Reklama

Księgarnia Pałucka od 30 lat na kulturalnej mapie Żnina

Dzień, w którym w sercu stolicy Pałuk nastąpiło otwarcie księgarni pod jego egidą pamięta jakby to było wczoraj. - Hitem sprzedażowym w tym dniu był geograficzny mini atlas świata za 40 tamtych złotych - wspomina Henryk Tokarz, właściciel Księgarni Pałuckiej. Zakupione książki były wówczas pakowane w tradycyjny papier firmowy, sprzedawca-księgarz starał się zaspokoić gusta poszukujących literackich doznań czytelników. Ważna była też dbałość o witrynę - to od jej atrakcyjności zależało czy klienci licznie przekroczą próg księgarni. Z upływem lat zmieniało się jej wnętrze i asortyment, jednak ogólne przesłanie, które niesie ze sobą takie miejsce brzmi niezmiennie: "Kto czyta książki, żyje podwójnie".

Justyna Kulpińska: - Parafrazując słowa znanej piosenki zacznę od pytania - 30 lat minęło, jak jeden dzień? Dokładnie 1 lutego Księgarnia Pałucka obchodziła zacny jubileusz. 3 dekady na rynku.

Henryk Tokarz, właściciel Księgarni Pałuckiej w Żninie: - Andrzej Rosiewicz śpiewał ”Czterdzieści lat minęło...” natomiast Księgarnia Pałucka 1 lutego 2021 r. obchodziła skromny „Jubileusz 30-lecia” działalności na rynku pałuckim. Mamy szansę dorównać słowom piosenki Rosiewicza za 10 lat. Jubileusz zacny, lecz warunki pandemiczne pozwoliły tylko na skromne świętowanie z zachowaniem reżimu sanitarnego.

Reklama

- Od czego tak naprawdę się zaczęło? Dlaczego postanowił Pan wejść właśnie w ten biznes w czasach, które nie były łatwe. Czyżby z zamiłowania do literatury?

- Od 1983 roku prowadziłem Zakład Hydrauliczny na ryczałcie w Wielobranżowej Spółdzielni Pracy w Żninie, a więc branża poza księgarska. Miałem problem z czytaniem lektur w szkole średniej, ciągnęło mnie do sportu. Zamiłowanie do literatury nie wchodziło w rachubę, ale była jeszcze inna droga. Po wprowadzeniu stanu wojennego zostałem wolontariuszem Prymasowskiego Komitetu Pomocy Osobom Pozbawionych Wolności i ich Rodzinom, który działał na zapleczu Bazyliki św. Wincentego a Paolo w Bydgoszczy. Z upoważnienia Prymasa Józefa Glempa działalnością komitetu kierował po wyjściu z internowania Stefan Pastuszewski. Zadaniem moim było dostarczanie do Bydgoszczy żywności w postaci masła, cukru czy mięsa zebranego od ludzi dobrej woli z terenu Pałuk. Natomiast z Bydgoszczy do Żnina przywoziłem niezależną prasę (m.in.m"Tygodnik Mazowsze"), różne ulotki, znaczki a przede wszystkim książki wydane w drugim obiegu. Drugim punktem zaopatrzenia w książki było mieszkanie Stanisława Hamermaistra – weterynarza z Szubina. Książki i pozostałe rzeczy rozprowadzałem poprzez „ludzi solidarności” na terenie Pałuk. Trwało to do końca 1989 roku, kolportaż wydawnictw niezależnych wciągał a i zapotrzebowanie na prasę i książki niezależne było duże. Druga rzecz, która zadecydowała w sposób znaczący o wejściu w branżę księgarską, była groźba zamknięcia państwowej księgarni w Żninie przez PP „Dom Książki” z Bydgoszczy. Ponadto dysponowałem niezbędną gotówką z działalności zakładu hydraulicznego, aby przejąć księgarnię dla dobra pałuckich czytelników. Nadmienię, że Księgarnia Domu Książki w Żninie była dobrą książnicą w czym zasługa Państwa Klockowskich, którzy po zamknięciu państwowej księgarni przeszli na emeryturę.

Reklama

- Pamięta Pan uroczyste otwarcie? Odbyło się z pompą?

- Tak, pamiętam bardzo dobrze, byłem wtedy wiceprzewodniczącym Rady Miejskiej w Żninie. Do otwarcia przygotowywaliśmy się około dwóch miesięcy (grudzień 1990 rok i styczeń 1991 rok). Należało przeprowadzić niezbędny remont, przejąć wyposażenie i część księgozbioru z Domu Książki. Na otwarcie, które miało miejsce 1 lutego 1991 roku o godzinie 9.00 przybyło wielu zaproszonych gości, zarówno z branży księgarskiej z dyrektorem Domu Książki z Bydgoszczy panem Stanisławem Olszewskim, pisarzem bydgoskim Jerzy Sulimą Kamińskim, który podpisywał swą książkę „Most Królowej Jadwigi”, obecni byli dotychczasowi księgarze ze Żnina państwo Janina i Marian Klockowscy. Z biblioteki żnińskiej była pani Halina Jarzembowska. Z lokalnych VIP-ów swą obecnością zaszczycili Leszek Jakubowski – burmistrz Żnina, Janusz Biegański – zastępca burmistrza, Józef Kaczmarek – kierownik Urzędu Rejonowego w Żninie, Eugeniusz Skonieczny – dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Żninie, Jacek Krysztofiak – prezes Sądu Rejonowego w Żninie i Leszek Turek – notariusz ze Żnina. Otwarcia dokonał Stefan Pastuszewski – radny Rady Miasta w Bydgoszczy. Była też telewizja bydgoska, mój kolega z Bydgoszczy Janusz Piątek, na gitarze zagrała Ela Klimek. Przed księgarnią czekali spragnieni czytelnicy, aby o godzinie 10.00 przekroczyć próg Księgarni Pałuckiej. Hitem sprzedażowym w tym dniu był geograficzny mini atlas świata za 40 tamtych złotych.

Reklama

- Księgarnia z lat 90. miała na pewno niepowtarzalny klimat. Jak wyglądała dawniej i jakie książki królowały na ladach sprzedażowych?

- Trochę tradycyjnie, jak większość księgarń w Polsce. Podstawowe wyposażenie księgarni, to regały z książkami z okładkami w stronę klienta, lady sprzedażowe, na które z czasem wykładano topowe książki. Za ladą tradycyjny sprzedawca-księgarz, który starał się zaspokoić gusta czytelników i najważniejsza rzecz to przyciągająca klientów witryna księgarni popularnie zwana oknem wystawowym. Od atrakcyjności wystawy zależało, czy potencjalny czytelnik zawita do księgarni. Sprzedaż książek w latach 90-tych odbywała się bez kasy fiskalnej i komputerów, książki były pakowane w papier firmowy, nie stosowano plastikowych reklamówek. W porównaniu do Domu Książki nasza księgarnia od początku wprowadziła również sprzedaż artykułów szkolnych, zgodnie z potrzebami rynku. Od początku lat 90-tych istniało olbrzymie zapotrzebowanie na jakąkolwiek książkę, a z drugiej strony istniały problemy z zaopatrzeniem księgarni w nowości rynkowe, padały wydawnictwa państwowe a prywatni wydawcy nie nadążali z „produkcją” nowości. Był to okres, kiedy na rynek wchodziły książki z kolorową okładką i w zasadzie można było sprzedać każdy tytuł, byle na czas trafił do księgarni. Zapotrzebowanie było na wszystkie rodzaje i gatunki literackie. Sprzedawały się słowniki, encyklopedie, romanse, powieści oraz bajki w każdym wydaniu.

Reklama

- Żninianie i mieszkańcy okolicy chętnie Was wtedy odwiedzali?

- O tak! Po Domu Książki przejęliśmy punkt, renomę księgarni państwowej, subskrypcję i rzeszę byłych czytelników Domu Książki. Wyzwanie było duże, były obawy, czy sprostamy wymogom czytelnika z Pałuk, czy damy radę z zaopatrzeniem księgarni przy braku hurtowni książek w Bydgoszczy. Z perspektywy lat mogę stwierdzić, że daliśmy radę. Wielu klientów wychodziło z księgarni z zadowoleniem, że udało się kupić poszukiwaną pozycję książkową.

Reklama

- Księgarnia bardzo zmieniła się na przestrzeni 30 lat. Jak postępowały te zmiany według Pana obserwacji?

- Działalność Domu Książki opierała się na trzech filarach sprzedażowych: książki do biblioteki, dla klienta detalisty i sprzedaż podręczników szkolnych. Z nastaniem transformacji i gospodarki rynkowej księgarnia od samego początku mierzyła się z różną formą konkurencji. Książki do bibliotek wypadły, bo wydawcy i hurtownicy oferowali lepsze warunki rabatowe i księgarnia nie była w stanie konkurować. Podręczniki do szkół zaczęli sprzedawać w zasadzie wszyscy - od wydawców, przedstawicieli wydawców, hurtownie szkolne po dyrektorów i nauczycieli szkół. Rabaty i prezenty oferowane przez wydawców i hurtownie były nieosiągalne dla księgarza. Pozostał trzeci filar sprzedaż detaliczna dla tradycyjnego klienta. Z czasem i ten sektor stał się mocno konkurencyjny, książki pojawiły się w handlu obwoźnym czy obnośnym (door to door), pojawił się pocztowy „Świat Książki” czy „Książka dla Ciebie”. W efekcie księgarnie musiały się dzielić sprzedażą z pozostałymi graczami na rynku. W późniejszych latach doszła sprzedaż internetowa przez wydawców, hurtownie, księgarnie internetowe i pozostałych oferentów, na horyzoncie widać już oddech Amazona - największego sklepu internetowego na świecie. W samej księgarni zmieniło się wiele. Lady odeszły do lamusa, wprowadzono sprzedaż samoobsługową. Sprzedaż została skomputeryzowana, wiele prac ręcznych zastąpił komputer.

Reklama

- Obecnie jeszcze mocniej odczuwacie obecność konkurencji?

- Księgarnia na przestrzeni tych 30 lat poszerzyła swój asortyment o sprzedaż artykułów biurowych, turystycznych, zabawek, gier planszowych, puzzli czy sprzętu sportowego. Księgarnia z założenia miała być miejscem sprzedaży detalicznej książek i artykułów pokrewnych, jak przewodniki, mapy czy czasopisma, ale „kapitalizm bez ludzkiej twarzy” zmusił księgarnie do pójścia w kierunku „sklepu wielobranżowego”, aby utrzymać się na rynku. Kiedyś klient przychodził do księgarni i pytał panią Alę: - Co mi Pani poleci? A dzisiaj klient przychodzi do księgarni z telefonem komórkowym i pyta: - Po ile macie ten tytuł? Następnie porównuje z tym, co oferuje internet, Empik lub Matras w Bydgoszczy. Sorry takie czasy mamy... Zdrowa konkurencja jest nieodłącznym elementem wolnego rynku. Niestety w naszym kraju, konkurencja stała się elementem walki między tymi, co powinni ze sobą współpracować, czyli wydawcami, hurtownikami i księgarzami. Na dzisiaj wydawca sprzedaje książki po tej samej cenie hurtownikowi, księgarzowi czy klientowi detalicznemu, hurtownik po tej samej cenie księgarzowi, detaliście i pozostałym z ulicy. A księgarz…?

Reklama

We Francji czy w Niemczech obowiązuje stała cena na książki przez określony czas we wszystkich kanałach dystrybucji. W Polsce do dzisiaj brak ustawy o książce i w efekcie wiele księgarń wypada z rynku. W ramach Izby Księgarstwa Polskiego zabiegaliśmy u kolejnych rządów, aby była ustawa o książce, aby księgarnie uznać za instytucje kultury, które korzystałyby z pewnej ochrony na rynku. Niestety na Wiejską w Warszawie książka nie mogła się przebić.

 

1 lutego 1991 r. przed otwarciem Księgarni Pałuckiej na zapleczu. Od lewej: Stefan Pastuszewski - ówczesny poseł na Sejm RP, Henryk Tokarz - szef Księgarni Pałuckiej, tyłem Stanisław Olszewski - dyrektor PP Dom Książki z Bydgoszczy, Andrzej Bartkowiak, Leszek Jakubowski - ówczesny burmistrz Żnina i Janusz Biegański - ówczesny z-ca burmistrza Żnina. fot. archiwum prywatne Henryka Tokarza

 

- A co z pandemią? Daje się we znaki?

- I to bardzo, w różnych okresach pandemicznych było różnie. Na początku okresu covidowego (kwiecień, maj, czerwiec) sprzedaż bardzo spadła. Tarcza trochę pomogła: zwolnienia z ZUS, wsparcie z Urzędu Pracy, funduszu mikroprzedsiębiorstw. W marcu będzie rok nienormalnej działalności księgarni i jak na razie końca pandemii nie widać.

Reklama

- Księgarnia Pałucka zawsze angażowała się w życie lokalnej społeczności. Jakie wydarzenia, imprezy charytatywne, spotkania autorskie itp. wskazałby Pan jako najważniejsze?

- Nie tylko w lokalnej. Przez osiem lat (2010-2018) byłem prezesem Izby Księgarstwa Polskiego z siedzibą w Warszawie – ogólnopolskiej izby zrzeszającej księgarzy z całej Polski. Niestety ustawy o książce nie udało się uchwalić przez Sejm RP. Natomiast w księgarni odbyło się wiele spotkań autorskich począwszy od Jerzego Sulimy Kamińskiego, który swym autografem promował trylogię „Most Królowej Jadwigi”, po Ernesta Bryla z książką „Na szkle malowane”. Wspieraliśmy również autora „Legend Pałuckich” Feliksa Malinowskiego. Księgarnia Pałucka aż do roku 2015 miała swą drużynę piłkarską w piłce nożnej na hali i orliku. Największe osiągnięcie na boisku to udział w finale halowej ligi Ol-boys. W 1997 roku Księgarnia Pałucka była sponsorem wyprawy górskiej we włoskie Dolomity. Wyprawę zorganizował dyrektor żnińskiego szpitala Aleksander Kmiećkowiak. Zdobyto kilka szczytów, m.in. Marmoladę – najwyższy masyw górski Dolomitów (ponad 3.300 m n.p.m.) czy Monte Civetta (ponad 3.200 m n.p.m.). Ponadto mocno wspieraliśmy rzeczowo i finansowo różne imprezy organizowane przez nauczycieli w szkołach, sołectwa czy ochotnicze straże pożarne. Mile wspominam też udział naszej księgarni w ogólnopolskiej akcji organizowanej przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pt. „Apetyt na czytanie” z udziałem wielu osobistości z Pałuk (Andrzej Budziak, Józef Waźbiński) i Bydgoszczy (senator Jan Rulewski czy Stefan Pastuszewski). Każdego roku 23 kwietnia promujemy w księgarni "Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich”. Każdy klient może w tym dniu zakupić książkę z rabatem a w prezencie otrzymuje różę. Byłem też zapraszany do akcji "Narodowe Czytanie", organizowanej przez Prezydenta RP od 2012 roku. Na naszym terenie narodowe czytanie organizowała biblioteka w Żninie. Przez wiele lat byłem też radnym, najpierw gminy Żnin a później powiatu żnińskiego.

Reklama

- "Kto czyta książki, żyje podwójnie" pisał cytowany przez Pana Umberto Eco. Grono tzw. moli książkowych powiększa się czy jednak maleje?

- Znany włoski pisarz Umberto Eco u nas znany jest bardziej jako autor książki „Imię róży”. Natomiast cytat autorstwa Eco: „Kto czyta książki, żyje podwójnie” wykorzystywany jest, jako zachęta do czytania książek. Czytając książki, często przenosimy się w świat autora książki, w jego wyobraźnię. W ten sposób mamy szansę żyć w podwójnym świecie - własnym i świecie kreowanym przez autora książki. Niestety z czytaniem w Polsce jest bardzo źle. Z danych Biblioteki Narodowej wynika, że w 2019 roku tylko 39% Polaków zadeklarowało przeczytanie przynajmniej jednej książki. Wracając do cytatu Umberta Eco można stwierdzić, że tylko 39% Polaków „żyje podwójnie”. Pałuczanie nie odbiegają od normy krajowej, pomimo tego, że na dzisiaj książki są dostępne we wszystkich kanałach i branżach dystrybucji.

Reklama

- A jaką książkę Pan przeczytał ostatnio?

- Przeczytałem książkę autorstwa Jolanty Sowińskiej-Gogacz i Błażeja Torańskiego „Mały Oświęcim. Dziecięcy obóz w Łodzi”. Książka opisuje los dzieci w wieku od 3 do 16 lat w łódzkim obozie koncentracyjnym w latach 1942-1945. Obecnie czytam książkę Wojciecha Burdelaka z Barcina pt. „Porzucony”.

Z Henrykiem Tokarzem rozmawiała Justyna Kulpińska, 24 II 2021

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości