Reklama

Koła łowieckie kontra rolnicy

Kcynia, gmina, rolnicy, myśliwi, Gwardia, odszkodowania
     Koła łowieckie kontra rolnicy
     1 kwietnia rozpoczyna się sezon polowań łowieckich. Jak bumerang powraca problem odszkodowań za zniszczone przez dziki, łosie, daniele, jelenie, sarny uprawy rolników.

     Przed kilkunastoma laty wszelkie koszty szkód wyrządzonych przez zwierzynę leśną ponosiła administracja lasów państwowych. W ostatnich latach ciężar ten został przeniesiony na koła łowieckie.
     Do niedawna koła dawały sobie radę z wypłacaniem odszkodowań. Pieniądze do kół płynęły głównie ze sprzedaży na Zachód zabitych zwierząt leśnych. Przed dwoma laty jednak cena dziczyzny znacznie spadła na Zachodzie, potem o około 50% także w kraju. Dziczyzna zaczęła zalegać w magazynach. Koła - aby ratować swoją finansową sytuację - sprowadzają zagranicznych myśliwych płacących za możliwość polowania w naszych lasach.
     PROCEDURA SZACOWANIA SZKÓD
     Kiedy rolnik zauważy szkodę, pisze do zarządcy lub dzierżawcy obwodu łowieckiego. Ten informuje Zarząd Gminy o osobach uprawnionych do przyjmowania zgłoszeń. Koło łowieckie jest zobowiązane w terminie siedmiodniowym przysłać swoich przedstawicieli, którzy dokonają oględzin. Sporządzony zostaje protokół ze wstępnych oględzin szkody (w dwóch egzemplarzach), zawierający podpisy rolnika i przedstawicieli koła. Takich wstępnych oględzin może być kilka.  Przed zbiorem uprawy delegaci przyjeżdżają na zgłoszone pole jeszcze raz na szacowanie szkody oraz określenie wysokości odszkodowania. Wówczas sporządzony zostaje protokół z szacowania szkody (także w dwóch egzemplarzach) z podpisami obydwu stron. Wypłaty odszkodowania dokonuje się w terminie do 30 dni od dnia sporządzenia protokołu szacowania szkody.
     Jeśli rolnik nie jest zadowolony z oszacowania szkody i do podpisania protokołu nie dojdzie, może zwrócić się do burmistrza lub wójta o mediacje pomiędzy nim a kołem. Jeśli również mediacja nie przyniesie porozumienia, rolnikowi pozostaje droga sądowa z powództwa cywilnego.
     GWARDIA KONTRA ROLNICY
     16 marca w podkcyńskiej wsi Turzyn rolnicy ze wsi Malice, Zalesie, Dziewierzewo, Turzyn i Miastowice spotkali się z burmistrzem Kcyni Tomaszem Szczepaniakiem, aby wyjaśnić problemy związane z szacowaniem szkód wyrządzonych przez zwierzynę leśną.
     Zdaniem rolników, koło Gwardia z Bydgoszczy lekceważy rolników, zaniża wartość szacowanych szkód, nie przyjeżdża na oględziny. Rolnicy nie mogą dochodzić sądownie swoich praw, ponieważ nie posiadają protokołów z szacowań szkód.
     Michał Zientara z Mycielewa: - Szkody na moim polu rozpoczęły się od wzejścia buraków, zawiadomiłem koło. Przyjechali w siedmiodniowym wyznaczonym terminie na oględziny wstępne. Szkody nasilały się, dlatego znów powiadomiłem koło i znów przyjechali. Podczas szacowania końcowego w październiku doszliśmy do porozumienia i ustaliliśmy 1.600 zł odszkodowania za 9 hektarowe pole buraków. Liczyliśmy procentowo, aby było w miarę obiektywnie. Został sporządzony protokół, pod którym zostały złożone podpisy - mój i szacujących, ja protokołu jednak nie dostałem, zabrali go szacujący. Twierdzili, że otrzymam go w najbliższych dniach pocztą, bo najpierw protokół musi zostać podpisany przez zarząd koła. W grudniu przyszedł przekaz pocztowy na 500 złotych. Zdenerwowany zadzwoniłem do łowczego Wiesława Winiewskiego. Powiedział, że szacujący szkody na niczym się nie znają, tzn. na szacowaniu szkód (Wiesław Winiewski był obecny przy szacowaniu w sierpniu - przyp. rch) i dlatego nie otrzymałem tyle, ile ustalono. Łowczy powiedział, że to co zostałem, to wszystko, aż nadto. Z czym pójdę do sądu, nie miałem żadnych zaświadczeń?
     Andrzej Maćkowski z Dziewierzewa: - Mam 30 hektarów przy lesie. W ubiegłym roku na 6,5 hektarowym polu został zniszczony 1 hektar pszenicy. Podczas szacowania końcowego w sierpniu ustaliliśmy 3.300 zł, co zostało zapisane w końcowym protokole, który podpisałem. Został on zabrany przez szacujących, ja nie dostałem nic. Na święta Bożego Narodzenia dostałem kartę z życzeniami świątecznymi i przekaz na 330 zł. Koło napisało, że zrobiona została weryfikacja sporządzanego protokołu. Jak można dokonywać weryfikacji protokołu przed świętami, kiedy zboża nie ma już na polu? Koło samo zrobiło weryfikację protokołu, protokół stanowił określoną wartość szkód, a oni mi uznali jedną dziesiątą tych szkód.  
    
Jedyną poszkodowaną osobą, która posiada stosowne dokumenty jest Marian Oczkowski z Zalesia. W ubiegłym roku dziki dokonały szkód na jego 35-hektarowym polu obsianym jęczmieniem. Koło przyjechało na oględziny wstępne i sporządzony został protokół w dwóch egzemplarzach - najpierw 29 maja 2002 roku, a następnie 15 sierpnia 2002 roku. Nie doszło jednak do szacowania końcowego na polu Mariana Oczkowskiego, ponieważ mimo pism i apeli na szacowanie końcowe przedstawiciele Gwardii nie przyjechali. - Czekałem tak długo, aż w końcu nie doczekawszy się koła musiałem jęczmień wykosić, oględzin i ustalenia wysokości odszkodowania nie było - mówi rolnik i dodaje: - Łącznie są mi winni około 3.000 złotych.
     ILE ZJE JELEŃ ZA 3.300 ZŁ?
    
Na pytania, na jakiej podstawie zarząd koła łowieckiego Gwardia dokonywał weryfikacji oszacowanych już szkód i dlaczego szacujący nie wydawali rolnikom protokołów z szacowań prezes Koła Łowieckiego Gwardia Włodzimierz Majewski, członek profesor Waldemar Halota i gospodarz obwodu łowieckiego Mirosław Nowicki postanowili odpowiedzieć na łonie natury - w leśniczówce w Dziewierzewie.
     Ich zdaniem, gdy dane zawarte w protokole odbiegają od faktycznie istniejącej w uprawach szkody, taki protokół zostaje przez zarząd koła zweryfikowany. - My te pola znamy i wiemy, ile faktycznie zostało na nich uszkodzonych upraw. Trudno jednak, aby zarząd jechał na każdą szkodę i sam te szkody szacował. Zaś jeśli chodzi o pana Maćkowskiego, to szkoda na jego polu została zweryfikowana do faktycznych rozmiarów uszkodzeń uprawy. Ile ten jeleń musiałby zjeść pszenicy za 3.300 zł? - pyta prezes Gwardii.
     TAMA NA WYCISKANIE ZŁOTÓWEK
     - Problem z rolnikami jest dlatego, że postanowiliśmy postawić tamę na wyciskaniu z nas każdej złotówki przez rolników - powiedział profesor Halota. Prezes Gwardii Włodzimierz Majewski dodał: - Z naszego punktu widzenia rolnik zawsze widzi więcej niż szkody wynoszą w rzeczywistości. Rolnicy wyolbrzymiają problem szkód. Koło realizuje odszkodowania, ale w wymiarze faktycznych szkód, a te są niejednokrotnie w ocenie rolnika zawyżone. Na przykład wymarzł rzepak, a rolnicy zganiają to na szkody. Nasze koło wypłaca odszkodowania za straty zgodnie z obowiązującymi przepisami. Płacimy, za to co faktycznie zostało uszkodzone. W zakresie odszkodowań obowiązują nas przepisy i do nich się stosujemy.
     INDYWIDUALNE PODEJŚCIE I NIEDOPILNOWANIE OBOWIĄZKÓW
     Dlaczego mimo wezwań ze strony pana Oczkowskiego nie pojawili się na szacowaniu końcowym?
     - To sprawa indywidualna i musimy ją sprawdzić - powiedział prezes i dodał, że jeśli chodzi o pana Zientarę, to osiągnął on i tak najwyższe odszkodowanie, jakie koło wypłaciło.
     Jak to możliwe, że koło nie wydawało rolnikom protokołów z szacowań, które muszą otrzymać obydwie strony?
     Prezes koła: - To wynika z ułomności osób, które pojechały z ramienia koła szacować szkody, te osoby po prostu nie dopilnowały swoich obowiązków.
     NIEWDZIĘCZNE ZAJĘCIE
     Czesław Szablewski
, leśnik z Urzędu Miasta i Gminy w Kcyni, który przed laty zajmował się szacowaniem szkód przybliża problem odszkodowań: - Praca osoby szacującej jest bardzo niewdzięcznym zajęciem. Rolnik zwykle uważa, że szacuje on za mało, a koło twierdzi, że oszacował zbyt dużo. Tak czy owak do szacującego każda ze stron ma zawsze pretensje. Jeśli chodzi o "Gwardię" to nie miała ona ludzi odpowiednio przygotowanych do szacowania, były to osoby, które na uprawach się nie znały. Poza tym "Gwardia" nie sporządzała na miejscu protokołów szkód, co pozostawało na ustnej umowie między szacującym, a rolnikiem. Przepisy prawa łowieckiego nie tylko nie definiują zobowiązania kół wobec rolników, ale też obligują rolnika do współdziałania z kołem w celu zabezpieczenia się przed szkodami. Koła dają środki odstraszające, które rolnik zobowiązany jest umieszczać przy swoich plantacjach.
     ŚRODKI ODSTRASZAJĄCE - DAJĄ CZY NIE?
     Czy Gwardia zabezpieczała rolników w takie środki? Prezes Gwardii: - Rolnicy otrzymują środki odstraszające, obecnie funkcjonuje kilkanaście pastuchów elektrycznych, u Zientary zrobiony został pas zaporowy.
     Rolnicy, z którymi rozmawiałam, zdecydowanie twierdzą, że środków odstraszających nie otrzymują.
     Andrzej Maćkowski dodaje: - Powiedzieli, że mam sobie ogrodzić swój teren, żadnych środków nie dawali. Zresztą cały problem polega na tym, że ludzie ci za daleko mieszkają od tego terenu, nie są z nim zżyci, to co robią traktują jako typowe hobby.
    
Prezes Gwardii:- Generalnie znajdujemy wspólny język z miejscową ludnością, ale pogarszająca się sytuacja rolników radykalizuje ich żądania wobec koła. Koło nie może przystawać na takie koszty, bo maleją dochody koła. W celu zrealizowania żądań rolników koło z przymusu  kontraktuje polowania dewizowe, tak aby otrzymane zyski przeznaczyć na rekompensaty dla rolników. W tym rejonie wypłacamy około 8 tys. odszkodowań rocznie.

Róża Kirschhiebel
Pałuki nr 580 (13/2003)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości