Reklama

Kompletne kłamstwo, nie zostawiliśmy żadnych długów

Roman Kulig i Bogdan Wiśniewski zapewniają, że odchodząc w połowie sezonu wszystko mieli uregulowane na bieżąco, a na drugie półrocze pozostawili połowę przyznanej dotacji. Słowa nowego prezesa Zbigniewa Gurdy traktują jako kłamstwo, pomówienie i oszczerstwo.

Poprzedni prezesi Roman Kulig i jego zastępca Bogdan Wiśniewski byli gośćmi piątkowej konferencji prasowej w biurze burmistrza Kcyni Marka Szarugi w związku z informacją o tym, że pozostawili po sobie w kcyńskim „Orle“ długi fot. Sylwia Wysocka

     Wracamy do tematu wydatkowania przez władze klubu sportowego Orzeł Kcynia całej dotacji przyznanej z ratusza na działalność w 2017 roku. Przypomnijmy, że prezes klubu Zbigniew Gurda tłumaczył, że klub spłacił 10.000 zł zadłużenia z ubiegłego roku tytułem czynszu za wynajem szatni i łazienek Kcyńskiemu Bractwu Kurkowemu, od którego pomieszczenia są dzierżawione. - Zadłużenie ciągnęło się jeszcze z czasów poprzedniego zarządu, my to przejęliśmy i chcieliśmy to pospłacać, wszystko łącznie z trenerami opłacane było do 30 czerwca. Burmistrz wcześniej deklarował, że pieniędzy dołoży w wysokości 30.000 zł, jednak teraz się z tego wycofał. Wyszliśmy na prostą, długi mamy pospłacane, pozostają bieżące opłaty, ale nie oglądamy się już na Urząd Miejski tylko działamy z własnych środków, z pomocy sponsorów. Jesienne rozgrywki zaczynamy z własnych pieniędzy i gramy dalej, wygrywamy wszystkie sparingi, mamy mocny zespół, jeszcze się wzmocniliśmy, walczymy o A klasę i dalej o ligę okręgową, bo tak sobie życzą sponsorzy, by w Kcyni była okręgówka - zapewniał Zbigniew Gurda.
     BRAK AWANSU, BRAK PIENIĘDZY
     Burmistrz Marek Szaruga przyznaje, że rozważane były z radnymi możliwości dofinansowania klubu, ale pod warunkiem awansu, jaki był szumnie zapowiadany, bo wówczas wydatki Orła uległyby zwiększeniu, chociażby w związku z dalszymi wyjazdami na mecze. Do awansu nie doszło, drużyna nadal jest w klasie B, więc urząd nie widzi potrzeby i możliwości zwiększenia dotacji poprzez ogłoszenie dodatkowego konkursu.
     Kwestiami stowarzyszeń w kcyńskim ratuszu zajmuje się Ewa Hałas, która tłumaczy, że do 31 lipca każdy klub musi złożyć sprawozdanie częściowe z wykonania dotacji za pierwsze półrocze. - „Orzeł“ złożył 31 lipca sprawozdanie wraz z fakturami podpisane przez prezesa Zbigniewa Gurdę i wiceprezesa Andrzeja Stachowiaka z czego wynika, że wydali 46.166,25 a 49.000 zł mają przyznane na cały rok. Trwa audyt wewnętrzny, gdzie kontrolowane są faktury i wydatki - mówi Ewa Hałas.
     Podkreśla ona zaraz, że klub miał prawo wydać te pieniądze, ale umowę mają podpisaną do końca roku i drugą połowę roku muszą grać ze środków własnych czy sponsorskich i zadanie zrealizować. Z przyznanej dotacji nie mogli spłacać długów, jeśli takie były, bo były to środki na prowadzenie działalności w 2017 roku, a nie na regulację dawnych zobowiązań, na co zwracała uwagę Ewa Hałas wraz z burmistrzem. Składając wniosek o dotację wyszczególnione jest, na co zostanie ona przeznaczona w danym roku.
     W sprawozdaniu na utrzymanie boiska klub w pierwszym półroczu wydał już 10.720 zł na zakup wapna, środków ochrony nawierzchni i wykaszanie trawy. Burmistrz podkreśla, że na prośbę prezesa na stadion została przydzielona pani z robót publicznych, aby ograniczyć koszty utrzymania stadionu - łącznie na 9 miesięcy przez 8 godzin dziennie. - Przychyliłem się do prośby prezesa, przez pół roku osoba ta jest finansowana przez Urząd Pracy i na dalsze 3 miesiące my ją zatrudniamy, więc żaden koszt klubu - tłumaczy Marek Szaruga, podkreślając że w zakresie jej obowiązków jest utrzymanie porządku na stadionie.
     NIE ZOSTAWILI DŁUGÓW
     Byli prezesi Roman Kulig i Bogdan Wiśniewski zaprzeczają informacjom obecnego prezesa jakoby zostawili klub z długami. - Nie mogliśmy mieć długów w 2015 roku, bo urząd nie dałby nam dotacji na 2016 rok. Poprzedni zarząd „Orła“ nie posiadał żadnych zobowiązań, bo zdając klub w połowie roku mieliśmy jeszcze 23.000 czy 24.000 zł na plusie na funkcjonowanie klubu i na drugie półrocze przekazaliśmy połowę dotacji. Natomiast w 2015 roku na koniec roku zostały nam jeszcze pieniądze więc za 6.000 zł kupiliśmy sprzętu na klub. Zdaliśmy klub z pieniędzmi na drugie półrocze, mieliśmy kontrole finansowe, które nigdy nie wykazały nieprawidłowości. Do połowy roku mieliśmy zapłacony czynsz za pomieszczenia Kcyńskiemu Bractwu Kurkowemu - tłumaczy Roman Kulig.
     - Kcynia jest małym miastem, posiadamy wypracowaną pozycję społeczną i ludzie potrafią skojarzyć, a nie możemy sobie pozwolić na to, żeby nas kojarzyli jako tych, którzy okradli klub czy pozostawili pana Gurdę z długami - mówił Bogdan Wiśniewski, zapewniając, że jeśli nie zostanie to przez obecnego prezesa sprostowane, to skieruje sprawę na drogę sądową o zniesławienie i pomówienie.
     Byli prezesi podkreślali, że opinia o tym jakoby pozostawili długi jest kłamstwem. Podkreślają, że wszystko mieli z Kcyńskim Bractwem Kurkowym uregulowane, opłacony był czynsz za pierwsze półrocze, co było kontrolowane i rozliczane przez urząd. - Marek Michalak prezes Bractwa Kurkowego może potwierdzić czy zalegaliśmy im z czynszem. Są dokumenty w ratuszu, wszystko można sprawdzić - mówi Roman Kulig.
     Z BRACTWEM W TLE
     Prezes Kcyńskiego Bractwa Kurkowego Marek Michalak zapewnia, że klub za rządów Romana Kuliga żadnego zadłużenia względem bractwa w związku z dzierżawą pomieszczeń nie miał. - Wszystko było płacone na bieżąco, z niczym nie zalegali, nie zostawili żadnych długów. Płacili na bieżąco i bezproblemowo odbywała się nasza współpraca, bez żadnych zakłóceń. Jak było trzeba coś zreperować czy naprawić, to szybkie uzgodnienia i praca szła, bądź też sam prezes Roman Kulig podejmował się szybkiej naprawy. Natomiast jak nastał pan prezes Zbigniew Gurda pojawiły się problemy nie tylko z płatnościami, ale z wilgocią w pomieszczeniach, a wcześniej klub funkcjonował w takich samych warunkach i nie było problemów - mówi prezes bractwa.
     Szef bractwa podkreśla, że klub sportowy użytkował te budynki przez 70 lat, bo w 1947 r. zostały one zawłaszczone i dopiero kilka lat temu zwrócone bractwu, a przez cały ten czas były eksploatowane przez miejscowy klub sportowy. Marek Michalak mówi też, że nie są związani umową na stałe i jeśli komuś nie odpowiadają warunki, to nikogo na siłę nie zatrzymują.
     Byli prezesi podkreślają, że w składzie Orła na boisko wychodzi zaledwie dwóch czy trzech zawodników z Kcyni, większość jest ściągniętych z zewnątrz, a miejscowi grają w sąsiednich klubach. Zauważyli też, że zarząd klubu nie działa formalnie, bo nie ma komisji rewizyjnej. Mimo że minął ponad rok, nadal nie ma zmiany członków zarządu Orła w KRS.
     O ustosunkowanie się do opinii poprzednich prezesów Orła i prezesa Kcyńskiego Bractwa Kurkowego wystąpiliśmy do prezesa Orła Zbigniewa Gurdy. Jednak jak nas poinformował, przebywa w szpitalu i w chwili obecnej nie ma takiej możliwości.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1330 (32/2017)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości