Reklama

Lisy zadomowiły się w Janowcu

Poza terenem naturalnego bytowania
    Lisy zadomowiły się w Janowcu
    W okolicach dworca kolejowego w Janowcu pojawiły się lisy. Doczekały się tam już młodych. Urząd Miejski liczy na myśliwych, myśliwi ręce mają związane prawem łowieckim i wskazują na gminę i jej obowiązek utrzymania czystości
i porządku na swym terenie.

slis2.jpg
Łukasz Ciemnoczołowski wskazuje miejsce w ogrodzie pod drewnianym domkiem, gdzie norę miała para lisów z młodymi
                                                                fot. Sylwia Wysocka

    Lisy straszą pieszych na ulicach Powstańców, Młyńskiej, Nowej czy Kościuszki.
    Mieszkańcy ulicy Młyńskiej po zmroku i wcześnie rano, kiedy jest jeszcze ciemno, omijają przejście przez plac po cmentarzu ewangelickim, którym skracali sobie drogę z Młyńskiej na Kościuszki. - Wracałam po południu od znajomych z Kościuszki. Szłam na skróty przez cmentarz. Najpierw przestraszyły mnie ptaki, które zerwały się z drzewa, a chwilę później przed sobą zobaczyłam lisa. Byłam w połowie drogi, stanęłam, bo nie wiedziałam, jak mam w tej sytuacji postąpić, a on stał i na mnie patrzył. Po chwili wycofałam się i powróciłam na chodnik przy Kościuszki. Lis nie uciekał na mój widok, a ja zastanawiałam się, czy jest do tego stopnia oswojony, czy zarażony wścieklizną. Od tego czasu omijam ten skrót - opowiada mieszkanka ulicy Powstańców.

    Lisy pojawiały się też przy stacji PKP. - Mąż zauważył lisa, jak biegł torami w okolicy stacji w kierunku Flantrowa. Był znacznie większy od pospolitego lisa, wielkością przypominał dużego psa z wielkim, puszystym ogonem. Biegł wieczorem, było jeszcze jasno. Niedawno też, kiedy sąsiad szedł do samochodu, zauważył duże zwierzę biegnące w jego stronę. Szybko wsiadł do samochodu. Okazało się, że to nie pies, a lis - opowiada zaniepokojona kobieta, mieszkająca opodal stacji PKP na ulicy Powstańców. - Zdarzało się też, że spacerowały po chodniku na Młyńskiej. Kiedyś jeden lis siedział na parkingu przed cmentarzem, kiedyś też biegł lis przez teren PKP na Powstańców rano koło godziny ósmej, kiedy dzieci szły do szkoły. Siostrzeniec widział też, jak lis pokonywał płot przedostając się do ogrodu - opowiada mieszkająca w pobliżu dawnego cmentarza ewangelickiego kobieta.
Pierwszym mieszkańcem, który interweniował w tej sprawie był Łukasz Ciemnoczołowski.
    - Wysłałem pismo do Urzędu Miejskiego, w którym poinformowałem, że po chodniku na Młyńskiej spacerują lisy. Po pewnym czasie otrzymałem odpowiedź, że temat został przekazany do Koła Łowieckiego “Rogacz” oraz do straży miejskiej. Moje okna wychodzą na plac cmentarza ewangelickiego i do tej pory nie widziałem tam  ani myśliwych, ani strażników - mówi Łukasz Ciemnoczołowski.
W miniony piątek na ulicy przed domem widział w nocy sześć lisów, które przez dziurę w płocie przechodziły na teren PKP. Trzy tygodnie wcześniej na sąsiedniej ulicy Nowej widział jenota. - Kiedyś mieliśmy plagę szczurów, teraz są lisy, jenoty, tchórze - opowiada Łukasz Ciemnoczołowski.
    Na pewien czas para lisów i trzy młode zadomowiły się w ogrodzie Łukasza Ciemnoczołowskiego. Pod drewnianą altanką wykopały sobie norę. - Nie były agresywne, nie uciekały też na mój widok. Trudno jednak powiedzieć, jakby się zachowały, gdybym podszedł blisko. Instynktownie zwierzęta się bronią, więc mogłyby w sytuacji zagrożenia za-atakować człowieka - mówi Łukasz Ciemnoczołowski.
    Burmistrz Maciej Sobczak potwierdził, że o problemie dowiedział się pod koniec lata z pisma Łukasza Ciemnoczołowskiego. - Skierowaliśmy pismo do Koła Łowieckiego “Rogacz” w Janowcu. W odpowiedzi polecono, by lisy wyłapała firma, z jaką gmina ma podpisaną umowę na wyłapywanie zwierząt. Umowa ta jednak zgodnie z ustawą dotyczy zwierząt gospodarskich, domowych, jak psy, koty. Lis jest drobną zwierzyną łowną, więc nie podlega tej umowie. W akcję została zaangażowana też straż miejska. Teraz, kiedy powrócił problem, będziemy ponownie monitowali do Koła Łowieckiego - powiedział burmistrz Maciej Sobczak.
    Były prezes koła Rogacz Michał Jarecki zapewnił, że nie ma możliwości zastrzelenia lisów w mieście, w terenie zabudowanym. - Nie wolno nam strzelać w terenie zabudowanym w odległości mniejszej jak 100 metrów od zabudowań. Nie możemy w tym przypadku nic zrobić. Możemy jedynie płoszyć i przepędzać, ale nic to raczej nie da, bo lisy są inteligentnymi zwierzętami. Lisy sytuacja bytowa zmusiła do przeniesienia się w teren zabudowany. Nie ma zajęcy, bażantów, kuropatw i teraz lisy żerują na śmietnikach w obejściach gospodarstw w poszukiwaniu żywności. Prawo łowieckie wyraźnie określa odległość od zabudowań, w jakiej można strzelać do zwierzyny i w obrębie miejsca, w jakim pojawiły się lisy w Janowcu, nie ma takiej możliwości - powiedział Michał Jarecki.
Obecny prezes Wojciech Zajączek również zaznacza: - Nie zastrzelę lisa w terenie zabudowanym, ani też nie zlecę tego innemu myśliwemu, gdyż prawo łowieckie nam tego zabrania, a takie zachowanie grozi utratą zezwolenia i postępowaniem w sprawie o wykroczenie.
    Wojciech Zajączek wskazał na publikację specjalistów Macieja Machaja z Departamentu Prawnego Ministerstwa Rolnictwa oraz Piotra Jenocha z Departamentu Leśnictwa, Ochrony Przyrody i Krajobrazu, którzy tłumaczą, jak postępować ze zwierzętami łownymi, które znalazły się poza terenem naturalnego bytowania.
    W publikacji czytamy, że w przypadku pojawienia się zwierzęcia łownego poza terenem jego naturalnego bytowania (np. w sadach czy w obrębie terenu zabudowanego) zastosowanie mają przepisy ustawy o samorządzie gminnym i ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Przepisy te mówią, że utrzymanie porządku w gminach należy do obowiązkowych zadań własnych gminy. Dalej czytamy, że realizacja tego obowiązku następuje m.in. przez organizowanie ochrony przed bezdomnymi zwierzętami. Zdaniem specjalistów, przepis ten dotyczy także zwierząt łownych. Pojawienie się zwierząt łownych poza ich środowiskiem naturalnym należy traktować tak samo jak pojawienie się zwierząt bezdomnych.
    W tym zakresie gmina może liczyć na pomoc Polskiego Związku Łowieckiego, gdyż myśliwi znają zwyczaje i zachowanie zwierzyny. - Zachowanie lisa, który nie ucieka na widok człowieka, nie musi być wcale przejawem wścieklizny, a oswojenia zwierzęcia, które przeniosło się do miasta i żyje w nim. Wścieklizna nie była zdiagnozowana u nas od wielu lat, teraz lisy są szczepione na wściekliznę - powiedział Wojciech Zajączek.

 Sylwia Wysocka
Pałuki nr 771 (47/2006)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości