Żnin, prokuratura, policja, Kamil K., areszt, znęcanie się
Ledwo przyszedł na świat, a ojciec już się nad nim znęcał
Żnińska prokuratura postawiła Kamilowi K. ze Żnina zarzut znęcania się nad swoim dwumiesięcznym synkiem Kacprem oraz konkubiną Natalią P. Sąd wobec podejrzanego zastosował tymczasowy areszt na trzy miesiące. Gdyby nie zsynchronizowane działania kilku żnińskich instytucji, mogło dojść do tragedii.
W ostatnim roku wiele razy pisaliśmy o wydarzeniach w budynku przy placu Działowym w Żninie. Przypomnijmy, że w grudniu 2011 roku w mieszkaniu zajmowanym wówczas przez Piotra J. ledwo z życiem uszła mieszkanka Żnina, która była przez oprawców zmuszana do czynów lubieżnych i została przez nich brutalnie pobita. Pod koniec października 2012 r. w mieszkaniu, które jeszcze wynajmował Piotr J., została zamordowana Agnieszka K. Niniejsza historia również związana jest z osławionym, w negatywnym tego słowa znaczeniu, barakiem przy placu Działowym.
NA DIAGNOZIE W BYDGOSZCZY
Piotr J., zanim gmina wypowiedziała mu mieszkanie, był sąsiadem Natalii P. Ich mieszkania znajdowały się naprzeciwko siebie. Natalia ma dwóch synów - czteroletniego Alana i półtorarocznego Adama - z Mariuszem S., podejrzanym o zabójstwo Agnieszki K. (postępowanie w tej sprawie cały czas się toczy, prokuratura nie postawiła jeszcze aktu oskarżenia). Mariusz S. cały czas odwiedzał swoich synów, a w jeden z październikowych wieczorów ub.r. podczas wizyty u matki swoich dzieci, zamordował Agnieszkę K. Z wiarygodnego źródła wiemy, że był dobrym ojcem. Często brał synów do siebie, a głównym motywem zabójstwa Agnieszki K. było to, że negatywnie wypowiadała się o jego synach.
Natalia P. jeszcze jako nastoletnia dziewczyna miała dziecko z mężczyzną spod Żnina. Sąd nie miał tutaj większych problemów z decyzją, ponieważ mężczyzna był pełnoletni, zadeklarował chęć opieki i prawa rodzicielskie powierzono jemu.
Po rozstaniu z Mariuszem Natalia poznała o trzy lata młodszego od siebie Kamila K. Owocem tej znajomości jest niespełna dwumiesięczny Kacper.
W miniony piątek po południu Natalia zgłosiła się z Kacperkiem do przychodni Epoka na szczepienie. Pediatrę zaniepokoiły zasinienia oraz otarcia naskórka na ciele dziecka. Podejrzewając, iż ma do czynienia z zespołem dziecka maltretowanego, lekarka skierowała matkę i jej synka na oddział dziecięcy w Pałuckim Centrum Zdrowia.
- Stwierdzono obrażenia ciała w postaci otarcia naskórka na klatce piersiowej, brzuchu, przy udzie i zasinienia o różnym stopniu gojenia, co świadczy, że urazy były zadawane w różnym czasie - mówi Wojciech Jabłoński, szef żnińskiej prokuratury.
Dwumiesięczny Kacper trafił do kliniki chirurgii dziecięcej w Bydgoszczy w celu zdiagnozowania obrażeń.
Dziecko tuż po skierowaniu z Epoki do Pałuckiego Centrum Zdrowia badał dr Tomasz Zwolenkiewicz, ordynator oddziału dziecięcego. To on zadecydował o zdiagnozowaniu obrażeń dziecka w Bydgoszczy. Ordynator odmówił nam komentarza w powyższej sprawie tłumacząc, że taka była prośba policji i prokuratury, by lekarze nie udzielali na ten temat żadnych informacji.
Jak udało nam się ustalić, Kacper był hospitalizowany na oddziale dziecięcym w Pałuckim Centrum Zdrowia w Żninie od 19 do 27 grudnia ub.r. Wtedy na ciele dziecka nie ujawniono żadnych obrażeń zewnętrznych.
NIE PIERWSZY RAZ
Miesiąc później dziecko miało już urazy zewnętrzne będące wynikiem znęcania się nad nim. W wyniku podjętych czynności policjanci zatrzymali 21-letniego Kamila K. Mężczyzna, który nie miał stałego zatrudnienia, a chwytał się prac dorywczych, był w przeszłości wielokrotnie karany, m.in. za groźby oraz jazdę pod wpływem alkoholu. Śledczy ustalili, iż Kamil K. znęcał się najpierw nad konkubiną, a kiedy na świat przyszedł Kacperek, również i nad synkiem. Wobec Natalii używał również gróźb karalnych.
- Kamil K. stanął pod zarzutem znęcania się nad swoją konkubiną Natalią P. oraz znęcania się nad dwumiesięcznym synem Kacprem. Zaciskał palce na jego ciele, potrząsał, uderzał ręką po jego plecach, powodując otarcia naskórka i zasinienia. Nad Natalią P. znęcał się od lipca 2012 r. do stycznia 2013 r. Prokuratura wystąpiła o tymczasowy areszt wobec sprawcy. Sąd podzielając stanowisko prokuratury zastosował tymczasowe aresztowanie na 3 miesiące - wyjaśnia Wojciech Jabłoński.
Starsi synowie Natalii P. zostali umieszczeni w placówce opiekuńczo-wychowawczej w Kołdrąbiu.
Natalia P. nie chciała szerzej komentować sprawy. Powiedziała nam jedynie, że zgłosiła się do lekarza z dzieckiem po tym, jak jej konkubent po raz kolejny znęcał się nad dwumiesięcznym dzieckiem. - To nie było pierwszy raz - przyznała Natalia P. i dała do zrozumienia, że wybrała się do lekarza z synkiem, gdyż chciała ratować dziecko przed agresywnym ojcem.
Czy kobieta mówi prawdę, czy do lekarza zgłosiła się z powodu szczepienia dziecka, a przy okazji lekarz badając synka zauważył urazy na ciele? Czy gdyby nie wizyta u lekarza, nadal mężczyzna znęcałby się nad nią i synem? Z wiarygodnego źródła dowiedzieliśmy się, że kobieta może mówić prawdę.
- Ona ma rację. Poszła na szczepienie do lekarza, gdyż - w moim odczuciu - chciała to dziecko ratować. Gdyby chciała wszystko ukryć, to na szczepienie poszłaby za 2-3 tygodnie, kiedy te siniaki by zeszły i nie byłoby żadnej sprawy. Musiała to zrobić z pełną świadomością. Zdawała sobie sprawę, że przyjdzie na szczepienie, lekarz zauważy ślady wskazujące na objawy pobicia i sprawa wyjdzie na jaw. Zrobiła to z premedytacją, bo pewnie nie miała odwagi go sama zakapować. Chciała ratować dziecko i siebie, ale nie chciała, by sprawa wyszła bezpośrednio od niej - mówi osoba prosząca o zachowanie anonimowości.
Z innego źródła wiemy, że terminu szczepienia dziecka pilnował na bieżąco pracownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej i to on wymusił na Natalii, by udała się z dzieckiem do Epoki. Termin szczepienia przypadał w miniony piątek.
NIEUSTANNY MONITORING
Maria Bursztyńska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Żninie wyjaśnia, że Natalia zgłaszała niesnaski z konkubentem, kiedy była jeszcze w ciąży. Kobieta mieszka z matką, a Kamil K. ją odwiedzał. Wówczas MOPS zaproponował Natalii pobyt w schronisku dla matki z dzieckiem. Kobieta nie wyraziła na to zgody. Dostała przydział lokalu socjalnego w Paryżu. Była tam dwa dni i wróciła do matki.
Maria Bursztyńska zwraca uwagę, że dzięki zsynchronizowanym działaniom żnińskich instytucji nie doszło do nieszczęścia. I dodaje: - To środowisko było na bieżąco monitorowane. Co drugi dzień ktoś był w tym domu. Pan wie, ile razy moi pracownicy byli w tym domu? Pani doktor wiedziała, że ma dokładnie oglądać to dziecko, kiedy matka się z nim zgłosi. A w ostatnim czasie dziecko było poniewierane, dlatego zostało ono dokładnie przebadane. Zaraz po tym, kiedy okazało się, że nad najmłodszym dzieckiem się znęcano, przebadano też pozostałe dzieci. Nie miały żadnych obrażeń. My cały czas monitorowaliśmy i dmuchaliśmy, żeby nic się nie stało. Te dzieci i to środowisko było cały czas pod obserwacją naszą, kuratora i lekarzy, którzy mieli zasygnalizowane, by szczególnie dokładnie przyglądali się tym dzieciom.
Kiedy Kacper miał dwa tygodnie, MOPS wystąpił do sądu zgłaszając, iż Natalia P. zaniedbuje sprawy opiekuńczo-wychowawcze nad synami.
- Wystąpiliśmy o zabezpieczenie dobra wszystkich dzieci - mówi Maria Bursztyńska. I dodaje: - Co się stanie z dziećmi, to zadecyduje sąd. Myślę, że dzieci już do niej nie wrócą.
Wniosek Ośrodka Pomocy Społecznej ma być rozpatrzony 18 lutego.
NIEPORADNA ŻYCIOWO
Jak udało nam się ustalić, Natalia P. ma ograniczoną władzę rodzicielską wobec dwóch starszych synów. Jednak już w grudniu żniński sąd wszczął z urzędu postępowanie o ograniczenie władzy rodzicielskiej wobec najmłodszego syna w stosunku do Natalii P. i Kamila K. Stało się tak po interwencji kuratora, Natalia P. i jej dzieci są bowiem pod stałym nadzorem kuratora.
Kiedy okazało się, że dziecko było maltretowane przez ojca i zostało wszczęte postępowanie karne, sędzia Jacek Krysztofiak, przewodniczący wydziału rodzinnego i nieletnich w żnińskim sądzie, wydał postanowienie zabezpieczające, zgodnie z którym cała trójka dzieci zostanie umieszczona w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Postanowienie takie wydaje się na czas trwania postępowania karnego, żeby zabezpieczyć interes dzieci.
Wszystko wskazuje na to, że do zakończenia sprawy karnej, która dopiero się rozpoczęła, dzieci nie trafią do Natalii. Później o losie dzieci zadecyduje sąd. W przypadku ograniczenia władzy rodzicielskiej dzieci mogą przebywać z rodzicami, a sąd może ustalić stały nadzór kuratora. Jeśli pobyt z rodzicami stanowiłby dla dzieci zagrożenie, wówczas mogą one trafić do rodzinnego domu dziecka, rodziny zastępczej lub krewnych rodziców.
Los dzieci leży w rękach matki. To przede wszystkim od niej zależy, czy dzieci do niej wrócą. Ostatnio Natalia zgłosiła się do MOPS-u z prośbą o pomoc psychologa.
- Chce korzystać z pomocy specjalistycznej i taka pomoc została jej udzielona - wyjaśnia Maria Bursztyńska.
Z wypowiedzi naszych rozmówców wynika, że Natalia jest osobą nieporadną życiowo. Jej problemy biorą się z tego, że nie dorosła do roli matki. Mówią o niej wprost, że to duże dziecko.
Z kilku źródeł udało nam się ustalić, że młoda matka nie nadużywa alkoholu.
- Ona w ogóle nie pije. Nikt nigdy nie widział jej pijanej. Szkoda tylko, że wiąże się z nieodpowiednimi facetami, co przedkłada się na opiekę nad dziećmi - mówi osoba z kręgów żnińskiego wymiaru sprawiedliwości.
Synów, którzy przebywają w Domu Dziecka w Kołdrąbiu, jeszcze nie odwiedziła. Jednak nie można w tej chwili przesądzać - na co zwraca uwagę sędzia Jacek Krysztofiak - że synowie do Natalii P. już nie wrócą.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1094 (5/2013)
Więcej informacji:
- Więzienie za znęcanie się nad dzieckiem i konkubiną
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze