Proces rekultywacji skończy się za kilkadziesiąt lat
Lasek na wysypisku za miliony
W tym roku koszty rekultywacji zamkniętego w 2006 r. składowiska śmieci w Barcinie Wsi mają wynieść 95.000 zł, ale cały proces rekultywacji i przywrócenia tego miejsca środowisku naturalnemu potrwa jeszcze kilkadziesiąt lat i pochłonie dużo pieniędzy. Łączne koszty będą siedmio-, a nie sześciocyfrowe. Na szczęście największe koszty Barcin poniósł w pierwszych latach po przedwczesnym zamknięciu obiektu i w kolejnych latach będą one spadać.
Rok 2003: Era segregowania śmieci na składowisku w Barcinie Wsi. Radny Alfred Lewandowski wraz z pracownikami wysypiska próbuje odnaleźć odpady, które można by sprzedawać cementowni Składowisko odpadów w Barcinie Wsi było jedną z najbardziej chybionych inwestycji w dwudziestoletnim okresie działania samorządu terytorialnego. Zostało oddane do użytku w 2000 r., w czasie, gdy ówczesnemu Zarządowi Miasta i Gminy w Barcinie przewodzili Stanisława Ciesielska i obecny burmistrz Barcina Michał Pęziak. Projekt składowiska zakładał, że będzie ono służyło mieszkańcom 9 lat, choć na początku Stanisława Ciesielska była bardzo optymistycznie nastawiona. Mówiła, że jest szansa nawet na 20 lat korzystania ze składowiska. Szybko jednak okazało się, że były błędy w drenażu, a ówczesna spółka komunalna Zakład Gospodarki Komunalnej musiał wykonywać, już po zakończeniu prac przez głównego wykonawcę, dodatkową nitkę drenażu. Dużo pieniędzy pochłonęła też nitka projektu Piotra Grochala, ówczesnego dyrektora i prezesa ZGK, mająca służyć do segregowania odpadów. Przyrost śmieci był tak wielki, że od razu stało się jasne, że wysypisko nie będzie wstanie służyć mieszkańcom nie tylko 20 lat, ale nawet 9, jak gwarantował projektodawca. Kilku pracowników miało stać przy taśmie, na którą zwożono śmieci i segregować odpady. Wkrótce okazało się jednak, że pracownicy ci nie mają zapewnionych odpowiednich warunków BHP. Taśma była bowiem umieszczona w hangarze z blachy, w którym latem było gorąco jak przy piecu hutniczym, a zimą temperatura spadała poniżej zera. Piotr Grochal zaprojektował docieplenia, później nawet klimatyzację. Gdy zaczęto realizować segregację w ulepszonym hangarze, okazało się, że koszty są tak duże, że straty spółki ZGK rosną w zastraszający sposób. Piotr Grochal tracił grunt pod nogami. Nie chciał tłumaczyć się radnym z tego, co zrobiono na składowisku i wszedł w konflikt ze swoimi pracownikami. Wkrótce stracił fotel prezesa, a po kilku miesiącach spółka ZGK została rozwiązana. Budowa składowiska i poczynione tu inwestycje dodatkowe, wykonane w kolejnych miesiącach po otwarciu obiektu, kosztowały gminę kilka milionów złotych. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że były to 4 miliony złotych. Stanisława Ciesielska jednak nigdy nie podała wprost, ile budowa tego wszystkiego wraz z zakupem urządzeń i maszyn kosztowała.
W każdym razie okazało się, że błędy były już na etapie szacowania i projektowania składowiska. Zakładano po prostu, że gmina produkuje mniej odpadów niż było to w rzeczywistości. Źle określono średnie wypełnienie kontenerów - na 65 do 70%. Tymczasem każdy spacerując po osiedlu bloków może zobaczyć, że nie ma mowy o wypełnieniu KP.7 w 2/3, bo wynosi ono nie tylko 100%, ale nawet śmieci się tam nie mieszczą i są zostawiane obok pojemników, czyli trzeba mówić o wypełnieniu ponad 100%.
Inwestycja samorządowców wytrzymała 6 lat. Jednak to nie był koniec kosztów, które mieszkańcy gminy Barcin ponosili przez tę inwestycję. Ponoszone są one do dzisiaj i będą jeszcze przez kilkadziesiąt lat.
Otóż po zamknięciu trzeba było zacząć rekultywację gminnej działki, na której działało składowisko w Barcinie Wsi. Zajął się tym początkowo Zakład Usług Miejskich, a niedługo po nim spółka Wodbar, która ZUM wchłonęła.
Kiedy Wodbar zajął się rekultywacją w 2009 r., niecka ze zgromadzonymi odpadami była już częściowo zasypana. Jednak zwożone były jeszcze po oficjalnym zamknięciu obiektu niewielkie ilości śmieci, jak przedstawia Stefan Firszt, prezes i dyrektor Wodbaru, z koszów ulicznych dla wyrównania hałdy.
Ziemia do zrekultywowania składowiska początkowo była dostarczana z kopalni Lafarge Kujawy. Była to ziemia zdejmowana z okładu odkrywki. Grunt był różnego rodzaju, poza humusem. Początkowo Lafarge dawało ziemię i jej transport, a później za transport płacił już Wodbar. Spółka wykonuje prace na zlecenie Urzędu Miejskiego i ma za to płacone z kasy ratusza. Dodajmy, że pod koniec 2009 r. do rekultywacji używana też była ziemia pozyskana dzięki robotom ziemnym na budowie krytej pływalni.
Grunt, który trafia na wysypisko, jest przez pracowników rozkładany na całej powierzchni niecki. Jest to 0,7 ha powierzchni. Dotychczas położono na tej powierzchni około 24.000 ton ziemi, rozprowadzono ją spychami i ubito. Rzecz jasna nie trzeba tego ubijać tak, jak grunt pod budowę, nie mniej jednak ziemia nie może być luźna. Skarpy i ich pochylenie pracownicy Wodbaru muszą formować ręcznie.
Jak się też okazało, przez rok ludzie podrzucali śmieci na teren zamkniętego obiektu nielegalnie. Dlatego też trzeba było wykopać dziurę w okrywie i zakopać tam świeże śmieci.
W ubiegłym roku na całej powierzchni została posiana trawa. Przed opadami śniegu na początku zimy była już zazieleniona. Teraz trzeba będzie dokonać dosiania trawy.
Stefan Firszt informuje, że cały czas prowadzony jest monitoring obiektu. Składa się na niego badanie wód odciekowych, zbieranych z folii, która rozłożona była przez wykonawcę, firmę Kaprinż w niecce składowiska. Badane są próbki, zaś cała ta woda wywożona jest przez Wodbar wozem asenizacyjnym do oczyszczalni ścieków w Sadłogoszczy. Rocznie wywożonych jest kilkaset metrów sześciennych wody. Koszty transportu, a następnie oczyszczenia ponosi Wodbar. Ponadto w monitoring obiektu zalicza się też badanie gazów odlotowych i strukturę osiadania bryły. Badania takie wykonują firmy akredytowane. Wcześniej Wodbar zlecał je firmie z Pszczyny, a ostatnio Instytutowi Meteorologii i Gospodarki Wodnej Oddział w Poznaniu. Na razie te badania są dość częste, co kilka miesięcy, ale w kolejnych latach będą jeszcze zlecane aż do momentu, gdy stężenie metali ciężkich i związków toksycznych spadnie do normalnego poziomu. Potrwa to kilkadziesiąt lat i dopiero wtedy będzie można mówić o zakończeniu całego procesu zamykania składowiska w Barcinie Wsi.
Obecnie Wodbar czeka także, oprócz dosiania traw, uzupełnienie ubytków w ziemi powstałych wskutek opadów deszczu. Wykonane zostaną również betonowe koryta do odprowadzenia wód opadowych. Na składowisku ma wyrosnąć lasek.
Na początku rekultywacji obiekt dozorowany był przez pracowników Wodbaru, co powodowało dodatkowe etaty i dawało zarobek pracownikom, ale też zwiększało koszty firmy. Teraz wysypisko jest objęte dozorem elektronicznym. Są tam czujniki, które uruchamiają się, gdy na teren chroniony dostaje się jakiś większy obiekt z zewnątrz. Musi mieć taki intruz określoną wagę, by czujniki nie włączały się przy wejściu na teren pilnowany choćby dzikiej zwierzyny. Jeśli zostają przekroczone kilka razy ustalone limity interwencji ochroniarzy z firmy Lizol, gdy alarmy były fałszywe, to Wodbar musi dopłacać drobne kwoty do kontraktu na ochronę.
Pewne kwoty wydatkowane są też na oświetlenie obiektu, przy czym nie tak intensywne, jak wtedy, gdy wysypisko funkcjonowało. Teraz lampy są tylko przy hali do niedoszłej segregacji odpadów.
Ochrona jest na zamkniętym składowisku cały czas potrzebna, gdyż Wodbar użytkuje tam halę jako magazyn. Zresztą są tam składowane także sprzęty i urządzenia należące do gminy: latem pojemniki na piasek i piaskarki, zimą urządzenia skate parku, kosiarki i inne rzeczy. W tym składziku jest teraz nawet stare pianino, prawdopodobnie odziedziczone po zamkniętym pod koniec lat osiemdziesiątych barcińskim kinie Kujawiak.
Cała bezużyteczna dla gminy Barcin linia do segregacji (3 przenośniki taśmowe) została w drugim przetargu sprzedana przez Wodbar firmie Sanikont. Bezużyteczne były też od kilku lat maszyny, które władze gminy zakupiły na potrzeby składowiska. Kompaktor udało się sprzedać do Zakładu Komunalnego w Gniewkowie za 70.000 zł. Duża spycharka przydawała się, póki na wysypisku trwała jeszcze bezpośrednia rekultywacja, czyli prace ziemne. Jednak po ich zakończeniu będzie niepotrzebna. Wodbar jej np. do odśnieżania ulic nie może wysłać, gdyż jest zbyt duża. Jej gabaryty pozwalałyby na odśnieżanie autostrad. Prawdopodobnie Wodbar podejmie w przyszłości próbę zbycia tej maszyny.
Kontener socjalny z zamkniętego składowiska, który służył pracownikom, został przeniesiony do siedziby Wodbaru na ul. Dworcową. Służy jako dodatkowy obiekt socjalny dla pracowników.Urząd Miejski podejmował próby sprzedaży wagi, która była na składowisku. Nikt jednak nie chciał jej w oferowanych cenach zakupić. Podobnie nie jest sprzedana kruszarka do szkła i belowarka do plastików, która została kupiona z gminnych pieniędzy.
W 2009 r. z gminnej kasy na rekultywację składowiska wydane zostało 177.000 zł netto, w 2010 r. 188.000 zł, a w tym roku zaplanowane jest 95.000 zł. Spółka miejska Wodbar otrzymuje te płatności w miesięcznych ratach z kasy Urzędu Miejskiego.
W kolejnych latach, jak uważa Stefan Firszt, koszty rekultywacji, monitoringu i pielęgnacji roślin będą coraz mniejsze. Będzie to jednak wydatek przez wiele najbliższych lat. Dopóki nie będzie można stwierdzić, że dawne składowisko zostało całkowicie przywrócone środowisku naturalnemu.
Dla porównania, w Łabiszynie za projekt rekultywacji wysypiska w Załachowie zapłacono kilkanaście tysięcy złotych, a zakładany koszt rekultywacji wraz z monitoringiem i pielęgnacją drzewek aż do powstania lasu to 2.000.000 zł. Wysypisko w Załachowie miało powierzchnię 2 ha, ale Łabiszyn nie wydał na nie tyle pieniędzy, co Barcin.
W 2006 r. Ewa Stankiewicz, ówczesna burmistrz Barcina i Wiesław Kończal, burmistrz Pakości podpisali porozumienie, na podstawie którego zawarto później umowy na odstawianie śmieci z gminy Barcin na składowisko w Giebni pod Pakością i pompowanie ścieków z Pakości do oczyszczalni w Sadłogoszczy poprzez połączenie systemów kanalizacji. Na razie nie dobiegają żadne sygnały z Pakości, że składowisko w Giebni się wypełnia. Cały czas gwarantuje się, że będzie działało jeszcze przez wiele lat, choć władze Pakości nie mówią już o 100 latach przyszłości dla tego składowiska, jak szacowały jeszcze 5 lat temu. Nie mniej jednak według umowy z Barcinem Pakość może wymówić możliwość odstawiania barcińskich śmieci do Giebni na 3 lata przed ewentualnym zamknięciem bram tego składowiska.
Karol Gapiński
Pałuki nr 996 (11/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze