W wydanym przez Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy Kalendarzu Bydgoskim ’93 Anna Perlińska prezentuje bardzo interesującą postać najnowszej historii Pałuk. Jest nią urodzony w Siernikach (były powiat Szubin), uczeń gimnazjum w Żninie, pedagog, żołnierz AK ks. dr Klemens Buk de Leliwa Średziński ps. Brda.
Autorka pisze o nim: W Marcu 1946 r. władze kościelne przeniosły go na administratora parafii katolickiej w Wenecji były powiat Żnin, a w lutym 1947 r. do Bługowa, były powiat Wyrzysk. W Wenecji przy poparciu brata swego Karola ps. Konrad, Tadeusza Białeckiego [Kazimierza Karge ps. Biały – uzupełnienie T. Słomkowskiego] i profesorów gimnazjum żnińskiego zorganizował Inspektorat Sił Zbrojnych WiN pod kryptonimem „Pałuki”. Inspektorat zasięgiem działania obejmował powiaty: żniński, szubiński, mogileński. Miejscem kontaktowym była plebania w Wenecji.
Jak zapamiętali księdza mieszkańcy Wenecji? Na czym polegała jego działalność w czasie niespełna rocznego pobytu na tej plebanii? Na to i wiele innych pytań odpowiedzi udzielił p. Tomasz Słomkowski, który współpracował z ks. Średzińskim w konspiracji.
Bogdan Świercz: - W jaki sposób poznał pan ks. Średzińskiego?
Tomasz Słomkowski: - Ksiądz był naszym sąsiadem – mieszkaliśmy ok. 250 m od plebanii. Któregoś marcowego dnia ks. profesor złożył wizytę w moim domu, podczas której zaprosił mnie na osobistą rozmowę do siebie. W trakcie rozmowy powiedział, że wie o mojej przynależności do AK, opowiedział o swojej walce w szeregach AK i zaproponował, abym wstąpił do organizacji, którą kieruje po rozwiązaniu AK. Propozycję przyjąłem i złożyłem przysięgę wierności. W ten sposób nawiązania została między nami współpraca, znajomość i przyjaźń.
- Na czym polegała działalność ks. Średzińskiego?
- Ks. prof. pułkownik utworzył Inspektorat Organizacji Wojskowej Wolność i Niepodległość pod kryptonimem Pałuki, która miała zastąpić rozwiązaną AK w walce z bolszewizmem o niepodległość Polski. W tym celu budował z pomocą współpracowników struktury organizacyjne WiN, gromadził broń, szkolił nas w zakresie wiedzy wojskowej i ogólnej (uczył j. angielskiego), niósł pomoc materialną i udzielał schronienia prześladowanym przez Urząd Bezpieczeństwa żołnierzom AK.
- Kto należał do związku kierowanego przez ks. Średzińskiego?
- Znanymi mnie osobiście członkami WiN-u byli, jako organizatorzy inspektoratu: Karol Średziński ps. Konrad i Kazimierz Karge ps. Biały. Natomiast ja i Franciszek Hałas ps. Dąb wykonywaliśmy zlecone nam zadania. Znałem również ks. kanonika Reitera z Gniezna, do którego kilka razy byłem wysyłany w sprawach wiadomych tylko ks. Średzińskiemu. Przewoziłem głównie papiery, a w czasie jednej z takich podróży – ołtarz polowy, który w czasie powstania warszawskiego służył księdzu profesorowi do odprawiania mszy.
- Czy zdawaliście sobie sprawę z ryzyka, jakie niosła za sobą przynależność do WiN-u?
- Tak. Doskonale wiedzieliśmy co nas może czekać za tego rodzaju działalność – były to przecież czasy szalejącego terroru ubeckiego. Wierzyliśmy jednak, że dla wolności ojczyzny trzeba nieraz złożyć nawet najwyższą ofiarę.
- Czy po wyjeździe ks. Średzińskiego kontynuowaliście działalność?
- Ks. prof. pułkownik Średziński opuścił Wenecję w lutym 1947 r. Wtedy też urwały się nasze kontakty. 20 IV 1947 r. zostałem aresztowany przez UB w Żninie pod zarzutem prowadzenia działalności przeciwko ustrojowi PRL i za przynależność do wrogiej organizacji. Od dłuższego siedzenia uratowała mnie wchodząca w życie amnestia. Na jej mocy zostałem zwolniony z aresztu, otrzymując tzw. Dokument ujawnienia nr 26625.
Zwolnienie z aresztu wcale nie oznaczało pełnej wolności. Przez długie lata nękano mnie aresztowaniami i przesłuchaniami. Dla przykładu pewnej letniej nocy w 1948 r. zostałem zatrzymany przez UB w Żninie i przewieziony do UB w Wyrzysku, gdzie poddano mnie wielogodzinnym przesłuchaniom. Ubekom nie udało się wycisnąć ze mnie nic interesującego, więc zwolnili mnie z aresztu późnym wieczorem. By zdążyć następnego dnia do pracy musiałem nocą przebiec dystans ok. 70 km z Wyrzyska do Żnina.
- Co najbardziej utkwiło panu w pamięci z okresu przynależności do WiN-u?
- Najlepiej zapamiętałem postać ks. Średzińskiego, tego spokojnego, cichego, skromnego człowieka, bez reszty oddanego Bogu i ojczyźnie. Całe jego życie, praca i walka poświęcone były ludziom i wolnej Polsce, o tym nigdy nie zapomnę. No i późniejszy proces, w którym uczestniczyłem jako świadek obrony ks. profesora, gdzie mojego pułkownika skazano na dziesięć lat więzienia. Pamiętam także jego skromny pokoik na plebanii w Wenecji, wisiał tam na ścianie orzeł w koronie, a obok flagi: polska, angielska i amerykańska.
Z Tomaszem Słomkowskim
rozmawiał Bogdan Świercz
Pałuki nr 53 (5/1993)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze