Reklama

Marny sezon, marne perspektywy

Jerzy Maciejewski nie wini trenera za złe wyniki, ale splot nieszczęśliwych przypadków, brak środków, odejście zawodników, kontuzje. -”Jeśli ktoś ma chęci i zamiary zapraszamy do współpracy. Liczy się każde wsparcie” - powiedział.

      fot. Remigiusz Konieczka

Szubin klub sportowy, problemy, Szubinianka
     Marny sezon, marne perspektywy
     Piłkarze Szubinianki Szubin, sztab szkoleniowy, działacze, a także fani nie mogą być zadowoleni z rundy jesiennej. Zero do dziewięciu, to nie tylko wynik najwyższej przegranej w sezonie, to także bilans zwycięstw i porażek.

     Na dziewięć kolejek drużyna piłkarska Szubinianki Szubin zdobyła zero punktów, nie wygrała ani jednego meczu, ani jednego nie zremisowała, przegrała wszystkie. Strzelając osiem goli, dała sobie wbić czterdzieści jeden. Nic dziwnego, że sympatykom drużyny puszczają nerwy i na klub, zawodników, trenera, zarząd Szubinianki spadły słowa krytyki. W odpowiedzi na krytykę prezes LKS Szubinianka Szubin Jerzy Maciejewski wydał oświadczenie, w którym krok po kroku wyjaśnia wszystkie elementy układanki, której efektem jest słaba dyspozycja seniorów Szubinianki. Warto dodać, że piłka nożna to nie tylko seniorzy, a Szubinianka to nie tylko piłkarze. Działają również sekcje judo i koszykówki, ale na obraz rzutują wyniki piłkarzy i na nich skupił się prezes.
     Przyczyn słabej postawy seniorskiej drużyny piłkarskiej jest kilka, a jedną z nich - i chyba najważniejszą - są finanse. Rzecz jasna niewystarczające.
     - Klub w 90% funkcjonuje dzięki dotacji z gminy. Reszta środków pochodzi od sponsorów. Na pięć drużyn piłkarskich seniorów, juniorów młodszych, trampkarzy, młodzików i orlików, sekcja piłki nożnej na rok 2013 otrzyma dotację z gminy w wysokości 95 tys. zł. Środki te pokrywają wyjazdy na mecze, opłaty sędziowskie, płace pięciu trenerów, badania lekarskie, licencje, ubezpieczenie, opiekę medyczną na meczach mistrzowskich, pranie sprzętu. Z tego 40% przeznacza się na funkcjonowanie drużyny seniorów.      Muszę dodać, że za darmo prowadzone są zajęcia z dodatkową najmłodszą grupą żaków - wyjaśnia prezes Jerzy Maciejewski. - Reszta środków pochodzi od przychylnych sponsorów oraz ze środków własnych, tzn. składek członkowskich, sprzedaży biletów na mecze seniorów. Za to kupujemy sprzęt piłkarski, wodę, oddajemy opłaty za żółte i czerwone kartki [jeśli drużyna w meczu otrzyma pięć kartek, to uiszcza z tego tytułu opłatę do Kujawsko-Pomorskiego Związku Piłki Nożnej 200 zł - przyp. rk], opłaty do K-PZPN za transfery, służby porządkowe itp.
     Pietą achillesową drużyny są nie dość wystarczające finanse. Prezes dodaje, że drużyna wyjeżdżając na mecz ponad 100 kilometrów od Szubina nie otrzymuje diet posiłkowych, a to że zawodnicy mają suchy prowiant w postaci bułki i parówki, zawdzięczają jednemu ze sponsorów. Kolejną przyczyną osłabienia drużyny jest odejście kilku podstawowych graczy. Wiąże się to również z finansami, ponieważ klub nie mógł zwrócić kosztów podróży tym zawodnikom Szubinianki, którzy byli spoza Szubina. To m.in. z tego powodu odeszli Waldemar Wilk z Nakła, Adam Kardasz z Bydgoszczy i Bartosz Szalkowski z Łabiszyna. Z kolei Michał Pokorski i Damian Czerwiński chcą zostać sędziami.
     - Bo tam mają pewny pieniądz - dopowiada prezes. - Mimo wielu rozmów, nie udało nam się pozyskać sponsora, który wsparłby finansowo drużynę seniorów. Nasi piłkarze grają praktycznie za darmo i nie otrzymują żadnych stypendiów. Trudno nam pozyskać wartościowego zawodnika, gdyż zwykle przy rozmowach stawia pytanie „za ile”. Nas obecnie po prostu na to nie stać. Obecni zawodnicy, co zrozumiałe, najpierw wybierają pracę zarobkową, nierzadko jest to praca dodatkowa, a potem granie i trenowanie.
     Prezes wraz z zarządem stwierdzili, że już na poziomie czwartej ligi nastąpiła komercjalizacja rozgrywek i kiedy klub opiera swoją grę na wychowankach, a tak zrobiła Szubinianka po odejściu wymienionych wyżej graczy, to trudno jest uzyskać dobry wynik. Sekcja nie ma nawet drużyny juniorów starszych, czyli bezpośredniego zaplecza dla seniorów. Nie było chętnych do gry i klub nie zgłosił tej kategorii wiekowej do rozgrywek. W całym województwie z kilku grup juniorskich została jedna, część juniorów starszych przeszła od razu do ekipy seniorów. Skok do czwartej ligi dla części okazał się bardzo trudny.
     - Nasz podstawowy bramkarz doznał złamania ręki, co jest sporym osłabieniem. Obecny, perspektywiczny bramkarz sporo się uczy, jednak kosztuje to niekiedy drużynę stratę punktów - wyjaśnia Jerzy Maciejewski.
     Tylko na jeden mecz drużyna seniorów wyszła w optymalnym składzie. Doszło do tego, że wobec kontuzji, na pozycji stopera musiał zagrać trener Wiesław Stepczyński. Zdaniem krytyków, to trener odpowiada za przygotowanie drużyny.
     - Mamy pełne zaufanie do trenera, jego wiedzy i doświadczenia oraz kwalifikacji - informuje prezes. - Obecnie obawiamy się utraty tego szkoleniowca, a nie wiemy, czy klub będzie stać na pozyskanie nowego z wysokimi uprawnieniami I klasy i UEFA A. Wiemy, że tak jak my przeżywa trudne chwile. Wyniki nie zawsze zależą tylko od trenera. Od strony warsztatowej i przygotowania do zajęć nie mamy żadnych zastrzeżeń. Ponadto zmiana trenera, przy braku koniecznych dzisiaj wzmocnień, nie daje gwarancji sukcesu.
     Jerzy Maciejewski mówi wprost, że przy takim finansowaniu i po odejściu zawodników, trenerowi będzie trudno utrzymać drużynę w czwartej lidze i już przed sezonem założenia były takie, aby młodzi zawodnicy ogrywali się i zdobywali doświadczenie, a co wywalczą, to będzie działało na ich korzyść. Zarząd, jak podkreślił prezes, robi co może. Praca jest bezpłatna, ale jeśli ktoś chce, jeśli ktoś ma pomysł i chęć do współpracy, to może się włączyć. Dla prezesa liczy się każde wsparcie. Perspektywy przed klubem nie rysują się jednak różowo i zarząd ma tego świadomość.
     - Po rozmowach z piłkarzami ustaliliśmy, że będziemy walczyć w każdym meczu o punkty, ale obawiamy się, że możemy nie przystąpić do rundy rewanżowej [na wiosnę 2014 r. - przyp. rk]. Jednak będziemy robić wszystko, by ten czarny scenariusz się nie sprawdził. Nie chcielibyśmy wycofywać drużyny z rozgrywek. Może znajdzie się firma, która zechce zainwestować lub wspomóc drużynę - mówi z nadzieją Jerzy Maciejewski.
     Prezes przyznaje, że przeprowadził wstępne i nieformalne rozmowy z działaczami Brzysko-Rolu Brzyskorzystewko na temat fuzji obu zespołów.
     - Z nikim nie rozmawiałem, nie znam tematu. Może prezes Kinal rozmawiał - mówi Jerzy Strzelecki, prezes spółki Brzysko-Rol.
     - Nie było żadnych rozmów - zapewnia wiceprezes Brzysko-Rolu Władysław Kinal. - W ogóle się na to nie zapatruję. Nie jesteśmy zainteresowani fuzją. My chcemy grać czy jako „Brzysko-Rol”, czy jako LZS. Niech sobie chłopaki grają w tej miejscowości, nie chcemy zabierać stąd drużyny, bo fuzja do tego doprowadzi. Do likwidacji klubu. Fuzje jakie były, tak się właśnie kończyły. Nie zamierzam rozwiązywać problemów innych. Mam swoje. Nie jesteśmy organizacją charytatywną, która ratuje inne kluby.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1130 (41/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości