Reklama

Lepiej w domku od Caritasu niż w ruinie

Do gminy Szubin trafiły dwa kontenery mieszkalne, w których, do czasu postawienie nowego domu, mieszkać będą dwie rodziny. Pomoc zorganizował diecezjalny Caritas za pośrednictwem księży proboszczów z Szaradowa i Słupów oraz Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Janina Pawlewska w przywiezionym do niej domku. fot. Remigiusz Konieczka

     Jeden z domków stanął w czwartek 5 października o czwartej nad ranem. Ciężarówka z domkiem na lawecie wyjechała o 22:00 z Olsztyna i całą noc jechała do Słonaw. Holenderski dom będzie użytkować Janina Pawlewska z mężem Tomaszem, przynajmniej dopóki nie powstanie nowy dom. Ten stary zniszczyła nawałnica z 11 sierpnia.
     ZALAŁO DOM
     - Byliśmy tego wieczoru w domu - wspomina Janina Pawlewska. - Zaczęło wiać i pozamykałam okna. Nagle zerwał się huragan, zaczęło lać, a woda ciurkiem ciekła przez dach i wlewała się do mieszkania. Biegałam i ratowałam co mogłam, bo mąż jest niepełnosprawny, ma bezwład rąk i nie mógł się ruszyć. Wszystko nam zalało. Zostaliśmy bez niczego.
     Małżeństwo ze Słonaw nie mogło już wrócić do swojego domu. Wichura dokończyła to, co zaczął czas, bo budynek lata świetności miał już dawno za sobą. Dom, który wcześniej nadgryziony był zębem czasu, nie nadawał się już do zamieszkania. Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego wydał decyzję o wyłączeniu budynku mieszkalnego z użytkowania.
     - Rodzina pomogła mi wynieść to co nadawało się do użytku, choć niewiele z tego zostało. Przyjechała córka i zabrała nas do siebie, do Kcyni - mówi mieszkanka Słonaw.
     Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Nakle stwierdził, że budynek nie nadaje się do użytkowania i zezwolił na jego rozbiórkę. Małżeństwo ze Słonaw od sierpnia mieszka u swojej córki. Janina Pawlewska przez ten czas przyjeżdżała z Kcyni do Słonaw, by zobaczyć co się dzieje w opuszczonym domu.
     - Utrzymujemy się z renty męża. Choruje na zespół Guillaina-Barrégo. To wynik powikłań pogrypowych. Objawia się to bezwładem rąk i nóg. Zachorował na święta w grudniu. Od tego czasu wymaga stałej opieki. Z Bydgoszczy przyjeżdża rehabilitantka. Musimy wydawać na leki. Mąż leczy się też prywatnie. Wymaga opieki dwadzieścia cztery godziny na dobę - wyjaśnia mieszkanka Słonaw.

Rodzina Jółkowskich (Michał, Michał, Sandra i Hubert) zamieszkała w domku holenderskim do czasu postawienia nowego fot. Remigiusz Konieczka

     BRAK SŁÓW
     Michał Jółkowski 11 sierpnia był z dwoma synami w domu w Królikowie. Żona akurat w tym czasie była w pracy za granicą. - Rozmawialiśmy przez telefon - relacjonuje mieszkaniec Królikowa. - Powiedziałem żonie, że muszę kończyć, bo zaczyna coraz mocniej wiać. Ledwie skończyliśmy usłyszałem hałas, rumor i dachu już nie było. Trwało to może 10 minut?
     - Jak przyjechałam, to po tym co zobaczyłam przeżyłam szok - mówi Sandra, żona Michała. - Po prostu brak słów.
     Po nawałnicy przyjechał inspektor budowlany. Obejrzał dom i powiedział mieszkańcom Królikowa, że - aby dalej mogli mieszkać - muszą mieć opinię fachowca. - Jeden architekt był, popatrzył, pojechał i się nie odezwał. Drugi zgody na remont nie dał. Powiedział, że nie będzie brał odpowiedzialności. A poza tym jak wyliczył ile by ten remont kosztował, to się okazało, że mniej więcej za te same pieniądze można postawić nowy dom - wyjaśnił Michał Jółkowski.
     Przez półtora miesiąca od nawałnicy musieli mieszkać w zniszczonym domu, w którym była wilgoć i grzyb, a jeden z synów ma alergię i przez to często choruje. Dom w rodzinie jest od czterech pokoleń. Przed wojną kupił go pradziadek pana Michała, zapisał dziadkowi, dziadek ojcu, a ojciec jemu. - Cały czas go remontowaliśmy. Przeznaczyliśmy w niego już kilkadziesiąt tysięcy. W tym roku miał być robiony dach, ale przyszła nawałnica. Szkoda domu i żal trochę tych pieniędzy co włożyliśmy - dodaje mieszkaniec Królikowa.

Reklama
Stary dom nadaje się tylko do rozbiórki fot. Remigiusz Konieczka

     CZEKAJĄ NA PROJEKT
     Do Królikowa i do Słonaw dotarły mobilne domki holenderskie, w których - do czasu postawienia nowych domów - będą mogły zamieszkań obie rodziny. Domki zostały załatwione przez Caritas Diecezji Bydgoskiej przy współpracy parafii w Szaradowie i Słupach oraz Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Szubinie.
     Zastępca dyrektora Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Szubinie Magdalena Jęziorowska powiedziała nam, że zaczęło się od parafialnego zespołu Caritas przy parafii pw. św. Mikołaja Biskupa w Szaradowie, którego sama prowadzi. Caritas organizował pomoc dla poszkodowanych i dlatego ks. Paweł Kowalski, proboszcz parafii w Szaradowie był zorientowany w sytuacji. Nawiązał kontakt z zastępcą dyrektora Caritas Diecezji Bydgoskiej ks. Maciejem Kulczyńskim, nota bene pochodzącym z Szubina. MGOPS z Szubina podał Caritas informacje o osobach potrzebujących pomocy. Z Caritas szubiński ośrodek otrzymał informacje o tym, że dostarczone będą dwa domki mobilne dla poszkodowanych. Początkowo miały trafić do Szaradowa i Ameryczki, ale ostatecznie jeden z nich został skierowany do Królikowa. Szczegóły transportu domków uzgadniali z Caritas obaj księża proboszczowie: z Szaradowa i Słupów.
     Pierwszy domek trafił do Królikowa w piątek 29 września. - Jesteśmy wdzięczni za okazaną pomoc, choć jak na razie, trudno się przyzwyczaić. Nie możemy narzekać. Jakoś dajemy radę - przyznaje Sandra Jółkowska.
     Jej mąż zdążył już tak zorganizować wszystko, że w domku jest ciepło, kanalizacja, światło, a nawet telewizor. Jednocześnie załatwia formalności związane z rozpoczęciem budowy nowego domu. Początkowo myślał o remoncie starego, ale wobec braku formalnych zgód, zlecił wykonanie projektu nowego. Ma nadzieję, że do końca roku uzyska wszelkie pozwolenia na budowę i będzie mógł rozpocząć budowę. Liczy sam na siebie i na pomoc rodziny. Nie wie jeszcze jak długo potrwa budowa nowego domu, ale chce go postawić jak najszybciej.

Dom holenderski z angielskimi wtyczkami fot. Remigiusz Konieczka

     ANGIELSKIE WTYCZKI
     W Słonawach domek stanął w czwartek 5 października. Dopiero trwały prace nad instalacją mediów. W ustawieniu domku pomagali strażacy z OSP Szubin i Słonawy. Radość jest duża, ale są i małe zmartwienia.
     - Zanim dowiedziałam się, że dostanę ten domek, to byłam u burmistrza z prośbą o przydział mieszkania. Odpowiedział, że mieszkań nie ma. Na ten czas, dopóki się nie wybudujemy, będziemy mieszkać tutaj. Na tę chwilę nie wiem jak to będzie wyglądało, bo z tego co widzę ogrzewanie jest elektryczne. Miało być na gaz, a jak jest na prąd, to dużo mnie to wyniesie. Wtyczki do prądu są angielskie. Nie wiem, kto mi je przerobi. Nie wiem czy to możliwe. I nie mam gdzie pralki włożyć, bo do tej łazienki, która tu jest się nie zmieści - martwi się mieszkanka Słonaw.
     W domku jest salon z kominkiem, dwie sypialnie, kuchnia, łazienka, ciepła woda (z bojlera) i grzejniki (na prąd). Wewnątrz domku podczas naszej wizyty było chłodno. Zasłony w jednym z pomieszczeń były wilgne, bo okno nie było szczelne. Wnętrze wymagało przewietrzenia i wysuszenia. Zastępca dyrektora MGOPS w Szubinie Magdalena Jęziorowska zapewniła nas, że domek będzie miał ogrzewanie.
     - Pomimo tego, muszę powiedzieć, że jestem zadowolona. Mam swój dach nad głową do czasu aż będzie nowy dom. Chcemy go postawić na miejscu starego. Dom będzie z drewna, parterowy, żeby mąż mógł wchodzić bez trudu - mówi pani Janina.
     Magdalena Jęziorowska zapewniła nas, że MGOPS pomoże postawić drewniany dom z gotowych elementów w Słonawach, by mieszkańcy mogli w nim zamieszkać jeszcze przed nadejściem mrozów.
     POMOC Z CARITASU
     Obojgu poszkodowanym, tak samo jak innym z tereny gminy Szubin, Caritas pomagać będzie nadal.
     Jeden z domków holenderskich miał trafić do mieszkanki Ameryczki, która mieszka sama. - Był u niej ks. Maciej z ekspertem budowlanym i po obejrzeniu domu ekspert powiedział, że w tym akurat przypadku lepiej jest pomóc w remoncie, niż przywozić domek - poinformowała nas Magdalena Jęziorowska.
     Do mieszkańców z Caritasu trafiają materiały budowlane, cement, wapno, ale także pszenica czy marchew. - Ta współpraca między nami fajnie się układa. Jesteśmy w stałym kontakcie. Pytają kto i co potrzebuje, a my wskazujemy gdzie ta pomoc jest najbardziej potrzebna - mówi nam zastępca dyrektora szubińskiego MGOPS.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1339 (41/2017)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości