorów i władz gminy.
Mieszkańcy 7 budynków kolejowych w Kcyni przy ulicy Dworcowej (od numeru 16 do 22) - 17 mieszkań, w których zamieszkuje 20 rodzin - czują się bezradni w walce z właścicielem budynków - PKP.
Od blisko 3 lat zabiegają o podłączenie zajmowanych przez nich budynków do sieci kanalizacyjnej, jaką tuż pod ich oknami pobudowała gmina. Do tej pory ścieki z ich mieszkań, a w kilku przypadkach i ubikacji usytuowanych w budynkach gospodarczych, trafiają do szamb, a dalej kanalizacją deszczową przez tereny PKP i pod ulicą Nakielską na pola w kierunku Tupadł. Taka sytuacja wymusza na mieszkańcach konieczność wzywania i pokrywania kosztów przyjazdu wozów asenizacyjnych, gdyż część ścieków pozostaje w szambach. Nie do wszystkich szamb jest dojazd i wówczas przedsiębiorca wypompowujący szamba zmuszony jest do łączenia węży. Do tego zimą ściek zamarza, jesienią gromadzą się tam szczury, które wędrują po podwórzach i przyzwyczaiły się już do obecności człowieka. - Proszę zobaczyć, jakie pozostały dziury w ziemi nad rurociągiem ściekowym, to jest robota szczurów. W obawie przed epidemią sami je tępimy, bo pomocy z kolei w tym zakresie nie otrzymaliśmy żadnej. Kupujemy środki i walczymy z gryzoniami - mówią mieszkańcy.
Mieszkańcy domów kolejowych mają też świadomość, że zatruwają środowisko, a ich ścieki płyną na pola. Od trzech lat dążą do zmiany tej sytuacji.
Przedstawiciele mieszkańców domów kolejowych domagają się podłączenia budynków do sieci kanalizacyjnej
fot. Sylwia Wysocka
- Piszemy do PKP. Są to jednak pisma tylko w jedną stronę, bo odpowiedzi nie otrzymujemy. Dzwonimy, jesteśmy zwodzeni, przełączani, ignorowani, każe się nam dzwonić za dwa tygodnie, za miesiąc, bo ktoś akurat jest na urlopie, ktoś właśnie na niego idzie, jest na chorobowym. Słyszymy ton w słuchawce, kiedy mówimy, że dzwonimy z Kcyni. Chyba wyczerpaliśmy już wszystkie możliwości, byliśmy też u burmistrza, u dyrektora ZGKiM, u przewodniczącego Rady Osiedla, chyba już wszędzie i wciąż nic - mówią zrezygnowani mieszkańcy. Sami muszą udrażniać, przepychać zapchaną kanalizację, a z uwagi na to, że służyć ona ma odprowadzaniu wód opadowych, a nie ścieków z gospodarstw domowych, dochodzi do częstych zatorów.
W czynszach, jakie płacą regularnie właścicielowi budynków, wyszczególnione mają opłaty za kanalizację.
Mieszkańcy mówią, że z informacji sąsiedzkiej wiedzą, że jakaś komisja wizytowała ten teren w lipcu, pytali jedną z sąsiadek, gdzie ma podłączoną kanalizację. Jednak z pozostałymi mieszkańcami nikt nie rozmawiał. - Mamy XXI wiek, a wychodki są na podwórzu w murowanym chlewiku, szambo płynie w pola, a to co zostaje w zbiornikach musimy wypompowywać, pomijam już fakt, że się zapycha i wtedy musimy to czyścić i udrażniać. Płacimy regularnie, pod oknami biegnie kanalizacja od ponad dwóch lat, a my wciąż puszczamy nasze ścieki do rowu i nie możemy doprosić się zmiany tej sytuacji - mówi zaniepokojony i zmęczony ciągłym proszeniem o pomoc władz PKP mieszkaniec Dworcowej.
Mieszkańcy zapewniają, że kiedy żadnych efektów nie dawały pisma i telefony do PKP, próbowali tę sprawę ruszyć za pośrednictwem szefa Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Kcyni Henryka Grobelnego, byli też u burmistrza Piotra Hemmerlinga, jednak PKP odporne jest nawet na wnioski i żądania i z tych instytucji.
- Wezwaliśmy PKP do podłączenia budynków kolejowych do sieci kanalizacyjnej. Wówczas zwrócili się do nas z pytaniem, czy możemy takie przyłącza wykonać i byśmy zrobili wycenę tej inwestycji. Przesłaliśmy im kosztorys i na tym kontakt się urwał, cisza. O takim przebiegu powiadomiłem mieszkańców - mówi Henryk Grobelny. Koszt podłączenia tych siedmiu budynków do kanalizacji to około dwudziestu kilku tysięcy złotych.
Dotarliśmy do szczegółowej wyceny, w której zadanie obejmujące wykonanie około 108 mb przyłączy, montaż 7 studzienek rewizyjnych, odtworzenie nawierzchni i inwentaryzacja powykonawcza geodezyjna, ZGKiM wycenił na 20.772 zł netto (25.550 zł brutto). Proponowanym przez zakład gospodarki komunalnej terminem realizacji był lipiec - sierpień tego roku w przypadku zlecenia na majowy kosztorys. Jednak PKP zlecenia nie dała, na pismo też nie odpowiedziała.
- A mieliśmy już nadzieję, koszt stosunkowo niewielki za podłączenie 17 mieszkań jak na PKP, tym bardziej, że płacimy czynsze latami, a wszystko robimy we własnym zakresie. Ostatni remont klatki przez PKP był jakieś 35 lat temu, jeszcze za rządów poznańskiej dyrekcji PKP. Zrobili instalację na klatce, ale tylko dlatego, że powstał tam pożar - relacjonują mieszkańcy.
Henryk Grobelny zapewnia, że PKP ma obowiązek podłączenia budynków do powstałej sieci kanalizacyjnej w myśl ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków. Zapewnia również, że PKP zostało poinformowane, że istnieje obowiązek wykonania przyłączy budynków i że ZGKiM jest gotowe takie przyłącza wykonać za wskazaną kwotę, o ile nie wynikną dodatkowe, nieprzewidziane sytuacje.
Burmistrz Piotr Hemmerling informuje, że kcyński ratusz interweniował u władz PKP w sprawie podłączenia budynków kolejowych do sieci kanalizacyjnej, w tej sprawie interweniowali również lokatorzy mieszkań.
Adam Kaczmarek z kcyńskiego ratusza zapewnia, że prawo stanowi jednoznacznie, że w przypadku, kiedy gmina wybuduje kanalizację, budynki muszą zostać do niej podłączone, jeśli nie mają przydomowej oczyszczalni ścieków. Dodaje, że w tej sprawie wysyłane były do PKP pisma, w których wzywano PKP jako właściciela budynków do przyłączenia ich do sieci kanalizacyjnej, jednak nie ma na nie odzewu, ani też wymaganej reakcji ze strony właściciela. - Dalej sprawę będziemy pilotować, monitować - mówi Adam Kaczmarek.
Po licznych próbach uzyskania informacji w różnych siedzibach PKP udało się nam zdobyć deklarację od głównego specjalisty biura prasowego departamentu marketingu PKP S.A. w Warszawie, że podłączenia zostaną wykonane.
- Budynki przy ul. Dworcowej (nr 16-22) w Kcyni planujemy podłączyć do miejskiej sieci kanalizacyjnej do końca roku - poinformowała Paulina Jankowska.
O sprawie spuszczania ścieków do rowu śródpolnego i braku podłączenia budynków do sieci kanalizacyjnej istniejącej od dwóch lat poinformowaliśmy Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska z Bydgoszczy, skąd otrzymaliśmy zapewnienie, że sprawa zostanie rozeznana.
Artykuł 5 ust. 1 pkt 2 ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach mówi, że to właściciel nieruchomości zapewnia utrzymanie czystości i porządku przez przyłączenie nieruchomości do istniejącej sieci kanalizacyjnej lub, w przypadku gdy budowa sieci kanalizacyjnej jest nieuzasadniona, to istnieje konieczność wyposażenia nieruchomości w zbiornik bezodpływowy nieczystości ciekłych lub w przydomową oczyszczalnię ścieków bytowych spełniającą określone wymagania. Ustawa ta stanowi, że przyłączenie nieruchomości do sieci kanalizacyjnej nie jest obowiązkowe, jeżeli nieruchomość jest wyposażona w przydomową oczyszczalnię ścieków.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1126 (37/2013)
Komentarz
Kolej się nie śpieszy
Lokatorzy budynków kolejowych w Kcyni przy Dworcowej czują się bezradni, a nawet i lekceważeni przez monopolistę, jakim jest PKP. Czują się zawiedzeni, bo z pokolenia na pokolenie swoje życie zawodowe wiązali z koleją. Opowiadają, że praca nie była dla nich tylko obowiązkiem, ale też wyzwaniem, do pracy szli z radością. Dziś patrzą, jak niegdyś okazały dworzec w Kcyni marnieje, torowiska zarastają chwasty, budynki infrastruktury się sypią, a przecież Kcynia była ważnym węzłem kolejowym. Najlepiej wspominają czasy, kiedy Kcynia należała pod wielkopolską dyrekcję PKP.
Teraz, mimo że widok z okien budzi w nich smutek i żal, negatywne odczucia potęguje dzisiejsze podejście władz PKP do rodzin kolejarskich, które płacą regularnie czynsz, a traktowane są jak zło konieczne. Proszą o inwestycję podłączenia ich mieszkań do kanalizacji, a nie otrzymują nawet odpowiedzi, zbywani są też przy próbach telefonicznych interwencji.
Od lat tzw. burzówką, czyli rurociągiem mającym odprowadzać wody deszczowe, płyną też ich ścieki prosto na pola. Mają prowizoryczne szamba z odpływem, które się zapychają, i z których co jakiś czas trzeba wywozić nieczystości, które nie popłynęły rowem. Do tego dochodzą szczury i smród, bo szamba są zaraz przy budynkach. Mieszkańcy wiedzą, że dzieje się źle, że zanieczyszczają środowisko i zarówno ze względu na nie, jak i własną wygodę marzą o podłączeniu ich mieszkań do kanalizacji miejskiej, która zresztą biegnie po drugiej stronie budynków od strony ulicy. Po blisko trzech latach tracą nadzieję, że podłączenie nastąpi. Szukają pomocy w ratuszu, w Zakładzie Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Załamują ręce i przestają pomału wierzyć w to, że się uda.
Problemy ze zdobyciem informacji w PKP, a dokładniej deklaracji w sprawie podłączenia domów na Dworcowej do kanalizacji miejskiej, odczułam na własnej skórze. Odsyłano mnie od jednego do drugiego, piętnastego. Odniosłam wrażenie, że nie bardzo wiedziano, kto za to odpowiada, kto podejmuje takie decyzje, kto może zająć stanowisko w tej sprawie i odpowiedzieć na moje pytanie - kiedy nastąpi podłączenie do sieci kanalizacyjnej. Zwyczajnie mnie zbywano. Wszystko po to, by pozbyć się dociekliwego dziennikarzyny. Ostatecznie o problemie istniejącym w Kcyni udało mi się porozmawiać w Warszawie. I jest zapewnienie, że do końca roku, ale do tej informacji podchodzę z dystansem. Jak zobaczę, to uwierzę.
Moje obawy tym bardziej uważam za zasadne, obserwując sytuację wyprzedawania nieruchomości kolejowych w gminach. Tak więc brak odpowiednich inwestycji w najbliższym czasie spowodować może, że po sprzedaży lokali mieszkalnych dzisiejsi lokatorzy, a przyszli właściciele mieszkań z problemem zostaną pozostawieni sami sobie, i to oni będą musieli ponieść koszt przyłączy kanalizacyjnych.
Nadzieja tu jeszcze w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska, że wpłynie on na właściciela budynków, jakim jest PKP, by zamiast puszczać ścieki w polny rów, dokonać podłączeń do kanalizacji miejskiej.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1126 (37/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze