Reklama

Lisy z parku wiceadmirała

Myśliwi nie strzelają
     Lisy z parku wiceadmirała
     Mieszkańcy Sielca alarmują: - Za dnia po naszych podwórkach chodzą lisy. Twierdzą, że ich siedliskiem jest park. Proszą myśliwych o odstrzał drapieżników. Ci strzelać nie chcą ze względu na właścicieli pałacu i parku. - Myśliwych nikt wyrzucać nie będzie, ale niech rozmawiają z nami - mówi właścicielka parku Katarzyna Rodziewicz.

Mieszkańcy Sielca obawiają się zostawiać dzieci na podwórkach ze względu na lisy. Na zdjęciu (od prawej): Aleksandra Zwolińska, Andrzej Szymański, Eugeniusz Zwoliński, Marcin Szymański i dzieci. Obok wisi jedna z zagryzionych kur.
   fot. Remigiusz Konieczka

    Aleksandra Zwolińska z Sielca kupiła kilkanaście kur niosek. Zamknęła je za ogrodem, na małym terenie z kurnikiem ogrodzonym siatką i betonowym płotem. Za betonowym płotem są krzewy, a dalej za nimi pola. W czwartek około 10:00 zza betonowego płotu nadszedł lis.
    - Wszedł na płot, gałęzie sobie połamał, potem spacerował i na ludzi patrzył. Chodził przy siatce, a jak podeszliśmy, to hyc przez płot i już go nie było - mówią mieszkańcy Sielca. - Gdyby dzieciaki nie dały znać, to wszystkie by wydusił - mówi Aleksandra Zwolińska.
    Lis zagryzł pani Aleksandrze cztery kury. Jedna nioska kosztowała 20,50 zł. Cztery to już kwota 82 zł. Mieszkańcy Sielca boją się nie tylko o kury. Za domami urządzili bowiem mały plac zabaw dla dzieci. Boją się właśnie o nie. - Nie upilnujesz na chwilę, odwrócisz się, a lis skrzywdzi dziecko - mówią mieszkańcy Sielca.
    Dodają, że już jesienią widzieli spacerujące po wsi lisy. Twierdzą, że teraz podchodzą bliżej domów i to w biały dzień. Ich zdaniem, siedliskiem lisów jest park otaczający dawną siedzibę wiceadmirała Józefa Unruga. Barbara Nawrocka, również mieszkanka Sielca, skontaktowała się w sprawie odstrzału lisów z Kołem Łowieckim nr 120 Bażant z Sulinowa, do którego obwodu należy park i w którym myśliwi mogą polować. - Powiedzieli, że nie przyjadą - mówi mieszkanka Sielca. Łowczy Koła Łowieckiego Bażant Tadeusz Kuśnierek potwierdził, że myśliwi do parku w Sielcu na odstrzał wchodzić nie będą: - Tam, w tym parku, są lisy i mają nory. To mogę powiedzieć na sto procent. One są tam od het, het. Tylko, że kiedyś jesienią lub zimą to szliśmy tam na odstrzał. Co roku redukowaliśmy liczbę lisów i problemów nie było - mówi Tadeusz Kuśnierek.
    Łowczy stwierdził, że problem z odstrzałem lisów zaczął się z chwilą, gdy teren parku znalazł się w prywatnych rękach. Tadeusz Kuśnierek powiedział, że myśliwi podczas ostatniej próby odstrzału na terenie parku mieli zatarg z właścicielem, który zaczął na nich krzyczeć i zgłosił sprawę wejścia na prywatny teren na policję. - Mało co, to by dostał po trąbie. Musiałem interweniować i - mówię - panowie, tylko spokojnie. Teraz nie chcę w park wchodzić i robić sobie bałaganu. Po co mi to? Niech ich tam te lisy zjedzą - mówi Tadeusz Kuśnierek.
    Nasz rozmówca powiedział, że można wyłączyć ten teren z obwodu. Wtedy właściciel musi ogrodzić teren i ustawić tabliczki, że jest to teren prywatny. Liczba tabliczek musi być taka, że stojąc przy jednej, musi być widoczna druga. Jeśli zostanie to wykonane, to myśliwi występują m.in. do nadleśnictwa o wyłączenie terenu z łowiska i odstępują od dzierżawy terenu. - To nie jest zrobione i mamy prawo tam polować.
    Myśliwi mają świadomość dużej ilości lisów w okolicach Sielca. Teoretycznie na każde 1.000 hektarów powinna być jedna para lisów. Jeśli kołu łowieckiemu podlega 4,5 tys. ha, to powinno być 10 lisów. - A może być ich i ze sto - wyjaśnia łowczy. - Ja się ludziom wcale nie dziwię, że się boją. Lis nie jest groźny, ale może być chory na wściekliznę. Chociaż teraz chorych sztuk jest coraz mniej. Dzieje się tak od czasu, kiedy z samolotów zrzucana jest szczepionka.
    Katarzyna Rodziewicz, która wraz z rodziną mieszka w pałacu w Sielcu, powiedziała, że też ma kury, dokładnie - dwie kury, i żyją. Dodała, że lisy mogą przychodzić z innego miejsca. - Jeśli faktycznie jest dużo lisów, to niech polują. Ale niech to zrobią w cywilizowany sposób. Przecież mogą się z nami jakoś umówić. Jeżeli jest zagrożenie, to dlaczego nie.
    - Niech nie przeszkadzają - mówi łowczy. My niczego nie zdewastujemy. Lisy polują na bażanty, kuropatwy, koźlęta saren i małe zajączki. Lisów jest za dużo i muszą coś jeść. Teraz ich nie możemy zredukować, ale na jesień trzeba o tym pomyśleć - dodaje łowczy.
    Urszula Nowicka z wydziału mienia, rolnictwa i środowiska żnińskiego urzędu powiedziała, że gmina ani nie może nakazać odstrzału lisów, ani zakazać. Wszystko zależy od tego, czy mieszkańcy i łowczy porozumieją się z właścicielami parku.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 961 (28/2010)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości