Reklama

KO i PZPR między wyborami

W Warszawie po wyborach w 1989 r. była już nowa władza, a na prowincji nadal rządziła PZPR. Komitety Obywatelskie, które tworzyli działacze Solidarności, a także entuzjaści zmian, były właściwie legalną opozycją.

     Po dwóch turach wyborów w 1989 roku wszyscy czekali na to, jak rozwiążą się sprawy w Sejmie, bo tam nadal większością dysponowała Polska Zjednoczona Partia Robotnicza wraz z partiami satelickimi - Stronnictwem Demokratycznym i Zjednoczonym Stronnictwem Ludowym. Jednak i w Warszawie, i w Żninie nie było złudzeń: kończyła się pewna epoka.
     Zdzisław Małecki, ówczesny I sekretarz komitetu miejsko-gminnego PZPR w Żninie wspomina: - Co prawda tuż po wyborach była mowa o możliwości współpracy i współdziałania z opozycją, ale odejście od PZPR Stronnictwa Demokratycznego i Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego spowodowało, że PZPR straciła władzę. Mało kto wierzył, że partia się podniesie i odzyska władzę. Część działaczy na górze, takich jak Marek Siwiec, Stefan Borowski czy Tomasz Nałęcz dążyli do reform wewnętrznych, co moim zdaniem było nierealne - mówi.
     WYMACHIWANIE LEGITYMACJAMI
     - U nas sytuacja też zaczęła być nieciekawa. Część ludzi zaczęła unikać mnie na ulicy. Składki członkowskie przestały być płacone regularnie. Na zebraniach frekwencja była coraz mniejsza. Nikt wtedy nie próbował egzekwować dyscypliny od członków partii. To byłoby bez sensu. Niektórzy przychodzili do mnie i zaczęli oddawać legitymacje partyjne. Przyszedł raz jeden. Ze względu na jego zasługi dla gminy Żnin nie wymienię go z nazwiska. Ledwo próg przekroczył, to zaczął krzyczeć: „Oddaję legitymację” i rzucił mi na biurko. To ja odpowiedziałem, żeby oddał ją tym swoim rówieśnikom, którzy go do partii zapisywali. I tak mówiłem wszystkim, którzy do mnie przychodzili i wymachiwali legitymacjami. Chodziło im o demonstrację, która była już wtedy niepotrzebna. Nie denerwowało mnie to, ale śmieszyło - powiedział Zdzisław Małecki.
     W SEJMIE
     Solidarność po wyborach z 4 i 18 czerwca 1989 r. miała w Sejmie 161 mandatów. Jej posłowie - w tym Andrzej Wybrański ze Żnina - zrzeszeni byli w Obywatelskim Klubie Parlamentarnym. - Na prośbę pani doktor Haliny Malinowskiej, która bardzo mnie wspierała i pomagała mi podczas kampanii wyborczej, w Sejmie zostałem członkiem komisji zdrowia. Natomiast z racji wykonywanego zawodu nauczyciela, byłem również członkiem komisji edukacji. W komisji budżetu uczestniczyłem w pracach nad budżetem oświaty jako przedstawiciel komisji edukacji - wspomina Andrzej Wybrański. - Pierwsze wrażenie z Sejmu było entuzjastyczne. Zdecydowana większość posłów OKP nigdy w Sejmie nie była. Każdy chciał zrobić dla Polski jak najwięcej i jak najszybciej chciał się nauczyć specyfiki pracy poselskiej.
     Każdy z posłów miał wtedy na głowie swoją pracę zawodową, na którą poświęcał poniedziałki i wtorki. Od środy zaczynała się praca w Sejmie. Tego dnia posłowie pracowali w komisjach, a w czwartki i piątki odbywały się sesje sejmowe, które nieraz przedłużane były do soboty. Rzadko kiedy praca kończyła się przed północą. Nie było wtedy dyscypliny w czasie głosowania. Na posiedzeniach klubu OKP przeprowadzane było głosowanie sondażowe. Jeśli 70, 80, 90 procent ludzi było za, to na forum Sejmu klub OKP głosował za daną ustawą.
     - Nocowaliśmy w hotelu sejmowym. Mieliśmy tam pokoje dwuosobowe. Tylko marszałkowie i przewodniczący komisji mieli jedynki. Wyposażenie w pokoju było wystarczające, aczkolwiek proste. Dziś każdy poseł ma pokój tylko dla siebie - wyjaśnia były poseł. - Ówczesne uposażenie posłów było nieporównywalnie niższe od tego, co mamy dziś. Było ono mniej więcej równe mojej pensji dyrektorskiej w LO. Praca była równie, jeśli nie bardziej, wyczerpująca pod względem umysłowym i fizycznym. Muszę jednak zaznaczyć, że jestem za tym, aby poseł był odpowiednio wyposażony do tego, by wykonywać swoją pracę.
     Zmienić należało praktycznie wszystko. Od ustroju państwa po system zdrowia, edukacji, a przede wszystkim gospodarkę. - Dla mnie osobiście najważniejszą kwestią w czasie kadencji były prace nad ustawą o systemie oświaty. Prace te zaczęły się na początku kadencji Sejmu, a ustawa została przyjęta na jednym z ostatnich posiedzeń w 1991 roku. Większość zapisów w ustawie obowiązuje do dziś, a to, że została przyjęta, uważam za cudowny zbieg okoliczności. Największy spór związany był z tym, czy ma być w szkołach lekcja religii i kto ma decydować o tym, czy uczeń powinien na nią chodzić. Uchwalenie ustawy za pierwszym razem nie powiodło się i powstał pat legislacyjny. Udało się za drugim podejściem. Byłoby źle, gdyby Sejm tej ustawy nie przyjął. Miałem w tym swój duży udział. Kosztowało mnie to dużo wysiłku i zabiegów - przypomina Andrzej Wybrański.
     W lipcu 1989 roku Zgromadzenie Narodowe (posłowie i senatorowie) przystąpiło do wyboru prezydenta. Przez cały okres PRL prezydenta nie było. Stanowisko to znosiła konstytucja z 1952 roku. Na mocy porozumienia zawartego przy Okrągłym Stole, w Polsce obok Senatu został przywrócony urząd prezydenta.
     - Zgodnie z tym, co w swoim artykule napisał Adam Michnik [chodzi o artykuł w „Wyborczej” „Wasz prezydent, nasz premier” - przyp. rk] nakłaniano nas, aby głosować na Wojciecha Jaruzelskiego. Prezydenta wybierało Zgromadzenie Narodowe złożone z posłów i senatorów. Pamiętam, że jego kandydatura przeszła jednym głosem. Cały OKP był przeciw, na pewno wiem, że wstrzymał się co najmniej jeden z posłów i jeden z senatorów OKP. To zdecydowało o wyborze Jaruzelskiego na prezydenta PRL - mówi Andrzej Wybrański, który był wtedy na sali sejmowej.
     KO OPINIUJE
     W Warszawie na przełomie lipca i sierpnia Czesław Kiszczak, desygnowany na premiera, próbował formować rząd. W Żninie w tym czasie - jak przyznał Andrzej Wybrański - niewiele się działo. - Tuż po wyborach działalność KO była bardzo słaba. Po pierwsze dlatego, że było już po wyborach, a po drugie dlatego, że były wakacje. Ja osobiście pełniłem dyżury poselskie. Pełniłem na nich rolę podwójną: posła i przewodniczącego Komitetu Obywatelskiego. Ludzie przychodzili z różnymi sprawami. Dominowały prośby prywatne i społeczne. KO nie zajmował się tylko polityką, ale również podejmował problemy o naturze społecznej. Ludzie przychodzili m.in. w sprawie mieszkań. To były trudne sprawy. Jeśli zajmowaliśmy się mieszkaniami, to prosiliśmy ówczesne władze lokalne o dokładne rozpatrzenie danej kwestii. Nie wywieraliśmy nacisków, że problem, z którym przychodzimy, ma być załatwiony - mówi były poseł.
     18 lipca 1989 roku Zbigniew Jaszczuk, ówczesny naczelnik miasta i gminy Żnin, wydał decyzję, w której przydzielił Komitetowi Obywatelskiemu NSZZ Solidarność w Żninie na cele biurowe lokal przy ul. Śniadeckich 15 (dawna redakcja Zniner Zeitung, a później Pałuczanina). Siedziba Solidarności mieści się w tych pomieszczeniach do dziś. Przypomnijmy, że został on zabrany Solidarności 13 grudnia 1981 roku, czyli z chwilą wprowadzenia stanu wojennego, a  Komitet Obywatelski wiosną 1989 roku działał w siedzibie Stronnictwa Demokratycznego przy pl. Wolności, tuż obok siedziby Milicji Obywatelskiej.
     Z inicjatywy Haliny Malinowskiej KO zajął się sprawą zaopatrzenia żnińskich sklepów w żywność oraz cen żywności, a w szczególności mięsa, masła i cukru. Halina Malinowska i Jerzy Kałamajski spotkali się z przedstawicielami władz miejskich oraz z producentami żywności (rzeźnie, mleczarnia) w sprawie wysokości cen.
     W celu monitorowania spraw związanych z ochroną środowiska powstała tzw. komisja zielonych w składzie: Halina Malinowska, Krzysztof Płażewski, Marian Kawka i Jerzy Kałamajski. Kilkanaście dni później (na zebraniu 30 sierpnia 1989) za sprawy ochrony środowiska został odpowiedzialny Aleksander Kmiećkowiak. KO interweniował w sprawie zanieczyszczonej Gąsawki.
     - Pamiętam, że wtedy z Aleksandrem Kmiećkowiakiem byliśmy na posiedzeniu Miejskiej Rady Narodowej, aby zainteresować ówczesną radę problemem Gąsawki, która w tym czasie była kanałem ściekowym. Efekt był taki, że po roku Gąsawka została uregulowana. Koryto zostało oczyszczone, śmieci wybrane - wspomina Marian Kawka.
     Komitet Obywatelski występował również przeciw  likwidacji linii kolejowej ze Żnina do Szubina. Przyjął też decyzję o inwestycjach w oświacie. KO ustalił, że priorytetowa jest budowa SP nr 5, a później SP nr 4 i rozbudowa Zespołu Szkół Mechanicznych.
     Sprawami samorządu terytorialnego zajmować się mieli: Aleksander Kmiećkowiak, Stanisław Popkowski, Andrzej Turzyński i Halina Malinowska. Powołana została również komisja interwencyjna w składzie: Lech Nowak, Andrzej Turzyński i Jerzy Morawski.
     MAZOWIECKI
     Po nieudanej próbie sformowania rządu przez Czesława Kiszczaka, na stanowisko premiera desygnowany został przedstawiciel Solidarności Tadeusz Mazowiecki, który został pierwszym niekomunistycznym premierem w Polsce od 1945 roku. Jego kandydaturę poparł Sejm, a zdjęcia premiera w geście zwycięstwa obiegły cały świat i przeszły do historii. - Kandydatura Tadeusza Mazowieckiego ogłoszona została na posiedzeniu OKP i przyjęta przez aklamację. Prowadzone były również rozmowy z innymi klubami związane z poparciem jego kandydatury. Przed głosowaniem wiedzieliśmy, że zostanie desygnowany na premiera, bo udało się zbudować większość. Wierzyliśmy wtedy, że dla Polski uda się zrobić więcej niż dotychczas. Szkoda tylko, że wtedy, w tamtych czasach, nie udało nam się przeprowadzić w procesie legislacyjnym ustaw o lustracji i dekomunizacji. Skutki tego odczuwane są do dziś - tak ten czas pamięta Andrzej Wybrański.
     Jako poseł brał udział w pracach komisji, które opiniowały kandydatów na ministrów. - Przesłuchiwaliśmy Leszka Balcerowicza, późniejszego ministra finansów i Jacka Kuronia, ministra pracy i opieki socjalnej. Trzecim był kandydat na ministra zdrowia Andrzej Kosiniak-Kamysz z ZSL. Pamiętam, że z bardzo ważnych powodów nie mogłem uczestniczyć do końca w przesłuchaniu kandydata, który nie miał poparcia wszystkich posłów. Wychodząc, zostawiłem przewodniczącemu komisji, również z ZSL, pisemne oświadczenie, że oddaję głos na tego kandydata. Wiedziałem, że jestem jedynym z OKP, który oddał na niego głos. Wtedy uważałem, że tak trzeba. Kandydat został ministrem i jestem przekonany, że dzięki mojemu poparciu udało mi się później ściągnąć pieniądze na budowę Regionalnego Centrum Onkologii w Bydgoszczy - mówi były poseł.
     LISTOPAD W KO
     Jesienią 1989 roku w Komitecie Obywatelskim w Żninie toczyła się dyskusja nad jego przyszłością. - Wiedziałem, że prędzej czy później KO musi przekształcić się w partię polityczną.  W taką partię, gdzie światopoglądy nie są stawiane na pierwszym planie. Marzyłem zawsze o partii, w której jasne są cele polityczne: demokracja, wolność słowa, liberalna polityka gospodarcza, natomiast to, kto w co wierzy i dlaczego, jest osobistą sprawą każdego z członków partii.  „Solidarność” była takim właśnie ruchem społecznym różnych ludzi, których jednoczył wspólny wróg. Jak wroga zabrakło, to okazało się, że są ludzie o bardzo różnych poglądach na życie społeczne, gospodarcze i polityczne. Dlatego musiało się to rozpaść. I przyszłość pokazała, że tak się stało - wyjaśnia Aleksander Kmiećkowiak, działacz KO w Żninie.
     - KO od samego założenia miał prowadzić działalność polityczną. Po wyborach uważaliśmy, że KO powinien w Żninie nadal istnieć, a jego działalność powinna być kontynuowana. Komitet miał służyć do kontaktowania się z władzami - dodaje Andrzej Wybrański.
     - Rozważaliśmy rozwiązanie KO. Padały wówczas argumenty, że po wyborach żadne ciało polityczne nie powinno istnieć nad władzą samorządową. Uważałem, że naszym celem jest doprowadzenie do wygranej w wyborach samorządowych, wybranie właściwych ludzi i rozwiązanie KO - mówi dziś Marian Kawka.
     - Kiedy zostałem posłem, dzieliłem czas między Żnin a Warszawę. Na początku tygodnia byłem dyrektorem w liceum. W środy, czwartki i piątki jechałem do Sejmu. Chciałem, aby KO  w Żninie nadal prężnie działał, pozyskiwał nowych ludzi do działalności, a moje obowiązki w szkole i w Sejmie ograniczały pracę na rzecz KO. Zrzekłem się funkcji przewodniczącego i zdecydowaliśmy, że zostaną przeprowadzone wybory, które wyłonią nowego lidera KO - wyjaśnił Andrzej Wybrański.
     Na zebraniu 23 października członkowie KO wybierali statut. Piętnastu opowiedziało się za projektem statutu autorstwa Andrzeja Krzyżaniaka, a ośmiu za projektem grotołazów (Dominika Księskiego, Eugeniusza Dobaczewskiego i Mariana Kawki), pięć osób wstrzymało się od głosu. Różnica między projektami polegała głównie na tym, że ten drugi przewidywał rozwiązanie KO po wyborach samorządowych. Tydzień później wniesione zostały poprawki do nowego statutu. Termin wyborów nowego zarządu i przewodniczącego KO ustalono na 13 listopada 1989 r.
     W zebraniu wyborczym uczestniczyło 27 osób na ogólną liczbę 50 członków KO w Żninie. Najpierw na zebraniu ustalono, że zarząd będzie liczył siedem osób. Z jedenastu kandydatów do zarządu weszli: Eugeniusz Dobaczewski, Józef Kaczmarek, Aleksander Kmiećkowiak, Andrzej Krzyżaniak, Dominik Księski i Stanisław Popkowski, a po drugiej turze Bogdan Świercz.  W wyborach na przewodniczącego KO startowało trzech kandydatów: Bogdan Świercz, Aleksander Kmiećkowiak i Andrzej Krzyżaniak. W głosowaniu żaden nie zdobył większości 50% + 1, konieczna więc była druga tura. W niej Aleksander Kmiećkowiak zdobył 12 głosów, a Andrzej Krzyżaniak 14 i to on został następcą Andrzeja Wybrańskiego. Tydzień później na wiceprzewodniczącego wybrano Aleksandra Kmiećkowiaka.
     Komitet Obywatelski zaczął przygotowania do wolnych wyborów samorządowych, ale o tym w następnych artykułach.   

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 931 (50/2009)

Reklama

S2UFLADA

SO24LI

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 10/12/2024 14:33
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości